Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób zm...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób zmagających się z perfekcjonizmem - jak odpuścić

Strona 1 / 2

Wpisy: 302
Rozpoczynający temat
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i szczerze nie wiem, jak to ugryźć. Chodzi mi o to, że kiedy zaczynam jakiś rytuał - nieważne czy to coś prostego przy świecy, czy dłuższa praca - to w pewnym momencie przestaję być przy intencji, a zaczynam pilnować, żeby wszystko było dokładnie tak jak powinno. Czy świeca stoi idealnie, czy słowa wypowiadam wystarczająco wyraźnie, czy oddycham w odpowiednim tempie. I to się nakręca. Skończyłam jeden rytuał z poczuciem, że nic nie zadziałało, bo w połowie się pomyliłam w słowach. Serio 🙁 Całe to skupienie poszło na kontrolowanie siebie, a nie na samą pracę. Zastanawiam się, czy ktoś miał podobnie i czy jest jakiś sposób, żeby to rozbić - nie tylko na poziomie praktyki, ale żeby umysł trochę odpuścił to pilnowanie.


Odpowiedz
112 odpowiedzi
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

To jest chyba jeden z tych tematów, o których rzadko się mówi wprost, a dotyka naprawdę wielu osób. Sama przez długi czas myślałam, że im precyzyjniej, tym lepiej - i rzeczywiście, pewien poziom skupienia jest potrzebny. Ale jest ogromna różnica między skupieniem a kontrolą. skupienie to bycie przy tym, co robisz. Kontrola to ciągłe sprawdzanie, czy robisz to dostatecznie dobrze. I to drugie zaabija intencję zupełnie skutecznie. Mam pytanie do Ciebie - czy ta obsesja na punkcie poprawności pojawia się tylko przy rytuałach, czy też w innych obszarach codziennych? Bo czasem to nie jest problem z praktyką, tylko coś, co przynoszemy do rytuału z zewnątrz.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Mistique94 Myślę, że trafiła w coś ważnego tym ostatnim zdaniem. Perfekcjonizm w rytuałach to bardzo często odbicie czegoś szerszego, nie specyficznie ezoterycznego w tradycjach szamańskich i w wielu starszych systemach magicznych celowo wprowadzano elementy chaosu właśnie po to, żeby praktykujący nie mógł się uczepić formy. Niektóre rytualy miały być robione inaczej za każdym razem - improwizowane w połowie, zmieniane w trakcie. To nie było niedbalstwo, to był mechanizm, który miał wytrącić ego z pozycji kontrolera. Jeśli nie wiesz, co będzie dalej, nie możesz tego idealnie wykonać - i to jest właśnie punkt wyjścia do prawdziwej pracy. Zastanawiam się, czy próbowałaś kiedyś czegoś w tym stylu - rytuału bez gotowego scenariusza?


Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Pustelnik To porównanie do sceny bez tekstu jest celne i myślę, że właśnie pokazuje, gdzie jest problem. Aktor bez tekstu wpada w panikę, bo boi się oceny widowni. Ale w rytuale nie ma widowni - i to jest pierwsza rzecz, którą warto sobie uświadomić. Pustelnik Druga sprawa, i tu trohę nie zgadzam się z kierunkiem, który sugeruje - improwizacja bez żadnych ram też nie jest rozwiązaniem dla kogoś, kto ma skłonność do perfekcjonizmu. Bo taka osoba będzie się stresować już samą improwizacją, że "robi ją źle". Bardziej skuteczne według mnie jest celowe wprowadzanie małych "błędów" w znane już rytuały. czyli znasz tekst, znasz formę, ale świadomie zmieniasz jeden element - i obserwujesz, co się dzieje. Nie z zewnątrz, tylko od środka.


Odpowiedz
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Edzio.ka Robiłem coś podobnego do tego, co opisuje , choć nie z założenia - po prostu kilka razy coś mi się pomyliło i zamiast przerywać, szedłem dalej. I wiecie co? nie pamiętam, żeby te rytuały były gorsze. Wręcz przeciwnie, niektóre z nich miały coś w sobie, czego brakuje tym "idealnie" wykonanym. no, nie wiem jak to nazwać. Jakby były bardziej żywe? Ale mam pytanie, bo to mnie ciekawi od dawna - skąd w ogóle wziął się ten pomysł, że rytuał musi być wykonany "poprawnie"? kto to ustalił? Bo jeśli tradycja to która i kiedy? bo wiele z tych zasad, które krążą w necie, ma góra kilkanaście lat i nie ma żadnego głębszego uzasadnienia.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Zenek.x to jest bardzo dobre pytanie i trochę mnie irytuje, że tak rzadko pada. Znaczna część "zasad" rytuałów, które można znaleźć w polskojęzycznych źródłach, pochodzi z synkretycznych poradników z lat 90. i wczesnych 2000., które same były kompilatami z angielskich książek Wicca, New Age i różnych tradycji ludowych mieszanych bez żadnego klucza. Więc ten "właściwy sposób" to bardzo często fikcja - zlepek czegoś z czegoś, skodyfikowany przez kogoś, kto też to dopiero poznawał. To nie znaczy, że forma nie ma znaczenia - ma. Ale forma służy intencji, nie odwrotnie. Jak forma staje się ważniejsza niż to, po co w ogóle przyszłaś do rytuału, to masz problem zupełnie innej natury.


Odpowiedz
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 259

@Hania_W Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że mówimy o dwoch różnych rzeczach naraz. Hania_W Bo z jednej strony jest sprawa, skąd pochodzi ta presja poprawności - i to co mówi ma sens. Ale z drugiej strony jest pytanie, jak sobie z nią poradzić tu i teraz, skoro już ją mamy. I te dwie ścieżki niekoniecznie idą razem. Można wiedzieć, że zasady są arbitralne, i nadal się nimi stresować. Mnie na przykład pomogło coś kompletnie innego niż analiza źródeł - zaczęłam robić rytuały w sytuacjach, w których obiektywnie nie mogłam kontrolować wszystkiego. Na przykład na dworze, kiedy wiało. Świeca gaśnie? No to gaśnie. I jakoś to przestawiło coś w mojej głowie.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Amulecja to jest ciekawe, to co piszesz o rytuałach na dworze. Ja miałam podobny przełom, tyle że nie był zamierzony - po prostu raz robiłam coś przy oknie i wiatr przewrócił mi kilka rzeczy ze stołu. I zamiast wszystko zatrzymać, poczułam coś w rodzaju... ulgi? Jakby ta niekontrolowana sytuacja zdjęła ze mnie odpowiedzialność za bycie idealną. i od tego czasu celowo zostawiam pewne rzeczy przypadkowi. Nie mówię o chaosie dla samego chaosu, ale o jakimś elemencie, który wymknął się spod kontroli. To jest zresztą głęboko zakorzenione w różnych tradycjach - w japońskiej estetyce wabi-sabi, w sufickiej praktyce, gdzie nieoczekiwane przerwa w rytmie traktowane jest jako wejście czegoś z zewnątrz, nie jako błąd.


Odpowiedz
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 150

@Mistique94 ten wątek z wabi-sabi to mnie zainteresował, bo kojarzę tę koncepcję z ceramiką i estetyką japońską, ale nie pomyślałam, że można ją odnieść do rytuałów. Możesz rozwinąć jak to łączysz? Bo mam wrażenie, że coś tu jest, ale nie widzę jeszcze jak przekłada się to na praktykę - czy to bardziej filozofia, która zmienia nastawienie, czy jest jakiś konkretny sposób pracy z tym?


