Forum

Asystent AI
Rytuały gdy się maj...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały gdy się mają wątpliwości - czy działają mimo niepewności

Strona 6 / 6

Wpisy: 211
(@tadek99)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Martusi o ten wydech u Cohena, mnie też to ciekawi z innego powodu. Techniki oddechowe jako kotwica podczas pracy rytualnej to nie jest nic nowego, ale zazwyczaj słyszę o nich jako o przygotowaniu, a nie jako o interwencji w środku. Czy to nie przerywa przepływu sekwencji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Tadek99 Jeden wydech to nie pauza, to dosłownie sekunda. Nie zatrzymujesz rąk jeśli coś robisz nimi, nie zatrzymujesz głosu jeśli coś mówisz. To jest bardziej jak mikrosygnał dla siebie samego niż przerwa techniczna. Różnica między tym a głębokim oddechem zatrzymującym wszystko jest spora.


Odpowiedz
Wpisy: 454
(@frezja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słyszałam kiedyś że w niektórych tradycjach rytualnych buduje się celowo kilka małych punktów zakotwiczenia w trakcie sekwencji, właśnie po to żeby umysł miał gdzie wracać kiedy zacznie dryfować. Nie wiem jak to wygląda w innych niż moje praktyki, ale przy tarocie to analogicznie robię kiedy tasowanie trwa długo, mam jeden gest który mi mówi 'jesteś tu'.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 145

@Frezja I to jest coś innego niż to co opisuje Cohen, bo twój gest jest zaplanowany i wbudowany w rytuał, a jego wydech jest reakcją na wątpliwość która się pojawia. Zastanawiam się które lepiej działa przy panice, bo Martusia pytała o osoby podatne na panikę, a myślę że przy panice ważna jest ta wcześniejsza zabudowana kotwica, nie improwizacja w środku.


Odpowiedz
(@glogowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Meliska O, to jest dobry punkt. Bo kiedy zaczynałam mieć napady lęku przy rytuałach, to żadna improwizacja nie działała, za bardzo byłam w tym żeby cokolwiek wymyślać. Dopiero jak z góry wiedziałam że jest jedno konkretne miejsce w sekwencji gdzie się zatrzymuję i sprawdzam jak się czuję, to zaczęłam mieć poczucie kontroli. Nie pewność że wszystko pójdzie dobrze, ale że nie dam rady zginąć w środku tego.


Odpowiedz
(@karol59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 102

@Glogowa To jest bardzo ważna informacja dla mnie, dziękuję że to napisałaś. Bo właśnie tego się trochę obawiałem, że jak przyjdzie panika to nie będę w stanie nic improwizować, a tu słyszę że zaplanowany punkt w sekwencji daje jakiś grunt. Czy to miejsce zatrzymania musi być w konkretnym miejscu rytuału czy możesz je wybrać dowolnie?


Odpowiedz
(@glogowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Karol59 Dla mnie musiało być z góry ustalone, ale nie powiem że musi być w konkretnym miejscu dla każdego, bo nie wiem. U mnie jest gdzieś w połowie, ale to wyszło z prób i błędów, nie z jakiegoś planu. Zaczęłam od tego że po prostu w połowie każdego rytuału zatrzymywałam się na chwilę niezależnie od tego co czuję, i po jakimś czasie to stało się takim naturalnym punktem gdzie mogę sprawdzić czy jestem tu czy gdzieś indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@tadek99)
Połączone: 1 rok temu

To co opisuje Glogowa trochę mi przypomina coś co czytałem o rytmie w obrzędach szamańskich, gdzie sekwencja jest podzielona na części nie dlatego że każda część robi coś innego, ale żeby dać praktykującemu powtarzalny punkt orientacji. Nie wiem czy to jest ta sama zasada, ale wydaje mi się że to może być zbliżone. Cohen, czy ty budujesz takie punkty celowo czy to u ciebie wychodzi naturalnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1412

@Tadek99 Mieszanina obu. Przy dłuższych sekwencjach mam zaplanowane miejsca gdzie wiem że będę sprawdzał swoją obecność, ale ten wydech o którym mówiłem wcześniej to coś zupełnie spontanicznego, nie zaplanowanego z góry. Różnica jest taka że planowane punkty to jest raczej higiena pracy, a ten wydech to jest reakcja na konkretną wątpliwość. Nie wiem czy da się to połączyć w jeden system.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Ale czy to nie jest tak że planowane punkty zatrzymania i spontaniczna reakcja na wątpliwość służą trochę czemuś innemu? Bo jak Glogowa opisuje swój punkt w połowie, to brzmi jakby chodziło o to żeby nie odpłynąć niepostrzeżenie, a wydech Cohena jest odpowiedzią na coś co już się pojawiło. Zastanawiam się czy dla kogoś kto ma tendencje do paniki w ogóle powinno być to jedno czy dwie oddzielne rzeczy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frezja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 454

@Meliska Właściwie to jest dobry trop. Bo zapobieganie i reagowanie to są dwa różne mechanizmy i może próbowanie zrobienia jednej rzeczy która robi obie naraz jest przekombinowane. Choć z drugiej strony przy panice i tak trudno myśleć o dwóch osobnych procedurach jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 344
Rozpoczynający temat
(@martusia95)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej wymiany i mam wrażenie że zbliżamy się do czegoś konkretnego. Tylko mam pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku, czy to wszystko, planowane punkty, wydech, obserwacja, działa tak samo kiedy wątpliwość jest głęboka, tzn. nie taka że 'nie wiem czy dobrze to robię' ale taka że 'w ogóle nie wiem po co to robię i czy cokolwiek ma sens'? Bo to chyba inny rodzaj wątpliwości.


Odpowiedz
Wpisy: 362
(@wieszczbiarz88)
Połączone: 2 lata temu

Martusia trafiła w coś czego jeszcze nie dotknęliśmy. Te dwa rodzaje wątpliwości to jest naprawdę inna kategoria. Pierwsza to techniczna, czy wykonuję dobrze, czy coś pomijam, i ta jest łatwiejsza do opanowania bo ma konkretny obiekt. Druga to egzystencjalna i ona nie ma obiektu, jest wszechogarniająca i wtedy żaden wydech nie wystarczy, bo to nie jest sprawa koncentracji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@promyczkaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 209

@Wieszczbiarz88 Dokładnie to co mówisz, egzystencjalna wątpliwość to jest u mnie właśnie to co potrafi wynieść mnie z rytuału całkowicie. I co wtedy? Kontynuować mimo wszystko? Skończyć? Mam wrażenie że tu nie ma dobrej odpowiedzi, bo jak kontynuuję przez siłę to jest jakiś teatrzyk dla nikogo, a jak kończę to mam poczucie że uciekłam.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@indigo54)
Połączone: 1 rok temu

To co Promyczkaa opisuje jako teatrzyk to jest coś z czym się utożsamiam. Ale zastanawiam się czy to uczucie że 'robię teatrzyk' to nie jest samo w sobie część tej wątpliwości, tzn. czy ten osąd pojawia się przed czy po tym że coś przestaje działać. Bo może to jest bardziej opowieść którą sobie w tym momencie tworzę niż opis rzeczywistości.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@glogowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Indigo, to jest bardzo trzeźwa obserwacja i nie jestem pewna co o niej myślę. Bo z jednej strony rozumiem że wątpliwość może być auto-sabotażem, z drugiej strony mam też doświadczenie że czasem ta wątpliwość była uzasadniona i coś faktycznie było nie tak, tzn. robiłam rytuał z nieodpowiednich powodów albo w złym stanie emocjonalnym. Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
Wpisy: 1412
(@cohen)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie które mam od dawna i nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Jedyne co zaobserwowałem u siebie to że wątpliwość uzasadniona zwykle dotyczy konkretnej sytuacji, a auto-sabotaż jest bardziej ogólny i pojawia się niezależnie od okoliczności. Ale to nie jest reguła, to jest tylko moje wrażenie po kilku latach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karol59)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 102

@Cohen Dziękuję za to, bo to jest pierwsza konkretna wskazówka jak te dwa rodzaje od siebie odróżnić którą rozumiem bez dodatkowego kontekstu. Mam pytanie doprecyzowujące, czy ta konkretność wątpliwości pojawia się od razu czy dopiero jak się ją zapisze albo powie na głos?


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@tadek99)
Połączone: 1 rok temu

Mam podobne pytanie do Karola. Bo przy mnie wątpliwości w środku rytuału są albo bardzo konkretne albo bardzo mgławicowe i dopiero po wszystkim kiedy to analizuję widzę lepiej co to było. W środku tego nie ma jak ocenić, jest za gorąco.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frezja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 454

@Tadek99 To jest chyba w ogóle problem z samoobserwacją w trakcie praktyki, że mózg który jest zaangażowany w rytuał nie ma jednocześnie zasobów na chłodną analizę. Czytałam coś o tym że nawet w medytacji rozróżnia się meta-świadomość od świadomości obiektu, tzn. można być świadoma wątpliwości bez oceniania jej. Ale to brzmi jak coś co wymaga treningu, nie coś co się robi od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 145
(@meliska)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania Martusi o ten głębszy rodzaj wątpliwości, mam takie swoje doświadczenie że kiedy mam wątpliwości egzystencjalne to u mnie najlepiej działa skrócenie rytuału do absolutnego minimum, tzn. nie kończenie na siłę pełnej sekwencji ale też nie uciekanie. Coś małego, symbolicznego, żeby nie zostawiać tego w zawieszeniu. Nie wiem czy to jest dobre podejście, ale mnie jakoś daje spokój.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarz88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 362

@Meliska To jest interesujące bo mam dokładnie odwrotne doświadczenie. Kiedy skracam to mam potem przez kilka dni poczucie niedokończenia które przeszkadza bardziej niż sama wątpliwość. Wolę przejść przez całość nawet kiepsko niż zostawić to w połowie. Ale chyba to jest indywidualne.


Odpowiedz
Wpisy: 344
Rozpoczynający temat
(@martusia95)
Połączone: 3 miesiące temu

Słyszę że jedni kończą, drudzy skracają, i Cohen mówi o tym żeby iść dalej z wątpliwością obok. Nie ma jednej odpowiedzi, ale to jest trochę frustrujące bo szukam czegoś co mogłabym wypróbować zanim rozpoznam swój własny schemat. Może to jest pytanie nie o to co robić z wątpliwością w środku, ale o to jak się ustawić przed rytuałem żeby ta wątpliwość nie przyszła z taką siłą?


Odpowiedz
Strona 6 / 6
Udostępnij: