Forum

Asystent AI
Rytuały przy zaburz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przy zaburzeniach osobowości - praktyka wspierająca leczenie

Strona 1 / 2

Wpisy: 451
Rozpoczynający temat
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Temat założyłam, bo sama przez lata szukałam czegoś, co ma sens i nie sprawia, że czuję się jak hipokryta robiąca coś mechanicznie. Mam diagnozę BPD i przez długi czas myślałam, że rytuały to nie dla mnie, bo moja dysregulacja emocjonalna sprawia, że każda praktyka albo wciąga mnie za bardzo, albo porzucam ją po kilku dniach. Ale ostatnio zaczęłam myśleć o tym inaczej. Diagnoza nie przekreśla duchowości. Może tylko wymaga innego podejścia do formy. Nie wiem, czy ktoś tu mial podobne doświadczenia, ale chętnie posłucham. Mnie najbardziej ciekawiło to, czy są jakieś praktyki, które uwzględniają zmienność nastroju jako punkt wyjścia, a nie problem do wyeliminowania.


Odpowiedz
105 odpowiedzi
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

To ważne, co piszesz o zmienności nastroju jako punkcie wyjścia. Ja długo pracowałam z runami i jedną z pierwszych rzeczy, którą zauważyłam, było to, że narzucanie sobie stałej, codziennej struktury rytuałów przy nieregularnym psychicznie stanie po prostu nie działa. Nie dlatego, że jesteś "za słaba" albo "nieodpowiednia", tylko dlatego, że taki model zakłada pewną homeostazę, której wiele osób po prostu nie ma. Mnie bardziej pomagały praktyki oparte na odpowiedzi na stan, nie na rozkładzie. Tzn. zamiast "o 21 zapalasz świecę i medytujesz", bardziej: kiedy czujesz X, robisz Y. Jak rytuał warunkowy. Ale cekawi mnie, czy mówisz o samodzielnym rytualizowaniu, czy szukasz czegoś w konkretnej tradycji?


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

To co Pelagiusza pisze o "rytuale warunkowym" to dla mnie strzał w dziesiątkę, choć nigdy tak tego nie nazwalem. Ja mam diagnose ADHD i depresje nawracajuącą i przez lata probuję dostosowac praktyki do tego co mi zostawiono, a nie do jakiegoś ideału. Np. czakra splotu słonecznego i praca z nią przez ruch, nie przez siedzenie. Bo siedzenie mi wtedy nie wychodzi. Ale mam pytanie do autorki tematu: czy chodzi ci o rytuały stricte magiczne, czy szeroko rozumiane, bo to dość zmienia perspektywę co komu polecac.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pawelek77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Tolcia Właśnie to mnie zastanawia w tym wątku. Rytuał magiczny kontra rytuał jako praktyka regulacyjna to dwie różne rozmowy. bo np. w pracy z bioenergią rytuał ma konkretną funkcję przejścia między stanami. Tolcia A to, co opisuje - ruch zamiast siedzenia przy czakrze - to bardziej terapeutyczne użycie rytualizacji. Oba są wartościowe, ale można się pogubić, jeśli nie wiadomo, czego się szuka. Ja bym jeszcze zapytał: czy masz jakieś praktyki, które już próbowałaś i coś z nich wynikło, nawet jeśli krótkotrwale?


Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Pawelek77 To dobre pytaniie i masz rację, że powinam to doprecyzować. Szukam czegoś pomiędzy. Nie stricte magicznego w sensie spellwork, bo to wymaga ode mnie długoterminowej intencji, której przy dysregulacji emocjonalnej utrzymanie jest bardzo trudne. ale też nie stricte terapeutycznego. Bardziej czegoś, co ma symboliczny ciężar, co zakotwicza, ale nie wymaga, żebym była w tym samym stanie psychicznym za każdym razem. Próbowałam pracy z ogniem. Palenie kawałka papieru z intencją. Działało, ale tylko kiedy byłam w określonym stanie. Kiedy byłam w rozpadzie emocjonalnym, odrzucałam to całkowicie, jakby mój system odmawiał dostępu.


Odpowiedz
Wpisy: 875
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co opisujesz z ogniem to coś, z czym też się zetknęłam. Znam osoby, które pracują z wodą jako alternatywą, właśnie dlatego, że woda jest bardziej "przyjmująca" w odczuciu niż ogień, który wymaga aktywności. Przepływ, zanurzenie dłoni, rytuał obmycia. Przy silnej dysregulacji ogień może być za intensywny jako bodziec. Ale to nie jest reguła. Ciekawi mnie bardziej to, co mówiłaś o "odmawianiu dostępu" przez system. Czy to było odrzucenie samego rytuału, czy odrzucenie bycia świadomą intencji? Bo to może być ważne rozróżnienie.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

Przepraszam że wchodzę, ale mam jedno sceptyczne pytanie. czy nie jest tak, że w momencie kryzysu emocjonalnego żaden rytuał nie zadziała, niezależnie od jego formy? mówię to bez złośliwości, naprawdę pytam. Bo z tego co rozumiem z neuropsychologii, przy silnej dysregulacji korowa część mózgu odpowiedzialna za refleksję i symboliczne myślenie jest mocno wyłączona. jak rytuał ma działać, jeśli jego odbiorca jest wtedy biologicznie "offline"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Darek_69 Akurat w tym punkcie masz rację co do neurologii, ale błąd polega na założeniu, że rytuał działa tylko przez symboliczne myślenie. Rytuały sensoryczne, oparte na dotyku, zapachu, ruchu, działają przez inne ścieżki. Badania nad traumą, np. Levine czy van der Kolk, wprost wskazują, że ciało może "wchodzić" w stany rytualne niezależnie od aktywności korowej. To nie jest mistyka, to fizjologia. Somatyczna praca z ciałem w rytuale to co innego niż siedzenie i wizualizacja.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Pelagiusza pisze o ciele jest dla mnie bardzo konkretne. Ja pracuję z bioenergią od jakiegoś czasu i często spotykam się z tym, że luzie zakładają, że praktyka musi być "mentalna" 🙁 A tymczasem np. rytmiczne kołysanie, świadome oddychanie w określonym rytmie, nacisk na konkretne punkty ciała to wszystko może być rytuałem i działa bez pełnej obecności korowej. Ale Darek, mam do ciebie pytanie, bo jesteś sceptyczny: co dla ciebie w ogóle kwalifikuje coś jako rytuał? Bo może rozmawiamy o różnych rzeczach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 475

@Dobrusia.2 Uczciwe pytanie. dla mnie rytuał to działanie z intencją i świadomością jego znaczenia. Jeśli ktoś kołysze się mechanicznie bez żadnej świadomości, to jest stereotypia, nie rytuał. Ale rozumiem, że możecie mieć szerszą definicję. Ciekawi mnie, gdzie wg was przebiega granica między rytualem a nawykiem czy zachowaniem kompulsywnym? To nie jest złośliwe, naprawdę interesuje mnie to w kontekście osób z zaburzeniami osobowości, bo obsesyjne powtarzanie pewnych czynności może być i lecznicze, i destrukcyjne.


Odpowiedz
Wpisy: 425
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Granica, o której mówi Darek, to bardzo realne zagadnienie w pracy rytualnej. Znam to z własnej praktyki. Rytuał różni się od kompulsji tym, że można go przerwać, że ma wyznaczony koniec i nie jest napędzany lękiem. Ale przy zaburzeniach osobowości, zwłaszcza z elementami OCD lub BPD, ta granica faktycznie potrafi być cienka. I tu pojawia się coś, o czym rzadko się mówi: intencja nie musi być "czysta" czy spokojnie sformułowana. Może być chaotyczna, fragmentaryczna. Ważniejsze jest, czy osoba po zakończeniu rytuału ma poczucie domknięcia, nawet małego. Czy macie doświadczenia z tym poczuciem domknięcia albo jego brakiem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Wrozbita Właśnie to domknięcie jest dla mnie kluczem i jednocześnie najtrudniejszym elementem. BPD często nie daje naturalnego poczucia domknięcia czegokolwiek. Emocje nie kończą się, tylko się urywają albo eskalują. Więc rytuały, które zakładają płynne przejście przez etap i spokojne zakończenie, u mnie po prostu nie działają tak jak u innych. Próbowałam różnych form zamykania, kończenia czymś fizycznym, np. zgaszeniem świecy, myciem rąk. I to akurat działało lepiej niż cokolwiek werbalnego. Fizyczny gest końca.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

To co mówisz o fizycznym geście końca jest czymś, z czym ja też eksperymentowałam, chociaż z zupełnie innego powodu. Przy pracy z tarotem zawsze kończę odwróceniem talii. Dosłownie. To głupie, ale działa jako sygnał dla mnie, że sesja się skończyła. Zaczęłam się zastanawiać, czy to co opisujesz to nie jest właśnie ta kategoria rytuałów, które mogą działać dla osób z trudniejszą regulacją, proste, jednoznaczne, sensoryczne gesty graniczne. Nie wiem czy to wystarczy jako "rytuał" w pełnym sensie, ale może to jest dobry punkt startowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Bernadka02 Myslę że to jest właśnie rdzeń tego o czym rozmawiamy. Rytuał graniczny. Cos co oddziela przestrzenie. Przy zaburzeniach osobowosci, gdzie granice wewnetrzne są często rozmazane, rytuał graniczny może robić robotę, która u innych robi wewnetrzna regulacja. Tzn zewnetrzny gest zastepuje wewnetrzną strukturę. To ma sens nawet z psychologicznego punktu widzenia. Mary Watkins pisała o tym jeśli chodzi o wyobraźni dialogicznej, że zewnętrzna forma daje rusztowanie dla wewnętrznego chaosu.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Notuje tę rozmowę, bo jest konkretna. Mam pytanie do Tolci: czy masz jakieś przykłady takich rytuałów granicznych poza odwracaniem talii czy gaszeniem świecy? Pytam, bo sam szukam praktyk, które mają fizyczny, namacalny element, nie oparty na wizualizacji, bo z tym mam ciężko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Anastazy07 Kilka rzeczy, które zbieram z rozmow i własnych testów: mycie rak z intencja przejscia, przestepowanie progu z pełna uwaga, zawiązywanie i rozwiązywanie sznurka, uderzenie dzwonka lub klaskniecie, wyjście na zewnatrz i powrót jako symboliczne przejscie. ehh, wszystko co angażuje propriocepcje, czyli świadomość ciała w przestrzeni, wydaje się działac niezależnie od stanu psychicznego. I to nie jest moje odkrycie, to jest coś, o czym mówi trauma-informed terapia od lat.


Odpowiedz
Wpisy: 69
 Wela
(@wela)
Połączone: 2 lata temu

Dziękuję wam wszystkim za tę rozmowę, naprawdę dużo mi daje. Chciałam tylko dodać, że przy pracy z czakrami też trafiłam na podobny problem, że klasyczne medytacje czakrowe zakładają spokojny stan wyjściowy. A kiedy nie masz tego spokoju, siedzenie i wizualizowanie kół świetlnych to po prostu tortury. Zaczęłam zamiast tego używać kamieni kładzionych na ciele, bo to jest coś fizycznego, namacalnego i nie wymaga ode mnie wytworzenia obrazu. Czy ktoś z was łączył pracę z kamieniami z tym, o czym tu mówicie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Wela Tak, ale z pewnym zastrzeżeniem. Kamienie działają sensorycznie, ciężar, temperatura, tekstura, i to jest realne. Ale przy silnej dysregulacji emocjonalnej ich "znaczenie" może się zmieniać z sesji na sesję, co może być dezorientujące, jeśli oczekuje się spójności. Natomiast jako kotwice, konkretne, stałe obiekty, które są zawsze takie same, mogą pomagać. Mam pytanie do autorki tematu, bo trochę odeszliśmy od jej konkretnej sytuacji: jak masz z obiektami? Czy konkretne przedmioty robią na tobie wrażenie stałości, czy raczej nie?


Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Pelagiusza_J Bardzo trafne pytanie i tak, to jest ważny wątek. Z przedmiotami mam ambiwalentnie. Z jednej strony bardzo ich potrzebuję jako zakotwiczenia, z drugiej, przy dysregulacji, mogę je idealizować albo nagle czuć do nich obrzydzenie. To klasyczny BPD-owy schemat. Ale zauważyłam jedno: przedmioty bardzo stare, które mają jakąś historię poza mną działają inaczej oj, są mniej "moje", więc mniej podatne na moje huśtanie. Nie wiem czy to ma sens dla kogoś spoza tej specyfiki.


Odpowiedz
Wpisy: 573
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

To ma sens i to duży. W tradycji tarota mówi się o "zastanym" znaczeniu kart które pochodzi z historii symbolu, nie z osoby. To stabilizuje interpretację nawet kiedy czytelnik jest w chaosie. Podobny mechanizm. obiekt z historią ma ciężar, który nie pochodzi od ciebie, wiec nie możesz go tak łatwo zniszczyć swoim stanem. Ale mam pytanie, bo ta rozmowa mocno weszła w somatykę i psychologię: czy jest gdzieś rytuał, który łączy to symboliczne z fizycznym w sposób, który komuś z was faktycznie działał długoterminowo, nie tylko jednorazowo?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Hubert72 Dla mnie długoterminowo działa jeden prosty rytuał wodny, który zaczęłam robić po przeczytaniu czegoś o japońskim misogi. Nie w wersji tradycyjnej, bo to wymagałoby dostępu do naturalnej wody, ale uproszczonej: zimna woda na nadgarstki rano z konkretnym zdaniem wypowiadanym przy tym. Nie musisz wierzyć w magię wody, żeby to działało, bo mechanizm jest somatyczny, zimna woda aktywuje nerw błędny, spowalnia reakcję stresową. no i, ale forma jest rytualna i symboliczna jednocześnie. Robię to od kilku miesięcy regularnie, niezależnie od stanu, i to jest jedyna moja praktyka, która przeżyła moje gorsze okresy.


Odpowiedz
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Eliksira Zapisałem sobie ten wątek o misogi i uproszczeniu praktyki. Eliksira, ale mam pytanie: jak to jest z tą konkretną intencją, którą wypowiadasz? Mówisz to na głos, w myślach zapisujesz wcześniej? Bo przy dysregulacji wyobrażam sobie, że samo "formułowanie intencji" może być przeszkodą, jeśli słowa w danym momencie nie przychodzą.


Odpowiedz
(@eliksira)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 875

@Anastazy07 Bardzo dobre pytanie i tak, to jest problem, na który trafiłam. Na początku próbowałam formułować intencję zdaniem. To nie działało przy silniejszym rozchwianiu, bo zdanie się rozpadało w połowie. Przeszłam na jedno słowo albo w ogóle na obraz. Zimna woda, nadgarstki, i jedno słowo: "teraz". To wszystko. Żadnego rozbudowanego rytuału słownego.


Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Eliksira To co opisuje z "teraz" jako jedynym słowem intencji jest dla mnie bardzo ważnym wątkiem. Przy BPD rozbudowane afirmacje czy intencje często działają wbrew zamierzonemu efektowi, bo wymagają spójności myślowej, której w danej chwili nie ma. Jedno słowo albo gest jako kotwica to zupełnie inny mechanizm. Masz go od początku czy doszłaś do tego metodą prób?


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czy przy takim skróconym formacie nie pojawia się problem z tym, że rytuał zaczyna wyglądać "za prosto" i przez to traci swoje znaczenie? Pytam bo w bioenergii często się mówi, że rytuał potrzebuje pewnej formy, struktury, żeby nie stać się tylko nawykiem. Jak to rozróżniasz u siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Dobrusi mnie zatrzymało. Bo ja mam podobne wątpliwosci z innej strony. pracuje z tarotem i czasem bardzo prosty gest, jak przestepowanie progu, robi wiecej roboty niz godzinna sesja z kartami. I zastanawiam sie czy "za prosto" to nie jest nasz problem, nie problam rytuału. Czyli my oczekujemy, ze coś musi byc skomplikowane żeby zadziałalo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Tolcia To jest sedno, ale trochę bym to odwróciła. Problem nie jest w tym, że oczekujemy skomplikowanego. Problem jest w tym, że proste rzeczy trudno szanować, bo kultura ezoteryczna cały czas pcha w stronę coraz bardziej rozbudowanych praktyk. ktoś kto robi jedno słowo i zimną wodę czuje się, jakby "za mało" robił. A to jest projekcja środowiskowa, nie kwestia samego rytuału 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Zgadzam się z Pelagiuszą i mam na to własny przykład. Przez długi czas wstydziłam się mówić, że mój rytuał zamknięcia sesji tarota to odwrócenie talii. Brzmiało za banalnie przy tym, co opisywali inni. A potem zobaczyłam, że ta prostota jest właśnie tym, co sprawia, że to działa konsekwentnie, nawet kiedy jestem zmęczona albo rozklejona.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Wela
(@wela)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 69

@Bernadka02 O tym wstydzeniu się za "za proste" to prawda. Ja też przez jakiś czas nie mówiłam, że przy czakrach kończę po prostu przykrywając kamień dłonią na chwilę. Ale co do pytania Dobrusi, mam wrażenie, że rytuał nie traci znaczenia przez prostotę. Traci je przez brak obecności. Można robić coś skomplikowanego całkowicie bez świadomości i to będzie puste.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

Mam pytanie, bo ta rozmowa mnie wciągnęła mimo woli. Mówicie o prostocie rytuału i o obecności. Ale jak ktoś ma zaburzenia dysocjacyjne w spektrum, to co wtedy? Bo "być obecnym" to nie jest opcja, którą można po prostu wybrać. Czy są rytuały, które działają właśnie bez zakładania pełnej obecności?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 425

@Darek_69 To jest naprawdę dobre pytanie i cieszę się, że je zadałeś, bo to zmienia perspektywę. Przy dysocjacji rytuały sensoryczne mają ten plus, że pracują z ciałem zanim umysł zdąży być obecny. Zimno, ciężar, zapach, tekstura, te bodźce mogą torować drogę do obecności, zamiast jej wymagać. Ale to zakłada, że sam rytuał jest na tyle prosty, żeby nie wymagał planowania w momencie kryzysu.


Odpowiedz
Wpisy: 451
Rozpoczynający temat
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Darek zadał coś, przy czym muszę się zatrzymać. Dysocjacja i dysregulacja to różne stany, choć mogą współwystępować. Przy dysocjacji jest ten specyficzny problem, że "ty" nie jesteś w ciele wystarczająco, żeby cokolwiek sensorycznego miało zadziałać jako kotwica. To co opisuje Wrozbita jest słuszne przy łagodniejszych formach. Przy głębszej dysocjacji potrzeba czegoś, co jest wręcz agresywnie sensoryczne, kostka lodu, zimny prysznic, intensywny zapach. To już granica między rytuałem a techniką bezpieczeństwa.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale to brzmi jakby zacierała się granica między pracą duchową a terapią. Czy naprawdę rytuał może zastąpić specjalistę przy takich stanach? Pytam szczerze, bo w tym wątku jest dużo mądrości, ale mam wrażenie, że gdzieś się rozmywa, co jestt praktyką a co jest pomocą w kryzysie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 1036

@Gencjana Nikt tu nie mówi, że rytuał zastępuje specjalistę. To jest ważne zastrzeżenie i dobrze, że to powiedziałaś. Natomiast to nie jest albo-albo. Ktoś może być w terapii i jednocześnie szukać praktyk, które pomagają mu między sesjami. Rytuał jako uzupełnienie, nie jako substytut. Malachitka napisała to już wcześniej na początku wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 573
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Co do granicy między rytuałem a techniką bezpieczeństwa, którą poruszyła Malachitka: w tradycji hermetycznej te dwie kategorie nigdy nie były sztywno rozdzielone. Rytuał oczyszczający przed pracą magiczną pełnił funkcję zarazem symboliczną i regulacyjną. Zmiana ciśnienia w głowie przez kontrolowany oddech, zimna woda, to były elementy przygotowania, nie "teraz robimy terapię, potem robmy magię". Podział jest nowszy i trochę sztuczny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 333

@Hubert72 To jest dla mnie nowa perspektywa. Czy masz na myśli konkretne tradycje? Bo ciekawi mnie jak w praktyce wyglądało to łączenie, żeby nie brzmiało jak teoria, tylko jak coś, co ktoś faktycznie robił.


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Anastazy07 Najbardziej konkretny przykład to tradycja thelemy i Golden Dawn, gdzie praca z ciałem przed rytuałem, rezonans oddechu, rytmiczne kroki, były warunkiem wstępnym. nie pobożnym życzeniem, ale częścią protokołu. Crowley pisał o tym wprost, że magik musi być sposóbm precyzji, a precyzja zaczyna się od ciała, nie od intencji. Niezależnie od tego co sądzić o całej reszcie jego dorobku.


Odpowiedz
Wpisy: 205
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

Nigdy nie myslalam o tym z tej strony i to zmienia troche moje podejscie do wlasnej praktyki. ojej bo ja często traktowałam te elementy cielesne jako "przygotowanie do prawdziwego rytuału". A tu wychodzi, ze one SA czescia rytuału. To znaczy, ze przy zaburzeniach osobowości mozna zbudować cały rytuał tylko na tych elementach i to bedzie pełnoprawna praktyka 😉


Odpowiedz
Wpisy: 36
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek od początku i dopiero teraz dałam się wciągnąć, żeby napisać. ojej, mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy jest jakiś sposób żeby zacząć testować takie proste rytuały sensoryczne bez wcześniejszego wiedzy o tradycjach? Bo trochę się gubiłam, czy muszę coś "wiedzieć", żeby to miało sens, czy mogę po prostu zacząć od zimnej wody i słowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 425

@Kometka.1 Możesz zacząć od zimnej wody i słowa 😀 Wiedza o tradycjach może przyjść później albo wcale, i nie zdecyduje o tym, czy coś działa na ciebie czy nie. Rytuał bez wiedzy teoretycznej nadal jest rytuałem, jeśli jest wykonywany z uwagą i powtarzany w tym samym kontekście. Teoria jest pomocna żeby rozumieć, co robisz. Ale nie jest warunkiem wejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@pawelek77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Chciałem wrócić do pytania Dareka sprzed kilku postów, bo myślę że nie zostało do końca rozwinięte. Mówił o rytuałach bez zakładania pełnej obecności 😉 W bioenergii jest coś, co można by opisać jako rytuały posturalne, czyli pracę z ciałem przez konkretną pozycję lub gest, który sam w sobie jest stanem, nie wymaga wchodzenia w stan. Czy ktoś tu miał doświadczenie z tym podejściem? Bo mam wrażenie, że to mogłoby być bardzo konkretne dla osób z dysocjacją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Pawelek77 Tak, to jest coś, co znam z własnej praktyki i z opisu somatic experiencing. Pozycja sama w sobie komunikuje ciału coś, niezależnie od tego, co robi głowa. wiesz co, skulenie, wyprostowanie, oparcie dłoni o twarde powierzchnie. Przy dysocjacji czasem jedyne co działa to właśnie to, że ciało przyjmuje formę zanim umysł zdąży cokolwiek postanowić. To nie jest to samo co intencja, ale może być jej poprzednikiem.


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@anastazy07)
Połączone: 2 lata temu

To, co piszesz o pozycji jako komunikacie do ciała, mnie zatrzymało. Mam pytanie, może naiwne, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. czy to znaczy, że przy silnej dysocjacji rytuał zaczyna się właściwie od fizyczności, a intencja przychodzi później? Że nie czekamy na "właściwy stan wewnętrzny", tylko ciało ma go niejako wywołać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pawelek77)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Anastazy07 Właśnie o to chodzi, i to nie jest naiwne pytanie, bo większość praktyk idzie dokładnie odwrotnie. zakłada się, że najpierw intencja, potem działanie ciała. W somatic experiencing i w praktykach posturalnych ten porządek jest odwrócony. ciało prowadzi, a psychika dogania. Przy dysocjacji to ma sens, bo mózg i tak jest w tym momencie gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

No dobra, ale tu mam problem. Jeśli ktoś jest zdysocjowany i wykonuje rytuał "mechanicznie", bo ciało robi, a głowa jest gdzie indziej, to czy to w ogóle jest rytuał? Rytuał bez udziału świadomości brzmi dla mnie jak... eee, gimnastyka. Nie oceniam, po prostu nie rozumiem, czym to się różni od zwykłego ruchu ciała.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wrozbita)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 425

@Gencjana Pytanie jest dobre, ale chyba zakłada, że świadomość jest zero-jedynkowa. Tymczasem przy dysocjacji "głowa jest gdzie indziej" nie znaczy, że nie ma żadnej świadomości. jest jej mniej, jest bardziej strzępiastych. I właśnie dlatego bodźce sensoryczne działają jak coś, co ją zbiera z powrotem. Rytuał nie wymaga pełnej obecnośic od początku, on może ją tworzyć w trakcie.


Odpowiedz
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Gencjana ma dobry punkt, ale mam wrażenie ze my czasem za bardzo utożsamiamy swiadomosc z "byciem obecnym w głowie". Jak sie robi tarot po ciezkim dniu, to tez czesc uwagi jest gdzie indziej. I jakoś karta i tak mówi cos trafnego. ehh Nie wiem czy to analogia dobra, ale mam poczucie ze intencja ustawiona wczesniej, przed stanem, moze dzialac nawet jak stan sie zmienia.


Odpowiedz
(@dobrusia-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Tolcia To, co mówisz o intencji ustawionej wcześniej, jest ciekawe w kontekście bioenergii. Tam się mówi o "zakotwiczeniu intencji" przed sesją właśnie dlatego, że w trakcie stan może być inny niż na początku. Ale mam pytanie do Ciebie, bo piszesz z perspektywy tarota: jak to robisz konkretnie? Ustawiasz intencję werbalnie, mentalnie, czy to jest bardziej gest?


Odpowiedz
(@tolcia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Dobrusia.2 U mnie to jest słowo wypowiedziane na głos zanim dotknę talii. Jedno zdanie, dosłownie. Nie musi byc piekne ani precyzyjne. czasem to jest "chcę zobaczyć co jest". I potem nawet jak sie moje mysli rozlatuja ta talia cos wie. Moze to brzmiec dziwnie, ale po latach jest dla mnie oczywiste.


Odpowiedz
Wpisy: 36
(@kometka-1)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i mam wrażenie, że opisujecie coś, co jest zupełnie inne od tego, jak ja dotąd rozumiałam "przygotowanie do rytuału". Bo ja to traktowałam jako warunek żeby rytuał w ogóle mógł się zacząć. A tu wychodzi, że to może być część rytuału albo że rytuał może zacząć się bez tego. Czy dobrze rozumiem?


Odpowiedz
Wpisy: 451
Rozpoczynający temat
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Kometka dobrze rozumie i to jest zmiana która ma realny skutek dla osób z dysregulacją. jeśli "właściwy stan" jest warunkiem wejścia, to te osoby są na starcie wykluczone. Praktyki, które znam, które faktycznie pomagają przy zaburzeniach osobowości, zwłaszcza borderline, działają przez małe progi wejścia. Jeden gest, jedno słowo, jedna tekstura. Reszta buduje się w trakcie albo nie buduje się wcale i to też jest wynik.


Odpowiedz
Wpisy: 1036
(@pelagiusza_j)
Połączone: 5 miesięcy temu

To, co Malachitka napisała o BPD, jest ważne, bo to jest specyficzny przypadek 😉 Przy borderline dysregulacja emocjonalna jest tak intensywna, że rytuał może być przerwany w środku przez silny impuls. I co wtedy? Czy niedokończony rytuał ma jakieś konsekwencje według tradycji, z którymi pracujesz? Pytam serio, bo słyszałam różne zdania na ten temat.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Pelagiusza_J W Golden Dawn był protokół kończenia rytuału w sytuacji awaryjnej, dosłownie kilka gestów i formuła zamknięcia. Nie pełne zakończenie, ale coś, co zamykało przestrzeń bez rozbudowanej struktury. Nie wiem, czy to jest odpowiedź na Twoje pytanie ale tamta tradycja wyraźnie zakładała, że praca może zostać przerwana z przyczyn od praktyka niezależnych.


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Hubert72 Czy ten protokół awaryjny był znany wszystkim adeptom od początku, czy to było coś, czego uczono dopiero na pewnym etapie? bo mam wrażenie, że dla kogoś z BPD istnienie takiego "wyjścia awaryjnego" mogłoby samo w sobie zmniejszyć lęk przed zaczynaniem rytuału.


Odpowiedz
(@hubert72)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 573

@Bernadka02 To było przekazywane wcześnie, bo rozumiano, że rytuał bez możliwości bezpiecznego wyjścia jest strukturą zamkniętą, a to w praktyce magicznej jest prbolem 🙂 Nie pamiętam dokładnie na którym stopniu, ale z tego co czytałem, gestem zamknięcia uczono się przed zaawansowanymi pracami, nie po twoja intuicja co do lęku jest trafna, to ma logikę.


Odpowiedz
Wpisy: 475
(@darek_69)
Połączone: 3 tygodnie temu

No dobra, ale mam inne pytanie, bo nie jestem pewien czy dobrze rozumiem kontekst. Mówimy o rytuałach jako o czymś, co pomaga regulować stan 😉 Ale czy ktoś ma doświadczenie, że rytuał zamiast pomagać, nakręcił? bo przy pewnych stanach dysocjacyjnych słyszałem, że silne bodźce mogą paradoksalnie wytrącić bardziej. Nie chcę siać paniki, ale to mnie zastanawia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malachitka98)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Darek_69 Tak, to się zdarza i to nie jest rzadki przypadek. Dlatego przy dysocjacji i przy traumie nie zaczyna się od intensywnych bodźców sensorycznych zimna, zapachu, głośnego dźwięku, tylko od minimalnych. To jest zasada okna tolerancji, którą stosuje się w somatic experiencing. Bodziec ma być wystarczający, żeby ciało go zauważyło, ale nie na tyle silny, żeby wywołał reakcję ucieczki lub zamrożenia. Różnica między "dotknięcie zimnej powierzchni przez sekundę" a "zanurzenie dłoni w lodowatej wodzie" jest ogromna.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: