Forum

Asystent AI
Rytuały, gdy mieszk...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały, gdy mieszkasz z kimś, kto tego nie akceptuje - dyskretne praktyki

Strona 2 / 2

Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Felicja mówi trochę do mnie przemawia, bo sama widzę że przez ostatnie miesiące moja praktyka jest bardzo niestabilna właśnie dlatego, że przywiązałam się do konkretnych warunków. Jak nie ma świecy - nie robię. Jak jest ktoś w pokoju - nie robię. I w efekcie robię rzadko. Może to jest clue - nie że mam problem z partnerem, tylko że mam problem z elastycznością własną.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Ninka, to jest chyba najbardziej szczera rzecz w tym wątku i myślę że wiele osób by się pod tym podpisało, tylko nie zawsze tak to nazwiemy :/ Też miałam taki moment kiedy zdałam sobie sprawę, że "warunki muszą być idealne" to jest tak naprawdę bardzo wygodna wymówka. Nie atak - po prostu to zauważyłam u siebie.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Ninka ...i właśnie to badanie miałem na myśli. abram pisał ogólnie o tym jak środowisko i obecność innych zmienia sam akt percepcji, ale są też bardziej bezpośrednie dane - z badań nad praktykami kontemplacyjnymi wynika, że obecność osoby sceptycznej lub nieprzychylnej w pomieszczeniu realnie podnosi poziom kortyzolu u praktykującego. To nie jest "tylko psychika". to fizjologia. Ninka więc , nie chodzi o to że masz słabą wolę albo że coś robisz źle - po prostu twoje ciało reaguje na środowisko.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Sigilmistrz poczekaj bo to jest twierdzenie które wymaga źródła. Podwyższony kortyzol przy obecności sceptycznej osoby - skąd to konkretnie? Bo znam badania nad "social evaluative threat", ale tam chodzi o sytuacje oceny, nie o sama obecność kogoś z innym przekonaniem. To trochę co innego niż "mój partner nie wierzy w rytuały".


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Jasiek98 masz rację, że przeskoczyłem. Konkretnie: badania nad social evaluative threat - Gruenewald, Kemeny i inni - pokazują że sama świadomość bycia ocenianym negatywnie wywołuje reakcję stresową nawet bez jawnej krytyki. Przekładanie tego na obecność sceptycznego partnera to już moje wnioskowanie, nie bezpośredni wynik badania. o matko ale powiem że różnica między "on krytykuje" a "on jest obok i wie, że coś robię, i myśli że to głupota" jest dla układu nerwowego pewnie niewielka.


Odpowiedz
Wpisy: 412
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ale żeby nie zostawiać Ninki z poczuciem, że cały problem jest po jej stronie - bo to by było niesprawiedliwe - chcę powiedzieć, że sceptyczny partner realnie wpływa na praktykę i to nie jest tylko sprawa własnej psychiki. Jest badanie Davida Abrama i innych fenomenologów o tym, że przestrzen współdzielona zmienia jakość doświadczenia. Nie jesteś w próżni. To że ktoś obserwuje i ocenia zmienia napięcie w pomieszczeniu. Twoje poszukiwanie elastyczności jest odpowiedzią na realny problem, nie ucieczką od wewnętrznej pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 290
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Jasiek dobrze zrobił że to zaznaczył, ale wniosek praktyczny jest podobny niezależnie od tego jak precyzyjnie to nazwiemy. Jeśli czujesz że ktoś cię ocenia - nawet milcząco - skupienie leci. I to jest realne. Pytanie co z tym zrobić, skoro przeprowadzka nie wchodzi w grę.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

No właśnie. ojej no, i dlatego ten wątek w ogóle zaczęłam. Bo nie szukam teoriozoficznego uzasadnienia dlaczego mi nie idzie - szukam tego co faktycznie mogę zrobić. Te słuchawki które Nyja podała brzmią prosto i dlatego właśnie pewnie działają. Ale zastanawiam się nad czymś innym: czy jest sens w ogóle próbować pracować przy nim, czy lepiej szukać momentów kiedy go nie ma?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Ninka, ja przez długi czas wychodziłam z założenia że "lepiej poczekać aż będę sama" i skończyłam na tym, że praktykowałam może raz na dwa tygodnie, bo te momenty zdarzały się rzadko. oj tam, Nie wiem czy to jest dla ciebie odpowiedź, ale dla mnie okazało się że czekanie na idealne warunki to był najskuteczniejszy sposób żeby w ogóle nie praktykować.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Zawilec To co mówi brzmi bardzo znajomo. Mam pytanie do Ninki - ile on w ciągu dnia bywa poza domem? bo jeśli to jest sytuacja gdzie np rano wychodzi do pracy, to może chodzi o zbudowanie stałej rutyny właśnie na ten czas, nie o robienie czegoś w jego obecności?


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Klatwa pracuje z domu. Jest praktycznie cały dzień. oj to jest właśnie problem.


Odpowiedz
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 217

@Ninka Jet jeszcze jeden aspekt który tu nie padł. Przy pracy z domu obojga partnerów - szczególnie jeśli oboje są w domu - często dochodzi do tego że "przestrzeń osobista" praktycznie znika. Ninka Rytuał dyskretny to jedno, ale może warto pomyśleć o tym szerzej: czy ma w ogóle jakiś kąt który jest jej, bez negocjacji? no i, nie z powodów ezoterycznych, tylko czysto psychologicznych. Brak przestrzeni własnej to problem niezależnie od tego co się w niej robi.


Odpowiedz
(@gabrysieńka50)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Plejadka60 to jest bardzoo trafne. ja jak zaczęłam mieć swój kąt w sypalni - dosłownie jedno krzesło i mały stolik - to zmieniło się coś w sposobie w jaki sama traktowałam swoje rzeczy. Nie chodziło o rytuały, po prostu o to że jest miejsce gdzie nikt nie kładzie swoich rzeczy i nie pyta "co to jest". Myślisz Ninka że to w twoim domu możliwe?


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Ojej. Okej, to jest dużo trudniejsza sytuacja niż myslałem. Praca z domu to nie to samo co fizyczna obecnosc - bo on jest i go nie ma jednocześnie i nie wiesz kiedy wejdzie do pokoju. Ja mam podobnie z teściową która mieszka piętro niżej i czasem wchodzi bez uprzedzenia. Nauczyłem się robić to co robię przy wejściu do kuchni po wodę - wyglada jak nic.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Dyzio trafił w coś ważnego. Przy pracy z domu problem nie polega na tym że ktoś jest - tylko na tym że nie wiadomo kiedy przerwie. I to właśnie ta nieprzewidywalność niszczy skupienie bardziej niż sama obecność. Dlatego słuchawki plus zasada "kiedy mam słuchawki nie przerywaj mi" mogą tu zadziałać podwójnie - jako twój sygnał wejścia i jako sygnał dla niego żeby nie zaczepiał.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Nyja64 ale czy on wie o tej zasadzie? Bo jeśli Ninka po prostu zacznie nosić słuchawki bez wyjaśnienia, to może być różnie odebrane. Chodzi mi o to czy to wymaga jakiegoś ustalenia z partnerem czy nie?


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Runomiraa nie musi wiedzieć o rytuałach żeby wiedzieć że słuchawki znaczą "jestem zajęta". To jest coś co można po prostu powiedzieć w każdym kontekście - "jak mam słuchawki to pracuję albo odpoczywam, wejdź dopiero jak zdejmę". Nie trzeba tłumaczyć co konkretnie się robi.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Plejadka, Gabrysieńka - to jest dobry kierunek myślenia. Mamy osobną sypialnię i salon, i teoretycznie mogłabym zrobić coś takiego w sypialni. eh on rzadko tam siedzi w ciągu dnia. Tylko zastanawiam się czy nie zaczął by się pytać co tam mam i po co, jak zobaczyłby jakiś stały element.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Ninka, to jest właśnie pytanie o to co może stać bez wyjaśnień. Muszla na półce - nikt nie pyta. Kamień - nikt nie pyta. Mała roślina - nikt nie pyta. Problem zaczyna się przy świecach, kadzidłach, kartach, bo to już jest "coś innego". Ale stały element wcale nie musi być identyfikowalny jako "magiczny". Może być po prostu rzeczą którą lubisz mieć w tym miejscu.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Sylweria57 to jest mądre. Ale mam pytanie - czy takie neutralne przedmioty rzeczywiście spełniają funkcję kotwicy dla praktyki? eh, Znaczy, jeśli jest muszla, ale muszla nie ma żadnej historii z moją praktyką, to czy coś zmienia jej obecność?


Odpowiedz
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Klatwa muszla zyskuje historię przez użycie, nie przez to jaka jest z urodzenia. Jeśli przez miesiąc patrzysz na tę muszlę na początku każdej praktyki, to staje się kotwicą - nieważne że wcześniej leżała na plaży. Przedmiot nie ma znaczenia sam w sobie, tylko przez to co z nim robisz regularnie. Dlatego właśnie można użyć czegoś całkowicie banalnego.


Odpowiedz
Wpisy: 64
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to chciałam zapytać bo nie do końca rozumiem - jak to praktycznie wygląda? no dobra, znaczy patrzę na muszlę i... co? Co ma się zadziać żeby to był sygnał wejścia w inny stan, a nie po prostu patrzenie na muszlę?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Brygitka_53 to jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. U jednych działa wzrok skupiony na jednym punkcie, u innych wystarczy sam fakt świadomości że przedmiot jest w zasięgu wzroku. Ale jeśli pytasz o mechanizm - to jest dosłownie warunkowanie. Robisz coś regularnie, zawsze z muszlą w polu uwagi, i po pewnym czasie samo zobaczenie muszli zaczyna inicjować ten stan. Mózg jest leniwy i lubi skróty. no dobra po kilkunastu razach skojarzenie jest gotowe.


Odpowiedz
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 347

@Leontyna, to jest w zasadzie dokładnie to samo co mówią o afirmacjach - że powtarzalność buduje skojarzenie, nie sama treść słowa. wiesz co, Zastanawiam się czy w takim razie partner Ninki mógłby siedzieć dwa metry od niej i ona by nadal mogła to robić, jeśli to skojarzenie jest już wystarczająco mocne. Czy ta zewnętrzna przeszkoda zawsze będzie przeszkadzać, czy z czasem przestaje?


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Dobra, ale wracając do tego co powiedziałem - zakładam że tak, że skojarzenie działa nawet przy obecności partnera, ale mam wątpliwość. Jeśli warunkowanie polega na powtarzalności, to co się dzieje kiedy to samo miejsce i te saame przedmioty są wielokrotnie używane bez rytuału - do zwykłego czytania, pracy, czegokolwiek? Czy wtedy to skojarzenie się nie rozmywa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Emilian tak, to jest realny problem. Dlatego część osób wydziela konkretne przedmioty tylko do praktyki i nigdy do niczego innego - ta muszla zawsze jest tylko muszlą podczas rytuału, nigdy nie leży na biurku przy laptopie. Ale to nie jest żelazna zasada, tylko sprawa tego jak bardzo dane skojarzenie jest u kogoś wyraźne. Ninka, czy masz jakieś przedmioty których używasz wyłącznie do praktyki, czy wszystko miesza się z codziennością?


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

no i, Mam kilka kamieni i tarot, ale tarot leży razem z innymi książkami bo inaczej partner by zapyttał dlaczego jedna rzecz jest oddzielnie schowana. Kamienie akurat trzymam w szufladzie i nikt nie zagląda. Ale ta zasada żeby coś było tylko do praktyki - to ma sens, tyle że w warunkach domowych gdzie wszystko jest na widoku ciężko utrzymać takie granice.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Ninka, to co mówisz o tarcie jest ważne. Karty da się schować w byle pudełku po butach i nikt nie pyta co jest w środku - a pudełko może stać na półce lat całych. Ale rozumiem że chodzi ci o coś więcej niż samo schowanie, bo praktykowanie z czymś czego nie możesz swobodnie wyłożyć na stół to dodatkowy stres, nie spokojna przestrzeń 🙂


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Sylweria57 mam pytanie, bo dość dużo tutaj o przedmiotach jako kotwicach - a co z rytuałami które w ogóle nie potrzebują przedmiotów? Chodzi mi o to czy wizualizacja, oddech, może jakiś wewnętrzny rytm - czy to może pełnić tę samą funkcję co muszla czy kamień, tylko bez żadnego fizycznego nośnika?


Odpowiedz
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 352

@Klatwa może, ale wymaga innego rodzaju dyscypliny. Przedmiot fizyczny jest sygnałem zewnętrznym - widzisz go i coś się uruchamia niezależnie od twojego aktualnego stanu skupienia. Sygnał wewnętrzny np. konkretna sekwencja oddechów, wymaga żebyś najpierw zebrała się do środka żeby w ogóle ten sygnał wydać. Przy obecności kogoś kto może wejść do pokoju - zewnętrzny kotwic jest po prostu łatwiejszy w obsłudze.


Odpowiedz
Wpisy: 64
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

A co jeśli ktoś w ogóle nie potrafi tej wizualizacji? Pytam serio, bo ja np. nie mam obrazów przed oczami jak próbuję coś zwizualizować - czytałam że to ma swoją nazwę, afantazja chyba. I za każdym razem jak ktoś mówi "wyobraź sobie świecę" albo "poczuj ciepło" to mam wrażenie że robię to źle, bo nic nie widzę i nic nie czuję.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Brygitka_53 to jest osobny temat, ale odpowiem krótko - afantazja nie wyklucza praktykowania, bo wizualizacja to nie jedyna droga. są osoby które pracują głównie przez słowa, przez dźwięk, przez odczucie w ciele. Tylko że to wymaga znalezienia swojego kanału, a nie kopiowania instrukcji napisanych przez kogoś kto ma silne obrazy. Ciekawe czy Leontyna coś o tym wie bo to już jest dosyć specyficzne.


Odpowiedz
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Runomiraa znam kilka osób z afantazją które pracują przez narrację wewnętrzną - zamiast "widzieć" świecę, po prostu opisują ją sobie w myślach zdaniami. Efekt podobny. Ale wracając do Ninki - dla kogoś z afantazją rytm oddechu albo konkretna sekwencja gestów dłonią może być lepszą kotwicą niż cokolwiek wizualnego.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest akurat dla mnie pomocne bo nie wiem czy mam afantazję czy nie, ale obrazy podczas medytacji zawsze mi były słabe. Bardziej czuję rzeczy niż je widzę. Więc może to oddechowe podejście jest faktycznie bliższe temu jak i tak już pracuję, tylko nigdy tego nie nazywałam kotwicą.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Ninka, to ciekawe. Czyli ty już masz coś co działa tylko nie wiesz że to działa? Bo jeśli "czujesz rzeczy" podczas praktyki to znaczy że jakiś stan wejścia już masz, tylko może nie sformalizowany. Pytanie czy to zanika kiedy partner jest obok - czy to jest kwestia zewnętrznych warunków czy jednak tego braku formalnego rytuału wejścia.


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Dyzio to jest dobre pytanie i nie wiem. Szczerze mówiąc nigdy nie próbowałam przy nim bo zakładałam z góry że nie wyjdzie. Może to jest bardziej w głowie niż w warunkach.


Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Ninka To co teraz powiedziała jest według mnie kluczowe dla całego tego wątku. Bardzo dużo tutaj rozmawiamy o warunkach zewnętrznych - ciszę, przestrzeni, przedmiotach, słuchawkach - ale może rzeczywisty problem jest wcześniej, zanim w ogóle zaczniemy się bać że on wejdzie 🙁 ojej, Czyli że to przekonanie "przy nim nie wyjdzie" blokuje bardziej niż jego faktyczna obecność.


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Felicja84 ale to chyba nie jest albo-albo? Zewnętrzne warunki i wewnętrzne nastawienie wpływają na siebie nawzajem. Jeśli ktoś wchodzi bez pukania i przerwie ci w połowie - to realne. A po kilku takich przerwach zaczynasz się tego spodziewać nawet jak go nie ma. Nie można powiedzieć że to tylko w głowie.


Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Zawilec zgadzam się, nie powiedziałam że tylko w głowie. Ale Ninka sama przyznała że nigdy nie próbowała przy nim. To jest inna sytuacja niż ktoś kto próbował i mu przerywał. Tu jest antycypacja bez weryfikacji.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Ninka Jest jeszcze jeden element który tu nie padł. Przy rytuałach - szczególnie tych wymagających skupienia - istotne jest co dzieje się z ciałem w momencie rozproszenia. Jeśli jesteś w środku czegoś i nagle wchodzi ktoś, masz skok kortyzolu serce przyspiesza - i to nie jest tylko metafora, to jest fizjologia. Dlatego antycypacja tego skoku potrafi być prawie tak samo rozpraszająca jak sam skok. Ninka boi się nie jego obecności, tylko tej reakcji ciała.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Sigilmistrz i co z tym zrobić? Znaczy jeśli problem jest fizjologiczny to chyba nie pomoże ani muszla ani pudełko po butach.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Klatwa właśnie o tym myślę. Eksponowanie się stopniowe - to jest coś co np stosuje się przy lęku, ale tutaj mógłby mieć zastosowanie podobny mechanizm. Praktykować coraz bliżej obecności partnera, zaczynając od czegoś minimalnego kiedy jest w tym samym mieszkaniu ale w innym pokoju. Potem może w tym samym pokoju ale zajęty. Nie wiem czy Nyja albo Leontyna widziały coś takiego w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Widziałam, choć nie nazywałam tego tak technicznie. Jedna z osób które znam zaczęła od tego że robiła krótkie, dosłownie trzyminutowe rzeczy kiedy partner był w domu - nic skomplikowanego, samo siedzenie z zamkniętymi oczami i jeden konkretny oddech. Przez kilka tygodni. I po jakimś czasie przestała się spodziewać że wejdzie, bo w sumie wchodził albo nie, ale rytm był jej własny. To nie jest szybka metoda.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Trzyminutowe rzeczy - to brzmi jak coś co mogłabym zacząć już teraz bez żadnego planowania. Czekałam na jakiś moment kiedy wszystko będzie idealne i może o to właśnie chodzi, że ten moemnt nigdy nie przychodzi.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Ninka To co teraz powiedziała o czekaniu na idealny moment - to jest chyba jedno z tych rzeczy, które blokują ludzi najdłużej. Ja też przez długi czas myślałam, że muszę mieć osobny wieczór, świeczki, ciszę, żadnych zakłóceń. A potem się okazało, że te warunki zdarzają się raz na miesiąc, no i nic z tego nie wychodziło. dopiero jak zaczęłam w małych okienkach - serio, dosłownie tyle ile zajmuje zaparzenie herbaty - coś zaczęło działać regularnie.


Odpowiedz
(@klatwa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 162

@Zawilec a te małe okienka to u ciebie kiedy konkretnie? Bo ja mam wrażenie że nie ma żadnego momentu w ciągu dnia kiedy nikt nic nie chce, a wieczorem jestem już tak zmęczona że nie ma mowy o skupieniu.


Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Klatwa rano, zanim ktokolwiek wstanie. Serio, nawet dziesięć minut przed resztą domowników. Wiem że to brzmi jak rada z poradnika, ale u mnie to jedyne okno które nie jest niczyje 😉 Wieczorem też mam podobnie jak ty - myśl goni myśl i nic nie wychodzi.


Odpowiedz
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Ninka napisała że czeka na idealny moment i może to właśnie jest klucz do tego wątku generalnie. Nie tylko dla niej. Dużo tu mówimy o partnerach, o warunkach, o ukrywaniu przedmiotów - ale może problem z rytuałem "w trudnych warunkach" jest najpierw w tym założeniu że warunki muszą być gotowe. Ja swoje sny opisuję o szóstej rano w łazience siedząc na kiblu, zanim zona wstanie - i jakoś działa, chociaż nikt by tego nie nazwał rytuałem.


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Dyzio no ale to jest właśnie rytuał, tylko nieoczywisty regularność + intencja + stały kontekst - to wystarczy. Nie musi być kadzidło ani specjalna pora. twoja łazienka o szóstej rano jest tym samym czym dla kogoś innego jest ołtarz - bo mózg już wie co po tym następuje.


Odpowiedz
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Sigilmistrz hmm, nie myślałem o tym w ten sposób. Tzn. ja to traktuję po prostu jako nawyk, nie jako rytuał. ale może różnica jest tylko w nazwie?


Odpowiedz
Wpisy: 290
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Różnica między nawykiem a rytuałem to jest temat rzeka i chyba nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy od perspektywy. Psychologicznie to rzeczywiście podobne mechanizmy - repetycja, kontekst, oczekiwanie. Ale w praktyce ezoteryxcznej intencja jest tym co rozróżnia. Nawyk robisz automatycznie, rytuał robisz z pewnym nastawieniem. Choć po długim czasie nawyk może nabrać charakteru rytualnego sam z siebie, bo ciało pamięta.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Felicja84 to jest ciekawa obserwacja, bo u mnie było dokładnie odwrotnie - zaczęłam od czegoś co miało być rytuałem, a po pewnym czasie zautomatyzowało się tak bardzo że musiałam celowo wprowadzić zmianę, żeby z powrotem poczuć że to coś znaczy. Jak na to patrzysz - to był błąd z mojej strony, czy to naturalny etap?


Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Runomiraa nie powiedziałabym błąd. Raczej sygnał że czas coś rozwinąć albo zmienić formę. Automtyzacja nie niszczy rytuału, ale może osłabić intencję. Pytanie co w tym momencie zrobiłaś - dodałaś nowy element, zmieniłaś czas, coś całkiem wymieniłaś?


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Felicja84 zmieniłam kamień z którym pracowałam i przeniosłam z rana na wieczór. Wystarczyło ale nie wiem dlaczego akurat to zadziałało.


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Zmiana elementu zewnętrznego przerywa automatyzm, bo mózg musi z powrotem zwrócić uwagę na czynność. To trochę jak z trasą do pracy - jak jedziesz inną ulicą, nagle widzisz coś co mijałaś sto razy nie patrząc. Przy rytuałach podobnie. Nie chodzi o to co konkretnie zmienisz, ale żeby cokolwiek wytrąciło cię z trybu automatycznego.


Odpowiedz
Wpisy: 613
Rozpoczynający temat
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam was i zastanawiam się czy u mnie problem nie polega na tym, że nigdy nie miałam żadnej regularności - czyli nie mam co automatyzować ani co wytrącać z automatyzmu. Robię coś raz, potem przerwa, potem znowu, bez żadnego rytmu 🙂 I może to jest właśnie to co sprawia że czuję, że nie praktykuję "naprawdę".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leontyna)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 605

@Ninka, to jest bardzo uczciwa obserwacja. I myślę że wielu ludzi jest dokładnie w tym miejscu - nie brakuje im wiedzy ani przedmiotów, brakuje po prostu regularności. A regularność w warunkach domowych z nietolerującym partnerem jest podwójnie trudna, bo każda przerba wymuszona przez zewnętrzne okoliczności psuje rytm zanim się utrwali. Masz poczucie że te przerwy są częste dlatego że on jest w domu, czy po prostu w ogóle się nie organizujesz czasowo?


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Leontyna szczerze - chyba jedno i drugie. Ale jak on jest w domu, to w ogóle nie przychodzi mi do głowy żeby cokolwiek zaczynać. no i, jak go nie ma, to mam tę przestrzeń, ale albo nie chce mi się, albo robię inne rzeczy. Więc tak naprawdę niemal nigdy nie ćwiczę, niezależnie od tego czy jest czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

To jest ważne doprecyzowanie, bo zmienia trochę diagnozę problemu. Przez większość tego wątku rozmawialiśmy jakby partner był główną przeszkodą, a tu wychodzi że problem jest niezależny od niego. On jest wygodnym wytłumaczeniem, ale nie przyczyną. Nie mówię tego złośliwie - sama tak miałam przez lata. Dopóki nie przyznałam sama przed sobą że nie ćwiczę bo nie ćwiczę, a nie bo ktoś mi przeszkadza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Sylweria57 ale czy to nie jest trochę za ostro powiedziane? Bo partner który reaguje sceptycznie albo wyśmiewająco naprawdę może tworzyć opór psychiczny, nawet jeśli fizycznie go nie ma w pokoju. To nie jest tylko wymówka, to jest realny efekt środowiska.


Odpowiedz
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 204

@Brygitka_53 masz rację, nie chciałam tego zbagatelizować. Opór psychiczny jest realny. Ale Ninka sama powiedziała że nie ćwiczy też gdy go nie ma - więc oba czynniki istnieją jednocześnie i oba wymagają uwagi. Nie można pracować tylko nad jednym i liczyć że drugi się sam rozwiąże.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeden aspekt który tu nie wybrzmiał wystarczająco. Przy okazjonalnych praktykach bez żadnego rytmu bardzo trudno ocenić co działa, a co nie - i to też może być powód dla którego coraz trudniej zacząć. Jeśli nie masz punktu odniesienia, każde podejście wygląda jak pierwsze i budzi podobny opór. Regularność buduje nie tylko nawyk, ale też możliwość porównania - wiem że coś daje mi więcej niż inne coś, bo mam serię z której mogę wyciągnąć jakiś wniosek.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie do ogółu - czy ktoś próbował afirmacji jako formy rytuału przy osobie sceptycznej? Pytam bo to jest coś co można robić dosłownie w myślach, bez żadnych przedmiotów, bez specjalnej pozy. Nikt nie wie że to robisz. zastanawiam się czy to w ogóle liczy się jako rytuał czy jest za mało formalne.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Emilian to zależy co rozumiesz przez "liczy się". Jeśli chodzi o to czy ma jakiś efekt - tak, moe mieć, szczególnie przy regularnym stosowaniu z konkretną intencją. Ale afirmacja to nie to samo co rytuał w sensie struktury symbolicznej. rytuał ma zwykle jakiś początek i koniec, jakiś gest graniczny. Afirmacja może być elementem rytuału, ale sama w sobie jest raczej praktyką mentalną.


Odpowiedz
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 347

@Sigilmistrz rozumiem, ale właśnie chodzi mi o to "gest graniczny" - czy można go zrobić w głowie? Tzn. no dobra, wyobrażenie początku i końca, zamiast fizycznego gestu?


Odpowiedz
(@sigilmistrz)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 412

@Emilian tak, jak najbardziej. Gest graniczny nie musi być fizyczny - wyobrażony próg działa, jeśli jest wyraźny i powtarzalny. W niektórych tradycjach pracy z umysłem to właśnie wewnętrzny sygnał jest ważniejszy niż zewnętrzny, bo jest twój i nikt go nie widzi ani nie zakłóci. Pytanie tylko czy ty sam w to wejdziesz bez fizycznego zakotwiczenia - bo niektórzy potrzebują tego ciała, gestów, oddechu, żeby przełączyć tryb.


Odpowiedz
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 347

@Sigilmistrz to akurat rozumiem - mam wrażenie że sam sobie nie dowierzam bez czegoś zewnętrznego. Ale próbowałem oddech jako marker i to chyba działa lepiej niż nic. Trzy głębsze oddechy na wejściu i na wyjściu. czy to jest zbyt proste żeby miało sens?


Odpowiedz
Wpisy: 352
(@nyja64)
Połączone: 1 rok temu

Oddech to jeden z najstarszych markerów przejścia jakie znam - dosłownie w każdej tradycji coś z oddechem jest na granicy rytuału i nieprzypadkowo. proste nie znaczy mniej ważne. Mnie bardziej ciekawi co się dzieje po tych trzech oddechach - bo sama granica to jedno, ale co jest w środku tego czasu który wyznaczasz?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@emilian)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 347

@Nyja64 właśnie tu mam problem. Nie wiem co powinno być "w środku". Afirmacje wizualizacja, coś innego? Czytałem różne rzeczy i każde źródło mówi inaczej.


Odpowiedz
(@felicja84)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 290

@Emilian, to nie jest sprawa co "powinno" być, tylko co ty chcesz żeby było. Rytuał bez treści to tylko forma. Musisz wiedzieć po co w ogóle to robisz - i to jest pytanie które poprzedza technikę, nie odwrotnie. Co chcesz osiągnąć tymi praktykami? Bo to trochę zmienia co ma sens a co nie.


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Emilian Ja mam podobny problem jak - nie tyle brak techniki, co brak jasności co tak naprawdę chcę żeby się zmieniło. Myślę że to jest może głębszy powód dla którego nie zaczynam. Jak nie wiesz dokładnie po co, to każdy moment jest jednakowo dobry i jednakowo zły.


Odpowiedz
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 357

@Ninka, to co mówisz jest bardzo uczciwe. Ja przez długi czas praktykowałam bez żadnego konkretnego celu i efekt był taki że robiłam dużo a czułam mało. Dopiero jak zaczęłam notować po każdym razem jedna linijkę - co czułam, co zaobserwowałam - zaczęłam rozumieć czego szukam. Nie na poziomie teorii ale praktycznym.


Odpowiedz
(@ninka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 613

@Runomiraa jedna linijka to brzmi wykonalnie nawet dla mnie. I dyskretnie. Ale jak to fizycznie wyglądało - w telefonie pisałaś, w zeszycie, coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@runomiraa)
Połączone: 9 miesięcy temu

zaczęłam w telefonie, notatki :/ Potem przeniosłam do małego zeszytu który trzymam między innymi książkami. Telefon był wygodniejszy przy partnerze, zeszyt daje mi coś czego aplikacja nie daje - ale to bardzo osobiste, nie twierdzę że to lepsze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Runomiraa Zeszyt między książkami to klasyk 🙂 Ja trzymam swój między romansami, bo nikt tam nie zagląda. Runomiraa Ale wracając do tej jednej linijki - myślę że dotknęła czegoś ważnego, bo obserwaja własnych praktyk to osobna umiejętność od samej praktyki. i często zaniedbywana.


Odpowiedz
Wpisy: 217
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Ta kwestia dokumentowania jest niedoceniana. Bez zapisu nie masz jak porównać co się zmieniło w czasie - i to jest właśnie powód dla którego ludzie nie widzą efektów albo je minimalizują. Pamięć zniekształca. Zapis nie. Przy niereggularnych praktykach Ninki to mogłoby być nawet ważniejsze niż sama regularność na początku - żebyś miała z czego wyciągnąć wnioski kiedy już zaczniesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Plejadka60 ale czy nie jest tak że jak ktoś dopiero zaczyna budować regularność, to dokładanie zadania w postaci zapisywania może go zniechęcić? no, ja jak próbowałem za dużo na raz, to robiłem nic 🙂


Odpowiedz
(@plejadka60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 217

@Dyzio dlatego mówię jedna linijka, nie dziennik. różnica jest kolosalna jeśli chodzi o próg wejścia 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@sylweria57)
Połączone: 3 lata temu

Wracając do pytania Emiliana o gest graniczny w głowie - jest jeszcze jedna rzecz której nie powiedzieliśmy. Gest wyobrażony wymaga większej koncentracji na starcie, bo nie masz bodźca zewnętrznego który cię przywoła. Dla kogoś kto ćwiczy rzadko albo nieregularnie może być przez to trudniejszy, nie łatwiejszy. To nie argument przeciw, ale warto to wiedzieć przed próbą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brygitka_53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 64

@Sylweria57 a co by mogło zastąpić bodziec zewnętrzny bez wychodzenia na jaw? Tzn. coś co masz przy sobie, ale co nie wygląda ezoteryczne? Bo mnie to bardziej interesuje niż praca tylko w głowie.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: