Forum

Asystent AI
Rytuały przy dużej ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przy dużej naturalnej agresji - kanalizowanie energii

Strona 1 / 2

Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Mam pełno agresji w sobie i zastanawiam się, czy da się to jakoś sensownie zagospodarować rytualnie, zamiast tłumić albo wyżywać się na ludziach dookoła. Chodzi mi o to, że czuję, że ta energia gdzieś w środku siedzi i szuka wyjścia, ale wszystkie rytuały jakie znam są spokojne, wyciszające, nastawione na taką miękkość. A ja po prostu nie jestem miękki. czasem mam wrażenie, że robię coś wbrew sobie, kiedy próbuję medytować przy świeczce i udawać, że jestem spokojny. Czy ktoś w ogóle pracował z tym, co w starszych tradycjach nazywano żywiołem ognia albo żółcią w sensie humoralnym? Bo mnie się wydaje, że tam jest jakiś klucz do tego, żeby agresję traktować nie jak wadę, ale jak surowy materiał.


Odpowiedz
127 odpowiedzi
2 Odpowiedzi
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Zenek Ciekawe że akurat ten wątek się pojawił, bo ostatnio czytałam sporo o tym jak w tradycji nordyckiej podchodzono do tego co my teraz nazywamy agresją. Tam to był po prostu aspekt Thora albo Tyra i nikt nie pytał jak to wyciszać, tylko jak to ukierunkować. Rytuały wojownicze, galdr z runami związanymi z siłą, Thurisaz na przykład, nie były dla spokojnych ludzi. Były dla tych, którzy mieli tę energię i musieli z nią coś zrobić. Problem dzisiejszy jest taki, że większość podejść ezoterycznych jest nasiąkniętych myśleniem new age, które traktuje złość jak coś do eliminacji. A to kompletna bzdura z perspektywy starszych systemów. Zenek, a próbowałeś kiedyś czegoś z pracą głosową? Bo wiem, że to brzmi dziwnie, ale krzykterapia ma swoje rytualne odpowiedniki w kilku tradycjach.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Izar77 Z głosem nie próbowałem, ale to co piszesz o Thurisaz mnie uderzyło, bo właśnie ta runa koarzy mi się z czmś, co jest siłą, ale nie zniszczeniem. Zawsze miałem z nią problem interpretacyjny, bo wszędzie piszą żeby się jej bać, ostrożnie z nią itd. A tu piszesz, że to może być właśnie kierunek. Możesz rozwinąć jak to wyglądało w tych rytuałach nordyckich, bo nie chcę za dużo zakładać na podstawie tego co znajdę na pierwszym lepszym blogu o runach?


Odpowiedz
Wpisy: 371
(@wizjonerka)
Połączone: 1 rok temu

No to ciekawe, bo większość ludzi na tym forum szuka spokoju, a tu ktoś mówi odwrotnie. Ja przez długi czas miałam dokładnie ten sam problem, że praktyki które znałam były totalnie nie dla mnie temperamentowo. W końcu zaczęłam pracować z czakrą splotu słonecznego, ale nie w stylu "wycisz ją", tylko odwrotnie, żeby ją świadomie aktywować i wyładowywać w kontrolowany sposób. Dosłownie rytuał z biciem w ziemię stopami, dźwiękiem, głosem. Nie medytacja, tylko działanie fizyczne z intencją. Ale mam pytanie do Ciebie, bo to może być ważne, czy ta Twoja agresja ma jakiś konkretny kierunek, czy to bardziej rozproszone napięcie, które nie wiadomo skąd pochodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w ten wątek bo sam pracuję z runami i to co Izar77 pisze jest według mnie trafne, ale chciałem dopytać o jedną rzecz. Bo Thurisaz to jedno, ale ja słyszałem też o Isa jako runie, która kanalizuje właśnie nadmiar energii przez jej zamrożenie, zatrzymanie, a nie wyładowanie. Czyli jakby dwa różne podejścia do tego samego problemu. Zenek, jak to u Ciebie wygląda fizycznie? Bo mam wrażenie, że to może mieć znaczenie czy ta agresja objawia się bardziej jako napięcie w ciele czy raczej jako myśli, impulsy?


Odpowiedz
Wpisy: 707
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Właśnie to jest pytanie klucz, bo praca z oddechem, którą ja znam, rozróżnia te dwie rzeczy bardzo wyraźnie. Jeśli to jest napięcie somatyczne, siedzi w barkach, szczęce, klatce piersiowej, to są kompletnie inne praktyki niż jeśli to jest impuls myślowy. Kapalabhati, czyli oddech ognia w jodze, jest właśnie dla tej pierwszej kategorii. Nie wycisza, tylko przepala. Robi się to dość intenywnie i efekt jest zupelnie inny niż przy pranayamie uspokajającej. Ale nie nazwałbym tego rytuałem w ścisłym sensie, chyba że zbuduje się wokół tego jakąś intencję i strukturę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wizjonerka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 371

@Pranava A właśnie, bo to jest ciekawa granica, gdzie kończy się technika oddechowa a zaczyna rytuał. Według mnie to intencja i świadomość celu robią z czegoś technikę coś więcej. Kapalabhati można robić mechanicznie i nie będzie to miało żadnego wymiaru rytualnego. Ale jeśli ktoś wchodzi w to z konkretnym pytaniem, konkretną intencją przepracowania tej energii, to już jest inna sprawa. Chociaż rozumiem, że z perspektywy tradycji jogi to może być naciągane.


Odpowiedz
Wpisy: 249
(@lubomila)
Połączone: 2 lata temu

Ja bym jednak nie mieszała kapalabhati z pracą rytualną, przynajmniej nie tak łatwo, bo to są dwie różne tradycje i każda ma swój kontekst. Mnie bardziej interesuje to co Izar77 wspomniała o galdr. bo galdr to jest praca głosem, śpiew, ale nie taki ładny, tylko właśnie taki z gardła, z brzucha. I to jest coś, co w ezoteryce nordyckiej miało bardzo konkretną funkcję bojową i ochronną. Zenek, masz jakiś kontakt z tradycją słowiańską? Bo tam też były takie rzeczy, krzyki rytualne przy obrzędach przejścia, ale mniej o tym napisane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Lubomila Dokładnie, galdr nie był delikatny. no i, to co my teraz kojarzymy z mantrą to jest zupełnie inny świat 🙁 Galdr mógł być ostry, wysoki, nisko ryczący, zależnie od intencji i runy. Przy Thurisaz to był dźwięk który miał przebijać, a nie otulać. Ale chcę tu powiedzieć jedną rzecz, bo widzę że rozmowa idzie w kilku kierunkach naraz. Moim zdaniem podstawowy problem z kanalizacją agresji przez rytuał jest taki, że trzeba wiedzieć co chcemy z tą energią zrobić. Wypchnąć ją na zewnątrz? Przetransormować? Użyć do ochrony? Bo to są różne rytuały z różnymi skutkami. Zenek, czy masz jakiś cel, w stronę którego chciałbyś tę energię skierować?


Odpowiedz
Wpisy: 143
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Hej, ja wiem że tutaj mówicie głównie o tradycji nordyckiej i oddechu, ale chciałem dodać że w magii ceremonialnej też jest całkiem sporo na ten temat. szczególnie u Crowleya gdzie gniew traktowany jest jako jeden z aspektów woli, czyli tego co on nazywał True Will. I tam nie ma mowy o eliminacji, wręcz przeciwnie, takie emocje są paliwem do pracy magicznej. rytuały inwokacyjne Marsa to klasyk do kanalizacji właśnie tej energii.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Kacperek98 To prawda, ale trzeba uważać jak się cytuje Crowleya w kontekście praktycznym, bo u niego Mars to nie jest tylko agresja, to jest wola działania, przełamywania oporu, inicjatywa. Inwokacja Marsa w systemie Thelema jest dość skomplikowaną strukturą i nie jest to coś, co się po prostu "robi" żeby wyładować złość. Poza tym Crowley sam miał gigantyczny problem z własną agresją i nie zawsze wychodziło mu to dobrze, co jest ciekawym kontekstem. Mam pytanie do Zenka, bo wciąż nie wiem, czy mówimy o agresji reaktywnej, tzn. odpowiedzi na bodźce, czy o czymś co po prostu tkwi w środku niezależnie od sytuacji?


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Olimpia.1 To drugie. Nie mam problemu z tym, że ktoś mnie zdenerwuje i reaguję. Mam problem z tym, że ta energia siedzi cały czas, jakby w tle, i szuka pretekstu. To nie jest złość na coś konkretnego. Bardziej jak ciągłe napięcie, gotowość do walki z czymś, co nie zawsze jest. no dobra, i to jest właśnie to co chciałem jakoś zagospodarować, bo tłumić tego nie da się w nieskończoność.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@zaneczka73)
Połączone: 3 lata temu

To co opisujesz brzmi dla mnie jak energia, która po prostu nie ma ujścia w codzieennym życiu, i to jest sprawa nie tylko rytuałów, ale też tego co robisz poza nimi. Rytuały mogą pomóc, ale jeśli przez resztę dnia ta energia nie ma gdzie iść, to i tak będzie cisnąć. Mówię to nie żeby zniechęcać, bo jak najbardziej warto szukać rytualnych odpowiedzi, ale żeby postawić pytanie czy to ma też jakiś wymiar fizyczny u Ciebie? Sport, ruch, cokolwiek co angażuje ciało mocniej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Zaneczka73 Trenuję, tak. Ale mam poczucie, że sam trening to za mało, bo nie ma w nim żadnego wymiaru intencji ani symboliki 🙂 Zmęczam ciało i to pomaga na chwilę, ale nie przekształca tej energii, tylko ją zużywa. I tu właśnie widzę różnicę między po prostu ćwiczeniem a rytuałem, który coś z tą energią robi na głębszym poziomie.


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Zenek Właśnie to rozróżnienie które zrobił jest według mnie kluczowe dla całej rozmowy. Zużycie energii to nie to samo co jej transformacja. Można się zmęczyć fizycznie i dalej czuć tę samą gotowość, napięcie, bo ono nie leży w mięśniach tylko gdzieś inaczej. Ja miałam podobny problem i przez długi czas myślałam, że więcej sportu rozwiąże sprawę. Nie rozwiązało. Dopiero kiedy zaczęłam robić coś co miało strukturę rytualną, nawet prostą, coś się zmieniło. Choć muszę powiedzieć, że u mnie to nie był żaden system, tylko coś bardzo osobistego.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

A możesz powiedzieć coś więcej o tej strukturze, Fasolka? Bo mnie interesuje co takiego sprawiło, że to zadziałało, gdzie zużycie nie wystarczyło. Pytam bo sama pracuję z ziołami w rytuałach i wiem, że piołun albo pokrzywa mają bardzo wojownicze przypisania w starych zielnikach, były używane właśnie do przepracowania agresji, nie jej uspokajania. Ale sama struktura rytuału musi być do tego dostosowana bo te zioła przy spokojnym obrzędzie nic szczególnego nie wnoszą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Werbena U mnie to była praca z ogniem, dosłownie. Pisałam na papierze co mnie wkurza, co siedzi we mnie jako napięcie, bez cenzury, i paliłam to w sposób świadomy, z konkretną intencją nie pozbycia się złości, ale zamiany jej w coś użytecznego. To brzmi prosto, ale różnica między paleniem z intencją a paleniem bo tak była ogromna. Przy intencji czułam po tym jakiś spokój, ale taki po wysiłku, nie po wyciszeniu. Jakby coś zostało przepracowane, a nie wyparte.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@oskar)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja mam troche inne podejście bo u mnie to był obsydian. Wiem że to kamień wiele osób go zna, ale chodzi o to jak sie go używa. Obsydian nie jest do spokoju, on jest do konfrotacji, wyciąga na wierzch to co siedzi głęboko i zmusza do zmierzenia sie z tym. Trzymałem go podczas czegoś w rodzaju własnego rytuału który po prostu miał na celu powiedzenie głośno co we mnie siedzi. oj tam, Brzmi prosto ale jak sie ma taki kamień w dłoni i otworzy usta, to wychodzą rzzeczy których sie nie spodziewasz. Nie wiem czy to magia czy psychologia ale efekt był.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Oskar A z czego wynikało że akurat obsydian, nie inny kamień? Pytam bo miałam kontakt z obsydianem i dla mnie był bardzo ciężki energetycznie, musiałam przerywać pracę z nim. Może po prostu reagujemy na niego inaczej, ale jestem ciekawa jak Ty to czułeś, czy też była jakaś intensywność?


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do głównego wątku bo trochę odpłynęliśmy od samych rytuałów w stronę kamieni i ziół, chociaż to też ważne. Chciałam powiedzieć, że jeśli chodzi o nordyckim jest coś, co nazywa się seidr i tam praca z emocjami, w tym z gniewem, była integralną częścią praktyki. ale też istniał model berserkerów, który jest ciekawy rytualnie, bo to nie było po prostu wpadnaie w furię, to był świadomy stan zmienionej świadomości z przywołaniem zwierzęcego aspektu, niedźwiedzia albo wilka. Oczywiście nie mówię żeby to literalnie kopiować, ale sama idea że gniew może być rytualnie przywołany i kontrolowany, a nie tylko tłumiony, jest bardzo stara i poważna.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Izar77, to co piszesz o seidr jest ważne, bo to jeden z tych obszarów gdzie nawet w akademickich opracowaniach jest dużo zamieszania. Neil Price w "The Viking Way" opisuje seidr jako praktykę, która angażowała stany odmienionej świadomości i pracę z tym co Nordycy rozumieli jako orlog, czyli coś w rodzaju wbudowanej siły losu i charakteru. gniew, agresja, impulsywność to nie były wady do usunięcia, ale elementy orlogu, które można było albo marnować albo świadomie angażować. Ale chciałam zapytać, bo nie wiem jak Ty do tego podchodzisz: czy w Twojej praktyce seidr jest dostępny dla osoby, która nie ma żadnego zakorzenienia w tradycji nordyckiej? Pytam serio, bo widzę że dużo osób tutaj sięga po te techniki wyrywkowo i zastanawiam się czy to nie zmienia fundamentalnie ich działania.


