Czytam was i zadam może naiwne pytanie - czy ktoś z was kiedyś zrobił rytuał i poczuł że zaszkodziło? Pytam serio, bo tu dużo mówicie o tym żeby nie robić za wcześnie, mieć kontener i tak dalej. To musiało skądś wyjść. Co się może nie udać?
Do pytania Szarotki - u mnie raz był rytuał który zrobiłam z przekonania że "powinnam" a nie z prawdziwej potrzeby. I nie zaszkodziło w sensie emocjonalnym, ale nic nie dało. Kompletna pustka. Forma bez żadnej treści w środku. I to jest chyba osobna kategoria niepowodzenia - nie że boli, ale że jest obojętne. I to też jest informacja.
A jeśli w ogóle nie możesz tego odróżnić z góry - to co? Czekasz aż będziesz pewna? Bo to brzmi jak kolejna wersja tego samego zawieszenia które opisujesz od początku tego wątku. Może to jest pytanie na które odpowiedź jest właśnie w zrobieniu czegokolwiek i zobaczeniu co się poruszy.
Zenek ma rację w tym sensie że czekanie na pewność to pułapka. Ale nie do końca zgadzam się że "zrobienie czegokolwiek" jest odpowiedzią. Widziałam przypadki gdzie działanie z desperacji zamiast z choćby minimalnej intencji tylko pogłębiało chaos. Ninka, to pytanie które zadałaś sobie sama - "zostanę z tym samym ale już z poczuciem że nawet to nie pomogło" - to jest właśnie ten głos który warto nazwać przed rytuałem, nie po.
Przy czakrze serca robiłam właśnie taką sekwencję rozłożoną i nie miałam wrażenia że coś zostaje otwarte w złym sensie. Bardziej jak że zostawiasz sobie miejsce na to co wyszło. Ale pytanie Szarotki jest uczciwe - skąd wiadomo kiedy coś jest "bezpieczną przerwą" a kiedy ucieczką od tego co się zaczęło?
Siedzę i czytam tę całą rzomowę i mam dziwne uczucie. Jakby każda odpowiedź otwierała kolejne pytanie. Nie wiem czy to dobrze czy nie. Chyba najuczciwiej powiem tak - słowa Zenek o "zrobieniu czegokolwiek" i słowa Wrozki o kierunku coś we mnie ustawiły. nie wiem jeszcze co, ale inaczej niż przed chwilą.
Słucham Wierzbiny i myślę że ona wskazuje na coś co jest często pomijane - że nie każdy przychodzi do rytuału z gotowością na integrację. Czasem ktoś przychodzi z "chcę żeby przestało boleć" i to jest zupełnie inny punkt wyjścia. Czy wtedy rytuał powinien być ukierunkowany na coś innego? Na ból zamiast na pęknięcia?
Przepraszam że się wtrącę bo jestem tu trochę z boku i patrzę na to inaczej. Mam wrażenie że ta rozmowa krąży bardzo blisko granic terapii. I nie mówię tego złośliwie - naprawdę. Pytam szczerze: czy ktoś tu bierze pod uwagę że lęk przed opuszczeniem to jest coś co naprawdę jest warto przepracować też z kimś kto ma narzędzia do tego poza rytuałami? Nie zamiast, ale obok 🙂
Do pytania Jaroslawa89 - nie wiem czy chcę integracji czy żeby przestało boleć. Naprawdę nie wiem. I chyba po raz pierwszy od dawna to "nie wiem" nie jest dla mnie straszne. Może to jest właśnie coś o czym mówiła Sugilitka. Coś się ruszyło zanim cokolwiek zrobiłam.
Czytam tę wymianę i mam pytanie do Ninki - czy ty w ogóle wiesz jaki rytuał chciałabyś zrobić? Bo czytam ten wątek od początku i widzę że dostałaś mnóstwo różnych propozycji, kierunków, podejść. I zastanawiam się czy gdzieś w tym wszystkim coś cię pociągnęło bardziej niż reszta, czy może jesteś teraz tak samo na rozdrożu jak na początku, tylko spokojniej?
