Nie wiem czy dobrze opisuję to co czuję, ale mam ostatnio takie poczucie, że wszyscy wokół jakoś lepiej sobie radzą. koleżanka kupiła mieszkanie, inna wyszła za mąż, jeszcze inna rzuciła pracę i teraz podróżuje. A ja stoję w miejscu i kompletnie nie wiem co z tym zrobić. Zaczęłam się zastanawiać czy jest jakiś rytuał, który mógłby mi pomóc zmienić ten sposób myślenia, bo to porównywanie dosłownie mnie wykańcza. nie chodzi mi o to żeby komuś zabrać szczęście czy cokolwiek takiego, tylko żeby przestać się mierzyć z innymi tą samą miarką. Czy ktoś w ogóle pracował nad czymś takim rytualnie?
Sama przez to przechodziłam i wiem jak to boli. Zaczęłam od prostych afirmacji ale szybko się okazało, że same słowa nie wystarrczą, jeśli za nimi nie ma żadnego działania. Zrobiłam kiedyś rytuał przy pełni z kawałkiem papieru - zapisałam na nim wszystkie porównania, które mnie gnębią, i spaliłam. Głupio brzmi, wiem, ale sam akt fizycznego spalenia czegoś działa jakoś inaczej niż tylko myślenie o tym. Nie powiem że od razu wszystko się zmieniło, ale coś się wtedy ruszyło.
oj tam, A co się ruszyło konkretnie? Bo właśnie tego nie rozumiem w takich rytuałach - jak to działa od środka? Mam na myśli, czy chodziło o samo skupienie uwagi na problemie, czy naprawdę poczułaś jakiś przełom wewnętrzny?
Pomysł z zapisywaniem jest dobry, ale chcę dopowiedzieć coś ważnego bo często ludzzie podchodzą do takich rytualów jak do magicznej pigułki. sam akt spalenia papieru nic nie zmieni jeśli nie ma za nim intencji i pewnej samoświadomości. To co opisujesz, to klasyczny mechanizm projekcji - porównujesz swoje wnętrze z zewnętrzną fasadą innych ludzi. I żaden rytuał tego nie naprawi z zewnątrz, jeśli nie ma towarzyszącej mu pracy. Rytuał może być świetnym punktem wyjścia, ale nie zastąpi rozumienia samego problemu.
Mam wrażenie, że w tym temacie trochę mieszamy dwa różne podejścia. Jedno to rytuał jako akt symboliczny który zmienia perspektywę - i to ma sens psychologicznie, mnóstwo badań to potwierdza. Drugie to praca z przekonaniami, czyli coś głębszego. można je łączyć, ale warto wiedzieć czego się szuka. Bo jeśli pytasz o rytuały to też warto zapytać - jaki masz cel: zatrzymać porównywanie się czy zmienić to co o sobie myślisz? Bo to różne rzeczy.
Słyszałam kiedyś o czymś co się nazywa rytuałem wdzięczności - nie w tym banalnym sensie pisania listy rzeczy za które jesteś wdzięczna, bo to każdy robi i szybko schodzi na poziom mechanicznego wypełniania, ale chodzi o fizyczne zaangażowanie. Jedna osoba mi kiedyś opisała metodę z kamieniami - bierzesz każdego ranka kamień, trzymasz w dłoni i dosłownie siłą wyobraźni próbujesz poczuć jedną rzecz za którą nie musisz być wdzięczna innym, tylko sobie. Brzmi dziwnie ale jeśli chodzi o porównywania ma sens - bo porównywanie to w gruncie rzeczy poszukiwanie potwierdzenia z zewnątrz.
Wchodzę tu bo ten temat jest mi bliski. To co opisuje autorka wątku, czyli poczucie że wszyscy są szczęśliwsi, ma często źródło w czymś co w pracy z czakrami określa się jako zablokowana czakra splotu słonecznego. To centrum poczucia własnej wartości i autonomii. Nie mówę że to jest jedyna interpretacja, ale warto to rozwazyć - bo jeśli stamtąd pochodzi to porównywanie, to praca tylko na poziomie umysłu może być niewystarczająca.
Czytam tę rozmowę i mam trochę inne zdanie niż większość tu. Porównywanie się z innymi to mechanizm ewolucyjny, stary jak sam gatunek ludzki. Przez większość historii pomagał przeżyć - obserwowałeś innych żeby wiedzieć co działa. Problem pojawił się kiedy środowisko przestało być plemieniem, a stało się mediami społecznościowymi, gdzie widzisz wyłącznie sukcesy. Rytuał może pomóc ale moim zdaniem bardziej przez to że przerywa automatyczny ciąg myśli, niż przez jakiś mistyczny mechanizm. Nadaje chwili inną jakość.
Dodam do tego co powiedział Runolog, bo to ważne. W tradycji rytualnej, niezależnie od systemu, powtarzalność jest kluczem. Nie chodzi o jednorazowy spektakularny gest tylko o regularną praktykę, która trwa tygodniami albo miesiącami. dlatego często mówi się o cyklach księżycowych - nie dlatego że księżyc "robi" coś za ciebie, ale dlatego że comiesięczny rytm zmusza do regularności i refleksji co przez ten czas się zmieniło.
A ja mam może głupie pytanie ale - czy takie rytuały trzeba robić samemu, czy można z kimś? Bo mi zawsze łatwiej cokolwiek robić jak ktoś jest obok. Sama odpuszczam po tygodniu.
Chcę się tu wtrącić bo widzę że rozmowa trochę skręca w kierunku "każdy rytuał jest dobry" a to nie jest takie proste. Jeśli ktoś jest w bardzo złym miejscu psychicznie, skupianie się na własnym bólu podczas rytuału może ten ból wzmocnić zamiast go rozładować. Widziałem ludzi którzy po takich praktykach czuli się gorzej, bo zamiast przetworzyć emocje, tylko je rozgrzebali. Nie mówię że nie warto próbować, ale warto być świadomym tego ryzyka.
To co mówi Wizjoner ma sens i dodam coś od siebie. W numerologii często patrzy się na to, w jakiej osobistej wibracji liczbowej ktoś jest w danym roku, bo to wpływa na to czy praca wewnętrzna ma szansę się przebić czy raczej natrafia na opór. Rok 7 na przykład to czas naturalnej introspekcji, więc rytuały związane z samopoznaniem mogą wtedy działać inaczej niż w roku 1, który bardziej sprzyja zewnętrznym zmianom. Nie mówię że to warunkuje wszystko, ale mam wrażenie że ludzie często ignorują ten kontekst.
To bardzo interesujące, ale trochę czuję że się gubimy. Wróćmy do początku bo sama tu zapytałam i nie chcę żeby temat uciekł. Moje pytanie było konkretne - czy rytuał może pomóc kiedy ciągle porównujesz się z innymi? I coraz bardziej widzę, że nie ma jednej odpowiedzi, prawda?
Msaz rację Mirto, ale ta "brak jednej odpowiedzi" to nie jest wymijanie pytania. to jest uczciwa odpowiedź. Rytuał może pomóc - ale tylko wtedy gdy jest dopasowany do tego co konkretnie cię blookuje. Samo porównywanie się ma różne korzenie u różnych osób 🙁 Jedna ma zakorzenione poczucie braku wartości, inna działa z lęku przed odrzuceniem, jeszcze inna reaguje na realny brak w życiu. Rytuał dla każdej z nich powinien wyglądać inaczej.
Czytam tę rozmowę i mam takie pytanie, może naiwne - ale czy jest jakaś tradycja albo system, który ma coś konkretnego właśnie na to porównywanie się? Bo słyszałem że szamanizm latynoamerykański ma praktyki związane z "odciążaniem ego", nie wiem czy coś w tym jest.
Dodam do tego co powiedział Runolog. W tradycji wedyjskiej jest pojęcie "maya" rozumiane jako złudzenie, które sprawia że ciągle odnosimy siebie do zewnętrznych form. Praca z tym złudzeniem to nie jest jednorazowy rytuał, to raczej systematyczna praktyka uważności połączona z mantrami i pranajamą. Mantra "So Hum" na przykład - dosłownie oznacza "ja jestem tym" - jest używana właśnie do zakorzenienia się we własnej tożsamości, nie w porównaniu z innymi. Nie jako coś magicznego, ale jako regularne przypomnienie.
Okej ale jesli mam byc szczera to chyba wlasnie brakuje mi tej intencji. Nie wiem co chce osiagnac. Chce sie porownywac mniej, tak, ale jak to przelozyc na intencje rytualu? To brzmi jak chce byc szczesliwsza co jest oczywiste i bezuzyteczne.
różnie to bywa. Niektórzy potrzebują najpierw usiąść i przez kilka dni pisać, zanim intencja wyjdzie na wierzch. Inni wiedzą od razu. Ale w praktyce - intencja powinna być gotowa zanim zaczniesz rytuał, bo inaczej robisz coś bez kierunku. Nie musi być idealna, nie musi być poetycka, ale musi być twoja i szczera.
Chcę tu coś dodać bo widzę że rozmowa krąży wokół intencji, ale nikt nie powiedział nic o przedmiotach i ich roli. Przy pracy z porównywaniem się z innymi, są tradycje w których używa się lustra - ale nie po to żeby na siebie patrzeć, tylko żeby fizycznie "odesłać" energię porównania. Techniki pracy z lustrem mają długą historię choćby w folklorze słowiańskim i w praktykach hoodoo. wiesz co lustro zasłonięte lub odwrócone symbolizuje zamknięcie zewnętrznego spojrzenia. to nie jest jakiś wymyślony trik, to jest bardzo stara symbolika.
o matko czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam takie zwykłe pytanie - czy ktoś z piszących tu faktycznie zrobił jakiś rytuał związany z tym tematem, czyli tym porównywaniem się? Nie teoretycznie, ale naprawdę? Bo czuję że rozmowa jest bardzo mądra ale chciałabym usłyszeć coś z życia.
Właśnie, bo mnie też pytano wcześniej jak to wyglądało. Zakopałam te kartki przy nowie i szczerze - przez pierwsze dni nic się nie działo. Ale po jakimś tygodniu zauważyłam, że przestałam odruchowo zaglądać na Instagram żeby sprawdzić co u koleżanek. Nie wiem czy to rytuał, czy samo pisanie tych kartek coś uruchomiło. Bo to pisanie było naprawdę nieprzyjemne - musiałam być konkretna, czyli zamiast "porównuję się" pisałam "widziałam zdjęcie Kasi z wakacji i poczułam że moje życie jest nic niewarte". I to boli bardziej niż ogólne "mam problem z porównywaniem".
Słucham i mysle ze chodzi o ten element symbolicznego "pozbycia sie". Psycholodzy zreszta mowia ze gesty fizyczne pomagaja w zamknieciu emocjonalnym - jest nawet badanie z Yale chyba, ze ludzie ktorzy fizycznie "wyrzucali" swoje mysli na papierze i potem wyrzucali kartke, latwiej puszczali negatywne mysli. Wiec moze rytuał tutaj po prostu robi to samo, ale w sposob ktory jest bardziej osobisty i zamierzony.
oj, dorzucę tu coś z trochę innej strony. W tradycji nordyckiej jest pojęcie "utiseta", czyli dosłownie "siedzenie na zewnątrz" - praktyka polegająca na spędzaniu nocy w odosobnieniu, często na grobie przodka albo w miejscu uważanym za przejście między światami. Celem było uzyskanie wglądu, nie w sensie mistycznym koniecznie ale w sensie zobaczenia siebie bez codziennego hałasu. I to co opisuje Ametystka z tym pisaniem ma podobny rdzeń - zmuszasz się do konfrontacji bez uciekania.
nie musiałabyś. Wspomniałem to żeby pokazać że ten mechanizm - celowe odosobnienie i konfrontacja z sobą - pojawia się w bardzo różnych tradycjach. W praktyce możesz to zrobić dużo prościej. Wyłącz telefon, zostań sama w jednym pomieszczeniu przez godzinę, bez muzyki, bez czegokolwiek. To już jest forma tej samej zasady. Rytuał nie musi być teatralny żeby działał.
Właśnie to mnie zastanawia. Bo słyszę dwie rzeczy naraz - z jednej strony że rytuał to coś więcej niż psychologia, z drugiej że wystarczy godzina w ciszy. To gdzie jest ta granica między zwykłą refleksją a rytuałem? Czy to jest sprawa intencji, czy musi być jeszcze coś innego?
Przepraszam ze sie wtrącam ale mi chodzi po głowie - co jeśli ktos nie wie co zakopac albo spalic? Bo ta Ametystka wiedziałą ze to bedie kartki, ale skąd sie wie ze to dobry wybor a nie inny przedmiot? Czy mozna popełnic bład w tym co sie wybierze?
jest kilka ścieżek. Jedna to praca z kolorem zielonym i różowym - to nie jest dekoracja, kolory mają znaczenie energetyczne w systemie wedyjskim. Możesz nosić je przy sobie, otaczać się nimi podczas praktyki druga to praca z oddechem - konkretnie pranayama zwana anulom vilom, czyli naprzemienny oddech przez nozdrza, który balansuje kanały energetyczne po obu stronach ciała. trzecia to mantra "Yam", która tradycyjnie wiązana jest z tą czakrą. Ale najważniejsze - żadna z tych rzeczy nie zastąpi pytania: skąd w ogóle wzięło się to przekonanie że jestem mniej warta?
