Mam taki problem i nie wiem czy ktoś się z tym spotkał. Robię rytuał, który wymaga konkretnego stanu emocjonalnego - instrukcja dosłownie mówi, żeby wejść w stan radości, wdzięczności, lekkości. A ja ostatnio mam taki ciężki okres, że kompletnie nie jestem w stanie tego wykrzesać. Nie chodzi o to, że nie chcę - po prostu siedzi we mnie coś w rodzaju cichej melancholii i nie odpuszcza. I teraz zastanawiam się: czy w ogóle zaczynać, czekać aż mi minie, czy może dać radę jakoś to obejść? bo z jednej strony czytałam, że nastrój ma znaczenie, z drugiej - że intencja ważniejsza niż chwilowy stan. i nie wiem co o tym myśleć.
To jest jedno z tych pytań, na które nie ma jednej odpowiedzi i trochę mnie boli jak ludzie piszą, że "nastrój to podstawa, bez tego nie ruszaj". Jakby te rytuały były zarezerwowane tylko dla tych, którym akurat dobrze w życiu. Miałam podobną sytuację - musiałam coś zrobić w konkretnym czasie astrologicznym, a byłam totalnie rozbita po rodzinnych sprawach. Zdecydowałam się wejść mimo wszystko, ale zmieniłam podejście - zamiast udawać radość, skupiłam się na tym, czego chcę, nie na tym, jak się czuję. I jakoś to przeszło. Nie twierdzę, że to dobra metoda dla każdego, ale u mnie zadziałało. Nie pamiętam już skąd wzięłam tę wariację, może z jakiegoś angielskiego źródła.
Mi sie wydaje ze czesto ten wymog "odpowiedniego nastroju" jest po prostu źle tłumaczony z angielskich źrodeł. W oryginale często chodzi o coś bliżej "aligned state" - czyli stan spójy z intencją, nie koniecznie radosy. Melancholia za swoim pragnieniem też może być spójnym stanem, jesli to pragnienie niesie w sobie tęsknotę. nie każda radość jest prawdziwa i nie każda melancholia jest przeszkodą.
Mogę zapytać z boku, bo mnie to ciekawi - czy w ogóle da się wywołać ten nasrój sztucznie? Znaczy, czy jest jakiś sposób żeby się do rytuału przygotować emocjonalnie, tak celowo? Bo słyszałam o muzyce, o oddechu, o mediacji przed, ale nie wiem czy to ma sens czy to tylko takie działanie zastępcze.
Słuchajcie ja może nie znam się za bardzo, ale mam jedno pytanie które mi chodzi po głowie od początku tego wątku - dlaczego w ogóle ktoś napisał w tej instrukcji że masz czuć radość? Skąd autor wie co masz czuć? bo to mi wygląda trochę jak przepis kulinarny, który mówi "gotuj z miłością". niby wiemy o co chodzi, ale to bardzo subiektywne.
Nie spodziewałam się, że ta rozmowa pójdzie w takim kierunku i szczerze - to trochę zmienia mi perspektywę. Wciąż mam wątpliwości czy dam radę "poczuć spełnienie" kiedy jest mi ciężko, ale przynajmniej teraz wiem, że może nie chodzi o to żebym się zmusiła do sztucznego uśmiechu. eh Zastanawiam się czy ktoś próbował robić coś podobnego właśnie będąc w gorszym miejscu emocjonalnie - i co z tego wyszło?
To co opisuje Eukaliptus to jest bardzo typowy schemat. Goddard zresztą explicite pisał o "assumption" - o założeniu, przyjęciu za pewnik. To jest coś zupełnie innego niż emocjonalne nakręcanie się. I to "założenie" możesz mieć nawet będąc spokojnym, zmęczonym, smutnym. pytanie do Kinia05 - czy ta książka którą masz podawała jakieś ćwiczenia, czy tylko opisywała mechanizm?
to jest swietne pytanie, serio. Bo myslenie zyczeniowe ma taki charakter ze ciagle wracasz do "chce zeby bylo" - czyli jestes w przyszlosci, ktora nie nadeszla. A to co opisywal Goddard to bardziej "jest" - stan terazniejszy. To subtelna roznica ale moim zdaniem wyczuwalna w ciele. W myslenui zyczeniowym jest jakies napięcie, takie oczekiwanie. W tym "assumption" powinno byc raczej rozluznie.
Czytam to i się zastanawiam - czy to nie jest trochę tak jak z placebo? Znaczy jak ktoś naprawdę wierzy że coś zadziała, to czasem działa, bo zachowuje się inaczej, podejmuje inne decyzje. Nie mówię że nie ma tu nic wiecej, ale ten mechanizm "przekonania" który opisujecie - czy nie jest właśnie tym? Pytam szczerze, bez złośliwości.
Przepraszam że wchodzę z booku, ale mnie zastanawia jedno - mówicie o intencji, o skupieniu, o przekonaniu. Ale skąd wiecie że wasz stan w danym momencie nie jest właśnie tym czego ten rytuał wymaga? To znaczy - może melancholia Kinia05 jest tuutaj nie przeszkodą tylko jakimś sygnałem? może to jest właśnie ten "aligned state" o którym Hyzop móiwła wcześniej, tylko nie jest rozpoznany jako dobry bo nie jest radosny?
To co Magini59 napisała siedzi mi w głowie. Już wcześniej Hyzop pisała o tym że melancholia za pragnieniem też jest rodzajem kierunku. Teraz zaczynam się zastanawiać czy ta moja melancholia nie wynika właśnie z tego, że mi na tym zależy - i że to nie jest przypadkowe uczucie, tylko coś co jest z tej samej przestrzeni co cel rytuału.
To "coś pójdzie nie tak" - możesz to rozwinąć? Co konkretnie cię niepokoi? Bo to jest ważne, żeby wiedzieć czy obawiasz się braku efektu, czy może jakiegoś efektu który nie był planowany. To są dwa różne rodzaje lęku i oba zasługują na osobne potraktowanie.
To "coś pójdzie nie tak" - właściwie sama nie wiem jak to nazwać. Chyba bardziej boje się że rytuał wzmocni tę melancholię zamiast ją przejść. Że zamiast dotrzeć do pragnienia zostanę głębiej w tym ciężarze. Nie wiem czy to ma sens jako obawa.
to ma bardzo duży sens. I właściwie to jest pytanie o coś konkretnego - czy wchodzenie w stan emocjonalny podczas rytuału działa jak pogłębianie tego stanu, czy jak jego przepracowanie. Bo to nie jest oczywiste i zależy od struktury rytuału, intencji i tego jak go prowadzisz. czy ten rytuał ma jakiś element zamknięcia wyjścia ze stanu - czy jest bardziej otwarty?
to jest ważna informacja. Bo jeśli zamknięcie rytuału jest zakotwiczone w konkretnej emocji, to ta emocja nie jest tylko "klimatem" - ona jest częścią struktury. To zmienia całą rozmowę o tym czy melancholia przeszkadza czy nie. Tu nie chodzi o nastrój, tu chodzi o to że brakuje jednego elementu kompozycji.
To jest z systemu opartego na prawie przyciągania, ale nie jest to żadna konkretna tradycja religijna - bardziej coś co łączy wizualizację, intencję i afirmację. dlatego nie jestem pewna czy "radość" jest tam techniczna czy ogólna. Instrukcja mówi dosłownie żeby poczuć radość i wdzięczność jakby to już się wydarzyło.
Dobra, to jest Neville Goddard albo coś z tej rodziny, prawda? Bo to brzmienie "jakby już się wydarzyło" jest bardzo charakterystyczne. I w tej tradycji stan emocjonalny naprawdę jest częścia mechanizmu nie dekoracją. Tylko że tam jest też zrozumienie że chodzi o stan świadomości, nie o performance radości.
Czytam to i mam pytanie może głupie - jeśli to jest "przekonanie przed emocją", to jak w ogóle wiesz że je masz? To się jakoś objawia fizycznie, czy to bardziej takie wewnętrzne wiedzenie?
Mnie zastanawia jedno - czy ten rytuał dał kiedyś jakiś efekt? Bo jeśli tak, to może warto porównać wtedy jaki stan był i jak go robiłaś. A jeśli nigdy nie dał efektu, to może rzeczywiście ten napięciowy wzorzec jest stały i ta melancholia teraz po prostu go uwydatniła.
To co Magini59 pyta jest konkretne i praktyczne serio bo jeśli jest punkt odniesienia - moment kiedy cokolwiek drgnęło - to możemy porównywać. Bez tego trochę rozmawiamy w próżni. Kinia05 czy był kiedyś taki moment?
I tu dochodzimy do rzeczy. no ale Bo albo jest punkt odniesienia albo nie ma. jak nie ma, to może problem nie jest w stanie emocjonalnym tylko w samym rytualne albo w przekonaniu że coś ma działać.
Zmieniło się dużo. Tamten okres był po jakimś zakończeniu - jakby pustka była już przetrawiona i zostało coś w rodzaju ulgi. teraz jestem w środku czegoś nierozwiązanego. Może dlatego melancholia, może dlatego napięcie. To nie jest depresja ani nic poważnego, bardziej takie zawieszenie.
to zawieszenie jest ciekawe jako kontekst rytuału 😉 Bo Neville Goddard pisał wlasnie o tym ze "state akin to sleep" - ten stan na granicy czuwania i snu - to nie jest stan radosci dosłownej, to jest stan kiedy ego troche odpuszcza. I zawieszenie, ktore opisujesz, moze byc blizsze temu niz myslisz.
Oba powody. bo tęsknota za czymś czego nie ma może być bardzo mocnym paliwem dla intencji albo może ją sabotować - zależy od tego czy ta tęsknota jest "jeszcze tego nie mam" czy "to nigdy nie nadejdzie". to dwie różne energie mimo że emocja wygląda podobnie z zewnątrz.
Mam pytanie może z boku - czy ktoś w ogóle próbował robić taki rytuał i celowo sprawdzić co się dzieje jak robi się go w złym nastroju? Nie z przekonaniem że zadziała, tylko żeby zobaczyć jak reaguje na stan? Bo może to dałoby jakąś informację bez czekania na idealne warunki.
A może to nie chodzi o nastrój jako taki, tylko o to ile warstw aktywnie myśli? Kiedy jesteś zmęczona albo zaraz po jakimś końcu, umysł jest cichszy. Może rytuał łatwiej "przechodzi" przez mniej zapchaną głowę, nieważne czy nastrój jest radosny czy smutny.
albo ta instrukcja pochodzi od kogoś kto sam byl w radosci kiedy mu zadziałało i uznał ze to był warunek. A to może byc blad atrybucji. Ze ktos pomylił swój stan który byl przypadkowy z warunkiem koniecznym.
