Wracając do pytania Martusi o ten wydech u Cohena, mnie też to ciekawi z innego powodu. Techniki oddechowe jako kotwica podczas pracy rytualnej to nie jest nic nowego, ale zazwyczaj słyszę o nich jako o przygotowaniu, a nie jako o interwencji w środku. Czy to nie przerywa przepływu sekwencji?
Słyszałam kiedyś że w niektórych tradycjach rytualnych buduje się celowo kilka małych punktów zakotwiczenia w trakcie sekwencji, właśnie po to żeby umysł miał gdzie wracać kiedy zacznie dryfować. Nie wiem jak to wygląda w innych niż moje praktyki, ale przy tarocie to analogicznie robię kiedy tasowanie trwa długo, mam jeden gest który mi mówi 'jesteś tu'.
To co opisuje Glogowa trochę mi przypomina coś co czytałem o rytmie w obrzędach szamańskich, gdzie sekwencja jest podzielona na części nie dlatego że każda część robi coś innego, ale żeby dać praktykującemu powtarzalny punkt orientacji. Nie wiem czy to jest ta sama zasada, ale wydaje mi się że to może być zbliżone. Cohen, czy ty budujesz takie punkty celowo czy to u ciebie wychodzi naturalnie?
Ale czy to nie jest tak że planowane punkty zatrzymania i spontaniczna reakcja na wątpliwość służą trochę czemuś innemu? Bo jak Glogowa opisuje swój punkt w połowie, to brzmi jakby chodziło o to żeby nie odpłynąć niepostrzeżenie, a wydech Cohena jest odpowiedzią na coś co już się pojawiło. Zastanawiam się czy dla kogoś kto ma tendencje do paniki w ogóle powinno być to jedno czy dwie oddzielne rzeczy.
Słucham tej wymiany i mam wrażenie że zbliżamy się do czegoś konkretnego. Tylko mam pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku, czy to wszystko, planowane punkty, wydech, obserwacja, działa tak samo kiedy wątpliwość jest głęboka, tzn. nie taka że 'nie wiem czy dobrze to robię' ale taka że 'w ogóle nie wiem po co to robię i czy cokolwiek ma sens'? Bo to chyba inny rodzaj wątpliwości.
Martusia trafiła w coś czego jeszcze nie dotknęliśmy. Te dwa rodzaje wątpliwości to jest naprawdę inna kategoria. Pierwsza to techniczna, czy wykonuję dobrze, czy coś pomijam, i ta jest łatwiejsza do opanowania bo ma konkretny obiekt. Druga to egzystencjalna i ona nie ma obiektu, jest wszechogarniająca i wtedy żaden wydech nie wystarczy, bo to nie jest sprawa koncentracji.
To co Promyczkaa opisuje jako teatrzyk to jest coś z czym się utożsamiam. Ale zastanawiam się czy to uczucie że 'robię teatrzyk' to nie jest samo w sobie część tej wątpliwości, tzn. czy ten osąd pojawia się przed czy po tym że coś przestaje działać. Bo może to jest bardziej opowieść którą sobie w tym momencie tworzę niż opis rzeczywistości.
Indigo, to jest bardzo trzeźwa obserwacja i nie jestem pewna co o niej myślę. Bo z jednej strony rozumiem że wątpliwość może być auto-sabotażem, z drugiej strony mam też doświadczenie że czasem ta wątpliwość była uzasadniona i coś faktycznie było nie tak, tzn. robiłam rytuał z nieodpowiednich powodów albo w złym stanie emocjonalnym. Jak odróżnić jedno od drugiego?
To jest pytanie które mam od dawna i nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Jedyne co zaobserwowałem u siebie to że wątpliwość uzasadniona zwykle dotyczy konkretnej sytuacji, a auto-sabotaż jest bardziej ogólny i pojawia się niezależnie od okoliczności. Ale to nie jest reguła, to jest tylko moje wrażenie po kilku latach.
Mam podobne pytanie do Karola. Bo przy mnie wątpliwości w środku rytuału są albo bardzo konkretne albo bardzo mgławicowe i dopiero po wszystkim kiedy to analizuję widzę lepiej co to było. W środku tego nie ma jak ocenić, jest za gorąco.
Wracając do pytania Martusi o ten głębszy rodzaj wątpliwości, mam takie swoje doświadczenie że kiedy mam wątpliwości egzystencjalne to u mnie najlepiej działa skrócenie rytuału do absolutnego minimum, tzn. nie kończenie na siłę pełnej sekwencji ale też nie uciekanie. Coś małego, symbolicznego, żeby nie zostawiać tego w zawieszeniu. Nie wiem czy to jest dobre podejście, ale mnie jakoś daje spokój.
Słyszę że jedni kończą, drudzy skracają, i Cohen mówi o tym żeby iść dalej z wątpliwością obok. Nie ma jednej odpowiedzi, ale to jest trochę frustrujące bo szukam czegoś co mogłabym wypróbować zanim rozpoznam swój własny schemat. Może to jest pytanie nie o to co robić z wątpliwością w środku, ale o to jak się ustawić przed rytuałem żeby ta wątpliwość nie przyszła z taką siłą?
