Mam pełno agresji w sobie i zastanawiam się, czy da się to jakoś sensownie zagospodarować rytualnie, zamiast tłumić albo wyżywać się na ludziach dookoła. Chodzi mi o to, że czuję, że ta energia gdzieś w środku siedzi i szuka wyjścia, ale wszystkie rytuały jakie znam są spokojne, wyciszające, nastawione na taką miękkość. A ja po prostu nie jestem miękki. czasem mam wrażenie, że robię coś wbrew sobie, kiedy próbuję medytować przy świeczce i udawać, że jestem spokojny. Czy ktoś w ogóle pracował z tym, co w starszych tradycjach nazywano żywiołem ognia albo żółcią w sensie humoralnym? Bo mnie się wydaje, że tam jest jakiś klucz do tego, żeby agresję traktować nie jak wadę, ale jak surowy materiał.
No to ciekawe, bo większość ludzi na tym forum szuka spokoju, a tu ktoś mówi odwrotnie. Ja przez długi czas miałam dokładnie ten sam problem, że praktyki które znałam były totalnie nie dla mnie temperamentowo. W końcu zaczęłam pracować z czakrą splotu słonecznego, ale nie w stylu "wycisz ją", tylko odwrotnie, żeby ją świadomie aktywować i wyładowywać w kontrolowany sposób. Dosłownie rytuał z biciem w ziemię stopami, dźwiękiem, głosem. Nie medytacja, tylko działanie fizyczne z intencją. Ale mam pytanie do Ciebie, bo to może być ważne, czy ta Twoja agresja ma jakiś konkretny kierunek, czy to bardziej rozproszone napięcie, które nie wiadomo skąd pochodzi?
Wchodzę w ten wątek bo sam pracuję z runami i to co Izar77 pisze jest według mnie trafne, ale chciałem dopytać o jedną rzecz. Bo Thurisaz to jedno, ale ja słyszałem też o Isa jako runie, która kanalizuje właśnie nadmiar energii przez jej zamrożenie, zatrzymanie, a nie wyładowanie. Czyli jakby dwa różne podejścia do tego samego problemu. Zenek, jak to u Ciebie wygląda fizycznie? Bo mam wrażenie, że to może mieć znaczenie czy ta agresja objawia się bardziej jako napięcie w ciele czy raczej jako myśli, impulsy?
Właśnie to jest pytanie klucz, bo praca z oddechem, którą ja znam, rozróżnia te dwie rzeczy bardzo wyraźnie. Jeśli to jest napięcie somatyczne, siedzi w barkach, szczęce, klatce piersiowej, to są kompletnie inne praktyki niż jeśli to jest impuls myślowy. Kapalabhati, czyli oddech ognia w jodze, jest właśnie dla tej pierwszej kategorii. Nie wycisza, tylko przepala. Robi się to dość intenywnie i efekt jest zupelnie inny niż przy pranayamie uspokajającej. Ale nie nazwałbym tego rytuałem w ścisłym sensie, chyba że zbuduje się wokół tego jakąś intencję i strukturę.
Ja bym jednak nie mieszała kapalabhati z pracą rytualną, przynajmniej nie tak łatwo, bo to są dwie różne tradycje i każda ma swój kontekst. Mnie bardziej interesuje to co Izar77 wspomniała o galdr. bo galdr to jest praca głosem, śpiew, ale nie taki ładny, tylko właśnie taki z gardła, z brzucha. I to jest coś, co w ezoteryce nordyckiej miało bardzo konkretną funkcję bojową i ochronną. Zenek, masz jakiś kontakt z tradycją słowiańską? Bo tam też były takie rzeczy, krzyki rytualne przy obrzędach przejścia, ale mniej o tym napisane.
Hej, ja wiem że tutaj mówicie głównie o tradycji nordyckiej i oddechu, ale chciałem dodać że w magii ceremonialnej też jest całkiem sporo na ten temat. szczególnie u Crowleya gdzie gniew traktowany jest jako jeden z aspektów woli, czyli tego co on nazywał True Will. I tam nie ma mowy o eliminacji, wręcz przeciwnie, takie emocje są paliwem do pracy magicznej. rytuały inwokacyjne Marsa to klasyk do kanalizacji właśnie tej energii.
To co opisujesz brzmi dla mnie jak energia, która po prostu nie ma ujścia w codzieennym życiu, i to jest sprawa nie tylko rytuałów, ale też tego co robisz poza nimi. Rytuały mogą pomóc, ale jeśli przez resztę dnia ta energia nie ma gdzie iść, to i tak będzie cisnąć. Mówię to nie żeby zniechęcać, bo jak najbardziej warto szukać rytualnych odpowiedzi, ale żeby postawić pytanie czy to ma też jakiś wymiar fizyczny u Ciebie? Sport, ruch, cokolwiek co angażuje ciało mocniej?
A możesz powiedzieć coś więcej o tej strukturze, Fasolka? Bo mnie interesuje co takiego sprawiło, że to zadziałało, gdzie zużycie nie wystarczyło. Pytam bo sama pracuję z ziołami w rytuałach i wiem, że piołun albo pokrzywa mają bardzo wojownicze przypisania w starych zielnikach, były używane właśnie do przepracowania agresji, nie jej uspokajania. Ale sama struktura rytuału musi być do tego dostosowana bo te zioła przy spokojnym obrzędzie nic szczególnego nie wnoszą.
Ja mam troche inne podejście bo u mnie to był obsydian. Wiem że to kamień wiele osób go zna, ale chodzi o to jak sie go używa. Obsydian nie jest do spokoju, on jest do konfrotacji, wyciąga na wierzch to co siedzi głęboko i zmusza do zmierzenia sie z tym. Trzymałem go podczas czegoś w rodzaju własnego rytuału który po prostu miał na celu powiedzenie głośno co we mnie siedzi. oj tam, Brzmi prosto ale jak sie ma taki kamień w dłoni i otworzy usta, to wychodzą rzzeczy których sie nie spodziewasz. Nie wiem czy to magia czy psychologia ale efekt był.
Wracając do głównego wątku bo trochę odpłynęliśmy od samych rytuałów w stronę kamieni i ziół, chociaż to też ważne. Chciałam powiedzieć, że jeśli chodzi o nordyckim jest coś, co nazywa się seidr i tam praca z emocjami, w tym z gniewem, była integralną częścią praktyki. ale też istniał model berserkerów, który jest ciekawy rytualnie, bo to nie było po prostu wpadnaie w furię, to był świadomy stan zmienionej świadomości z przywołaniem zwierzęcego aspektu, niedźwiedzia albo wilka. Oczywiście nie mówię żeby to literalnie kopiować, ale sama idea że gniew może być rytualnie przywołany i kontrolowany, a nie tylko tłumiony, jest bardzo stara i poważna.
Werbena, pokrzywa jako roślina strukturyzująca to jest ciekawy trop bo ona faktycznie ma tę podwójną naturę. Parzy, ale jest odżywcza, ma żelazo, jest twarda. Ale chciałam wrócić do czegoś co mi w tej rozmowie trochę umknęło. Zenek na początku opisał napięcie które nie jest reaktywne, nie jest gniewem na coś, tylko taką gotowością do walki z czymkolwiek. I teraz rozmawiamy o technikach, ale mam pytanie bardziej fundamentalne: czy ktoś z Was miał do czynienia z tym że ta energia ma wyraźny rytm? Że są momenty w miesiącu albo w cyklu księżycowym kiedy jest gorsza? Bo jeśli tak, to może to wpływać na dobór rytualnego podejścia.
To co napisałeś wcale nie brzmi zbyt psychologicznie, to jest bardzo precyzyjny opis. W wielu tradycjach szamańskich gniew chroniący granice albo poczucie autonomii jest nazywany zdrowym, a praca z nim polega na rozpoznaniu granicy którą chroni, nie na wyciszeniu samego impulsu. Konkretna praktyka którą znam to rodzaj dialogu wewnętrznego prowadzonego w stanie między snem a jawą, ale to wymaga przygotowania i nie jest czymś co opisuję w pięciu zdaniach. oj tam, Co mogę powiedzieć to że samo zadanie sobie pytania, co ta energia chce chronić, i pozostanie z nim przez kilka dni bez szukania odpowiedzi, już jest pracą.
Wchodzę tu bo to co Wisia88 napisała o granicy jest dla mnie bardzo bliskie. Pracuję dużo z ciałem i czakrami i ta energia którą Zenek opisuje, to napięcie bez konkretnego obiektó, lokalizuje mi się klasycznie w splotach słonecznych i nerce. I to jest właśnie obszar gdzie tradycyjnie siedzi kwestia władzy, autonomii, granic. Więc na poziomie energetycznym ciała to co Wisia88 mówi i to co Zenek czuje wydają mi się spójne. Nie mówię że diagnoza czakrowa jest jedyną możliwą, ale czasem pomaga zobaczyć gdzie fizycznie siedzi ten wzorzec.
Chcę tu wejść z trochę innej strony bo czytam tę rozmowę i mam wrażenie że wszyscy próbują pomagać Zenkowi, ale nikt nie powiedział głośno jednej rzeczy. To napięcie które opisujesz, chroniczne, bez obiektu, cykliczne, może mieć bardzo różne źródła. I rytuał, cokolwiek wybierzesz, nie zastąpi zrozumienia skąd to pochodzi. Nie mówię tego żeby deprecjonować to co tu pada, bo praca rytualna ma sens. Ale widziałam sytuacje gdzie ktoś przez lata kanalizował energię rytualnie i czuł ulgę tymczasową, bo źródło siedziało zupełnie gdzie indziej. Czy masz jakieś poczucie kiedy to się zaczęło albo czy był jakiś czas kiedy tego nie było?
Diablica porusza coś istotnego i Zenek odpowiedział uczciwie. Ale chcę dodać że to nie musi być albo albo. Praca rytualna, szczególnie ta oparta na intencji transformacji a nie tylko rozładowania, potrafi sama wyciągnąć na wierzch to źródłowe. U mnie rytuał z ogniem, który opisywałam wcześniej, nie był planowanym odkryciem czegokolwiek. Ale kiedy pisałam co siedzi we mnie bez cenzury, zaczęły wychodzić rzeczy których świadomie nie uznawałam za problem. Więc czasem forma jest drzwiami do treści, nie odwrotnie. Pytanie do Wisia88 bo mnie to ciekawi, ten dialog w stanie między snem a jawą o którym wspomniałaś, czy to jest praca solowa czy potrzebujesz kogoś kto prowadzi?
Czytam tę wymianę o manipurze i anahacie i chcę dorzucić coś z własnych obserwacji, bo pracuję z czakrami od dłuższego czasu i mam inne doświadczenia z tym schematem. Blokada między manipurą a anahatą to jest często schemat u osób które były uczone że ich gniew jest nieakceptowany. Nie mówię że tak jest u Zenka, bo tego nie wiem, ale jeśli ta energia jest z nim od zawsze i jeśli nigdy nie miała bezpiecznego miejsca do wyrażenia, to ciało nauczyło się nie przepuszczać jej wyżej. eh i żaden rytuał sam z siebie tego nie odblokuje jeśli nie ma równoległej pracy z tym przekonaniem. Rytuał może stworzyć przestrzeń, ale nie zastąpi decyzji ciała o tym że jest bezpiecznie.
To jest prawdopodobnie najbardziej szczery post który napisałeś w tym wątku. I właśnie to jest punkt wyjścia do sensownej pracy, nie technika, nie runa, nie zioło, tylko to zdanie: "żeby w ogóle pozwolić jej być". Pytanie które teraz mam, i to jest pytanie rytualne, nie psychologiczne, bo wiem że to forum ma ten kontekst: czy masz w swoim otoczeniu jakieś miejsce, przestrzeń fizyczną, która daje ci poczucie że możesz być z tą energią bez konsekwencji?
To jest galdr w najprostszej możliwej formie. Serio. To co opisujesz wibracja przez zęby, napięcie a potem rozluźnienie poprzez dźwięk, to jest dokładnie mechanizm który w nordyckiej pracy z dźwiękiem jest podstawą. Ty już to robisz, tyle że bez ramy i bez intencji. I to może być najbardziej naturalny punkt wejścia do czegoś bardziej świadomego. nie musisz budować całego rytuału od zera. Możesz zacząć od tego co już masz i dodawać intencję do czegoś co ciało już zna.
Dosłownie. Fizycznie. Kogoś kto wie co się dzieje, nie po to żeby interweniował, ale żeby był. to jest stara zasada w każdej pracy z energią tej intensywności nie zostajesz sam przy pierwszym świadomym otwarciu. Nieważne jak długo coś robiłeś nieświadomie, bo świadome zrobienie tego po raz pierwszy jest zupełnie innym doświadczeniem dla ciała i psychiki. Nie mówię że się posypiesz. Mówię że warto mieć kogoś kto usiądzie obok.
Czytam tę wymianę i mam takie skojarzenie z czakrami, bo kiedy ktoś pracuje z manipurą świadomie i intensywnie, współobecność drugiej osoby faktycznie działa stabilizująco przez anahatę. Serce reaguje na obecność, to jest udokumentowane nawet w biofeedbacku, synchronizacja rytmu sercowego między osobami w bliskiej przestrzeni. Więc to nie jest tylko tradycja, to jest też fizjologia.
eee Chcę wrócić do run bo wcześniej pisałem o Uruz i Thurisaz i potem rozmowa poszła dalej zanim zdążyłem zapytać. Izar77 pisała o galdr jako dźwięku, a ja właśnie kombinuję czy śpiewanie nazwy runy, galdr runy, nie jest tym samym mechanizmem co to co Zenek intuicyjnie robi, tylko z nadaną intencją 🙂 Czy ktoś próbował łączyć galdr z pracą konkretnej runy przy tej energii?
Ciekawe że to powiedziałeś, bo w astrologii podobna cykliczność byłaby obserwowana przez tranzyt Marsa, który ma swój własny rytm, około dwuletnią pętlę przez zodiakalne domy. Nie twierdzę że to jedyne wytłumaczenie, ale jeśli chciałbyś to sprawdzić pod kątem zewnętrznych wpływów, to jest jedna ze ścieżek. Pytanie do ciebie, czy te nasilenia mają jakiś związek z porami roku albo konkretnymi miesiącami?
Wracając do tego co mówiłam o słońcu przez znaki ziemskie i wodne, chcę dodać jedno zastrzeżenie, bo sama się zastanawiam czy to jest wystarczające wyjaśnienie. hmm, obserwuję ten wzorzec, ale nie wiem czy to korelacja czy coś głębszego. Marsa bym też sprawdziła, Martynka78 ma rację że jego tranzyt jest istotny, ale dla kogoś kto ma tę energię wbudowaną, nie tyle skokową co stałą, to może działać odwrotnie, czyli Mars w pewnych pozycjach nie nasila tylko organizuje. Zenek, czy ta energia którą opisujesz to jest coś co rośnie i opada, czy raczej jest jak tło, które czasem staje się głośniejsze?
To jest naprawdę ważna zmiana perspektywy którą właśnie sam sformułowałeś. Bo większość pracy z "trudną energią" w popularnych podejściach idzie w stronę wyciszenia, uspokojenia, zrównoważenia. A tu może chodzi o coś zupełnie innego, o to żeby ta energia miała dokąd iść, nie żeby była jej mniej. Czy próbowałeś kiedyś czegoś co ją ukierunkowywało zamiast hamowało i co się wtedy działo?
Chcę wejść w ten wątek runiczny, bo jest kilka rzeczy które są tu mieszane i wolę to rozplątać zanim pójdzie dalej. Thurisaz jako runa ochronna to jest późniejsza interpretacja, popularna w XX-wiecznej literaturze angloamerykańskiej, ale niekoniecznie mająca solidne oparcie w źródłach. W staroangielskim poemacie runicznym jest ona powiązana z bólem i cierpieniem, w islandzkim z Thorem i kataklizmem. Nie ma jednej kanonicznej interpretacji. Co nie znaczy że praca z nią jest błędem, tylko że każdy pracuje z własną warstwą projekcji na tę runę i dobrze to wiedzieć.
Oddech. To jest jedyna rzecz którą mogę zacząć robić sam, bez pzygotowania bez czekania na kogoś. I ta rozmowa o obecności drugiego człowieka jest dla mnie ważna, ale przyznaje że nie wiem jeszcze jak to zorganizować w swoim życiu. Natomiast to co Ceniek i Izar77 mówili o runie jako formie przed formą, to jakoś siedzi. Nie wiem czy to jest droga dla mnie, ale coś w tym opisie jest bliskie temu co czuję kiedy ta energia jest wysoka.
Jeśli mówisz o oddechu jako punkcie wyjscia, to chcę doprecyzować jedną rzecz z własnego doświadczenia, bo sam przechodziłem przez próby uspokajania się przez oddech i to nie zawsze działało tak jak powinno. Przy wysokiej aktywacji układu nerwowego, a to co opisujesz brzmi jak regularny wysoki poziom pobudzenia, oddech spowolniony może o dziwo nasilić niepokój zamiast go redukować. Jest techhnika którą znam z pracy z traumą, oddech pudełkowy, cztery sekundy wdech, cztery zatrzymanie, cztery wydech, cztery zatrzymanie, i ona działa inaczej niż samo spowalnianie. Nie wiem czy to kierunek dla ciebie, ale czy próbowałeś czegoś konkretnego z oddechem czy mówisz o tym bardziej intuicyjnie?
