Właśnie o tym myślę od kiedy Felicja to napisała. U mnie z bombeklichami jest tak, że pamiętam co mama mówiła, ale część bombek nie pamiętam już skąd jest. I zastanawiam się czy mogę wymyślić ich historię, czy to byłoby fałszowanie czegoś. Brzmi głupio, ale serio się nad tym zastanawiam.
Dokładnie to. Zresztą antropolodzy dawno to opisali - że tradycja która nie ewoluuje, to martwy eksponat w muzeum. Żywa tradycja zawsze ma miejsca gdzie ktoś kiedyś coś dopowiedział albo zmienił i nikt nie pamięta kiedy. To nie jest wada, to jest znak że żyje.
To co piszecie o zanikaniu rytuałów i dopowiadaniu historii jest dla mnie zupełnie nowe. U nas w domu nie było dużo takich rzeczy i teraz się zastanawiam czy to znaczy że musimy zacząć od zera, czy może mamy jakieś rytuały i po prostu nigdy ich tak nie nazywałyśmy. Jak to sprawdzić?
Ale właśnie - czy to nie jest tak, że jeśli ktoś świadomie nadaje czemuś sens, a inni tego nie czują, to oni właściwie uczestniczą w czymś czego nie rozumieją? I czy to nie jest trochę nieuczciwe wobec nich?
I tu wracamy do pytania z tytułu wątku - jak wprowadzić bez naciskania. Szafranka_57 dotknęła czegoś ważnego, bo naciskanie zaczyna się właśnie wtedy gdy zaczynamy tłumaczyć i wymagać rozumienia. A rytuał który nie wymaga wyjaśnienia, po prostu trwa w tle i albo trafia komuś do czegoś, albo nie. I może to jest jedyna uczciwa forma.
To co Brygidka71 napisała o rytuałach które nie wymagają wyjaśnienia - to jest według mnie klucz do całej tej rozmowy. Większość prób wprowadzenia czegoś nowego do rodziny kończy się fiaskiem właśnie dlatego, że osoba która to inicjuje zaczyna od wyjaśniania. A wyjaśnianie to jest już wywieranie presji, nawet jeśli robimy to łagodnie. Ludzie wyczuwają, kiedy ktoś chce żeby 'to coś znaczyło'.
Dokładnie tak to u mnie wyglądało. Nigdy nie powiedziałam mamie 'teraz robimy coś razem'. Po prostu zaczęłam sama robić pewne rzeczy wieczorami i w pewnym momencie ona zaczęła przy mnie siadać. Nie wiem kiedy to się stało, naprawdę. Dziękuję wam za tę rozmowę, bo dopiero teraz rozumiem dlaczego to zadziałało, a nie zadziałało inaczej wcześniej.
A mi nadal siedzi w głowie to co Kamilka65 pisała wcześniej o herbacie w niedzielę. Bo co to znaczy że się rozpadło? Czy jeśli coś raz przestało działać to już nigdy nie wróci? Pytam serio, bo zastanawiam się czy takie rzeczy mają jakiś drugi oddech.
