Mam pytanie do tych którzy praktykują regularnie przy pełni - czy robicie coś żeby się przygotować dzień wcześniej albo w dzień pełni zanim zaśniecie? czy to jest coś co zaczyna się dopiero jak się obudzicie w nocy?
U mnie jest kilkugodzinne przygotowanie. nie robię nic spektakularnego, ale staram się żeby dzień przed i dzień pełni był spokojniejszy, mniej bodźców, mniej zobowiązań o ile to możliwe. Jak wchodzę w tę noc z głową pełną nierozwiązanych spraw, to budzę się i od razu w to wpadam zamiast zostać przy czuwaniu.
A czy te sny przy pełni są inne? mnie właśnie to zastanawia bo ostatnio mam przy każdej pełni bardzo plastyczne sny, prawie jak jawy, i budzę się z nich z wrażeniem że coś ważnego się stało, tylko nie pamiętam co. I nie wiem czy to jest ten moment o którym mówicie czy coś osobnego.
Jest kilka badań które sugerują że jasność księżyca może przesuwać architekturę snu nawet kiedy śpisz za zasłoniętymi oknami, choć mechanizm nie jest jasny. Jedno z badań Christiana Cajochen i zespołu z Bazylei z 2013 roku pokazało zmiany w latencji snu i czasie wolnofalowym przy pełni w warunkach laboratoryjnych. Potem było kilka replikacji z mieszanymi wynikami, więc nie jest to ustalone, ale coś tam może być. Nie twierdzę że to wyjaśnia wszystko, ale to nie jest tak że nauka mówi "nie ma żadnego związku".
To może wracając do Bożenki - jeśli to zaczęło się dwa lata temu i jest regularne, to może po prostu twój organizm coś zmienił w rytmie. Niezależnie od przyczyny, masz powtarzalny wzorzec, a to jest materiał do pracy. Czy pamiętasz co się działo dwa lata temu kiedy to się zaczęło?
To jest właśnie ta rzecz którą mało kto bierze pod uwagę na początku - że nasze własne wzorce nocne często zaczynają się przy jakimś przesileniu życiowym i potem zostają jako coś stałego. Nie zawsze to jest "dar" na który czekałaś, czasem to jest ślad po czymś trudnym który zamieniasz powoli w coś ze znaczeniem. I to jest chyba jeden z uczciwszych powodów żeby podchodzić do tego łagodnie, bez wymuszania za dużo naraz.
Wracając do Bożenki i jej pytania o sny - mnie zastanawia coś innego. Mówisz że te sny są plastyczne i budzisz się z poczuciem że coś ważnego się stało. Czy próbowałaś cokolwiek z tym robić zaraz po przebudzeniu? Leżeć jeszcze chwilę, zanim wstaniesz, zanim sięgniesz po telefon?
Właśnie, to co Lila opisuje to jest coś z czym ja pracuję od dłuższego czasu. Hipnopompia przy pełni ma u mnie inną jakość niż w inne noce - jest gęstsza jakoś, bardziej obecna. Nie wiem czy to sugestia własna czy rzeczywiście coś się zmienia, ale po kilku latach mam poczucie że to nie jest placebo. Uczę się wchodzić w ten stan świadomie zamiast z niego wychodzić.
Ale jak to właściwie rozróżnić, sugestię własną od czegoś "realnego"? Serio pytam, bo mnie to zawsze blokuje. wiem że jestem podatna na autosugestię i potem nie wiem co z tego co czuję jest moje a co sobie wmawiałam.
Właśnie dlatego ten dziennik warto prowadzić bez interpretacji na bieżąco. Tylko zapis - co, kiedy, jak długo, jakiie emocje. Interpretację robisz po czasie i z dystansu. U mnie to zmieniło całkowicie sposób rozumienia własnych wzorców nocnych, bo zobaczyłam korelacje których nie spodziewałam się zobaczyć.
To jest bardzo dojrzała obserwacja. Większość osób szuka prostej odpowiedzi - księżyc robi X. A to rzadko kiedy jest takie liniowe. Pełnia wypływa na powierzchnię to co jest gotowe, nie tworzy od zera.
Może głupie pytanie ale - czy to znaczy że jeśli nic "nie jest gotowe" to i pełnia nie robi nic? Że u spokojnych osób bez wewnętrznych napięć wszystko śpi normalnie?
A czy ktoś próbował w ogóle nie "synchronizować" tylko zwyczajnie zaakceptowac przebudzenie i nie robić z niego nic? Nie rytuał, nie praca ze snem, po prostu: budzę się, leżę, czekam aż znowu zasnę? Ciekawe czy to też z czasem staje się wzorcem który ma wartość.
Ale to wtedy jak odróżniasz to od zwykłego leżenia i wpatrywania się w sufit? Bo mam wrażenie że takie "niedziałanie z intencją" to bardzo łatwo sobie wytłumaczyć po fackie że cokolwiek robiłeś.
Ale ile czasu mija zanim to zaczyna w ogóle działać? Bo ja próbowałam kilka razy leżeć "z uwagą" i po pięciu minutach już myślę o wszystkim innym i nie wiem co z tym dalej.
Właśnie ta sprawa kotwicy jest tutaj ważna i trochę ją przemilczamy. W kontekście nocnego przebudzenia przy pełni mam wrażenie że najlepiej działa kotwica sensoryczna, nie mentalna. Nie "skupiam się na oddechu" jako idea, tylko fizycznie czuję jak powietrze wchodzi przez nos, jak klatka piersiowa się unosi. To jest coś co ciało robi samo i nie musisz tego kontrolować, tylko obserwować. Przy przebudzeniu o drugiej w nocy zaczyna mózg od razu przetwarzać - kotwica w ciele może to trochę spowolnić. Nie zawsze, ale u mnie to różnica.
