Forum

Asystent AI
Rytuały dla pracoho...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla pracoholików - przywracanie równowagi

Strona 1 / 2

Wpisy: 125
Rozpoczynający temat
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

Może to brzmieć dziwnie jeśli chodzi o tej kategorii, ale temat uzależnienia od pracy i prób wyciągnięcia się z tego przez rytuały kręci mnie od jakiegoś czasu. Sam przez kilka lat pracowałem po 12-14 godzin i w pewnym momencie zorientowałem się, że nie mam żadnej granicy midęzy sobą a robottą. Żadnego momentu, który byłby mój. Zacząłem szukać czegoś, co mogłoby mi pomóc nie tyle odpoczywać, co w ogóle oddzielić jeden tryb życia od drugiego. nie terapia, nie coaching, nie aplikacja do medytacji - tylko coś, co działa na innym poziomie. Czy ktoś tu ma doświadczenie z rytuałami, które realnie zmieniły ten schemat? Chodzi mi o pracę z granicami, z rytmem, z jakimś zakotwiczeniem poza zawodowym kontekstem.


Odpowiedz
110 odpowiedzi
Wpisy: 183
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Pytanie mam od razu: co rozumiesz przez "zmianę schematu"? Bo to jest dość kluczowe. Inaczej podejdę, jeśli chodzi o sam moment przejścia - czyli sygnał dla ciała i głowy, że praca się skończyła - a inaczej, jeśli ktoś chce przepracoować głębiej, dlaczego w ogóle ta praca zajęła całą przestrzeń. no, To dwa różne poziomy i rytuały do nich są zupełnie inne.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mnie się wydaje, że największy problem z pracoholizmem jest taki, że ciało dosłownie nie czuje końca dnia. Nie ma sygnału zamknięcia. Stąd myślę, że rytuał graniczny, taki codziennie o tej samej porze, mógłby coś zmienić na poziomie fizycznym, nie tylko symbolicznym. Sama próbowałam czegoś podobnego, gdy praca zaczęła mi zaburzać sen - chodziło o zamknięcie przestrzeni. Gaszenie świeczki, mycie rąk zimną wodą, dosłowne zamknięcie laptopa i wyjście do innego pokoju w konkretnej kolejności. Brzmi banalnie, ale po jakimś czasie to naprawdę zaczęło działać jako sygnał dla układu nerwowego 😀


Odpowiedz
Wpisy: 181
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

To co pisze Bernadetka to jest dobry kierunek, ale chciałabym doprecyzować jedną rzecz: rytuał graniczny działa, ale tylko jeśli jest powtarzalny i wykonywany świadomie, a nie mechanicznie. Widziałam sporo osób, które próbowały takich rzeczy i po tygodniu robiły to na autopilocie, czyli bez żadnego efektu. Pytanie do Ciebie, Bernadetka - jak długo zajęło ci zanim to zaczęło działać jako prawdziwy sygnał, a nie tylko obowiązek do odfajkowania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Basienkaa Szczerze? Jakieś trzy tygodnie zanim poczułam różnicę. Pierwsze dni były mechaniczne, masz rację. Ale w pewnym momencie zorientowałam się, że zanim skończyłam rytuał, moje ramiona już były rozluźnione. To chyba był ten punkt przełomowy. Nie wiem, czy to warunkowanie, czy coś więcej, ale przestało mieć znaczenie, bo działało.


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Chcę tu wtrącić coś, bo ta rozmowa trochę miesza dwa różne podejścia i może to być mylące. Rytuały graniczne, o których mwi Bernadetka, to jest praca z czakrą podstawy i splotem słonecznym - przywracanie poczucia bezpieczeństwa i gruntowania, które przy chronicznym przepracowaniu są poważnie zaburzone. Natomiast głębsza praca z tym, dlaczego ktoś nie potrafi zatrzymać się, to już teren czakry serca i gardła - pytanie, czy ta praca jest substytutem czegoś, czego brakuje w relacjach albo w poczuciu wartości. Warto wiedzieć, z którym poziomem się pracuje, bo inaczej można latami klikać świeczką i nic się nie zmieni.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Florka96 A jak w praktyce diagnozuje się, który poziom jest problemem? Pytam serio, bo sam miałem etap intensywnej pracy i nie byłem w stanie ocenić, czy to jest napędzane lękiem, ambicją, czy po prostu brakiem innych bodźców. Wydaje mi się, że to ma znaczenie dla doboru praktyki.


Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Dadzbog Myślę, że jednym ze sposobów jest obserwacja, co czujesz kiedy praca jest odebrana albo przerwana - czy to ulga, panika, pustka, złość. To zwykle mówi więcej niż jakiekolwiek analizy. Panika często wskazuje na coś głębszego niż samo uzależnienie od rytmu.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wchodzę w temat, bo pracuję z ziołami i mam swój sposób na rytuał wieczornego zamykania dia. Parę razy polecałam go osobom, które przyszły z podobnym problemem co autor tego wątku. Chodzi o dosłowne okadzanie przestrzeni pracy - u mnie to kąt z biurkiem - lawendą i rozmarynem na koniec dnia. Lawenda jest oczywista, uspokajająca, ale rozmaryn mnie tu bardziej interesuje, bo historycznie był kojarzony z oczysczaniem i zamykaniem przestrzeni, nie tylko z pamięcią jak się powszechnie mówi. Po okadzeniu zamykam notes, przykrywam laptopa ściereczką - brzmi śmiesznie, ale to jest gest zakrycia, zapieczętowania - i to jest koniec pracy. Ciało to łapie po jakimś czasie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mniszek57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 148

@Werbena Ten wątek z rozmarynem mnie zatrzymał. Słyszałam o nim głównie jeśli chodzi o rytuałów pamięci i klarowności, ale jako zamknięcie dnia to ciekawe odwrócenie. Werbena Czy masz jakieś źródło do tej interpretacji , czy to jest bardziej twoja własna praktyka, którą wypracowałaś?


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Mniszek57 Trochę jedno i drugie. Natrafiłam na to u Cunninghama, który pisze o rozmaryniu jako ziole oczyszczającym przestrzeń i ochronnym, a nie tylko stymulującym. On akurat omawia to jeśli chodzi o rytuałów w domu, nie stricte zamknięcia dnia roboczego. ojej, Ale sama połączyłam te dwa elementy i u mnie ma to sens. Zresztą w tradycji śródziemnomorskiej rozmaryn był kładziony przy wejściu do domu i przy grobach - oba są progami, przejściami. To mi dało pomysł, żeby używać go na progu między pracą a resztą dnia.


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@leonek)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawy kierunek z tymi progami. Chcę tu dodać perspektywę kamieni, bo to moja działka. Przy pracy z przepracowaniem i brakiem granic dobrze sprawdza się turmalin czarny i ametyst, ale nie jako ozdoba na biurku, tylko jako fizyczny obiekt, który ma przypisaną funkcję. Tzn. turmalin kładziony przy klawiaturze w godzinach pracy, a odkładany wieczorem w inne miejsce. Ten fizyczny ruch obiektu staje się częścią rytuału - zabieram kamień, odkładam, symbolizuję sobie, że zamykam pewną przestrzeń. Nie wiem, czy to litoterapia, czy warunkowanie behawioralne, ale rozróżnienie mnie tu mniej interesuje niż efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@czarna00)
Połączone: 2 lata temu

Przyznam, że czytam ten wątek z dużym zainteresowniem, bo sama mam podobny problem. Pracuję może nie 16 godzin ale jakoś tak wchodzi się w to że nawet wieczorem przewijam maile. Mam pytanie do osób które robią te rytuały wieczorne - czy wy wyznaczacie sobie konkretną godzinę kiedy to robicie, czy bardziej jak praca się skończy to wtedy? Bo u mnie problem jest też taki, że praca właściwie nie ma końca, zawsze jest coś jeszcze.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 181

@Czarna00 To jest bardzo ważne pytanie i myślę, że tu jest sedno problemu większości osób z tym uzależnieniem. Jeśli rytuał jest wykonywany "jak praca się skończy", to oddajesz decyzję o końcu dnia pracy, a nie sobie. Rytuał o stałej godzinie działa inaczej - ty kończysz, a nie czekasz aż praca pozwoli ci skończyć. To jest zmiana intencji i to jest często trudniejsze niż sam rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Muszę tu wejść z innym kątem, bo pracuję z runami i myślę, że dla kogoś, kto jest bardzo w głowie, bardzo analityczny i pracoholizm ma charakter intelektualny, samo okadzanie czy kamień może nie być wystarczające. Runy takie jak Laguz czy Berkaa mają charakter odpoczynkowy, cykliczny - Berkana wręcz jest o naturalnych rytmach, wejściu w fazę spoczynku. Galdr, czyli śpiewanie runy lub jej cicha intonacja wieczorem, angażuje ciało i głos, co dla kogoś kto pracuje tylko głową może być istotnym przełącznikiem. mam to z własnego doświadczenia - przez długi czas próbowałem wychodzić z trybu pracy przez same techniki mentalne i nic nie działało. Dopiero gdy zacząłem angażować ciało w jakiś regularny gest, coś się zaczęło zmieniać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sabcia_73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Runolog Z Berkana bym uważała, bo to jet też runa początku i nowego wzrostu, nie tylko odpoczynku. Możesz nieświadomie wzmocnić tę energię budowania i działania, zamiast wyciszenia. Ja bym raczej pomyślała o Isa, która jest zatrzymaniem, lodem, pauzą. Albo Laguz sam w sobie, ale raczej jako praca z rytmem wody, nie jako runa ogólnie.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Sabcia_73 Nie zgadzam się w kwestii Berkana. tak, ma aspekt początku, ale interpretacja zależy od intencji i kontekstu ustawienia runy. Berkana w kontekście wieczornym, z intencją wejścia w cykl odpoczynku, działa inaczej niż Berkana w intencji nowego projektu. To nie jest runa jednoaspektowa. Ale Isa to też dobry trop, przyznam. Zatrzymanie, krystalizacja - dla pracoholika który dosłownie nie może się zatrzymać, to może być interesująca praca.


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek i mam wrażenie, że wszyscy skupiają się na samym rytuale wieczornym, a pomija się kwestię rytmu tygodniowego i miesięcznego. Przy 16 godzinach dziennie problem nie jest tylko w tym, że nie ma granicy dzień-wieczór, ale że nie ma w ogóle większego cyklu. Praca w rytm księżycowy - czyli pewne działania przyporządkowane nowiu, pełni, kwadraturom - to może brzmieć bardzo astrologicznie, ale chodzi o to, żeby ciało i głowa miały punkt odniesienia szerszy niż jeden dzień. Nów jako moment planowania i odpoczynku, pełnia jako kulminacja, ostatnia kwadra jako zamykanie spraw. no dobra, jak ktoś pracuje bez przerwy, to nie ma żadnego z tych punktów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Dobrochna_88 To jest dokładnie to, co próbuję od kilku miesięcy stosować. Mam notatnik, w którym do każdej fazy księżyca przypisuję inny rodzaj zadań. i faktycznie zauważyłam, że teraz pewne rzeczy odkładam naturalnie na "ten czas" zamiast pakować wszystko w jeden dzień. Ale wróć do tematu - jak tłumaczysz to osobie, która jest czysto pragmatyczna i pracuje w korporacji? ojej Trochę ciężko powiedzieć szefowi, że nie wyślesz raportu bo nów.


Odpowiedz
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 197

@Wiciokrzew77 Nikt nie mówi szefowi nic. To jest prywatna organizacja pracy według własnego rytmu. W praktyce wygląda to tak, że w okolicach nowiu planujesz więcej czasu dla siebie i mniej obciążasz kalendarz, a w okolicach pełni - kiedy energia jest wyżej - robisz te trudne rzeczy. Szef tego nie widzi, ty masz wewnętrzny porządek. To nie jest konflikt z korporacją, tylko twój prywatny rytm wewnątrz niej.


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Chcę tu jeszcze dodać jedną rzecz, bo ta dyskusja robi się bardzo praktyczna i dobrze. Ale widzę, że brakuje rozmowy o tym, co jest PRZED rytuałem zamknięcia. Czyli moment przejścia. W tradycjach indyjskich - szczególnie w jodze krija - jest pojęcie sandhya, czyli czas świtu i zmierzchu jako przestrzeń przejściowa, która ma być traktowana inaczej niż reszta dnia. To nie jest rytuał zamknięcia pracy, to jest rytuał progu, który sam w sobie jest neutralny - nie jest ani pracą, ani odpoczynkiem. Dla pracoholika stworzenie takiej strefy buforowej między trybem pracy a trybem spoczynku może być ważniejsze niż sam rytuał wieczorny.


Odpowiedz
Wpisy: 125
Rozpoczynający temat
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

Chcę tu wejść, bo ta rozmowa o sandhya od Florki mnie zatrzymała. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym przejściu jako o oddzielnym akcie - zawsze traktowałem sam rytuał zamknięcia jako wystarczający. Ale to ma sens że zanim w ogóle zaczniesz wyciszać, musisz jakoś wyjść z trybu. Pytanie do Florki albo do kogokolwiek, kto to stosuje: jak długi powinien być ten moment przejscia? Bo mam wrażenie, że jak mam 16 godzin za sobą, to żaden krótki gest nie wystarczy 😉


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Franio.x Tutaj wchodzi kwestia którą chcę poruszyć, bo ta rozmowa robi się bardzo somatyczna - co jest dobre - ale tracimy z oczu coś ważnego. Mianowicie: rytm. Franio.x Wszyscy mówimy o wieczornych granicach, o nowiu, o tygodniowym cyklu, ale pytał o pracę 16 godzin dziennie. Przy takim schemacie problem nie jest tylko w wieczorze - to jest kwestia struktury całego dnia. Czy ktoś pracował z rytuałami które są wbudowane w środek dnia, nie tylko na początku i końcu?


Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Gabrysienka_82 Pracuję z czymś co niektórzy nazywają "kotwicami sensorycznymi" w środku dnia - to nie jest pełny rytuał, ale celowe przerwanie. Kilka minut z kamieniem, skupienie na oddechu, konkretny zapach który jest zarezerwowany tylko na te przerwy. Chodzi o to, żeby układ nerwowy miał punkt orientacyjny że "jesteśmy teraz tu, nie w pracy". Ale żeby to działało, ten kamień czy zapach naprawdę musi być używany tylko wtedy - nie możesz palić tej samej kadzidełki co przy biurku.


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Nie chodzi o długość, tylko o jakość tego momentu. Sandhya w tradycji jogi trwa tyle, ile trwa zmiana światła - dosłownie kilka minut. Ale jest wykonywana z pełną uwagą na to, że jeden stan się kończy i zaczyna drugi. Przy 16 godzinach problem jest taki, że twój układ nerwowy prawdopodobnie nie odróżnia już pory dnia od siebie - wszystko zlewa się w jeden ciąg bodźców. I wtedy nawet godzinny rytuał nie pomaga, bo ciało jest wciąż w trybie gotowości. Mam pytanie do ciebie: czy masz w ciągu dnia jakikolwiek moment, który jest wyraźnie inny? Coś, co nie jest pracą ani odpoczynkiem, tylko czymś trzecim?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Florka96 To pytanie o ten "trzeci stan" to jest coś, o czym nie myślałem. Sam miałem okres kiedy pracowałem bardzo intensywnie i mój dzień składał się z pracy i prób odpoczynku które też wyglądały jak praca - słuchałem podcastów, czytałem artykuły. czy to właśnie masz na myśli z tym brakiem trzeciego stanu?


Odpowiedz
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 319

@Dadzbog Dokładnie. W ajurwedzie i w starszych tradycjach jogi jest rozróżnienie między rajas - stanem aktywności, tamas - stanem bierności, i sattva - stanem równowagi. Pracoholizm to dominacja rajasu, a tzw. odpoczynek, ktury opisujesz, to też rajas, tylko skierowany w inną stronę. Sattva to stan, który nie jest ani działaniem, ani bezczynnością. I właśnie rytuał powinien być sattviczny - nie angażować umysłu w nowe zadania, ale też nie być bierny. Spacer bez słuchawek, patrzenie na ogień, ręczna praca bez celu. Coś, co jest neutralne dla umysłu.


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Ta troistość z ajurwedy jets tu naprawdę trafnie przyłożona. Ale chcę dodać jedną rzecz, bo widzę że ta rozmowa zaczyna robić się dość koncepcyjna. W praktyce ten "trzeci stan" jest dla osoby przepracowanej najtrudniejszy do utrzymania właśnie dlatego, że umysł interpreuje go jako marnowanie czasu. eee mam pytanie do osób, które to stosują: jak sobie poradziliście z tym wewnętrznym oporem, który każe wracać do pracy zamiast siedzieć i "nic nie robić" 🙂


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Gabrysienka_82 U mnie pomogło powiązanie tego "nicnierobienia" z obserwacją fazy księżyca - dosłownie wychodzę i patrzę na niebo przez kilka minut. Umysł to zaakceptował, bo ma jakiś cel - sprawdzam, jaka faza, co to oznacza dla rytmu tygodnia. To jest jakby furtka: niby jest cel, ale sam akt patrzenia w niebo jest już czymś zupełnie innym niż praca. Ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę oszustwo - czy naprawdę wchodzę w ten trzeci stan, czy tylko robię wersję pracy, tyle że z gwiazdami?


Odpowiedz
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 181

@Wiciokrzew77 Myślę, że to jest właśnie dobry początek i nie nazwałabym tego oszustwem. przy głębokiej dysregulacji układu nerwowego nie da się przeskoczyć od rajasu do sattvy bez pomostu. To co opisujesz - obserwacja nieba z lekkim zadaniem - to jest właśnie taki pomost. Z czasem sama obserwacja staje się wystarczająca i cel odpada. Problem jest wtedy, kiedy ktoś zostaje na etapie pomostu i nigdy nie zdejmuje z siebie tego zadania. Czy masz wrażenie, że twoja obserwacja nieba robi się bardziej otwarta z czasem, czy wciąż jest głuwnie analityczna?


Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Basienkaa Szczere pytanie. Myślę, że trochę jedno i drugie zależnie od dnia. Są wieczory, kiedy po prostu stoję i nie mylśę o niczym, a są takie, gdzie od razu zaczynam przeliczać dni do nowiu. Chyba jeszcze nie mam nad tym kontroli.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@czarna00)
Połączone: 2 lata temu

no i, Chce się wtrącić bo ta rozmowa o tym trzecim stanie jest dla mnie bardzo bliska. Mam dokłanie ten problem ze srollowaniem maili wieczorem i jak czytam o tym co pisała Florka to zaczynam rozumiec dlaczego moje próby odpoczynku nic nie dają. Ale mam takie pytanie może trochę naiwne: czy ten rytuał graniczny który był opisywany wcześniej - z okadzaniem biurka - to jest właśnie próba wejścia w ten trzeci stan, czy to jest coś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Czarna00 Okadzanie biurka to dla mnie przede wszystkim sygnał dla przestrzeni i dla siebie, że ten obszar zmienia charakter. Ale czy to jest sattviczne w sensie o którym pisze Florka - nie jestem pewna. U mnie to działa razem z chwilą ciszy po okadzaniu, kiedy po prostu stoję i oddycham. Sama czynność okadzania jest dość aktywna, ale to co po niej - to chyba jest właśnie ten moment przejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@leonek)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek i mam pytanie do Gabrysieńki, bo to co napisała o oporze umysłu jest dla mnie kluczowe. przy pracy z kamieniami - konkretnie z tymi, które pomagają przy przeciążeniu systemu nerwowego - widzę podobny mechanizm. Osoba trzyma kamień, ale cały czas go analizuje zamiast po prostu być z nim. Mam wrażenie, że sam rytuał nie wystarczy, jeśli nie ma zgody na bezczynność. Skąd ta zgoda ma przyjść - z praktyki, z decyzji, z czegoś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Leonek Myślę, że ta zgoda nie przychodzi z decyzji, bo decyzja to znowu rajas. To przychodzi przez zmęczenie oporem - w pewnym momencie ciało i umysł po prostu przestają walczyć z bezczynością, bo kosztuje ich to za dużo energii. Problem polega na tym, że u osób z długotrwałym przepracowaniem ten moment może nigdy nie nastąpić naturalnie, bo cały czas dostarczają sobie nowych bodźców zanimm zdążą dobić do dna oporu. Rytuał może być właśnie tym, co skraca tę drogę - bo daje umysłowi coś konkretnego do "zrobienia", a jednocześnie samo działanie jest neutralne. Ale to moja obserwacja z pracy z innymi, nie mam na to żadnego twardego potwierdzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@anielcia69)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w ten wątek, bo czytam od początku i mam wrażenie że czegoś brakuje. Wszyscy mówicie o wieczorze, o granicy koniec-dnia, ale Dobrochna pisała wcześniej o rytmie tygodniowym i miesięcznym i ta wątpliwość trochę zginęła. Przy 16 godzinach dziennie samo zamknięcie dnia to jest plaster na coś głębszego. Czy ktoś myślał o rytuale raz w tygodniu albo raz w miesiącu, który jest wyraźnie innego rodzaju niż codzienne zamknięcie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 197

@Anielcia69 Właśnie o to mi chodziło i cieszę się, że ktoś to wyłapał. Ja mam coś takiego raz w miesiącu przy nowiu - nie tylko planuję mniej w kalendarzu, ale robię coś co umownie nazywam "przeglądem". Siadam z notatnikiem, świecą i przechodzę przez to, co minęłło. Nie jako lista zadań do odhaczenia, tylko jako obserwacja - co było wyczerpujące, co dawało energię, gdzie były granice których nie utrzymałam. to nie jest medytacja, ale też nie jest planowanie. ojej no Bliżej mi to do dawnych praktyk rachunku sumienia, tylko bez aspektu winy.


Odpowiedz
(@sabcia_73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Dobrochna_88 To co opisujesz bardzo przypomina mi pracę z runami w cyklu miesięcznym. Niektórzy praktycy wyciągają runę na miesiąc i traktują ją jako ramę dla całego okresu - nie jako przepowiednię, tylko jako pytanie, które mają nieść przez ten czas. Przy czymś takim jak przepracowanie może to być na przykład Nauthiz - runa konieczności i ograniczenia - która każe przez miesiąc pytać: co jest naprawdę potrzebne, a co jest nawykowe? Masz coś podobnego w swoim przeglądzie?


Odpowiedz
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 197

@Sabcia_73 Nie pracuję z runami, ale to pytanie które opisujesz - co jest potrzebne, a co nawykowe - to jest dokładnie to, co próbuję sobie zadawać. nie myślałam o tym w kategoriach runy jako ramy, ale to ciekawe podejście. Czy wyciągasz runę losowo czy wybierasz ją świadomie pod kątem tego, z czym wchodzisz w miesiąc?


Odpowiedz
(@sabcia_73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Dobrochna_88 Jedno i drugie w zależności od sytuacji. Przy nowiu często wyciągam losowo, żeby nie narzucać sobie z góry co ma być tematem - to co wyciągnę, to jest lustro, nie rozkaz. Ale czasem, jeśli wiem że wchodzę w konkretny rodzaj wyzwania, wybieram świadomie. Przy przepracowaniu świadomy wybór może mieć sens, bo osoba wie co jest problemem - nie potrzebuje lustra, potrzebuje zakotwiczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@mniszek57)
Połączone: 2 lata temu

Ta rozmowa o rytmie miesięcznym jest dla mnie bardzo bliska, bo pracuję z kamieniami i mam coś podobnego - co nów odkładam kamień, z którym pracowałam przez ostatnie tygodnie, i zostawiam go na soli morskiej przez kilka dni. to jest taki fizyczny reset. ale chcę zapytać Leonka albo Basieńkę: czy przy osobach bardzo przepracowanych kamień powinien być wybrany pod kątem konkretnej czakry, czy raczej pod kątem ogólnego uspokojenia systemu?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@leonek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 198

@Mniszek57 To zależy od tego, jak głęboko zaszło przeciążenie. Przy krótszym przepracowaniu - kilka tygodni - zwykle wystarczy praca z kamieniami gruntującymi, czakra podstawy, coś co przywraca kontakt z ciałem obsydian albo czarny turmalin. Ale przy kilku miesiącach albo latach - jak to bywa u takich osób jak autor tego wątku - często jest też mocno zaburzona czakra serca, bo długotrwałe odcinanie się od odpoczynku to też odcinanie się od własnych potrzeb emocjonalnych. Wtedy samo grntowanie nie wystarczy i warto dołożyć coś z obszaru środka - różowy kwarc, amazonit. Ale to nie jest przepis, tylko kierunek.


Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Leonek Mam podobne odczucia z pracy z czakrami. Przy przepracowaniu często jest złudzenie, że problem jest w czakrze splotu słonecznego - bo to ona kojarzy się z działaniem i pracą. Ale jak zaczynam pracować z osobą, to często okazuje się, że to czakra serca jest bardziej zablokowana - jest jakiś lęk przed byciem bez aktywności, który bardzo trudno nazwać. Praca tylko ze splotem słonecznym to trochę walenie w objaw. Czy masz to samo doświadczenie, Leonek?


Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Leonek To co mówisz o czakrze serca mnie zatrzymało. Pracuję z kilkoma osobami które mają podobny schemat i rzeczywiście - na poziomie energetycznym to wygląda jakby czakra splotu była "zarządcą", który przejął całe ciało. Ale jak pytam te osoby o relacje, o to co czują do siebie, to jest cisza albo płacz. Jak ty rozróżniasz w pracy kiedy jest sens skupić się na sercu, a kiedy to jeszcze za wcześnie i trzeba najpierw ugrundownać przez podstawę?


Odpowiedz
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 319

@Bernadetka93 Chcę tutaj coś doprecyzować, bo to jest ważne rozróżnienie. W systemie czakr problem nie jest nigdy tylko w jednej czakrze - one działają jako system. Przy przepracowaniu masz zazwyczaj przeciążoną trzecią czakrę, zablokowaną czwartą i odciętą pierwszą. Ciało dosłownie przestaje wiedzieć gdzie jest ziemia. Dlatego pytanie "od której zacząć" trochę upraszcza - to raczej kwestia tego, gdzie ciało jest teraz gotowe na kontakt. Czasem serce jest bardziej dostępne niż podstawa, bo podstawa kojarzy się z bezruchem, a to jest dla przepracowanej osoby zagrożenie.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Florka96 To co piszesz o podstawie kojarzącej się z zagrożeniem - czy to jest coś co widzisz u osób które pracowały bardzo długo intensywnie, czy też u tych gdzie przepracowanie trwa krócej? Pytam bo sam przechodziłem przez coś takiego i jak próbowałem medytacji gruntującej to miałem fizyczny opór, dosłownie chciałem wstać i coś zrobić. zastanawiam się czy to był ten mechanizm.


Odpowiedz
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 319

@Dadzbog Tak, to jest dokładnie ten mechanizm. Przy długotrwałym przeciążeniu układ nerwowy przestawia się na tryb gdzie bezruch = zagrożenie, bo przez miesiące albo lata sygnał był odwrotny - działanie = bezpieczeństwo. Gruntowanie jest wtedy odbierane przez ciało jako coś co je wyłącza z jedynego stanu który zna jako "bezpieczny". Dlatego tak wiele osób mówi że medytacjaa ich denerwuje zamiast uspokajać - ciało walczy o powrót do tego co zna.


Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Florka96 I właśnie dlatego ta mała obserwacja księżyca działa lepiej niż próba siedzenia w ciszy - mam wrażenie że dajesz układowi nerwowemu coś do roboty, ale na minimalnym poziomie aktywacji 😉 Ciało jest zajęte, ale spokojnie. Czy to ma sens z tego co opisujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@czarna00)
Połączone: 2 lata temu

no i Czytam i mam pytanie bo nie do końca rozumiem - jak to jest z tą podstawą i zagrożeniem? Czy chodzi o to że umysł interpretuje brak działania jako jakiś rodzaj niebezpieczństwa? Bo jak tak to brzmi to mam wrażenie że dokładnie to się u mnie dzieje kiedy próbuję nie robić nic przez chwilę.


Odpowiedz
Wpisy: 125
Rozpoczynający temat
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to mi chodziło i trochę zgubiliśmy ten wątek. Moje wieczory są w zasadzie przedłużeniem pracy - kończę o dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej i jedyne co robię to padam spać. Nie mam okna na żaden rytuał wieczorny, bo między pracą a snem jest dosłownie piętnaście minut. To co mnie bardziej interesuje to czy da się wbudować coś małego w ciągu dnia żeby nie czekać na wieczór którego nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@anielcia69)
Połączone: 1 rok temu

To jest inne pytanie niż to z czym zaczęłeś ten wątek i myślę że warto je potraktować osobno. Pytanie o rytm dzienny to nie jest tylko sprawa rytuału - to jest pytanie o to, czy ciało w ogóle dostaje jakikolwiek sygnał zmiany stanu w ciągu dnia. Bez tego nawet najlepszy wieczorny rytuał będzie pracował pod górę, bo system nerwowy przez 16 godzin uczył się jednego trybu.


Odpowiedz
Wpisy: 444
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

To co mówi Bernadetka o zapachach zarezerwowanych tylko na jeden rodzaj momentu jest bardo konkretne. Mam znajomą która pracuje w korporacji i jedyne co robi to wychodzi na pięć minut z kawą, wącha określone olejki i nie patrzy w telefon. Tyle. Mówi że to jedyna chwila kiedy jej głowa naprawdę się przełącza. Ale ja jestem ciekawa - czy ktoś próbował czegoś z dźwiękiem w ciągu dnia? Dzwonek, misę tybetańska, cokolwiek?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sabcia_73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Werbena Miałam taki etap że ustawiałam sobie alarm z konkretnym dźwiękiem co trzy godziny i to miało być sygnałem żeby przez chwilę nic nie robić. Problem był taki, że po jakimś czasie alarm zaczął kojarzyć mi się z pracą, bo byłam przy komputerze i odpowiadałam na maile jak dzwonił. Przegapiłam moment kiedy z sygnału zmiany stanu zamienił się w kolejny element rutyny roboczej. czy ktoś miał podobnie?


Odpowiedz
(@mniszek57)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 148

@Sabcia_73 Ja miałam odwrotny problem - alarm był dobry ale za bardzo go rytualizowłam. zaczęłam dopisywać do niego kolejne rzeczy, w efekcie przerwa trwała dwadzieścia minut i przestałam ją robić bo "nie mam tyle czasu". To chyba jest pułapka dla pracoholików - nawet z odpoczynkiem chcemy go zrobić perfekcyjnie 😉


Odpowiedz
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Mniszek57 To jest bardzo celna obserwacja i myślę że to jest jeden z głównych mechanizmów sabotażu u osób z tym wzorcem. Każde działanie które zaczynają musi być "wystarczające", musi coś dawac, musi być zrobione dobrze. Dlatego minimalistyczne rytuały często sprawdzają się lepiej nie dlatego że są prostsze, ale dlatego że trudniej je rozbudować do kolejnego projektu do zaliczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 535
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad czymś. Wszyscy mówicie o minirytuałach, przerwach, kotwicach - to wszystko brzmi praktycznie. Ale mam wrażenie że brakuje tu pytania: skąd w ogóle bierze się ten przymus działania? bo jeśli ktoś pracuje 16 godzin i nie może przestać, to nie jest problem organizacji dnia - to jest coś głębszego. czy rytuał może w ogóle dotknąć przyczyny, czy tylko zarządza objawem?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 181

@Lucjan To jest dobre pytanie, ale odpowiem pytaniem - a co jeśli praca z objawem jest ścieżką do przyczyny? Przy głębokiej dysregulacji nie da się zwykle zacząć od "a teraz przyjrzymy się dlaczego tak jest". Ciało jest w trybie przetrwania i pytania o przyczyny są luksusem którego nie ma jak przetworzyć. Rytuał który przerywa cykl, nawet małej chwilowo, daje ciału pierwsze doświadczenie że można. I z tego miejsca dopiero zaczyna się coś głębszego.


Odpowiedz
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 197

@Lucjan Chcę wrócić do tego co powiedział o przyczynie, bo to mnie nie opuszcza. Przy moim miesięcznym przeglądzie przy nowiu właśnie to jest jedna z kwestii które staram się zobaczyć - nie tylko "co robiłam" ale "co czułam kiedy nie mogłam przestać". Czasem to jest lęk przed tym co zostanie jak praca nie wypełni całego dnia. I to jest coś o czym rytuał może pomóc myśleć - nie rozwiązuje, ale stwarza przestrzeń żeby to w ogóle usłyszeć 🙁


Odpowiedz
(@dobrochna_88)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 197

@Lucjan To co napisał o przyczynie i to co odpowiedziała Basieńkaa - mam wrażenie że te dwa podejścia wcale nie muszą być sprzeczne. Miesięczny przegląd przy nowiu który robię nie jest po to żeby się rozgrzebywać, raczej żeby zobaczyć wzorzec z pewnej odległości. Ale nie zaczęłam od razu od tego. Najpierw przez kilkka miesięcy robiłam tylko te małe przerwania w ciągu dnia i dopiero kiedy coś zaczęło być inne - nawet nieznacznie - to miałam z czego wyciągnąć wnioski. Więc może sekwencja ma znaczenie, nie to czy praca z objawem czy z przyczyną.


Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Dobrochna_88 A jak długo trwało zanim poczułaś że "coś jest inne"? Pytam serio, bo mi zawsze brakuje tej informacji gdy czytam o takich procesach. Wszyscy mówią że działa, ale nikt nie mówi po jakim czasie i jak to rozpoznać że faktycznie coś się zmieniło, a nie że po prostu minął stresujący tydzień.


Odpowiedz
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 319

@Wiciokrzew77 Wróćmy na chwilę do pytania które zadałaś wcześniej o ten zapach i czas kondycjonowania. Badania nad warunkowanie sensorycznym sugerują że minimum czternaście dni codziennego stosowania to absolutne minimum żeby bodziec zaczął działać jako sygnał autonomiczny - ale to w warunkach laboratoryjnych ze stałą ekspozycją. W praktyce, przy braku regularności, może to trwać dużo dłużej albo w ogóle nie zadziałać. I tu jest haczyk - jeśli zaczynasz coś stosować i przerywasz co kilka dni, to cofasz kondycjonowanie. Niekoniecznie do zera, ale spowalniasz cały proces.


Odpowiedz
(@sabcia_73)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Florka96 No i to jest właśnie mój problem. Zawsze przerywam. hmm, ale mam pytanie - czy wiesz coś o tym czy intensywność bodźca ma znaczenie? Chodzi mi o to czy mocniejszy zapach kondycjonuje szybciej niż słabszy, czy to nie ma znaczenia?


Odpowiedz
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 376

@Sabcia_73 Z mojego doświadczenia intensywność nie jest tu kluczowa, bardziej konsekwencja momentu zastosowania. U mnie to jest pięć kropelek na nadgarstek, delikatne, i to właśnie ta subtelność pomaga - mózg musi zwrócić uwagę żeby poczuć, a samo zwracanie uwagi już jest częścią przerwania. Przy bardzo silnym zapachu to działa inaczej, bardziej jak pobudzenie niż sygnał granicy.


Odpowiedz
Wpisy: 125
Rozpoczynający temat
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

To co pisze Basieńkaa bardzo do mnie przemawia. Nie jestem w stanie teraz rozgrzebywać "dlaczego" - mam projekty, terminy zobowiązania. ale myśl że mały sygnał w ciągu dnia może być czymś więcej niż techniczną przerwą - to jest coś na co jestem gotowy. Tylko jak ten sygnał wybrać? Czy to może być dosłownie cokolwiek, byle robione intencjonalnie?


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@lucjan)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 535

@Franio.x Czytam tę dyskusję o zapachach i kondycjonowaniu i mam takie pytanie z innej beczki - czy ktoś z was sprawdzał jak to się ma do cyklu dobowego? Znaczy do chronobiologii. Bo jest taka kwestia że o różnych porach dnia węch działa inaczej poziomy kortyzolu są różne i to co działa jako sygnał o siódmej rano może zupełnie nie zadziałać o dwudziestej drugiej. Franio.x mówił że kończy pracę po dwudziestej drugiej - czy to w ogóle nie komplikuje tego całego podejścia z kotwicami sensorycznymi :/


Odpowiedz
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Lucjan trafił w punkt którego sam nie umiałem nazwać. U mnie wieczór to jest zupełnie inny stan niż poranek - jestem rozgrzany, nakręcony, często jeszcze mam w głowie jakiś problem z pracy. To nie jest moment w którym cokolwiek mnie uspokoi. I właśnie dlatego wszystkie porady o wieczornych rytuałach do mnie nie trafiają - próbowałem kadzidła, herbaty, nawet krótkiej medytacji i za każdym razem siedziałem i myślałem o projekcie który zostawiłem niedokończony.


Odpowiedz
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 181

@Franio.x To co opisuje to jest coś co w literaturze dotyczącej poliwagalnej teorii nerwowej nazywa się "sympathetic override" - układ współczulny jest tak aktywowany że żaden bodziec przywspółczulny nie jest w stanie przebić się przez to pobudzenie. Dlatego klasyczne techniki relaksacyjne przy wysokiej aktywacji nie działają - i nie chodzi o złą wolę ani o to że ktoś źle wykonuje technikę. Zanim będzie można cokolwiek "wyciszyć" trzeba najpierw rozładować część tej aktywacji, a dopiero potem może zadziałać cokolwiek uspokajającego.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Basienkaa A co rozładowuje tę aktywację jeśli nie techniki relaksacyjne? Pytam bo to brzmi jakby trzeba było zrobić coś odwrotnego do tego co intuicyjnie próbuje się robić.


Odpowiedz
(@basieńkaa)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 181

@Dadzbog Właśnie tak. Ruch fizyczny, intensywny oddech wydechowy, zimna woda na twarz albo nadgarstki - to są sygnały które układ nerwowy potrafi przetworzyć w stanie wysokiej aktywacji. Dopiero po kilku minutach takiego rozładowania można próbować czegoś spokojniejszego. Problem w tym że większość ludzi omija ten etap i siada od razu do medytacji, a potem mówią że medytacja nie działa.


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Franio.x Ja bym to porównał do losowania runy przed dniem albo wieczorem. Nie chodzi o przepowiednię - chodzi o to że przez chwilę patrzysz na symbol i pytasz siebie co on dla ciebie znaczy dzisiaj. To jest trzy minuty ale to są trzy minuty gdzie nie myślę o pracy. I to jest wystarczające żeby coś przestawić. Franio.x - czy próbowałeś kiedykolwiek czegoś takiego? Losowania, ciągnięcia karty, jakiegokolwiek elementu który wymaga od ciebie chwili refleksji?


Odpowiedz
(@franio-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 125

@Runolog Nie próbowałem kart ani run, ale to co mówisz o "trzech minutach poza pracą" - to jest coś czego mi brakuje. Dosłownie nie mam momentu kiedy myślę o czymś innym niż praca, chyba że śpię. I nawet przez sen czasem mam sny o projektach. Więc odpowiadając na twoje pytanie - nie, ale nie dlatego że odrzucam ideę, tylko dlatego że nigdy mi nie przyszło do głowy że coś tak prostego mogłoby cokolwiek zmienić.


Odpowiedz
(@dadzbog)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 529

@Franio.x Mnie bardziej interesuje to co powiedzial o snach o projektach. Bo to już nie jest tylko "za dużo pracy" - to jest sytuacja gdzie układ nerwowy dosłownie nie ma okna żeby wyłączyć tryb zadaniowy nawet podczas snu. Jakie są doświadczenia z rytuałami które działały właśnie na ten poziom - nie na wieczorny spokój tylko na jakość snu?


Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Dadzbog To jest inne pytanie niż wydaje ci się na pierwszy rzut oka. Jakość snu to jest dużo głębiej niż wieczorny spokój - to już jest kwestia tego co dzieje się w fazie REM, nie w momencie zaasypiania. Słyszałam że niektóre zioła stosowane wieczorem mogą wpływać na intensywność fazy REM - melisa, chmiel - ale czy to ma przełożenie na treść snów, tego nie wiem 😉 Czy ktoś tu testował coś takiego celowo?


Odpowiedz
(@florka96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 319

@Werbena Melisa rzeczywiście ma badania które pokazują wpływ na GABA-ergiczny układ hamowania i zmniejszenie fragmentacji snu, ale to nie jest mechanizm który "wycisza" treść marzeń sennych. Treść snów to jest coraz aktywniej badana strefa i tutaj właściwie nie ma rzetelnych danych na temat ziół. Co innego techniki przedsenne - jest trochę badań nad imagery rehearsal therapy, czyli świadomym przepracowywaniem natrętnych wątków przed snem. To jest coś innego niż zioło.


Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Franio.x Wracając do pytania bo trochę zeszliśmy - on pyta o 16 godzin i o zmianę schematu. To jest inna skala niż "mam stresującą pracę". To jest sytuacja gdzie cały dobowy rytm jest zaburzony i pytanie czy pojedynczy rytuał wieczorny jest w stanie cokolwiek zrobić jeśli cały pozostały czas jest jeden wielki blok roboczy.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@bernadetka93)
Połączone: 9 miesięcy temu

Nie dosłownie cokolwiek, bo też nie każde działanie działa jednakowo na układ nerwowy. Najlepiej jeśli angażuje zmysły inne niż wzrok, bo wzrok jest najbardziej obciążony przy pracy przy ekranie. Dotyk, zapach, dźwięk. I ważne - żeby to było coś co nie kojarzy się z żadnym obowiązkiem. Dlatego kawa przy biurku nie zadziała jako kotwica - jest zbyt spleciona z pracą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciokrzew77)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 386

@Bernadetka93 Mam pytanie praktyczne. Mówisz o zapachu zarezerwowanym tylko na ten moment - ale jak długo trzeba to stosować żeby to faktycznie zaczęło działać jako sygnał? ojej pytam bo próbowałam różnych rzeczy i zawsze po kilku tygodniach gubiłam ciągłość i musiałam zaczynać od nowa 😀


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@mniszek57)
Połączone: 2 lata temu

Zimna woda na nadgarstki - to jest coś co zaczęłam robić przez przypadek. Dosłownie myłam ręce po pracy, zimna woda i zorientowałam się po jakimś czasie że to mi robi jakąś różnicę. Nie wiedziałam dlaczego, po prostu działało. Teraz rozumiem mechanizm. Ale mam pytanie do Basieńkaa - czy sekwencja ma znaczenie? Tzn czy musi być najpierw ruch, potem zimna woda, potem dopiero coś spokojnego, czy można to robić w różnej kolejności?


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@gabrysieńka_82)
Połączone: 2 lata temu

Zatrzymajmy się na chwilę bo ta rozmowa robi się bardzo techniczna i dobrze - ale chcę zwrócić uwagę na coś innego. Mówimy o fizjologii, o układzie nerwowym, o kondycjonowaniu. To jest ważne. Ale z perspektywwy rytuału jako formy - rytuał działa nie tylko dlatego że aktywuje jakiś mechanizm biologiczny. Działa też dlatego że nadaje znaczenie. I przy przepracowaniu często ginie właśnie to - znaczenie. dzień staje się ciągiem zadań bez żadnej granicy która by mówiła "to jest ważne, a to jest czas mój". Czy ktoś myślał o tym aspekcie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@werbena)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 444

@Gabrysienka_82 Tak i to jest właśnie coś co próbuję robić z ziołami - nie chodzi o sammą substancję, chodzi o to że ten moment z roślinnymi rzeczami jest mój. To jest wyraźna granica. Mam znajomą która zaparza konkretną herbatę tylko po zamknięciu laptopa i nigdy w żadnej innej sytuacji. Sama mówi że ten zapach już robi robotę zanim zdąży poczuć herbatę - ale to działa właśnie dlatego że jest zarezerwowane.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: