Forum

Asystent AI
Rytuały a łaskawość...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały a łaskawość dla siebie - zawieszenie samooceny

Strona 1 / 2

Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mam wrażenie, że większość rytualnych praktyk, które znam, zakłada pełną gotowość, skupienie, wewnętrzną harmonię. A co z tymi momentami, kiedy zaczynasz rytuał i po chwili w głowie pojawia się: "robisz to źle", "za słabo się skupiasz", "tamten ruch był niezgrabny"? Dla mnie to jest realny problem, nie filozoficzny. Chodzi mi o to, czy w ogóle da się zbudować rytuał, który zamiast wymagać od siebie perfekcji, pozwala po prostu być, bez oceniania każdego kroku. Może ktoś świadomie to wbudował w swoją praktykę?


Odpowiedz
137 odpowiedzi
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest temat, o którym rzadko się mówi wprost, a siedzi w połowie rozmów o praktyce. Mnie zajęło sporo czasu, zanim przestałam traktować własne rytuały jak egzamin. Nie mam gotowego przepisu, ale zaczęłam od czegoś małego: wybrałam jeden konkretny gest w rytuale, który miał być celowo niedoskonały. Nie symboliczny, nie głęboki, po prostu zrobiony byle jak. I zauważyłam, że nic się nie posypało. To było dla mnie ważne, bo zrozumiałam, że perfekcjonizm to mój nawyk, a nie wymóg samego rytuału.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Runiarka Ciekawe, że wybrałaś drogę przez celową niedoskonałość, bo to jest bardziej tradycyjna strategia niż myślę, że się spodziewasz. W ceremonii Navaho jest coś takiego jak "spirit line" - celowe niedokończenie wzoru w tkance, żeby nie uwięzić ducha perfekcji. Nie chodzi o bylejakość, ale o świadome zwolnienie z wymogu kompletności. Nie mówię, że to należy przenosić 1:1, ale sam mechanizm jest podobny do tego, co opisujesz. Pytanie jest inne: jak odróżnić "świadome zawieszenie oceny" od zwykłego rozproszenia podczas rytuału?


Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Wahadlarka65 To jest właśnie to, co mnie blokuje. Nie umiem odróżnić tych dwóch stanów w trakcie. Jak to niby wygląda w praktyce? Bo jak mi głowa odpływa, to potem mówię sobie: "no dobra, to był ten dobry odpływ, taki bardziej miękki". A jak oceniam, że byłam rozkojarzona, to zaczynam się karcić za samo karcenie i robi się zupełnie absurdalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja się zastanawiam, czy problem nie leży wcześniej, jeszcze przed samym rytuałem. Jeśli wchodzę z nastawieniem "muszę to dobrze zrobić", to ocenianie jest już z góry zaprogramowane. Próbowałam kiedyś robić krótką "bramkę" przed właściwym rytuałem - kilka minut tylko na to, żeby sprawdzić, z jakim wewnętrznym komentarzem wchodzę. Nie żeby go usunąć, ale żeby przynajmniej wiedzieć, że jest. Nie zawsze pomagało, ale przynajmniej nie zaskakiwało mnie to w połowie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Malwinia A co robiłaś z tym komentarzem, jak już go rozpoznałaś? Bo to brzmi sensownie jako wstęp, ale nie wiem, co z tym dalej. Zostawiałaś go za sobą czy próbowałaś jakoś nazwać, przekształcić?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Kasjan Nie przekształcałam. Zauważyłam, że próba "obrobienia" tego komentarza przed rytuałem tylko go wzmacniała, bo nagle stawał się jeszcze ważniejszy. Zostawiałam go za drzwiami, dosłownie. Mam taki zwyczaj, że przed rytuałem dotykam drzwi do pokoju i wyobrażam sobie, że ten krytyczny głos zostaje po drugiej stronie. Może banalnie brzmi, ale u mnie działa na zasadzie prostego przestawienia uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

A mnie zastanawia coś innego w tym, co piszecie. Mówicie o radzeniu sobie z ocenianiem w trakcie rytuału, ale czy sam rytuał może być zbudowany tak, żeby od razu nie wywoływał tej presji? Bo może problem jest też w tym co wybieramy. ojej, Skomplikowane rytuały z wieloma krokami do zapamiętania chyba z definicji prowokują do oceniania, czy się robi to dobrze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Fluorytka.1 Dokładnie o to chodzi. W tradycji sufickiej jest praktyka, którą można by porównać do rytualnego chodzenia - dhikr w ruchu - i jedną z jej cech jest celowa prostota formy po to, żeby umysł nie miał się do czego przyczepić technicznie. Im mniej kroków do "zrobienia dobrze", tym mniej pola do autocenzury. Ale - i to jest ważne - ta prostota musi być wybrana świadomie, a nie przypadkowa. Inaczej to tylko brak formy, nie zawieszenie oceny.


Odpowiedz
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam tę dyskusję i mam pytanie, które mi chodzi po głowie od początku: czy zawieszenie oceny to w ogóle cel sam w sobie, czy środek do czegoś? Bo jak myślę o swoich najlepszych praktykach, to nie były te, podczas których przestałam się oceniać. Były te, podczas których ocenianie po prostu przestało być ważne, bo byłam czymś pochłonięta. To jest dla mnie różnica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Runiarka O, to mnie zatrzymało. Bo ja chyba szukałam sposobu na wyciszenie oceniania jako takiego, a ty mówisz o czymś zupełnie innym - o pochłonięciu. Jak do tego dochodziłaś? To było z konkretnym typem rytualnych działań, coś powtarzalnego, dźwiękowego, ruchowego?


Odpowiedz
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

U mnie zadziałało powtarzanie. Rytmiczne, manualne czynności: owijanie sznura, rysowanie okręgów, skandowanie tego samego fragmentu. Nie dlatego, że "tak trzeba", ale dlatego, że rytm fizyczny gdzieś zagłuszał wewnętrzny komentarz. Badania nad ASMR i monotonnym ruchem potwierdzają, że powtarzalne działania obniżają aktywność tej części mózgu odpowiedzialnej za samoocenę - nie pamiętam nazwy, ale to ten region przy zakręcie obręczy. Znalazłam to kiedyś jeśli chodzi o medytacji uważność, nie rytuałów, ale mi się to połączyło.


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wchodzę tu trochę z boku, bo temat mnie zaczepił. W tradycji apofatycznej - tej, która zakłada, że bliżej prawdy jest milczenie niż opis - jest podobny mechanizm. Nie po to, żeby wyciszyć ocenianie, ale żeby pozbawić go gruntu. Jak nie masz czego nazwać, nie możesz tego źle zrobić. Niektóre tradycje buddyjskie robią to przez koan - zadanie bez logicznej odpowiedzi, żeby umysł analityczny sam się zmęczył. Nie twierdzę, że to przepis na rytuał, ale czy ktoś próbował czegoś w tym rodzaju? Celowo wejść w coś, co nie ma "właściwej" formy, właśnie po to, żeby ocenianie nie miało punktu zaczepienia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Gnostyk To jest ciekawe podejście, ale mam wątpliwość. Jeśli rytuał nie ma formy, to czy w ogóle jest rytuałem? Mnie się wydaje, że właśnie forma i jej powtarzalność są tym, co w ogóle odróżnia rytuał od improwizacji. Może chodzi raczej o to, żeby forma była znajoma do tego stopnia, że nie wymaga uwagi? Tak jak ze śpiewaniem piosenki, którą zna się na pamięć - technicznie ją kontrolujesz, ale głowa może być gdzieś indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to i mam mieszane odczucia. Z jednej strony zgadzam się, że perfekcjonizm potrafi zupełnie rozłożyć praktykę 🙁 Z drugiej - jak słyszę o celowym robieniu czegoś "byle jak" albo o rytuale bez formy, to mam wrażenie, że wchodzimy w strefę, gdzie traci się coś istotnego. Nie dlatego, że rytuał musi być technicznie bezbłędny, ale dlatego, że intencja i skupienie to nie to samo co ocenianie. Czy naprawdę chcemy wyłączyć ocenianie, czy może raczej zamienić ocenianie-jako-karanie na coś w rodzaju uważnego bycia świadkiem siebie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Mistique94 To rozróżnienie, które robisz między ocenianiem-karaniem a byciem świadkiem, wydaje mi się bardzo ważne. Ale jak to wygląda w praktyce? Bo jak próbuję być "świadkiem", to szybko leci mi to w stronę: "obserwuję, że znowu to robię niedbale". Czy ty to jakoś zakotwiczasz, żeby nie ześlizgnąć się z powrotem w krytykę?


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Tak, mam na to coś konkretnego. Przed rytuałem mówię sobie jedno zdanie, zawsze to samo: "cokolwiek tu przyniosę, jest wystarczające". Nie afirmacja w stylu motywacyjnego plakatiku, tylko coś w rodzaju ustawienia intencji. Żeby głos świadka był naprawdę neutralny, a nie tylko bardziej uprzejmą wersją krytyki. Nie zawsze to wychodzi, ale samo wypowiedzenie tego zdania robi robotę jako sygnał dla siebie samej.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@tunia95)
Połączone: 2 lata temu

Mogę zapytać o coś głupiego? Czytam tę rozmowę i trochę się gubię. Rozumiem ocenianie siebie w sensie: 'no dobra, ale dlaczego miałoby to w ogóle wychodzić w rytuałach? W sensie - czy to nie jest po prostu problem z samooceną w ogóle, który pojawia się przy wszystkim co robimy? Albo rytuały jakoś specjalnie to wyostrzają?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Tunia95 To nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. Rytuały mają specyficzną cechę: są zwykle intymne, osobiste i mają jakiś "ładunek", który sami im nadajemy. Jak coś robimy z przekonaniem, że ma to być ważne, to automatycznie podnosimy poprzeczkę. W codziennych czynnościach ta presja jest mniejsza, bo ich waga jest neutralna. oj tam Stąd rytuały potrafią wyolbrzymiać to, co już jest, w tym właśnie krytykę wewnętrzną.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dołączam się tutaj, bo to co pisze Runiarka o powtarzalnych ruchach i Mistique o byciu świadkiem, te dwie rzeczy się u mnie splatają. W pracy z ciałem, którą robię, jest taki moment, który nazywam "oddaniem inicjatywy ciału". Chodzi o to, że przestajesz reżyserować każdy ruch i pozwalasz, żeby ciało samo dokończyło gest. To nie jest brak kontroli, to jest inny rodzaj prowadzenia. I w tym miejscu ocenianie zazwyczaj milknie, bo nie ma już podmiotu, który miałby coś oceniać. Ciekawa jestem, czy ktoś miał coś podobnego w kontekście rytualnym, nie koniecznie przez pracę z ciałem.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@arnold)
Połączone: 10 miesięcy temu

