Chcę się zatrzymać przy tym co Pranava powiedział, bo to jest bardzo konkretna i dobra uwaga, ale chcę dodać kontekst :/ Technika pudełkowa pochodzi z praktyk wojskowych, SEALs używali jej do regulacji przed akcją, nie do wyciszenia, ale do precyzji w stanie wysokiego pobudzenia. I to jest ważna różnica dla kogoś takiego jak Zenek. Nie chodzi o to żeby zejjść z poziomu aktywacji, chodzi o to żeby utrzymać klarowność podczas niej. To zmienia intencję całego ćwiczenia.
Ta nieprzyjemna myśl którą właśnie napisałeś jest jedną z ważniejszych rzeczy w tym wątku. I nie mówię tego żeby dramatyzować, tylko dlatego że to jest dokładnie ten moment w którym ludzie albo wchodzą głębiej albo wracają do starych wzorców. To nie jest pytanie o technikę. To jest pytanie o to czy jesteś gotowy przestać traktować tę część siebie jako problem do rozwiązania.
Ze świecą tak, ale bez żadnego rytuału, po prostu paliłem. Teraz zastanawiam się czy to cokolwiek robiło, czy to był tylko nawyk. ojej no, bo patrząc wstecz, te momenty przy świecy to były momenty kiedy siedziałem z tą energią zamiast ją od siebie odpychać. Może to wystarczyło.
To co piszesz o siedzeniu z energią zamiast odpychania, to jest coś na co warto zwrócić uwagę, bo to może być ważniejsze niż konkretna forma rytuału. Pytanie jest takie: czy czułeś wtedy że ta energia gdzieś idzie, czy po prostu była obok ciebie?
Chcę wrócić do bylicy, bo Frydka poruszyła coś co wymaga doprecyzowania. Artemisia vulgaris i jej marsjański charakter pojawia się w Culpeperze, siedemnastowieczny angielski zielarz, on kategorycznie przypisał ją Wenus, ale wcześniejsze źródła jak Dioskorides opisują ją jako ciepłą i suchą, co w schemacie humoralnym bliżej Marsa. W tradycji saksońskiej była jedną z dziewięciu świętych ziół, używanych właśnie do ochrony aktywnej, nie pasywnej. Więc Frydka ma rację, tylko żeby nie mieszać tych dwóch linii, bo to różne zastosowania.
Obie naraz. Mam taki poziom bazowy który jest zawsze i mam szczyty które pojawiają się w odpowiedzi na konkretne rzeczy. Walka z tym jest walką na dwóch frontach jednocześnie, co samo w sobie jest wyczerpujące.
Dwa fronty jednocześnie i każdy z nich innego wymaga podejścia, bo poziom bazowy to jest praca z rytmem i codzienną strukturą, a szczyty to jest praca z gotowością i rozpoznaniem. Mnie to brzmi jak sytuacja gdzie nie ma jednego rytuału, który ogarnie całość, tylko jest potrzebne coś małego na co dzień i coś innego na moment zaostrzenia. Masz teraz cokolwiek co pomaga przy szczytach, coś co robisz instynktownie?
Wychodzenie to jest stara metoda i działa, bo zmiana przestrzeni przerywa pętlę sensoryczną. Ale masz rację że to jest rozwiązanie sytuacyjne. Pytanie jest czy ta sama zasada może być wbudowana w rytuał, tzn. czy można stworzyć coś co daje ci ten sam efekt bez konieczności fizycznego wyjścia.
Wchodzę w ten wątek z ruchem, bo to jest coś o czym mało się mówi jeśli chodzi o rytuałów, a powinno być podstawą. W tradycji sufi istnieje coś co można by nazwać rytuałem ruchowym, sema to jest ten wirujący taniec derwiszów, ale mniej znany jest hadra rytmiczne potrząsanie całym ciałem wykonywane w grupie jako forma wejścia w stan odmienny. Hadra nie jest wyciszeniem, jest świadomym wprawieniem ciała w intensywną aktywność do momentu przekroczenia progu. I właśnie dlatego mnie to łączy z tym wątkiem, bo jest to tradycja która mówi że pewne stany psychiczne przechodzi się pżez, nie omija.
Chcę się tu zatrzymać przy kwestii grup, bo kilka razy w tym wątku pojawia się sugestia że praca z silną energią jest trudna lub niemożliwa samemu. Rozumiem tę logikę, ale nie do końca się z nią zgadzam. historycznie wiele tradycji szamańskich, szczególnie syberyjskich i tunguskich, zakłada że szaman pracuje z bardzo intensywnymi stanami właśnie solo, i ta samotność nie jest przeszkodą, ona jest elementem praktyki. Bęben jest w tych tradycjach dokładnie tym czym Pranava opisuje ruch, jest czymś co angażuje ciało w rytm i umożliwia utrzymanie orientacji kiedy intensywność rośnie. Zenek, czy praca z rytmem, cokolwiek rytmicznego, jest czymś do czego masz dostęp?
Tak. To wystarczy. klaskanie, stukanie w blat, nucenie, to są najstarsze formy wprowadzania rytmu i działają dokładnie tak samo. Bęben to jest po prostu amplifikacja. no, jeśli chcesz spróbować, zacznij od czegoś prostego: stań, wytup rytm stopami, dowolny, i pozwól ciału robić co chce przy tym rytmie. Nie planuj rezultatu. Obserwuj co się dzieje z tą energią po pięciu minutach.
To jest właściwie centralne napięcie całej pracy z tego rodzaju energią i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale chcę zaproponować inne pytane: czy naprawdę potrzebujesz przenosić to w sferę świadomą? Może wystarczy stwoorzyć warunki, w których ciało samo wie co zrobić, czyli przestrzeń i wyzwalacz, bez instrukcji. w tradycjach szamańskich ten wyzwalacz to właśnie rytm, bo rytm działa poniżej progu decyzji. Ty nie decydujesz żeby iść, ciało idzie. Może rytm mógłby działać podobnie.
no dobra, klatka schodowa mnie zastanawia, bo to jest przestrzeń progowa, ani tu ani tam. I mam poczucie że to nie jest przypadek. Progi, przejścia, przedsionki, to miejsca które funkcjonują inaczej niż zamknięte pomieszczeia. W praktyce magicznej próg to miejsce gdzie zasady normalności trochę się rozluźniają. Nie wiem czy to coś dla Zenka, ale myślę że intuicja ciała która prowadzi go właśnie tam jest warta uwagi.
