To brzmi znajomo. ja miałam podobną pętlę z czakrami, przez długi czas czytałam o oczyszczaniu, rozumiałam koncepcję, wiedziałam czego dotyczy gardłowa, a sercowa, ale nie robiłam nic konkretnego. I o dziwo dopiero jak przestałam szukać \"właściwej metody\", cokolwiek zaczęłam faktycznie praktykować. Może to jest tez odpowiedz dla Jaśka wcześniej, że ten pierwszy krok nie musi być systemowy.
Wracając do wątku zamknięcia poprzedniej pracy, bo to mnie naprawdę zainteresowało. Rodochrozyt pisła że pominela ten krok i tego żałuje. Ja się zastanawiam czy w astrologii jest jakiś moment, który naturalnie sprzyja takiemu domknięciu przychodzi mi do głowy Saturn w tranzycie przez dom siódmy albo dwunasty ale to jest specyficzne. Czy ktoś ma doświadczenie z konkretnym momentem ktory \"nadawał się\" na zamknięcie, nie otwarcie?
Ja nie patrzylam wtedy na astrologie w ogole, wiec nie pomogę z tym konkretnie. Ale z perspektywy czasu myślę, że ten moment zamknięcia nie musi być astrologicznie wyznaczony, może go stworzyc sam rytual. Czyli nie czekasz na odpowiedni tranzyt tylko decydujesz że dziś robisz zamknięcie i to staje się ten moment. Nie wiem czy to jest ortodoksyjne podejście, ale dla mnie ma sens.
W kontekście pracy odejście spod Saturna z domu dziesiatego bywa naturalnym momentem na takie domknięcie. Saturn w dziesiątym to często czas struktur i obowiązku, i kiedy tranzyt się kończy albo Saturn wchodzi w jedenasty, cos się rozluźnia. Ale nie generalizowałabym, dużo zależy od indywidualnego horoskopu bo ktoś kto ma Saturn natalnie w dziesiątym będzie to odczuwał zupełnie inaczej.
Nie ma sensu czekać aż tranzyt sie skończy jeśli zmiana już sie dzieje. Saaturn w tranzycie przez dziesiaty nie mówi \"zostań\", on mówi \"pracuj świadomie ze strukturą\". eh, Rytuał zamkniecia w tym czasie może byc właśnie tym: świadome, strukturalne zakończenie, nie ucieczka od Saturna ale współpraca z nim.
A czy ktoś łączy ten astrologiczny moment zamknięcia z numerologicznym? Zastanawiam się bo wcześniej mowilam o roku osobistym jako ramie ale teraz myślę że może warto spojrzeć też na tranzyt i vibracje dnia w polaczeniu. tylko że nie wiem jak je zestawiać, żeby nie bylo to chaotyczne.
Szczerze? Nie wiem czy się da idealnie pogodzić. ja bym to czytała tak: jedynka tego dnia to energia wejścia ale rok dziewiaty mówi że to co zaczyna się teraz jest jeszcze częścią starego cyklu, czyli ta praca moze byc przejsciowa albo byc domknieciem jakiegos etapu nie otwarciem zupełnie nowego rozdziału. Ale to moja interpretacja nie reguła
Słuchajcie, a czy ktoś poza spalaniem kartki używał konkretnych przedmiotów w rytuałach przejścia przy pracy? bo mam wrażenie że kamienie i inne fizyczne rzeczy siedza głównie w rytuałach miłosnych albo zdrowotnych, a przy zawodowych zmiaach jakby nikt o tym nie mówi. Może niesłusznie.
Zostawiłam w parku który był między domem a tamtym biurem. Nie wchodziłam z powrotem do budynku - już nie miałam do, bo odeszłam. Ale ten park był dla mnie przestrzenią "pomiędzy" - tam chodziłam w przerwie, tam jadłam lunch. Poczułam że to właściwe miejsce. Myślę że to sprawa tego co dla ciebie jest symboliczne, nie że jest jeden właściwy adres.
A zostawiłaś go gdzieś pod drzewem czy po prosttu polozylas na ławce? Bo mnie zastanawia czy to ma znaczenie w sensie, czy kamien powinien mieć kontakt z ziemią, żeby to zamkniecie bylo kompletne. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.
To mnie ciekawi co Rodochrozyt napisala o tym że nie wzięła kamienia ze sobą. Bo ja zawsze myślałam, że chodzi o to żeby brać kamień do nowego miejsca, taki \"nowy start z talizmanem\". A tu zupelnie odwrotna logika. Ktś jeszcze tak robil, zostawiał coś celowo? 😉
Zostawianie to stara praktyka, dużo starsza niż nowoczesna litoterapia. W różnych tradycjach celowe porzucenie przedmiotu było aktem przekazania czegoś ziemi albo miejscu - nie straty, ale świadomego oddania. Kult przodków słowiański miał coś podobnego przy opuszczaniu domu. Więc to nie jest żadna nowinka.
Spalenie nie wchodzilo mi do glowy ale teraz jak to piszesz, ma logike. on już nie reprezzentuje mojej roli w tamtym miejscu wice może po prostu przestac istniec w tej formie. Ciekawe że przez rok tego nie przemyslalem.
Wracam do kwestii kamieni przy nowym miejscu bo Lelja zadala dobre pytanie. jeśli zostawiamy coś ze starego, to czy do nowego czegoś nie bierzemy? Czy sam rytual otwarcia ma działać bez fizycznego nośnika, czy powinien mieeć swóój obiekt?
Ja przy poprzednim przejściu nie wzięłam nic specjalnie do nowego miejsca i przez długi czas myślałam że to blad. ale z perspektywy czasu wydaje mi się że rytuał wejścia wcale nie musi mieć fizycznego nośnika, może nim być po prostu coś co zrobisz pierwszego dnia. Ja przyniosłam własny kubek do kawy i teraz śmieję się że to był mój talizman, ale serio, ten jeden osobisty przedmiot zrobił mi różnicę psychicznie.
Kubek to nie jest głupi pomysl. Jest w tym jakaś prosta prawda, rytuał zakotwiczenia w nowym miejscu nie musi być ezoteryczny żeby działał. chodzi o to żeby ciało i psychika wiedzialy \"tu jest moje\". Antropolodzy badający rytuały przejśica opisują fazy: separation, liminality, incorporation. Ten kubek to właśnie incorporation, wejscie i zakorzenienie.