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Olimpia.1 To jest bardzo dobre pytanie i mnie też chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Bo z jednej strony każda tradycja wypracowała swoje metody dla swoich ludzi, w swoim klimacie, w swoim kontekście kulturowym. Z drugiej strony zawsze tak było, że techniki migrowały. Czy Japonki zawsze robiły ajurwedyjskie masaże? Nie. A działają. Nie wiem czy to jest dobra analogia, ale chodzi mi o to, że być może pewne mechanizmy są po prostu ludzkie, a tradycja to tylko opakowanie. Zenek, jak Ty do tego podchodzisz? Bo widzę że szukasz czegoś co zadziała dla Ciebie konkretnie, nie jako rekonstrukcja historyczna.


Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Olimpia.1 Tak, mniej więcej tak. Chodzi o to, że w tej tradycji stan gniewu był traktowany jako brama, nie jako przeszkoda. Ale tu jest jedno zastrzeżenie, które chce zazncazyć bo to ważne. Seidr nie był praktyką dla każdego i nie był praktyką solo. Był osadzony w strukturze spolecznej, ktoś prowadził, ktoś śpiewał warðlokkur, były konkretne zabezpieczenia. Wyrwanie samej techniki transu bez tego to trochę jak wzięcie progu do rytuału inicjacyjnego i przeprowadzenie go samemu w piwnicy. Może zadziałać, może nie, ale na pewno brakuje czegoś istotnego. Olimpia.1 teraz pytanie właściwie: co Ty uważasz za minimalny warunek żeby pracować z czymś z obcej tradycji bez wykorzenienia z własnej?


Odpowiedz
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 97

@Izar77 Czytam tę rozmowę o seidr i mam jedno konkretne pytanie bo mnie to dotyczy praktycznie. Pracuję z runami i Thurisaz jak pisałem ale to jest praca dość sucha, skupiona, raczej na granicy medytacji niż rytuału z głosem. Izar77, kiedy mówisz o galdr przy tej runie to jak to wygląda u Ciebie czasowo? Czy to jest coś co robisz regularnie, codziennie, czy raczej w momentach kiedy ta energia jest bardzo wysoka? Pytam bo zastanawiam się czy nie powinienem tego włączyć jako stały element, ale boję się trochę że regularne wywoływanie tej energii bez potrzeby może mieć efekt odwrotny do zamierzonego.


Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Ceniek Nie codziennie to byłoby dla mnie za dużo. ja pracuję z galdr przy Thurisaz kiedy czuję że ta energia jest zbita, stłumiona, że nie ma ruchu. eee, Nie kiedy jest wysoka, bo wtedy raczej potrzebuję czegoś co nada jej kierunek, a nie kolejnego bodca. więc rozróżniam: galdr kiedy jest zastój, praca ruchowa albo ogień kiedy jest nadmiar. To nie jest moja teoria, to wyniko z prób i błędów. Raz robiłam galdr kiedy byłam naprawdę bardzo wzburzona i efekt był jak dolanie oliwy do ognia. Więc teraz jestem ostrożna.


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Izar77 To rozróżnienie które robi między zastojem a nadmiarem jest dla mnie bardzo konkretne i użyteczne. W pracy z ziołami mam podobny podział, choć inaczej to opisuję. Przy zastoju sięgam po rozmiaryn, imbir, rzeczy które pobudzają i ruszają. Przy nadmiarze po lawendę, melisę, ale też po pokrzywę w ciekaw sposób, bo pokrzywa jest wojownicza energetycznie, ale jednocześnie strukturyzuje, daje granice. ojej no, zastanawiam się czy ktoś łączył te dwie warstwy, zioła z rytuałem opartym na galdr albo pracy z ogniem. Bo intuicyjnie mi się to razem klei, ale nie wiem jak to wygląda w praktyce.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Izar77 Szczerze? Mam ambiwalencję w tej sprawy. część mnie mówi, że wyciąganie technik z kontekstu to jak branie tylko jednego składnika z receptury, która miała sens jako całość. ale jednocześnie nie zamierzam przez rok uczyć się staro-nordyckiego żeby móc pracować ze swoją energią. Więc gdzieś między tymi biegunami szukam czegoś praktycznego. Izar77 Co mnie bardziej interesuje w tym co napisała o seidr to ten aspekt pracy ze stanami odmienionej świadomości jeśli chodzi o gniewu. Bo to sugeruje, że nie chodzi o wyciszenie, tylko o zejście głębiej w tę energię i coś z nią zrobić. czy to dobrze rozumiem?


Odpowiedz
Wpisy: 249
(@lubomila)
Połączone: 2 lata temu

Werbena, pokrzywa jako roślina strukturyzująca to jest ciekawy trop bo ona faktycznie ma tę podwójną naturę. Parzy, ale jest odżywcza, ma żelazo, jest twarda. Ale chciałam wrócić do czegoś co mi w tej rozmowie trochę umknęło. Zenek na początku opisał napięcie które nie jest reaktywne, nie jest gniewem na coś, tylko taką gotowością do walki z czymkolwiek. I teraz rozmawiamy o technikach, ale mam pytanie bardziej fundamentalne: czy ktoś z Was miał do czynienia z tym że ta energia ma wyraźny rytm? Że są momenty w miesiącu albo w cyklu księżycowym kiedy jest gorsza? Bo jeśli tak, to może to wpływać na dobór rytualnego podejścia.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Lubomila Tak, zdecydowanie mam z tym do czynienia. Nie tylko jeśli chodzi o agresji, ale energii w ogóle. Przy pełni u mnie to co tłumione idzie w górę bardzo wyraźnie. Jeśli przez poprzednie tygodnie jakieś napięcie siedzi w ciele i nie ma ujścia, to przy pełni wychodzi samo i nie zawsze w kontrolowany sposób. Dlatego moje praktyki przed pełnią są inne niż te tuż po. Przed pełnią wolę pracę intensywną, ruchową, głosową. tuż po nowiu raczej siadam i słucham co zostało. Ale nie wiem czy to astrologia czy biologia, szczerze mówiąc mi to rozróznienie nie jest konieczne do działania.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Lubomila Tak, mam ten rytm. nie śledziłem go przez długi czas świadomie, ale jak teraz patrze wstecz to widać wzorzec. Jest jakiś cykl, nie idealnie miesięczny, ale zbliżony. Kilka spokojniejszych dni, poteem narastanie, potem moment kiedy ta gotowość jest bardzo wysoka, potem odpuszcza. I tu jest mooje konkretne pytanie do osób które mają podobnie: czy rytuał ma sens w momencie szczytu tej energii, czy lepiej zacząć pracę wcześniej, kiedy jeszcze jest przewidywalna? bo intuicja mi podpowiada żeby nie czekać na szczyt, ale nie mam z tym doświadczenia rytualnego.


Odpowiedz
(@zaneczka73)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 229

@Zenek, z mojego doświadczenia odpowiedź brzmi: to zależy od rodzaju rytuału. Jeśli to ma być praca transformacyjna, zamiana jednej jakości w inną, to szczyt jest dobry, bo masz materiał do pracy. Jeśli to ma być praca ze zrozumieniem, z obserwacją, z integracją, to lepiej zacząć wcześniej kiedy jesteś jeszcze w środku narastania, bo masz wgląd. Na szczycie często jest już za dużo żeby obserwować, można tylko działać. Ale to nie jest zasada, to jest coś co u mnie działa. Jak Ty na co dzień czujesz w sobie tę różnicę, między momentem kiedy jesteś w środku narastania a szczytem?


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Zenek Chciałem tylko wrzucić jeden wątek który mi się tutaj nasuwa. Dion Fortune w swojej pracy pisała o rytmach magicznych i rozróżniała pracę z falą kiedy jest w górze od pracy z odpływem. Jej podejście było takie żeby wzmacniać w górze i zakorzenić w dole. Zenek Zastanawiam się czy to da się przełożyć na ten cykl agresji który opisuje. To znaczy, czy rytuał w szczycie nie mógłby być czymś co daje tej energii formę i kierunek, a rytuał w dole czymś co utrwala tę formę?


Odpowiedz
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Kacperek98 Dion Fortune tak pisała, ale warto wiedzieć w jakim kontekście. oj tam, ona mówiła o rytmach kosmicznych i pracy grupowej, nie o indywidualnej pracy z emocjami. Bezpośrednie przeniesienie tego na cykl agresji jest możliwe jako metafora, ale Fortune nie miała na myśli emocjonalnych pulsacji w tym fragmencie. To nie znaczy że analogia jest zła, ale lepiej wiedzieć że to nasza interpretacja, a nie jej teoria. Mnie bardziej ciekawi to co Izar77 powiedziała o galdr w momencie zastoju versus nadmiaru, bo to jest z praktyki, nie z lektury.


Odpowiedz
(@wisia88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 340

@Zenek Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i chcę wejść z jednym spostrzeżeniem. Dużo tu mówicie o metodach, runach, galdr, ogniu, cyklu księżycowym. Ale mam wrażenie że jest jeden wątek który nie do końca wybrzmiał, a jest ważny. Zenek opisał na początku że ta energia jest jak gotowość do walki z czymkolwiek, bez konkretnego obiektu. W tradycjach szamańskich to co opisujesz byłoby interpretowane nie jako nadmiar energii, ale jako energia która szuka swojego właściwego adresata. czyli pytanie nie brzmi jak ją rozładować, tylko co ta energia chce chronić albo budować. Czy w Twoim wewnętrznym obrazie tego napięcia jest coś co ono strzeże?


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Wisia88 To pytanie mnie zatrzymało. Nie myślałem o tym w tych kategoriach. Jak teraz siedzę z tym pytaniem, to pierwsze skojarzenie jest dziwne, bo nie wiem czy to coś konkretnego, ale mam poczucie że to napięcie pojawia się gdy coś ważnego jest zagrożone, albo kiedy jest brak kontroli nad własnym życiem 😉 Może to brzmi zbyt psychologicznie jak na to forum, ale nie umiem tego opisac inaczej. czy ta tradycja szamańska którą wspominasz daje jakąś konkretną praktykę do pracy z tym rozpoznaniem?


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@wisia88)
Połączone: 1 rok temu

To co napisałeś wcale nie brzmi zbyt psychologicznie, to jest bardzo precyzyjny opis. W wielu tradycjach szamańskich gniew chroniący granice albo poczucie autonomii jest nazywany zdrowym, a praca z nim polega na rozpoznaniu granicy którą chroni, nie na wyciszeniu samego impulsu. Konkretna praktyka którą znam to rodzaj dialogu wewnętrznego prowadzonego w stanie między snem a jawą, ale to wymaga przygotowania i nie jest czymś co opisuję w pięciu zdaniach. oj tam, Co mogę powiedzieć to że samo zadanie sobie pytania, co ta energia chce chronić, i pozostanie z nim przez kilka dni bez szukania odpowiedzi, już jest pracą.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wchodzę tu bo to co Wisia88 napisała o granicy jest dla mnie bardzo bliskie. Pracuję dużo z ciałem i czakrami i ta energia którą Zenek opisuje, to napięcie bez konkretnego obiektó, lokalizuje mi się klasycznie w splotach słonecznych i nerce. I to jest właśnie obszar gdzie tradycyjnie siedzi kwestia władzy, autonomii, granic. Więc na poziomie energetycznym ciała to co Wisia88 mówi i to co Zenek czuje wydają mi się spójne. Nie mówię że diagnoza czakrowa jest jedyną możliwą, ale czasem pomaga zobaczyć gdzie fizycznie siedzi ten wzorzec.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Romcia03 Właśnie dlatego pytałem wcześniej o to czy to napięcie jest somatyczne czy mentalne, bo to rozróżnienie naprawdę zmienia podejście. Jeśli to sploty słoneczne i nerki jak piszesz, to w pracy z oddechem jest konkretna praktyka, bhastrika z zatrzymaniem na wydechu i świadomym kierowaniem do tej okolicy. Ale to jest technika do napięcia somatycznego, przy pracy znaczeniowej, przy tym co Wisia88 sugeruje, to nie wystarczy. Zenek, próbowałeś kiedyś lokalizować to napięcie w ciele? Gdzie ono siedzi konkretnie?


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chcę tu wejść z trochę innej strony bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że wszyscy próbują pomagać Zenkowi, ale nikt nie powiedział głośno jednej rzeczy. To napięcie które opisujesz, chroniczne, bez obiektu, cykliczne, może mieć bardzo różne źródła. I rytuał, cokolwiek wybierzesz, nie zastąpi zrozumienia skąd to pochodzi. Nie mówię tego żeby deprecjonować to co tu pada, bo praca rytualna ma sens. Ale widziałam sytuacje gdzie ktoś przez lata kanalizował energię rytualnie i czuł ulgę tymczasową, bo źródło siedziało zupełnie gdzie indziej. Czy masz jakieś poczucie kiedy to się zaczęło albo czy był jakiś czas kiedy tego nie było?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Diablica Nie wiem czy był czas kiedy tego nie było, szczerze. Sięgam pamięcią i to jest ze mną od bardzo dawna. ale masz rację że nie szukałem źródła szukałem formy dla tego co jest. Może to jest ważna różnica i może faktycznie te dwie rzeczy powinny iść równolegle. nie wybieram między rytuałem a rozumieniem, ale teraz widzę że skupiłem się na jednym. to jest dobry punkt do przemyślenia.


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Zenek Wracam do tego co napisałam wcześniej o rytuale wyciągającym źródło, bo odpowiedział coś ważnego. Napisał że nie było czasu kiedy tego nie było. To jest dla mnie kluczowa informacja, bo zmienia całą optykę pracy. Jeśli coś jest z tobą od zawsze, od dzieciństwa, to rytuał transformacji będzie działał inaczej niż przy czymś nabytym, nałożonym. Nie chodzi o to że nie zadziała, chodzi o to że oczekiwanie że to zniknie jest pewnie złym celem. Pytanie brzmi raczej: jak żyć z tym konstruktywnie, jak nadać temu formę, a nie jak to wyplenić.


Odpowiedz
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 97

@Fasolka99 To rozróżnienie między czymś nabytym a wrodzonym jeśli chodzi o pracy rytualnej jest dla mnie nowe i chcę to dobrze zrozumieć. mówisz że cel nie powinien być usunięcie, tylko nadanie formy. Ale jak to wygląda w praktyce rytualnej? Bo kiedy pracuję z Thurisaz, to jest dla mnie praca z energią która jest i szuka ujścia. Nie myślę o tym żeby ją wyeliminować. Ale co innego jest w rytuałach które znam, które są nastawione na transformację, zamianę jednej jakości w drugą. czy ty też pracujesz transformacyjnie z taką energią, czy raczej kanaliz... no właśnie, jak to nazwać żeby nie powiedzieć kanalizacja po raz kolejny?


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Ceniek Ja bym powiedziała: nadawanie kierunku. Transformacja zakłada zmianę natury czegoś, a tu chodzi o coś innego. Ogień nie zmienia się w wodę, ale zmienia się w to co ogrzewa, co gotuje, co oświetla. energia agresji u kogoś kto ma ją od zawsze nie staje się spokojną energią, staje się energią działania, decyzji, ochrony. To jest inne słowo i inne nastawienie do praktyki.


Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Fasolka99 To co nazywa nadawaniem kierunku, w jodze klasycznej Patańdżalego miałoby odpowiednik w pojęciu vjajamy, to jest właściwe zastosowanie energii. Nie chodzi o to żeby praną okiełznać czy zmienić jej naturę, tylko żeby nadać jej właściwy kanał. W kontekście bhastrika o której mówiłem wcześniej, to nie jest ćwiczenie tłumiące ani oczyszczające w sensie eliminacji, to jest ćwiczenie dające ciału doświadczenie energii w ruchu, pod kontrolą oddechu. I potem ta energia faktycznie szuka ujścia przez działanie, nie przez wybuch.


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pranava Ale bhastrika jest dość intensywna i nie każde ciało ją dobrze znosi. ojej no, mam na myśli konkretnie pracę z splotem słonecznym, bo przy pewnych stanach, szczególnie przy tej energii którą Zenek opisuje jako chroniczną, nadmuchanie przepony może bardziej podkręcić niż dać ujście. Miałaś albo miałeś takie przypadki kiedy to nie zadziałało tak jak powinno?


Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Romcia03 Tak, i to jest ważne zastrzeżenie. Bhastrika bez odpowiedniego przygotowania przy energii która już jest wysoka może faktycznie dać efekt odwrotny, coś jak dolewanie tlenu do czegoś co i tak się tli. Dlatego pisałem o zatrzymaniu na szczycie wdechu, bo to właśnie ten element daje ciału chwilę na integrację zanim energia pójdzie dalej. Bez retencji to jest tylko dmuchanie w ogień. Ale mam pytanie do Romcia03, bo mi zależy na tym jak to widzisz od strony czakrowej: czy przy Zenka opisie, tej energii bez obiektu, ty ją lokalizujesz w manipurze czy wyżej?


Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pranava U mnie intuicja jest taka że to zaczyna się w manipurze ale zatrzymuje w anahacie, bo nie ma ujścia przez serce. Czyli jest napęd ale nie ma celu emocjonalnego, nie ma komu tej energii poświęcić, nie ma ku czemu. I to by tłumaczyło to cykliczne narastanie, bo energia wchodzi, kręci się między tymi dwoma ośrodkami i nie ma gdzie pójść.


Odpowiedz
Wpisy: 222
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Diablica porusza coś istotnego i Zenek odpowiedział uczciwie. Ale chcę dodać że to nie musi być albo albo. Praca rytualna, szczególnie ta oparta na intencji transformacji a nie tylko rozładowania, potrafi sama wyciągnąć na wierzch to źródłowe. U mnie rytuał z ogniem, który opisywałam wcześniej, nie był planowanym odkryciem czegokolwiek. Ale kiedy pisałam co siedzi we mnie bez cenzury, zaczęły wychodzić rzeczy których świadomie nie uznawałam za problem. Więc czasem forma jest drzwiami do treści, nie odwrotnie. Pytanie do Wisia88 bo mnie to ciekawi, ten dialog w stanie między snem a jawą o którym wspomniałaś, czy to jest praca solowa czy potrzebujesz kogoś kto prowadzi?


Odpowiedz
Wpisy: 371
(@wizjonerka)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę wymianę o manipurze i anahacie i chcę dorzucić coś z własnych obserwacji, bo pracuję z czakrami od dłuższego czasu i mam inne doświadczenia z tym schematem. Blokada między manipurą a anahatą to jest często schemat u osób które były uczone że ich gniew jest nieakceptowany. Nie mówię że tak jest u Zenka, bo tego nie wiem, ale jeśli ta energia jest z nim od zawsze i jeśli nigdy nie miała bezpiecznego miejsca do wyrażenia, to ciało nauczyło się nie przepuszczać jej wyżej. eh i żaden rytuał sam z siebie tego nie odblokuje jeśli nie ma równoległej pracy z tym przekonaniem. Rytuał może stworzyć przestrzeń, ale nie zastąpi decyzji ciała o tym że jest bezpiecznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Wizjonerka To co napisałaś o przekonaniu że gniew jest nieakceptowany, siedzę z tym. Nie wiem czy to jest moje, ale jest w tym coś co trafia. Zawsze miałem poczucie że tę energię trzeba trzymać pod kontrolą, że nie wolno jej puścić, bo coś się stanie. Nie wiem co, ale coś. I może właśnie o to chodzi w tym rytuałowym poszukiwaniu, nie o to żeby ją gdzieś skierować, ale żeby w ogóle pozwolić jej być.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest prawdopodobnie najbardziej szczery post który napisałeś w tym wątku. I właśnie to jest punkt wyjścia do sensownej pracy, nie technika, nie runa, nie zioło, tylko to zdanie: "żeby w ogóle pozwolić jej być". Pytanie które teraz mam, i to jest pytanie rytualne, nie psychologiczne, bo wiem że to forum ma ten kontekst: czy masz w swoim otoczeniu jakieś miejsce, przestrzeń fizyczną, która daje ci poczucie że możesz być z tą energią bez konsekwencji?


Odpowiedz
15 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Diablica Szczerze? nie mam takiego miejsca na co dzień. Są momenty, raczej kiedy jestem sam w terenie, w lesie w górach, ale to nie jest coś do czego mam regularny dostęp. W mieszkaniu nie mam poczucia że jest przestrzeń gdzie mogę z tym być, bo zawsze jest jakaś warstwa kontroli.


Odpowiedz
(@lubomila)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 249

@Zenek To co opisuje o braku przestrzeni jest dla mnie bardzo konkretne i chcę zaproponować coś prostego, bo nie wszystko musi być rozbudowanym rytuałem. Stworzenie miejsca w mieszkanió, fizycznie wydzielonego kąta z konkreetnymi przedmiotami, które mają tylko jeden cel, jest samo w sobie praktyką rytualną. Nie chodzi o ołtarz w klasycznym sensie, ale o miejsce gdzie świadomie dajesz tej energii zgodę na istnienie. Kamień który trzymasz tylko w tym miejscu, coś ciemnego, konkretnego, surowego. To działa przez sam fakt że jest przeznaczone tylko do tego.


Odpowiedz
(@oskar)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 338

@Lubomila To co mówisz o kamieniach mi odpowiada, sam pracuje z obsydianem przy podobnych stanach i on faktycznie ma taką własnośc że coś w ciele się przy nim uspokaja, ale to nie jest spokój jakby ktoś wyłaczył przełącznik, raczej jakby coś dostało miejsce. hmm, czarny turmalin mi nie dawał tego samego efektu, obsydian jest bardziej surowy i to chyba o to chodzi przy tej konkretnej energii.


Odpowiedz
(@zbyszek90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Oskar Zgadzam się z tym rozróżnieniem między obsydianem a turmalinem, sam miałem podobne spostrzeżenia. Ale chcę się upewnić, bo czasem ludzie mówią o obsydianie jak o czymś co pocłania 🙂 Ty masz bardziej wrażenie że ta energia dostaje ujście czy raczej że jest trzymana?


Odpowiedz
(@oskar)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 338

@Zbyszek90 Dla mnie to jest bardziej jak uziemienie niż pochłanianie ta energia nie znika, ale przestaje szukać wyjścia w złym momencie. Jakby kamień dawał jej miejsce do osiadania. Ale to jest moje odczucie i nie wiem czy zadziała tak samo u kogoś kto ma inny schemat.


Odpowiedz
(@wisia88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 340

@Zenek Chcę wrócić do tego co napisał kilka postów wyżej, bo to zdanie o tym że nie wiadomo "co się stanie" kiedy się puści energię, jest klinicznie precyzyjnym opisem mechanizmu który w pracy szamańskiej jest nazywany energią uwięzioną w przekonaniu o własnej destrukcyjności. Nie chodzi o to że ta energia jest destrukcyjna. Chodzi o to że osoba nauczyła się że jest. I to jest coś zupełnie innego. Rytuały które mogą tu pomóc to takie kttóre dają doświadczenie kontrolowanego wyrażenia bez destrukcji. To może być głos, ogień, fizyczny ruch, cokolwiek co pozwala tej energii przejść przez ciało bez szkody. Doświadczenie jest ważniejsze niż symbol.


Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Wisia88 Dokładnie to miałam na myśli kiedy mówiłam o seidr i o galdr jako bramie. Dźwięk w galdr nie jest dekoracją ani dodatkime do rytuału. On jest właśnie tym doświadczeniem przejścia energii przez ciało. I to dlatego jest śpiewany, nie recytowany. bo recytacja pozostaje w głowie, a śpiew przechodzi przez klatkę piersiową, przez przeponę, przez gardło. To fizycznie inne doświadczenie i ciało to rejestruje inaczej. zenek, mam do ciebie konkretne pytanie: czy ty w ogóle kiedyś próbowałeś cokolwiek robić z głosem jeśli chodzi o tej energii? Niekoniecznie rytualnie, ale w ogóle?


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Izar77 Nie w żadnej formalnej formie. Ale jest jedno wspomnienie które mi teraz przyszło. Są momenty kiedy ta energia jest bardzo wysoka i jedyne co przynosi chwilową ulgę to napięcie całego ciała i wydanie długiego, głębokiego dźwięku przez zęby. nie krzyk, bardziej wibracja. I to faktycznie coś robi, na chwilę. Nigdy nie myślałem o tym jako o czymkolwiek rytualnym.


Odpowiedz
(@zaneczka73)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 229

@Zenek Lubię dokąd ta rozmowa zmierza, bo zaczął od pytania o rytuały a okazuje się że ma już własną praktykę, tylko nieuświadomioną. To jest dla mnie najciekawszy moment w takich wątkach. I mam jedno pytanie do całej grupy, bo jestem ciekawa jak to widzicie: czy jest jakaś różnica między czymś co ciało robi spontanicznie żeby sobie poradzić a rytuałem z intencją? Czy dodanie intencji do spontanicznego gestu zmienia jego naturę? Bo wydaje mi się że tak, ale chcę usłyszeć inne głosy.


Odpowiedz
(@zaneczka73)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 229

@Zenek Ptanie które zadałam na końcu poprzedniego posta zostało bez odpowiedzi, więc powtórzę inaczej: czy nadanie ramy nieuświadomionej praktyce zmienia samą praktykę? Bo intuicja mówi mi, że czasem rama pomaga, a czasem ogranicza. Zenek robi coś co działa, bo działa bez myślenia. Kiedy zaczniemy to opisywać, nazywać, wpisywać w system, to czy to nadal będzie to samo?


Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Zaneczka73 To jest jendo z najtrudniejszych pytań w całej praktyce rytualnej i nie mam na nie prostej odpowiedzi. eee ale mam obserwację: w tradycji skaldalnej, gdzie galdr był przekazywany ustnie i żył w konkretnych ciałach konkretnych ludzi, dodanie ramy miało dwie funkcje. Pierwsza to bezpieczeństwo, bo wiedzieć co się robi z energią tej intensywności to nie jest sprawa estetyki. Druga to powtarzalność, czyli możliwość powracania do stanu który się już raz osiągnęło. Zenek opisał coś co przynosi ulgę ale nieregularnie, w momentach kryzysowych. rama nie ma zmienić tego doświadczenia, ona ma dać do nigeo dostęp zanim kryzys się pojawi.


Odpowiedz
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Izar77 Ale właśnie ta kwestia bezpieczeństwa to nie jest tylko technikalia. Jeśli ktoś przez lata trzymał tę energię w ryzach bo był przekonany, że jej uwolnienie coś zniszczy, to nagłe "danie ramy" i "praca z tym" może otworzyć coś czego nie jest gotowy udźwignąć sam. I to jest rzecz której mi brakuje w tej rozmowie. Mówicie dużo o technikach, o galdr, o oddechu, o kamieniach. Ale czy ktoś tu pyta wprost, czy Zenek ma kogoś przy sobie kiedy będzie to robił?


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Diablica Nie. I nie wieem czy mam do kogo się zwrócić w tym sensie. mam bliskich, ale to nie jest rozmowa którą chciałbym przeprowadzać z rodziną. masz na myśli dosłownie kogoś fizycznie obecnego, czy coś innego?


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Zenek A ja mam inne pytanie, może trochę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Cały ten wątek zaczął się od pytania Zenka o rytuały dla osób z naturalną agresją. I rozmowa poszzła w stronę galdr, obecności, blokad czakrowych, oddechów. Zenek To wszystko ma sens, ale czy ktoś w ogóle odpowiedział na najbardziej podstawowe pytanie, czyli co może zrobić jutro rano zanim jeszcze wejdzie w jakąkolwiek świadomą praktykę?


Odpowiedz
(@lubomila)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 249

@Kacperek98 Właśnie, i myślę że to jest dobre pytanie, choć sam wątek naturalnie prowadził przez te głębsze warstwy bo Zenek sam w to wszedł. Ale odpowiadając konkretnie: wydzielone miejsce fizyczne, jeden kamień, jedna czynność przed którą i po której świadomie oddychasz. To jest to co powiedziałam wcześniej i nadal przy tym stoję. Nie wymaga żadnej wiedzy, nie wymaga towarzysza, nie wymaga żeby wszystko rozumieć. Wymaga regularności.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

To jest galdr w najprostszej możliwej formie. Serio. To co opisujesz wibracja przez zęby, napięcie a potem rozluźnienie poprzez dźwięk, to jest dokładnie mechanizm który w nordyckiej pracy z dźwiękiem jest podstawą. Ty już to robisz, tyle że bez ramy i bez intencji. I to może być najbardziej naturalny punkt wejścia do czegoś bardziej świadomego. nie musisz budować całego rytuału od zera. Możesz zacząć od tego co już masz i dodawać intencję do czegoś co ciało już zna.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@diablica)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dosłownie. Fizycznie. Kogoś kto wie co się dzieje, nie po to żeby interweniował, ale żeby był. to jest stara zasada w każdej pracy z energią tej intensywności nie zostajesz sam przy pierwszym świadomym otwarciu. Nieważne jak długo coś robiłeś nieświadomie, bo świadome zrobienie tego po raz pierwszy jest zupełnie innym doświadczeniem dla ciała i psychiki. Nie mówię że się posypiesz. Mówię że warto mieć kogoś kto usiądzie obok.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wisia88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 340

@Diablica To co mowi o obecności jest fundamentalne i chcę to rozwinąć, bo w pracy szamańskiej jest na to określenie, towarzysz rytuału, świadek. i ta rola nie jest pasywna. Świadek nie obserwuje on trzyma przestrzeń. To znaczy że jego sama obecność zmienia pole energetyczne w którym rytuał się odbywa. W tradycjach syberyjskich szaman rzadko pracóje z własną energią bez kogoś kto siedzi przy ogniu. Nie dlatego że nie daje rady, ale dlatego że niektóre stany wymagają zakotwiczenia w ciele innej osoby żeby móc z nich wrócić.


Odpowiedz
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 707

@Wisia88 Mam pytanie bo pracuję głównie sam i to co mówisz trochę mnie zastanawia. To zakotwiczenie w ciele innej osoby, chodzi o samą jej obecność, oddech, ciepło, coś fizycznego? bo rozumiem mechanizm w praktykach grupowych, ale jak to wygląda kiedy ta druga osoba nie ma pojęcia o czym mówisz i siedzi po prostu w tym samym pokoju?


Odpowiedz
(@wisia88)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 340

@Pranava Tak, sama obecność wystarczy. Ciało drugiego człowieka w przestrzeni reguluje twój uklad nerwowy w sposób który nie wymaga żadnej wiedzy ezoterycznej z ich strony. To jest czysta biologia, ko-regulacja poprzez obecność. Oczywiście jest różnica między kims kto siedzi spokojnie a kimś kto pyta co pięć minut co robisz, ale intencja świadka nie musi być rytualna żeby spełniać swoją funkcję.


Odpowiedz
Wpisy: 584
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam tę wymianę i mam takie skojarzenie z czakrami, bo kiedy ktoś pracuje z manipurą świadomie i intensywnie, współobecność drugiej osoby faktycznie działa stabilizująco przez anahatę. Serce reaguje na obecność, to jest udokumentowane nawet w biofeedbacku, synchronizacja rytmu sercowego między osobami w bliskiej przestrzeni. Więc to nie jest tylko tradycja, to jest też fizjologia.


Odpowiedz
Wpisy: 97
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

eee Chcę wrócić do run bo wcześniej pisałem o Uruz i Thurisaz i potem rozmowa poszła dalej zanim zdążyłem zapytać. Izar77 pisała o galdr jako dźwięku, a ja właśnie kombinuję czy śpiewanie nazwy runy, galdr runy, nie jest tym samym mechanizmem co to co Zenek intuicyjnie robi, tylko z nadaną intencją 🙂 Czy ktoś próbował łączyć galdr z pracą konkretnej runy przy tej energii?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Ceniek Tak, i to jest jedno z bardziej precyzyjnych zastosowań galdr w praktyce nordyckiej. Każda runa ma przypisany dźwięk który pochodzi od jej nazwy, ale nie jest to zwykłe wymuwienie słowa. Galdr Thurisaz brzmi inaczej niż powiedzenie "Thurisaz" na głos jest dłuższy, wibracją a nie wymową, i tradycyjnie śpiewany na jednym tonie przez wydech. Thurisaz jeśli chodzi o energii agresywnej jest ciekawy właśnie dlatego że ta runa nie jest runa spokoju ani harmonii. no, Ona jest siłą która przebija, ale gdy się ją świadomie kieruje, ta siła rzeźbi zamiast niszczyć.


Odpowiedz
(@zbyszek90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Izar77 Czyli nie chodzi o to żeby gasić ten ogień runą spokoju, tylko żeby dać mu właściwy kształt. czy dobrze rozumiem? Bo to by oznaczało że szukanie równowagi przy tej energii to błędny kierunek że nie o równowagę tu chodzi.


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Zbyszek90 dotkną czegoś istotnego. Rownowaga jako cel jest pułapką kiedy ktoś ma tę energię wrodzoną. Ja to porównuję do rzeki górskiej, nie chcesz jej wygładzić do poziomu stawu, bo staw nie ma tej samej siły. eee, chcesz żeby miała koryto. I koryta nie budujesz raz, budujesz je pżez regularną pracę. Dlatego rytuał przy tej energii to nie jest coś co się robi kiedy energia jest za wysoka, to jest coś co się robi zanim będzie za wysoka.


Odpowiedz
(@wizjonerka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 371

@Fasolka99 To zdanie o robieniu rytuału zanim energia będzie za wysoka jest kluczowe i chcę to podkreślić z perspektywy pracy z czakrami. Manipura działa jak zbiornik. Jeśli regularnie go opróżniasz przez świadomą aktywność, nie dochodzi do przepełnienia. Jeśli czekasz aż się przeleje, praca jest dwa razy trudniejsza bo robisz ją pod presją. U Zenka ta energia wydaje się narastać cyklicznie, a to sugeruje że ma naturalny rytm. Jak go zidentyfikujesz, możesz zaplanować pracę nim wejdzie w fazę szczytową.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Wizjonerka To co mówi o rytmie cyklicznym jest dla mnie nwym ujęciem. Próbowałem sobie przypomnieć i faktycznie jest jakiś wzorzec nie jest to całkowicie losowe. Trudno mi to precyzyjnie opisać, ale mogę powiedzieć że są okresy kiedy ta energia rośnie i coś ją wyzwala albo samo z siebie opada. Nigdy nie patrzyłem na to jak na coś regularnego, bardziej jak na chaotyczne napady. Ale teraz kiedy o tym myślę, to może nie jest takie chaotyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Ciekawe że to powiedziałeś, bo w astrologii podobna cykliczność byłaby obserwowana przez tranzyt Marsa, który ma swój własny rytm, około dwuletnią pętlę przez zodiakalne domy. Nie twierdzę że to jedyne wytłumaczenie, ale jeśli chciałbyś to sprawdzić pod kątem zewnętrznych wpływów, to jest jedna ze ścieżek. Pytanie do ciebie, czy te nasilenia mają jakiś związek z porami roku albo konkretnymi miesiącami?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Martynka78 Teraz kiedy pytasz to chyba jesień i przełom zimy z wiosną. serio Ale nie jestem pewny czy to jest wzorzec czy mi się właśnie wydaje że nim jest, bo zaczęłam to analizować wstecz przez ostatnie kilka minut.


Odpowiedz
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 281

@Zenek Wejdę tu z boku, bo pracuję dużo ze snami i astrologią razem, i to co opisuje pasuje do wzorca który obserwuję u siebie i u kilku osób które znam. Nasilenie energii jesienią i na przełomie zimy z wiosną ma związek z tym że słońce przechodzi przez znaki z silnym Marsem lub w opozycji do niego. Jesień to Skorpion, który ma tradycyjnie Marsa jako swojego dawnego władcę. To nie jest przepowiednia, to jest obserwacja. Jeśli rytm jest prawdziwy, możesz zacząć planować praktykę tak żeby była bardziej intensywna właśnie w tych okresach, a nie czekać aż cię zaskoczy.


Odpowiedz
Wpisy: 281
(@frydka69)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego co mówiłam o słońcu przez znaki ziemskie i wodne, chcę dodać jedno zastrzeżenie, bo sama się zastanawiam czy to jest wystarczające wyjaśnienie. hmm, obserwuję ten wzorzec, ale nie wiem czy to korelacja czy coś głębszego. Marsa bym też sprawdziła, Martynka78 ma rację że jego tranzyt jest istotny, ale dla kogoś kto ma tę energię wbudowaną, nie tyle skokową co stałą, to może działać odwrotnie, czyli Mars w pewnych pozycjach nie nasila tylko organizuje. Zenek, czy ta energia którą opisujesz to jest coś co rośnie i opada, czy raczej jest jak tło, które czasem staje się głośniejsze?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Frydka69 To drugie. Tło. Nie znika tylko zmiienia głośność. I właśnie dlatego całe życie szukałem wyciszenia, bo myślałem że chodzi o to żeby było ciszej. A może nie o to chodzi.


Odpowiedz
(@ceniek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 97

@Zenek To co mówi o tle, a nie skoku, zmienia dla mnie całą tę rozmowę o Thurisaz. Bo Thurisaz jest opisywana tradycyjnie jako energia nagłego uderzenia, ciernia, burzy. Ale jest też interpretacja, szczególnie u Edred Thorsson w "Futhark", gdzie mówi on o tej runie jako o sile która istnieje przed formą, zanim jeszcze cokolwiek się skrystalizuje. I to może być bliższe temu co Zenek opisuje, nie błysk tylko potencjał który czeka na kształt.


Odpowiedz
(@izar77)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Ceniek Thorsson to dobry trop, ale uważaj z jego interpretacjami bo są mocno synkretyczne i nie wszyscy się z nimi zgadzają w środowisku runologicznym. Dla praktyki to nie musi być problem, ale warto wiedzieć że to jest jego własna synteza, nie rekonstrukcja historyczna. Natomiast sam kierunek jest trafny. W Elder Futhark Thurisaz ma też związek z Jotunami, czyli z siłami które poprzedzają porządek, nie z chaosem jako destrukcją, ale z tym co jeszcze nie zostało ujarzmione. i to jest zupełnie inne czytanie niż "niebezpieczna runa agresji".


Odpowiedz
(@zbyszek90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Izar77 A jak to się ma do praktyki, tzn. czy ktoś kto pracuje z Thurisaz w tym ujęciu, jako siłą przed formą, robi to inaczej niż ktoś kto podchodzi do niej jako do runy ochrony czy uderzenia? Bo z tego co czytam w różnych miejscach, to zastosowania tej runy są opisywane bardzo różnie i nie wiem który kierunek jest tu sensowny.


Odpowiedz
(@fasolka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 222

@Zenek I tu jest właśnie coś ważnego dla samego Zenka, bo cała ta dyskusja o runach, czakrach, obecności, jest użyteczna o tyle o ile prowadzi do czegoś co faktycznie można robić. Zenek I mam wrażenie że jesteśmy w momencie kiedy mamy dużo różnych map, ale jeszcze nie wybrał terenu 🙁 Zenek, co z tego wszystkiego co tu padło ma dla ciebie jakiś oddźwięk jako punkt wyjścia? Nie co brzmi najlepiej teoretycznie, ale co czujesz że możesz spróbować?


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest naprawdę ważna zmiana perspektywy którą właśnie sam sformułowałeś. Bo większość pracy z "trudną energią" w popularnych podejściach idzie w stronę wyciszenia, uspokojenia, zrównoważenia. A tu może chodzi o coś zupełnie innego, o to żeby ta energia miała dokąd iść, nie żeby była jej mniej. Czy próbowałeś kiedyś czegoś co ją ukierunkowywało zamiast hamowało i co się wtedy działo?


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Chcę wejść w ten wątek runiczny, bo jest kilka rzeczy które są tu mieszane i wolę to rozplątać zanim pójdzie dalej. Thurisaz jako runa ochronna to jest późniejsza interpretacja, popularna w XX-wiecznej literaturze angloamerykańskiej, ale niekoniecznie mająca solidne oparcie w źródłach. W staroangielskim poemacie runicznym jest ona powiązana z bólem i cierpieniem, w islandzkim z Thorem i kataklizmem. Nie ma jednej kanonicznej interpretacji. Co nie znaczy że praca z nią jest błędem, tylko że każdy pracuje z własną warstwą projekcji na tę runę i dobrze to wiedzieć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Olimpia.1 Ale czy to nie jest w ogóle problem całej runiki jako praktyki współczesnej? że nie wiemy wystarczająco dużo o tym jak naprawdę była używana historycznie, więc wszystko jest trochę rekonstrukcją albo inwencją? Pytam serio, bo nie chcę powtarzać błędnych założeń.


Odpowiedz
(@olimpia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Kacperek98 To jest uczciwe pytanie i tak, to jest prawdziwy problem. Mamy inskrypcje runiczne, mamy poematy runiczne z kilku tradycji, mamy Eddę, mamy sagi. ale nie mamy podręcznika rytuału. To co mamy jako "system" runiczny to jest w dużej mierze konstrukcja XIX i XX wieku, z różnym stopniem wierności źródłom. Dla kogoś kto pracuje praktycznie, to nie musi dyskwalifikować praktyki, ale powinno zmieniać roszczenia. Pracujesz z własną relacją z symbolem, nie z odtworzonym obrzędem.


Odpowiedz
Wpisy: 432
Rozpoczynający temat
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Oddech. To jest jedyna rzecz którą mogę zacząć robić sam, bez pzygotowania bez czekania na kogoś. I ta rozmowa o obecności drugiego człowieka jest dla mnie ważna, ale przyznaje że nie wiem jeszcze jak to zorganizować w swoim życiu. Natomiast to co Ceniek i Izar77 mówili o runie jako formie przed formą, to jakoś siedzi. Nie wiem czy to jest droga dla mnie, ale coś w tym opisie jest bliskie temu co czuję kiedy ta energia jest wysoka.


Odpowiedz
Wpisy: 707
(@pranava)
Połączone: 3 tygodnie temu

Jeśli mówisz o oddechu jako punkcie wyjscia, to chcę doprecyzować jedną rzecz z własnego doświadczenia, bo sam przechodziłem przez próby uspokajania się przez oddech i to nie zawsze działało tak jak powinno. Przy wysokiej aktywacji układu nerwowego, a to co opisujesz brzmi jak regularny wysoki poziom pobudzenia, oddech spowolniony może o dziwo nasilić niepokój zamiast go redukować. Jest techhnika którą znam z pracy z traumą, oddech pudełkowy, cztery sekundy wdech, cztery zatrzymanie, cztery wydech, cztery zatrzymanie, i ona działa inaczej niż samo spowalnianie. Nie wiem czy to kierunek dla ciebie, ale czy próbowałeś czegoś konkretnego z oddechem czy mówisz o tym bardziej intuicyjnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@romcia03)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Pranava To co opisujesz o paradoksalnym nasileniu niepokoju przy spowolnieniu oddechu jest spójne z tym co wiem o manipurze w kontekście nadaktywności. Przy silnie aktywnej manipurze i próbie wyciszenia oddechem dochodzi czasem do blokady między splotem słonecznym a sercem i to może wywoływać właśnie to uczucie nasilenia. Dlatego w pracy z tą czakrą niektórzy stosują najpierw aktywację przez ruch, a dopiero potem oddech, żeby energia mogła przepłynąć zanim zostanie uciszona.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: