Zastanawiam sie nad czymś, co mnie ostatnio trochę gryzło. Czy jak robisz rytuał na szybko, bo nie masz czasu albo okoliczności nie sprzyjają, to w ogóle ma to jakiś sens? Mowie o sytuacjach, gdzie wiesz, że powinieneś to zrobić inaczej, spokojniej, z odpowiednim nastawieniem, ale coś cie goni i robisz to byle jak. Pomiń świece pomiń pżygotowanie, wchodzisz z marszu i lecisz po bandzie. Czy to w ogóle działa czy po prostu tracisz czas?
Kurczę, to zależy od tego, co rozumiesz przez \"działanie\". Rytuał to nie jest przepis, gdzie jak dodasz składniki w złej kolejności to ciasto nie wyrośnie. Intencja jest ważniejsza niż forma, ale forma pomaga skupić intencję. Jak biegniesz przez rytuał to twój umysł też biegnie i trudno mówić o skupieniu na czymkolwiek. Ale zupełnie to dyskwalifikować? Nie sądzę.
Mam mieszane uczucia na ten temat. Bo z jednej strony rozumiem, że pośpiech rozbija koncentrację, ale z drugiej strony znam sytuacje gdzie ktoś zrobił coś zupelnie spontanicznie, bez przygotowania, i coś się zadziało. Pytanie czy to był rytuał czy po prostu bardzo silna, nagła intencja bez formy. To chyba różnica, którą warto rozróżnić.
No nie wiem, słuchajcie, w tradycji runicznej jest coś, co można by nazwać minimalnymi warunkami brzegowymi rytuału. Nie chodzi o to, żeby mieć świece danego koloru i odpowiednią godzinę. chodzi o moment przejscia. Pewne tradycje opisują to jako świadome przestąpienie progu, nawet jeśli samo dzialanie trwa sekundy. Jak tego przejścia nie ma to jest magia mechaniczna, czyli żadna
no ale to \"przejście progu\" można zrobić nawet w sekunde, nie? Nie chodzi o czas trwania tylko o to że się przestawisz mentalnie ja robilem rytuały w małym mieszkaniu przy wlaczonym telewizorze i jakoś mi to nie przeszkadzaoł bo potrafiłem sie odciąć. Więc pospiech niekoniecznie równa się brak skupienia.
Mam wrażenie że troche mieszamy dwa problemy. Jedno to pośpiech jako warunek zewnetrzny dugie to rozkojarzenie jako stan wewnętrzny. Mozna być w biegu i mentalnie skupionym. Można też robic rytuał godzinę zapalać wszystko co trzeba i myśleć o tym co będzie na obiad. Ktore z tych dwóch bardziej dyskwalifikuje?
Wtrącę się na chwile, ale mam pytanie trochę z boku. a co jesli ktos nie wie jak rozpoznac czy byl skupiony podczas rytualu 🙂 Ja chyba nigdy nie wiem czy to co czuje w trakcie jest tym \"wlasciwym\" skupieniem czy tylko wydaje mi sie że jestem skupiona.
No to wracając do meritum - zakładam że mamy kogoś, kto robi rytuał w biegu i jest przy tym rozkojarzony. Czy cokolwiek z tego zostaje, czy to jest po prostu czas stracony? Bo z tego co piszecie wynika, że taki rytuał to jest de facto nic tylko troche czasu i świec spalonych.
Ja bym nie szła tak daleko. Mam taką teorię trochę prywatną, że rytuał robi się przy pierwszym prządnym wykonaniu, a potem kolejne powtórzenia już działają nawet jeśli są mniej staranne. coś jak wyrobienie ścieżki. pierwsze przejście przez las jest trudne potem już idzie łatwiej i szybciej. więc może to zależy od tego czy masz za sobą wcześniejsze pełne wykonanie tego samego rytuału
Coś w tym jest i jest nawet terminologia na to w kilku tradycjach. Mówi się o budowaniu egregora wokół rytuału albo o naladowaniu przestrzeni. Powtarzany rytuał zostawia ślad w miejscu i w samym praktykującym. Ale to nie znaczy że mozna całkiem wyłączyć uwagę i liczyc że \"ślad zrobi robotę\". to byloby jak ćwiczenie mięśni bez wysiłku.
a co z rytualami pierszowszymi, robiownymi spontanicznie bez żadnej wiedzy o tym że to rytual? znam przypadki kiedy ktoś robił coś mechanicznie np zapalał świeczkę i myślał o osobie, i coś się działo. to tez można to tak zdyskwalifikować?
Wracając do pytania z pierwszego posta, bo trochę odeszliśmy. Pospiech podczas rytuału nie dyskwalifikuje go automatycznie ale redukuje prawdopodobieństwo że coś zadziała. To nie jest zero-jedynkowe. Natomiast jeżeli robisz rytual na raz, pierwszy raz, bez wcześniejszego osadzenia i przy tym biegniesz przez niego myślami, to naprawde ciezko liczyć na efekt. A co jeśli masz wybór - nie robić albo zrobić w biegu? Ja bym powiedziała: nie rob, poczekaj na lepszy moment
Słuchajcie, ja mam inne podejście do tego całego wątku i może kogoś to zaskoczy. moim zdaniem za duzo czasu poświęcamy na analizę warunkoww zewnętrznych i wewnętrznych, a za mało na pytanie czego w ogóle oczekujemy po rytuałach robionych naprędce. Bo jeśli ktoś pyta czy rytuał w biegu cokolwiek daje, to warto zpytać go co rozumie przez \"daje\". Efekt? Jaki?
A można zapytać głupie pytanie? Jak to w ogole sprawdzić po czasie? Tzn. po czym poznacie że rytuał zadziałał albo nie zadzialal? Ja strasznie sie z tym zmagam bo nigdy nie wiem czy coś sie stalo czy sama to sobie wmowilam.
dziennik rytuałów to naprawde ciekawy pomysl i sam przez jakis czas prowadziłem. Problem jest taki że potem jak sie czyta własne notatki to trudno odzielić co było obserwacją a co zyczeniowym myśleniem. Zwłaszcza jak robiłeś rytuał na konkretny efekt to podświadomie szukaz potwierdzenia że zadziałało
Wtrącę się tutaj bo prowadzę coś w rodzaju tabelki od dłuższeog czasu. Zapisuję daty, warunki, stan skupienia przed i po, i to co chciałam osiągnąć. Jak wrócę do tego po kilku tygodniach albo miesiacach mam trochę bardziej chłodny ogląd. Nie twierdzę że to obiektywne, ale jednak daje mi więcej niż sama pamiec.
I to wychodzi wlasnie z badań antropologicznych nad rytuałami, nie tylko z praktyki ezoterycznej 🙂 Rytuał ma funkcję zamknięcia, przejścia, wyznaczenia granicy między stanem przed i po. Jeśli tej granicy nie ma bo rytual się rozmył to mzg nie dostaje sygnału że coś się zmieniło. Arnold van Gennep pisał o tym jeśli chodzi o rytuałów przejścia i ta logika działa na poziomie czysto psychologicznym niezależnie od metafizyki.
To jest ciekawy kąt. Czyli nawet odrzucając całkowicie wymiar metafizyczny pośpieszny rytuał nie daje tego co powinien dać bo nie ma tego przejścia. ale mam pytanie do tego bo mialem sytuację kiedy zrobiłem coś bardzo szybko i to kliknięcie mimo wszystko było. może to sprawa wprawy?
O rany obserwuję ten watek od początku i mam pytanie, może trochę z innej beczki. Mówicie duzo o skupieniu i tym kliknięciu. A co z rytaułami które robicie nie dla siebie, tylko jakby intencja jest skierowana na kogoś innego alob na sytuację zewnętrzną? Czy tam skupienie dziala tak samo?
Ech, wracając do głównego pytania tego wątku bo trochę odplynelismy mam taką myśl podsumowujaca ten kawałek rozmowy. Rytuał w biegu nie jest automatycznie zerowy, ale jest jak wiadomość wyslana z błędami. Odbiorca może się domyslic sensu ale coś się traci w przekladzie. I im mniej masz wprawy tym wiecej sie traci.
Ten spor o metaforę jest ciekawy, bo oboje macie rację w zależności od tego jak patrzysz na mechanizm rytuału. Jak uważasz że to czysto psychologiczne to Albinek ma racje, sygnał dociera ale słabiej. Jak uwazasz że jest jakiś zwenętrzny element, to Pelagiusza ma punkt, bo rozproszona intencja może nie trafić tam gdze chcesz.
a może te dwie rzeczy nie są wcale sprzeczne? tzn że jest i psychologiczny efekt i coś zewnetrznego i oba dzialaja słabiej jak się robisz w pośpiechu. nie musisz wybierać jednej interpretacji żeby to mialo sens
A ja mam pytanie do Fasolki99 bo pisze że obserwuje efekty a wczesniej Heliosa mówiła że ciekzo odroznic efekt od wmówienia sobie. Jak wy to w praktyce rozróżniacie? Znaczy co konkretnie obserwujecie zeby powiedziec że coś zadziałało?
I tu właśnie wracamy do sedna pytania które zaadłem na początku. Bo jeśli nie jesteśmy w stanie wiarygodnie ocenić czy rytuał zrobiony porządnie zadziałał, to tym bardziej nie ocenimy tego o byle jakim. Mam wrażenie że cały problem z rytualami w pospiechu zaczyna się jeszcze przed samym rytualem, już na etapie nastawienia.
To minimum o którym mówi Pucharka to ciekawe pojęcie. jakbyś miała to zdefiniowac praktycznie? Bo rozumiem że nie hodzi o czas w minutach.
I tu jest chyba clue całego tematu. Bo pytanie Baltazara z tytułu mozna przekształcić: czy rytuał robiony w biegu to rytuał w którym zabrakło czasu, czy taki w którym zabrakło tego momentu wejscia. Jedno jest do nadrobienia drugie nie.
Zagladam w ten wątek od dłuższego czasu i chciałam zapytać, bo moe to głupie, ale jak wy w ogole wiecie że weszliście w tę intencje? Mam na myśli jaki sygnał dostajecie że już jesteście \"w srodku\" rytuału, a nie jeszcze po jego zewnętrznej stronie?