Chcę wejść w ten wątek z nieco innej strony. dużo tu o wyciszaniu krytycznego głosu, ale może pytanie powinno brzmieć inaczej: skąd bierze się ten głos akurat w kontekście rytuału? Bo u mnie nie pojawia się tak samo przy każdej praktyce. Pży pewnych rytuałach wchodzę jak w wodę, przy innych cały czas jakaś część mnie komentuje. Różnica nie była w moim nastawieniu danego dnia, ale w tym, czy czułem się z daną formą swojsko, czy był jakiś element "obcości" albo zapożyczenia z tradycji, która nie jest do końca moja. jak pracuję z czymś, co mam głęboko zinternalizowane, ocenianie po prostu nie ma miejsca. Może więc zamiast waczyć z ocenianiem, warto zapytać: co jest źródłem tego poczucia, że coś powinienem robić "właściwie"?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@oleandra02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 238

@Arnold To ciekawe, co piszesz o różnicy między rytuałami. ja mam podobnie z tarociarzeniem - przy czytaniu dla siebie głos oceniający jest zawsze głośniejszy niż przy czytaniu dla kogoś innego. zastanawiam się, czy to nie jest kwestia tego, kto jest świadkiem. Jak jest ktoś drugi, jakoś naturalnie wychodzisz z roli sędziego. Sam rytuał bez obserwatora stawia cię w podwójnej roli - i wykonawcy, i widza. I chyba ten wewnętrzny widz nie umie milczeć.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Arnold A powiedz - przy tych rytuałach, gdzie krytyczny głos nie pojawia się, robisz coś inaczej proceduralnie, czy raczej chodzi o nastawienie przed wejściem? no, bo mnie to zawsze intrygowało: dlaczego ten sam człowiek przy jednej praktyce jest łagodny dla siebie, a przy innej nie.


Odpowiedz
(@arnold)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Kasjan Myślę, że różnica nie jest w procedurze. Bardziej w tym, jaką wagę sam nadaję danemu rytuałowi. im coś jest dla mnie "ważniejsze", tym bardziej się podglądam. Przy rytuałach, które traktuję trochę jak eksperyment albo ćwiczenie, krytyk siedzi cicho. Przy tych, od których czegoś oczzekuję - już nie. To by znaczyło, że ocenianie w dużej mierze napędza oczekiwanie, nie sama forma.


Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Arnold Wracam do tego, co napisał o oczekiwaniu jako paliwie dla oceniania. Myślę, że to jest kluczowe i jakoś to ominęłam w swoim myśleniu o tym temacie. Ja też wchodzę w rytuał z cichą nadzieją, że "tym razem coś poczuję", i natychmiast to oczekiwanie generuje ocenę, czy faktycznie coś poczułam. Może zawieszenie oceny nie jest w ogóle możliwe bez wcześniejszego zawieszenia oczekiwania?


Odpowiedz
Wpisy: 792
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i uderza mnie coś przy runach. Jak losuję je dla siebie i dla pytania, które jest dla mnie naprawdę ważne, to zanim jeszcze zacznę interpretować, już ocneiam sam układ. "Za dużo Merkstav, to źle wróży". I to ocenianie dzieje się jeszcze przed rytuałem w sensie ścisłym. Czy ktoś ma podobnie, że krytyk wchodzi już na etapie przygotowania albo pierwszego sygnału?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Filomena_67 Tak, to mi się bardzo zdarza. I o dziwo im wolniej zaczynam, im bardziej "uważnie" podchodzę do przygotowania, tym więcej przestrzeni na ten wstępny komentarz. ojej no szybkie, prawie automatyczne wejście w rytuał czasem go wyprzedza. Nie wiem, czy to dobra strategia, bo brzmi trochę jak ucieczka przed sobą, ale w praktyce bywa że działa.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Malwinia A to jest interesujące, bo to by oznaczało że rozbudowane przygotowanie, które podobno ma nas "wprowadzić w stan", paradoksalnie daje krytykowi więcej czasu na rozgrzewkę. Czy ty to robisz świadomie, to szybkie wejście, czy wyszło ci empirycznie?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Filomena_67 Wyszło empirycznie, na pewno. Pewnego razu po prostu nie miałam czasu na przygotowanie i zrobiłam rytuał prawie z marszu. I po nim miałam poczucie, że coś się naprawdę wydarzyło, podczas gdy przy bardziej ceremonialnym podejściu często zostawałam z uczuciem, że się starałam. To dwa różne doznania.


Odpowiedz
Wpisy: 398
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

no dobra, to jest dobre pytanie, ale chcę je nieco odwrócić. Czy oczekiwanie zawsze jest problemem? Mam wrażenie, że czasem jest po prostu intencją, która trzyma kierunek. Problem zaczyna się, kiedy oczekiwanie zamienia się w wymaganie - kiedy nie "chcę, żeby coś się wydarzyło", tylko "musi się wydarzyć, bo inaczej zrobiłam to źle". Gdzie ty u siebie widzisz tę granicę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Runiarka Właściwie nie wiem, czy w ogóle ją widzę w trakcie. Retrospektywnie tak, mogę powiedzieć "tutaj przeszłam z intencji w wymaganie". Ale na żywo? To się dzieje poniżej progu tego, co śledzę. Może to jest właśnie ten moment, o którym Wahadlarka65 pisała wcześniej - że nie umiesz odróżnić stanów podczas, tylko po.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu, bo to wróciło do wątku, który mnie też nie opuszcza. jest praktyka z tradycji islamskiej mistyki - muraqaba - która jest dokładnie ćwiczeniem w obserwacji bez interwencji. Nie chodzi o to, żeby zatrzymać myśl oceniającą, tylko żeby ją zobaczyć i nie działać na jej podstawie. Różnica jest subtelna, ale w praktyce ogromna: nie walczysz z krytykiem, tylko przestajesz go słuchać jako wyroczni. Mam wrażenie, że wiele osób próbuje uciszyć głos, zamiast go zdegradować w hierarchii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Wahadlarka65 To "zdegradować w hierarchii" jest dobrze ujęte. W hesychastycznej praktyce modlitewnej jest podobna zasada - logismio, czyli nachodzące myśli, nie są traktowane jak wrogowie do pokonania, tylko jak gości, których się nie zaprasza do stołu, ale też się nie wyrzuca za drzwi. walka z nimi wzmacnia ich pozycję. To jest może pocieszające, że różne tradycje niezależnie od siebie dochodzą do podobnego miejsca.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@tunia95)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z czymś tak podstawowym, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówicie o obserwowaniu głosu oceniającego bez reagowania na niego - ale jak to wygląda dosłownie? Czy po prostu kontynuujesz rytuał, jakby ten głos był radiem w tle, czy robisz coś konkretnego, żeby go "odsunąć"?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tunia95 To nie jest podstawowe pytanie, serio. Wielu ludzi po latach praktyki tego nie rozróżnia. Z mojego doświadczenia: nie robisz nic. Kontynuujesz. Głos mówi "to źle", ty zapalisz świecę dalej. Głos mówi "znowu się rozkojarzyłaś", ty wracasz do oddechu albo do gestu. Nie odpowiadasz na zarzuty. Jak zaczynasz z nim rozmawiać - wygrywasz lub przegrywasz i tak jesteś w rozmowie, zamiast w rytuale.


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Mistique94 Dodam do tego, co pisze , bo to dotyczy też ciała. Jak głos oceniający włącza się w trakcie pracy energetycznej, to pierwszą rzeczą jest napięcie fizyczne - ramiona, szczęka, okolice mostka. I to napięcie jest w gruncie rzeczy odpowiedzią ciała na głos, zanim świadoma część w ogóle zareaguje. Jeśli ćwiczysz rozpoznawanie tego napięcia, masz wcześniejszy sygnał niż myśl. Nie trzeba nawet słyszeć komentarza - wystarczy poczuć napięcie i wiedzieć, że coś się uruchomiło.


Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Energetyczka To bardzo praktyczne. Chcę dopytać - i tu pytam serio, bo sama nie jestem pewna - czy to napięcie zawsze oznacza ocenianie, czy może też po prostu skupienie? Bo u mnie jak się koncentruję, też czuję pewne napięcie w klatce. no i, jak to odróżniasz?


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Akacja Dobre pytanie, bo to naprawdę różne napięcia jakościowo. ehh, Skupienie to raczej tonus, gotowość - coś jak napięcie przed skokiem. Ocenianie daje coś bardziej ściskającego, zaciśniętego, jakby ciało broniło się przed czymś. Ale to trzeba poczuć samemu, żadna moja opisówka tego nie zastąpi. Może spróbuj kiedyś zrobić prosty rytuał z zamiarem obserwowania tylko tego, co dzieje się w ciele, bez oceniania samego rytuału - i zobaczyć, czy cokolwiek wyłapujesz.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@fluorytka-1)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chcę wrócić do wątku z Malwinią o szybkim wejściu, bo to mi dało do myślenia. Astrologia praktyczna ma coś podobnego - są techniki, gdzie nie analizujesz wykresu w nieskończoność przed wyroczną, tylko dajesz sobie ograniczony czas i wchodzisz. Podobno dokładność rośnie, bo intuicja działa zanim analityczny umysł zdąży wszystko skwasić. Zastanawiam się, czy to ta sama mechanika.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@selenitka_d)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno małe spostrzeżenie. Dużo tu o tym, jak wyciszyć ocenianie albo je obejść. Ale nikt nie powiedział wprost: czy po udanym rytuale, gdzie głos milczał, czujecie coś innego jakościowo? Czy to jest inny rodzaj zmęczenia, spokoju, czy może po prostu nic szczególnego?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Selenitka_D To jest dobre pytanie i chętnie odpowiem za siebie. Tak, jest inaczej. Po rytuałach, gdzie głos był głośny, zostaję z poczuciem, że się starałam, ale nie wiem, czy cokolwiek zrobiłam. Po tych, gdzie się pochłonęłam - i nie mówię o transie, tylko o zwykłym skupieniu bez komentarza - jest jakaś cichość. Nie euforia, nie przekonanie o sukcesie. Cichość. I to jest chyba najlepszy wskaźnik, jaki znam.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Selenitka_D Tak, jest inaczej, ale to "inaczej" trudno opisać bez popadania w patetyczny język. To nie jest ulga, to raczej... brak czegoś, co zwykle jest. Jakby cały czas chodziłaś z lekkim szumem w tle i nagle cisza. Zmęczenie jest inne - bardziej fizyczne, mniej mentalne. Po rytuałach z głośnym krytykiem zostaje mi taka ruminacyjna pętla. "Czy to zadziałało, czy nie zadziałało, co zrobiłam nie tak". Po tych bez - po prostu kończę i idę dalej.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Runiarka To co pisze pokrywa się z moim doświadczeniem, ale chcę dodać coś, czego sama długo nie umiałam nazwać. po rytuałach, gdzie głos oceniający był wyciszony - nie mówię, że go nie było tylko że nie zabrał głosu - zostaje mi coś, co mogłabym nazwać ciągłością. Poczucie, że to, co robiłam, łączyło się ze sobą. Przy tych "krytycznych" mam wrażenie, że wykonałam serię oddzielnych gestów, które nie złożyły się w jedno.


Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Malwinia "Ciągłość" jest tutaj świetnym słowem, bo to się pojawia też w sufi'ckich opisach dhikr. Nie chodzi o rytmiczną powtarzalność samą w sobie, ale o to, że praktykujący ma stać się strumieniem, a nie sekwencją kroków. Kiedy pojawia się obserwator-oceniający, on z definicji rozcina tę ciągłość na "to, co właśnie było" i "to, co teraz jest". masz jakieś poczucie, czy to rozcięcie zdarza się w konkretnych momentach rytuału, czy losowo?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Wahadlarka65 Właściwie chyba nie losowo. Teraz jak o tym myślę, to najczęściej na przejściach. Kiedy kończę jeden element i zaczynam następny - wtedy jest chwila, gdzie pojawia się ten komentarz. Prawie jak między zdaniami, kiedy jest przecinek. Środek poszczególnych czynności jest zwykle spokojniejszy. To może wyjaśniać, dlaczego rytuały z mniejszą liczbą "aktów" są u mnie spokojniejsze - mniej przecinków.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Malwinia Zapinam się na tym, co piszesz , bo to by sugerowało, że problem nie leży tyle w samym ocenianiu, co w strukturze rytuału 🙂 Czyli że pewna architektura rytuału, z dużą ilością wyraźnych przejść, produkuje więcej przestrzeni, w które wpada krytyk. Czy próbowałaś kiedyś zrobić rytuał, który jest w ogóle mniej segmentowany? Coś bardziej płynnego, gdzie nie ma wyraźnych "teraz robię to, teraz tamto"?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Kasjan Tak i to jest właśnie ta obserwacja z "marszu", o której mówiłam wcześniej. Przy szybkim, prawie intuicyjnym wejściu nie ma czasu na segmentację - robię, bo robię, nie dlatego że "teraz następuje etap drugi". Ale nie wiem, czy to jest dobra strategia systemowo, czy tylko działa, bo wyłącza zarówno krytyka jak i świadomość w ogóle. Trochę jak różnica między ucieczką od problemu a jego rozwiązaniem.


Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Malwinia Chcę się tu odezwać, bo to jest chyba serce tego, z czym przyszłam na ten wątek. Malwinia Czytając was mam wrażenie, że mój krytyk jest szczególnie aktywny właśnie na tych przejściach, o których mówi. I teraz pytanie, które mnie trapi: czy to, co robię, to jest rytualność czy teatr? Bo czasem mam podejrzenie, że ta wewnętrzna ocena bierze się stąd, że sama nie jestem do końca przekonana, czy to co robię "jest prawdziwe". I to nie jest kwestia wiary, bardziej - autentyczności wobec siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 228
(@arnold)
Połączone: 10 miesięcy temu

To rozróżnienie między rytuałem a teatrem jest ważne, ale może nie tam, gdzie je lokalizujesz. Teatr w rozumieniu Victora Turnera i jego "rites of passage", też jest rytuałem - performatywność nie wyklucza skuteczności symbolicznej. Pytanie, które mi się tu nasuwa, jest innne: czy twoja wątpliwość co do "prawdziwości" pojawia się przed wejściem, czy właśnie jest produktem głosu oceniającego w trakcie? Bo to są dwie zupełnie różne sytuacje.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Arnold Myślę, że jedno i drugie, w różnych rytuałach. Przy tych, które robię od dawna - wchodzę bez wątpliwości, a krytyk pojawia się dopiero w trakcie. Przy nowych dla mnie formach wątpliwość jest już na wejściu. Ale teraz jak to piszę, to widzę, że może to jest inny problem w obu przypadkach i mieszam je w jedno.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Ametystka.2 To rozróżnienie, które robi - wątpliwość wejściowa kontra wątpliwość generowana w trakcie - przypomina mi coś z patrystyki. Jan Klimak w "Drabinie Raju" pisał o dwóch rodzajach "logismoi", czyli natarczywych myśli. jeden rodzaj jest pokusą "na progu", zanim jeszcze wejdziesz w modlitwę. Drugi pojawia się dopiero gdy jesteś już w środku i jest traktowany jako bardziej przebiegły, bo zna już twój stan. nie wiem, czy to mapuje się bezpośrednio na rytuał, ale coś tu jest podobnego.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Gnostyk Ciekawe, że o tym piszesz, bo przy runach - a pracuję z nimi od kilku lat - to dokładnie tak wygląda. Losowanie dla siebie jest inne niż dla kogoś innego właśnie dlatego, że "na progu" już czuję tę wątpliwość. Jakby moje własne pytanie było jakoś mniej uprawnione. Ale nie wiem, czy to jest sprawa tradycji runicznych, że jakos zakodowały się mi normy, że nie wróży się dla siebie, czy to mój prywatny problem z ocenianiem.


Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Filomena_67 To nie jest twój prywatny problem - to jest stara, udokumentowana dyskusja. W tradycji Hávamál nie ma zakazu wróżenia dla siebie, ale jest w niej motyw "powiedz mi, a powiem ci" jako struktury sprawdzenia. Część interpretatorów traktuje to jako wskazówkę, że wróżenie dla siebie działa inaczej - nie jest zakazane, ale wymaga czegoś w rodzaju świadka. Zewnętrznego punktu odniesienia. Może dlatego masz to poczucie - nie dlatego że jest błędem, ale dlatego że brakuje ci tej struktury sprawdzenia.


Odpowiedz
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Wahadlarka65 Czyli ta wątpliwość może być sygnałem strukturalnym, a nie psychologicznym? ojej no, to by zmieniało sposób, w jaki do niej podchodzę. Zamiast ją wyciszać, może warto z niej skorzystać? Tylko - jak? Przez wyobrażony świadek, fizyczną osobę, dziennik?


Odpowiedz
(@selenitka_d)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 51

@Ametystka.2 Chcę wrócić do czegoś, co napisała kilka postów wcześniej - o teatrze i autentyczności. Bo myślę, że ten wątek trochę uciekł, a jest dla mnie ważny. Jeśli krytyk pyta "czy to prawdziwe" - czy jest możliwe, że ma rację i to jest informacja, a nie przeszkoda? Że czasem rytuał naprawdę jest teatrem i to jest powód dyskomfortu, nie odwrotnie?


Odpowiedz
(@arnold)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 228

@Selenitka_D To jest uczciwe pytanie i nie chcę go zbagatelizować, ale myślę, że tu jest pułapka. głos oceniający rzadko mówi "to nie jest dla ciebie autentyczne" - on mówi "robisz to źle", "za słabo", "za krótko", "za mało skupiona". To nie jest informacja o autentyczności to jest ocena wykonania. Autentyczność to co innego niż poprawność techniczna. Można robić rytuał bardzo autentycznie i jednocześnie "niedoskonale" technicznie. Te dwie rzeczy się nie wykluczają.


Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Arnold trafił w coś, co mi wyjaśnia dużo. Mój krytyk naprawdę operuje językiem wykonania, nie sensu. Mówi "za krótko" "przerwałaś", "myślałaś o czymś innym". Nigdy nie mówi "to nie ma dla ciebie znaczenia". Może właśnie dlatego ta rozmowa jest dla mnie tak potrzebna - że zaczęłam rozumieć, że te dwa głosy to są zupełnie różne głosy i mieszałam je od lat.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Ametystka.2, to co napisałaś na końcu - że krytyk operuje językiem wykonania, a nie sensu - jest dla mnie kluczowe. Bo to oznacza, że jego komentarze w ogóle nie dotykają pytania, czy rytuał jest twój. dotykają wyłącznie tego, czy zrobiłaś go poprawnie według jakiegoś wzorca. A skąd ten wzorzec pochodzi? Kto go ustalił?


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Runiarka Właśnie. I to jest pytanie, które mnie trochę zatrzymuje. Bo jeśli krytyk operuje wzorcem - to ten wzorzec skądś pochodzi. ojej no z jakiejś lektury, z czegoś zasłyszanego, z wyobrażenia o tym, jak rytuał "powinien" wyglądać. I teraz pytanie do Ametystki.2, ale też szerzej: czy da się zidentyfikować, skąd pochodzi ten wzorzec w twoim przypadku?


Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Kasjan Nie wiem. To jest dobre pytanie i trochę mnie zaskoczyłeś, bo nigdy tego tak nie rozłożyłam. Jak próbuję teraz to namierzyć, to nie mogę wskazać jednej rzeczy. Trochę z książek, trochę z obserwacji innych, trochę chyba z przekonania, że skoro coś robię, to muszę to robić dobrze. To ostatnie jest może najbardziej moje.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wchodzę tu, bo przy pracy energetycznej też to mam - tę potrzebę świadka :/ Rozwiązałam to przez prowadzenie zapisu w trakcie, ale nie narracyjnego, tylko skrótowego, niemal symbolicznego. Kilka słów które piszę zanim zacznę i po. Daje mi to poczucie, że jest ktoś - ja sama, ale z zewnątrz - kto to widzi. Krytyk trochę cichnie, bo "protokół jest prowadzony". Nie wiem czy to działa na poziomie energetycznym, ale na poziomie psychologicznym na pewno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Energetyczka Zrobiłam coś podobnego przez przypadek. Miałam kiedyś zapisywać po prostu co widziałam przy pracy z ciałem energetycznym, żeby śledzić wzorce. i zauważyłam, że sam akt pisania "po" zmienił coś "w trakcie". Jakby mój umysł wiedział, że będzie musiał to opisać i przestał komentować na bieżąco, bo chciał najpierw zobaczyć 😉 Ale to się nie zawsze powtarza, więc nie wiem, czy to metoda, czy jednorazowy efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@tunia95)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że znowu przerywam z czymś może naiwnym, ale chcę się upewnić. Mówimy teraz o prowadzeniu czegoś w rodzaju dziennika jako sposobie na wyciszenie głosu oceniającego? I to naprawdę pomaga, nie tylko jako placebo? Bo dla mnie to brzmi trochę jak "robię notatki, żeby nie myśleć" co nie bardzo ma sens w mojej głowie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tunia95 Ma sens, obiecuję. To nie jest "żeby nie myśleć" - to jest przekierowanie aktywności umysłu. Głos oceniający potrzebuje czegoś do roboty. wiesz co, Jeżeli mu dasz pisanie - patrzenie obserwowanie pod kątem "co zanotuję" - to tym jest zajęty zamiast komentowaniem "czy dobrze". To coś w rodzaju sublimacji poznawczej. Ale Akacja dobrze mówi, że to nie jest niezawodne. U mnie też raz działa, raz nie.


Odpowiedz
Wpisy: 415
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To przekonanie, że "skoro robię, to muszę robić dobrze" - to jest chyba najbardziej powszechny mechanizm i najbardziej nieuchwytny. Bo jest zaszyty głębiej niż rytuał. o matko, rytuał go tylko wyciąga na powierzchnię, bo jest miejscem, gdzie nie możesz uciec do działania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Malwinia To zależy od traycji. W niektórych systemach, np. w halasze, rytuał jest właśnie miejscem maksymalnej precyzji - każdy ruch, każde słowo ma znaczenie i ma być wykonane określonym sposobem. Tam pytanie "czy dobrze?" jest wbudowane w samą strukturę. Ale już np. w praktyce quakrów - cisza jest kompletna, bez formy, i tam "dobrze" w ogóle nie istnieje jako kategoria. Więc nie jestem pewna, czy to przekonanie jest zaszyste w człowieku, czy w tym, jakiej formy rytuału ktoś się uczył.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Wahadlarka65 Ale to rozróżnienie, które robisz, sugeruje, że wybór formy rytuału to też wybór relacji z krytykiem. Jeśli pracujesz w systemie z precyzją wbudowaną strukturalnie - zapraszasz go. jeśli pracujesz w bardziej otwartej formie - dajesz sobie możliwość, że nie przyjdzie. Tylko czy to jest uczciwe wobec tradycji z której się czerpie?


Odpowiedz
Wpisy: 725
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Zatrzymuję się na tym pytaniu o uczciwość wobec tradycji, bo ono wydaje mi się ważniejsze niż na pierwszy rzut oka. Ojcowie Kościoła mieli na to termin - "akribeia" (ścisłość) i "oikonomia" (rozeznanie), które były w ciągłym napięciu. Akribeia to pełne przestrzeganie litery, oikonomia to dostosowanie do człowieka i okoliczności ojej spory o to, które jest ważniejsze, trwały wiekami i nie zostały rozstrzygnięte jednoznacznie nawet w teologii. Więc pytanie Runiarski jest stare jak forma rytuału.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@filomena_67)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 792

@Gnostyk Ciekawe, że to napięcie akribeia-oikonomia pojawia się też w interpretacji run. Są szkoły, które mówią, że każda runa musi być wyciągana i kładziona dokładnie określonym gestem - bo gest jest częścią znaczenia. I są takie, które mówią, że intencja robi całość. Sama przez długi czas siedziałam w tej pierwszej i krytyk miał się tam świetnie. Teraz jestem gdzieś pomiędzy i szczerze - nie wiem, kótra droga jest lepsza. Tylko że z tą drugą żyje mi się spokojniej.


Odpowiedz
(@tunia95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 61

@Filomena_67 A to "spokojniej" - czy to dobry wyznacznik? Bo mogłoby oznaczać, że po prostu mniej wymagasz od siebie. Nie mówię, że tak jest, ale czy nie istnieje ryzyko, że "wyciszam krytyka" staje się "obniżam poprzeczkę"?


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tunia95 To jest dobre pytanie, ale myślę, że tu jest ukryte założenie - że krytyk pilnuje jakości. A czy on faktycznie to robi? Z mojego doświadczenia głos oceniający nie poprawia wykonania rytuału. On zatrzymuje albo rozkłada na czynniki pierwsze w połowie. Jeśli chodzi ci o pytanie, jak odróżnić rozeznanie od autocenzury - to jest coś innego. To jest refleksja po, nie komentarz w tarkcie.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie to rozróżnienie - refleksja po kontra komentarz w trakcie - jest czymś, co próbuję u siebie ćwiczyć. Przy pracy z ciałem energetycznym zauważyłam, że komentarze w trakcie prawie zawsze są dezorientujące. Natomiast po - potrafię zobaczyć coś użytecznego. Ale żeby to po było możliwe, muszę przez czas rytuału jakoś zarządzić tym w trakcie. I tu wracam do pytania, które chyba jest rdzeniem tego wątku: jak?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Akacja Dla mnie odpowiedzią był skrót, o którym pisałam wcześniej, ale teraz widzę, że nie powiedziałam chyba najważniejszej rzeczy: te słowa, które piszę przed i po nie są oceną. Są opisem. "Zaczęłam o tej porze, miałam takie odczucie w klatce, skończyłam". Żadnych przymiotników wartościujących. I to jest różnica - głos krytyczny mówi przymiotnikami. Deskryptywny zapis ich nie uzywa.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@ulka_56)
Połączone: 1 rok temu

Hm, ale to trochę mi nie gra. Przy pracy z czakrami też stosuję zappis, ale on bywa bardzo oceniający, bo czakry mają stan - otwarta, zablokowana, przeciążona. To są już oceny, nawet jeśli techniczne. I nie przeszkadzają mi one w trakcie, wręcz pomagają, bo mam schemat. Może to zależy od typu pracy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Ulka_56 Myślę, że różnica jest między oceną funkcjonalną a oceną wartościującą. "Zablokowana" to informacja o stanie. "Za słabo, za krótko, niedostatecznie skupiona" to ocena osoby wykonującej. Ten drugi typ jest tym, co dezorganizuje. Ale rozumiem, że przy pracy z czakrami schemat pomaga - bo daje strukturę, do której można się odwołać zamiast improwizować.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do wątku Ametystki.2, bo mi coś nie daje spokoju. Napisałaś, że przy rytuałach, które robisz od dawna, wchodzisz bez wątpliwości. Czy to oznacza, że dawność samo w sobie wycisza krytyka? Jeśli tak - to może odpowiedzią na to, z czym przyszłaś na ten wątek, jest po prostu czas?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Kasjan Nie całkiem. Przy starych rytuałach krytyk milczy na wejście, ale pojawia się w środku - i tam jest nawet bardziej konkretny, bo "wie", jak to powinno wyglądać. Przy nowych milczy w środku, bo nie ma wzorca do porównania. Więc o dziwo z nowym materiałem mam inaczej - krytyk nie wie, co powiedzieć. Może to jest wskazówka sama w sobie.


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Ametystka.2 To jest naprawdę ciekawe, co mówisz. Nowy rytuał wycisza krytyka przez niewiedzę. Stary - go aktywuje przez nadwiedzę. Czyli może rozwiązaniem nie jest robienie rytuałów, które się świetnie zna, tylko czasem celowe wprowadzanie nowości? Nie z powodu buntu, ale żeby zabrać krytykowi punkt odniesienia.


Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Malwinia Ale to jest strategia ucieczki, nie strategia pracy. Jeśli za każdym razem uciekam w nowość, żeby krytyk nie miał wzorca - to nie buduję głębokości. To jest jak zmiana tematu, kiedy rozmowa staje się trudna. I w tradycjach rytualnych głębokość jest zazwyczaj budowana przez powtarzalność, nie przez nowość.


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Wahadlarka65 Zgadzam się z tym co do zasady, ale myślę, że Malwinia nie mówi o stałej ucieczce, tylko o interwencji. Jak sposób diagnostyczne - kiedy krytyk jest szczególnie głośny wchodzę w nową formę, żeby zobaczyć, czy umiem bez niego. Nie zamiast starego, tylko obok. Czy to zmienia twoją ocenę?


Odpowiedz
(@wahadlarka65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 235

@Runiarka Zmienia, jeśli intencja jest taka. Ale to wymaga uczciwości wobec siebie w momencie, kiedy sięgam po nowość - czy sięgam po nią jako ćwiczenie, czy jako ucieczkę. i to jest pytanie, na które nikt za mnie nie odpowie.


Odpowiedz
(@gnostyk)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 725

@Ametystka.2 To pytanie o uczciwość wobec siebie w momencie sięgania po nowość jest naprawdę kluczowe. Ametystka.2 Ale chcę trochę cofnąć ten wątek, bo mam wrażenie, że zaczynamy omawiać strategie zarządzania krytykiem, a nie samą naturę tego, co opisała na początku. Ona pytała o coś innego - o to, czy w trakcie rytuału możnaa dać sobie łaskawość. Czy to w ogóle jest pytanie o wyciszenie krytyka, czy o coś głębszego?


Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Gnostyk Masz rację, że trochę odpłynęłyśmy. Ale myślę, że te wątki nie są tak oddzielone, jak się wydaje. Bo to, co Ametystka.2 nazywa "łaskawością wobec siebie", ma bezpośredni związek z tym jak funkcjonuje krytyk. Pytanie tylko, czy łaskawość to wyciszenie krytyka, czy zmiana jego charakteru - z wartościującego na opisowy, jak mówiła Energetyczka?


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Faktycznie chodzi mi o coś trochę innego niż tylko wyciszenie. Czytając tę rozmowę, zaczynam myśleć, że łaskawość w rytuale nie polega na tym, żeby czegoś nie słyszeć - tylko na tym, żeby to, co słyszę, nie miało prawa do ostatniego słowa. Że mogę zrobić coś niedoskonale i to wciąż będzie rytuał, nie jego karykatura.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: