Cześć, nie wiem czy dobrze trafiłem z tym pytaniem do tej kategorii, ale spróbuję. Mam taką sytuację że jestem w związku już kilka lat i gdzieś po drodze poczułem że zmieniłem się jako człowiek inne rzeczy mnie teraz kręcą, inaczej patrzę na życie, na priorytety, na to czego chcę. partnerka została gdzieś w miejscu gdzie my byliśmy razem kilka lat temu. Nie jest źle między nami, nie ma kłótni, ale jest jakaś pustka. Zacząłem się interesować różnymi praktykami i zastanawiam się czy rytuały mogą tu jakoś pomóc. Nie mam na myśli że chcę zmusić ją do zmiany, bardziej pytam czy praca z rytuałem możee mi pomc zobaczyć to jaśniej albo jakoś przepracować tę sytuację. Czy ktoś miał coś podobnego?
Zatrzymałam się na tym co napisałeś o pustce. bo to jest klucz chyba do całego pytania. Pytasz o rytuały, ale właściwie pytasz o coś głębszego, czy da się pracować z sytuacją wewnętrzną, kiedy zewnętrzna jest zawieszona. I tak, da się, choć nie w sposób jaki większość ludzi sobie wyobraża. Rytuał nie zmieni partnerki, to chyba rozumiesz. ale może zmienić to jak ty się w tej sytuacji ustawiasz. Mam pytanie do ciebie, bo to ważne zanim pójdziemy dalej: czy ty wiesz czego chcesz? Tzn. czy chcesz żeby ta relacja przetrwała w nowej formie, czy może już gdzieś w środku wiesz co powinno się wydarzyć?
Też bym to samo zapytała. Bo rytuały w kontekście relacji mogą iść w kilka różnych stron i zanim się w ogóle cokolwiek zacznie robbić, warto wiedzieć po co. Ja miałam kiedyś podobną sytuację, nie identyczną, ale to uczucie że człowiek wyrósł z czegoś co jeszcze chwilę temu pasowało. i powiem szczerze, żaden rytuał mi nie powiedział co robić. Ale praktyka, regularne siadanie z tym, przynosiła klarowność. Stopniowo, nie od razu.
Ta szara strefa to jest bardzo specyficzne miejsce i rozumiem to co opisujesz. Mam wrażenie że dużo ludzi w tym siedzi i nie mówi o tym głośno, bo to nie jest tak dramatyczne jak rozstanie ani tak łatwe jak zostać z uśmiechem. Wiesz co mi przyszło do głowy? W pracy rytualnej jest takie podejście związane z progowością, przejściem, Eliade pisał o tym przy okazji rytuałów inicjacyjnych, że człowiek jest między jednym etapem a drugim. I ten stan zawieszenia jest sam w sobie znaczący, nie jest problemem do rozwiązania, jest częścią procesu serio, nie mówię żebyś siedział z tym w nieskończoność, ale może ta szara strefa to nie błąd, tylko właśnie ten próg.
Ale to brzmi jakbyś mówił że ma siedzieć i czekać? Bo nie bardzo rozumiem. Jeśli ktoś czuje pustkę w związku to ile ma czekać aż ta progowość przejdzie?
Dorzucę coś z innej strony. Jest taki rodzaj pracy, który nazywa się soul retrieval w szamanizmie, i chociaż to brzmi egzotycznie, chodzi w uproszczeniu o to żeby zorientować się co z siebie zostawiłeś po drodze i co zgubiłeś. Kiedy ludzie czują że partner zostaje w miejscu, często okazuje się że jedna osoba przeszła przez coś intensywnego, coś co ją zmieniło a druga tego nie miała. To nie jest wina żadnej ze stron. Pytanie jest raczej takie, czy ty wiesz co cię zmieniło? Jaki był ten moment albo okres?
Okej ale zaraz, bo muszę powiedzieć wprost. no dobra To co opisujesz nie brzmi jak problem rytualny, brzmi jak problem komunikacyjny. I nie mówię tego złośliwie, naprawdę. Ale ilość osób które przychodzą na fora ezoteryczne z pytaniem czy rytuał pomoże im w relacji, a tak naprawdę potrzebują po prostu poważnej rozmowy z partnerem, jest naprawdę duża. Nie twierdzę że praca z rytuałem nie ma tu miejsca, ale jeśli ty i ona nie rozmawiacie o tym że czujesz się inaczej, to żaden rytuał tego nie zastąpi.
Właśnie to chciałam dodać. jeśli ktoś jest wewnętrznie rozbity, to jest bardzo mała szansa na dobrą rozmowę. Najpierw trzeba wiedzieć co się niesie, co się czuje, czego się chce. I tu praca z sobą ma sens, niezależnie czy to medytacja, rytuał, pisanie w dzienniku, cokolwiek co pozwala człowiekowi usłyszeć samego siebie. Czakra gardła swoją drogą, ale to może teraz nie czas na ten wątek.
Doobrze że to powiedziałeś. Bo jest różnica między rytuałem jako jednorazowym aktem magicznym a rytuałem jako regularną praktyką, która buduje coś wewnętrznego. To pierwsze kusi bo wydaje się że coś się wydarzy szybko. To drugie działa wolniej ale trwalej. Gdybym miał coś zaproponować na początek to nie jakiś skomplikowany rytuał, tylko codzienne siadanie z pytaniem, naprawdę proste: czego chcę dla siiebie za rok? Nie co chcę żeby zrobiła partnerka, tylko co chcę dla siebie. I zapisywanie tego co przychodzi, bez cenzury.
Czarownica, a jak to wygląda w praktyce? Tzn. pytam bo mówisz o wzorcach które nosisz w sobie niezależnie od decyzji o relacji, ale to brzmi trochę abstrakcyjnie. Jakbyś miała to rozbić na coś konkretnego, to co to jest ten wzorzec w takim kontekście jak Kappiego?
Ale skoro mówicie o wzorcach, to czy to nie jest coś co bardziej pasuje do terapii niż do rytuałów? oj tam szczerze pytam, bo nie rozumiem gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie.
eh to jest naprawdę dobre ujęcie. Ja to czułam intuicyjnie ale nie umiałam tego nazwać. Ta faza środkowa gdzie nic nie jest pewne to jest coś co ludzie starają się jak najszybciej zakończyć i przez to podejmują decyzje za wcześnie. A jeśli dobrze rozumiem, to rytuał w tym kontekście nie jest po to żeby przyspieszyć przejście, tylko żeby nie uciec z tej fazy zanim ona sama nie dojrzeje?
Mam pytanie do Kappiego, bo czytam i zastanawiam się o jedną rzecz. Czy partnerka wie że coś się w tobie zmieniło? ehh że czujesz to niedopasowanie? Bo to może mieć znaczenie jeśli chodzi o to od czego zacząć. Jeśli ona nie wie, to rytuał wewnętrzny i rozmowa to dwie różne rzeczy które mogą iść równolegle ale żadna nie zastąpi tej drugiej.
Czytam to i myślę sobie że przez cały ten wątek szukałem jakiejś gotowej odpowiedzi a teraz widzę że jej nie ma. no Nie ma rytuału który mi powie odejść albo zostać. Jest tlko praca z tym co już jest. I właściwie to jest jednocześnie rozczarowujące i w jakis sposób spokojniejsze. Nie wiem czy to ma sens.
Ma sens. I to co napisałeś, że jest jednocześnie rozczarowujące i spokojniejsze, to jest chyba jedno z bardziej uczciwych podsumowań jakie tu padły. Bo kiedy przestajesz szukać gotowej odpowiedzi, to zaczyna być miejsce na własną. Nie zawsze szybko, ale przynajmniej bez złudzeń.