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Mistique94 szczerze? Tak, to nie jest tylko prrzy rytuałach. Przy gotowaniu, przy pisaniu, przy sprzątaniu. Ale jakoś przy praktyce to mnie bardziej boli, bo czuję, że stawki są wyższe - jakby pomyłka miała coś zepsuć nie tylko mi, ale też samemu rytuałowi. I to jest chyba irracjonalne, ale bardzo realne. Co do pytania Pustelnika - nie, nigdy nie próbowałam czegoś bez gotowego scenariusza. Trochę mnie to przerażało. ale teraz jak o tym czytam, to rozumiem o co chodzi. Tylko jak to wygląda w praktyce? Bo "improwizuj" to dla mnie brzmi jak "wejdź na scenę bez tekstu" i od razu jest stres.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słuchajcie, jestem sceptyczna z natury, ale ta rozmowa mnie wciąga. Mam pytanie może głupie - czy wy naprawdę wierzycie, że rytuał "nie zadziała", jeśli coś pójdzie nie tak? Bo mam wrażenie, że to jest sednem sprawy. jeśli zakładamy, że jest jakaś obiektywna skuteczność, którą można zwiększyć lub zmniejszyć przez poprawność wykonania - to perfekcjonizm jest logiczną konsekwencją. oj, ale jeśli rytuał działa przez intencję i stan umysłu, to wtedy poprawność formy staje się drugorzędna, prawda? Zastanawiam się, co sami o tym myślicie - bo to chyba zmienia całą dyskusję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Drozdzia to nie jest głupie pytanie, ale jest w nim ukryte założenie, które warto odkryć. Pytasz "czy naprawdę wierzycie" - jakby wiara była zero-jedynkowa. W praktyce to rzadko tak działa większość osób, które pracują z rytuałami od dłuższego czasu, ma jednocześnie i wiarę, i wątpliwości, i pragmatyzm. Ja osobiście uważam, że rytuał działa na kilku poziomach naraz - i tak, intencja jest kluczowa, ale też kontekst, symbole ciało, oddech. To nie jest tak, że forma jest bez znaczenia. Chodzi o to, że perfekcyjne wykonanie formy przy jednoczesnym wewnętrznym rozkojarzeniu to przepis na pusty rytuał. a niedoskonały rytuał z pełnym zaangażowaniem? To jest coś zupełnie innego.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wejdę tu, bo wabi-sabi jeśli chodzi o rytuałów to coś, o czym myślałam niezależnie. Chodzi o to, że ta estetyka zakłada, że niedoskonałość i przemijanie są nieodłączną częścią rzeczywistości - i że piękno tkwi właśnie w nich, nie pomimo nich. Jak to przekładasz na pracę rytualną? Zaczynasz traktować "pomyłki" nie jako odchylenia od ideału, ale jako naturalną część procesu. Świeca, która gaśnie, nie jest błędem - jest informacją albo po prostu jest. Ale uwaga, bo tu jest pułapka: można to przemienić w kolejny perfekcjonizm, tylko tym razem estetyczny - "teraz muszę być perfekcyjnie nieperfekcyjna". I to jest śmieszne, ale serio się zdarza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Hania_W właśnie, ta pułapka którą opisujesz - to jest coś, z czego sam kiedyś zdałem sobie sprawę. zacząłem celowo "nie dbać" i w pewnym momencie zacząłem dbać o to, żeby odpowiednio nie dbać. Co jest absurdalne, ale ego jest pomysłowe. Myślę, że problem perfekcjonizmu w rytuałach to jest ostatecznie problem z relacją do wyniiku. jeśli cały czas pytasz siebie "czy dobrze?" - to znaczy, że masz jakieś wyobrażenie, co jest "dobrze" i starasz się do niego dotrzeć. a pytanie, które może być bardziej pomocne, to "co teraz czuję?" albo nawet "co się teraz dzieje?". Przesónięcie z oceniania na obserwowanie.


Odpowiedz
Wpisy: 54
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i mam jedno pytanie, bo trochę się gubię. Wy mówicie o tym, żeby przestać kontrolować, ale nie mówicie jak. Serio, jak to się robi? Bo ja rozumiem filozoficznie, że forrma nie jest najważniejsza, że intencja, że obserwacja zamiast oceny. Ale jak siadam do rytuału, to i tak w głowie mi chodzi, czy robię dobrze. Nie dlatego, że jestem głupia - po prostu tak działa mój umysł. Czy jest jakiś konkretny rytuał, ćwiczenie, cokolwiek, co pomaga przestawić ten tryb myślenia? Coś, co nie polega na "po prostu przestań się tym przejmować", bo to nie jest porada, to jest życzenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Wiedunia67 rozumiem frustrację, bo rzeczywiście rozmowa poszła w kierunku filozoficznym. Więc konkretnie: jedną z rzeczy, które faktycznie pomagają, jest rytuał oparty na działaniu fizycznym, a nie na słowach i wizualizacji. Im więcej angażujesz ciało - ruch, dźwięk, coś, co wymaga uwagi motorycznej - tym mniej masz zasobów poznawczyh na ocenianie siebie. Nie dlatego, że ciało jest "magiczniejsze", tylko dlatego, że uwaga jest podzielna i jak jest zajeta czymś fizycznym, nie grasuje po samokrytyce. Prostym przykładem może być bębnienie, śpiew, praca z piaskiem, tkanie - cokolwiek, gdzie ręce są zajęte i wynik jest widoczny na bieżąco. Nie ma przestrzeni na obsesyjne pytanie "czy dobrze", bo odpowiedź jest dosłownie przed oczami.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

A co jeśli problem jest głębszy i rytuał to tylko wierzchołek góry lodowej? pytam, bo sama mam tendencje do perfekcjonizmu i zauważyłam, że kiedy jestem w gorszym okresie - więcej stresu, mniej snu - to wszystko mi się zaostrza, łącznie z praktyką. Natomiast kiedy jestem OK, to potrafię zrobić coś bardzo niedbale i kompletnie mi to nie przeszkadza. Czy nie jest tak, że szukamy rytualnego rozwiązania na coś, co ma swoje korzenie zupełnie gdzie indziej? Nie mówię, że rytuały nie mogą pomóc - ale zastanawiam się, czy sam rytuał wystarczy, żeby przepracować głęboki wzorzec.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Celestynka75 to jest coś o czym myślę od początku tej rozmowy i nie byłam pewna, czy powiedzieć. Tak, mam terapeutę. I tak, rozmawiamy też o perfekcjonizmie w życiu codziennym. Ale pytałam o rytuały, bo to jest przestrzeń, w której chcę też coś zmienić - i myślę, że te dwa wymiary mogą się uzupełniać, niekoniecznie jeden zastępuje drugi. Terapia pomaga zrozumieć schemat. Rytuał może pomóc go przerwać na poziomie ciała i symboliki. Przynajmniej taką mam nadzieję.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Hortensja53 Właśnie to, co napisała - to mnie bardzo trafia. Bo rytuał ma coś, czego sama rozmowa terapeutyczna nie ma: angażuje symbolikę i ciało jednocześnie. Jest badaczka, Janina Fisher, która pracuje z traumą przez podejście somatyczne i tam jest koncept "okna tolerancji" - czyli przestrzeni, w której jesteś wystarczająco spokojny, żeby przetworzyć doświadczenie, ale nie tak spokojny, że nic nie czujesz. Rytuał może być sposobem na wejście w to okno - jeśli nie jest źródłem stresu sam w sobie. Dlatego pytanie o to, jak zmniejszyć stres w rytuałach, ma sens jako część szerszej pracy. Nie zamiast niej.


Odpowiedz
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Anusia67 skąd znasz Fisher? Kojarzę jej pracę głównie jeśli chodzi o traumy i dysocjacji, nie spodziewałem się, że pojawi się na tym forum 🙂 Ale masz rację, to się łączy. jest tam jeszcze jeden element - w pracy z częściami osobowości (IFS, Fisher to też stosuje) jest koncepcja, że perfekcjonizm to często "ochroniarz" - jakaś część, która próbuje nas chronić przed wstydem przez bycie bezbłędnym. no I żeby cokolwiek zmienić, trzeba najpierw zapytać tę część, czego się boi. A nie próbować ją wyciszyć siłą, bo ona wraca ze zdwojoną mocą. To ma bezpośrednie przełożenie na rytuały - jeśli wewnętrznie walczysz z perfekcjonizmem podczas pracy, nic nie wychodzi.


Odpowiedz
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Anusia67 Fisher to ciekawy trop, bo ona rzeczywiście mówi o tym, że części osobowości mają swoje cele - i perfekcjonistyczna część zwykle chroni przed czymś konkretnym, nie działa w próżni. Ale mam pytanie do ciebie: jak to przekładasz praktycznie na rytuał? Bo to mi wciąż nie jest jasne. Mówisz o angażowaniu symboliki i ciała jednocześnie - ale co robisz, kiedy ta perfekcjonistyczna część się odzywa już w trakcie?


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Nikodem no właśnie i tu nie mam gotowej odpowiedzi, bo to za każdym razem wygląda inaczej. Ale jedno co zauważyłam - jak ta część się odzywa, to najgorzej jest z nią negocjować w środku rytuału. Lepiej to zrobić zanim się zacznie. Nie mówię o długim przygotowaniu, bardziej o chwili zatrzymania się i świadomym przyznaniu: tak, ta część jest, i ma prawo być, ale teraz nie prowadzi. Jak ktoś świadomie mówi do siebie "widzę cię, ale teraz idę dalej" - to jest inne niż tłumienie.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Anusia67 Słucham i myślę sobie, że to co mówi brzmi sensownie, ale czy wy nie macie wrażenia, że to też może się stać rytuałem samym w sobie? W sensie - zaczynasz robić rytuał przygotowawczy do rytuału, żeby ten właściwy wyszedł dobrze. i koło się zamyka.


Odpowiedz
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Drozdzia i to jest narawdę trafna obserwacja. sam przez to przeszedłem. zacząłem robić "wstępne oczyszczenie", potem "uziemienie przed oczyszczeniem", potem okazało się, że pół wieczoru mi zajmuje dojście do punktu, w którym miał zacząć się właściwy rytuał. I w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że to nie jest przygotowanie - to jest prokrastynacja ubrana w szatę duchową.


Odpowiedz
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Zenek.x o matko, to jest ja. Serio, to jestem ja co do słowa. Ile warstw "przygotowania" można nałożyć? U mnie jeszcze dochodzi sprawdzanie, czy warunki są odpowiednie - księżyc, dzień tygodnia, godzina, czy mam odpowiednie świece. Jak wszystko się nie zgadza, to odkładam. I właściwie nigdy nic nie robię.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek z prokrastynacją w duchowych szatach jest naprawdę wart uwagi. Bo to jest jedna z form perfekcjonizmu, która jest szczególnie podstępna - bo każdy element osobno wydaje się uzasadniony. Księżyc w nowiu? Logiczne. Oczyszczenie przestrzeni? Oczywiście. Ale razem to jest system, który ma jedno zadanie: nie dopuścić do działania. I co ciekawe tradycje, które rzeczywiście przywiązują wagę do astrologii i timing - na przykład wedyjska astrologia - muwią o muhurcie, ale też mówią, że praktyka w złym czasie jest lepsza niż brak praktyki w ogóle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 150

@Mistique94 ten muhurta to coś, o czym chciałam zapytać, bo słyszałam to pojęcie, ale nie wiem czy dobrze rozumiem. Czy chodzi po prostu o dobieranie czasu, czy jest w tym coś więcej? I jak to się ma do tego co mówiłaś wcześniej o wabi-sabi - bo to chyba sprzeczne podejścia? Jedno mówi "czas ma znaczenie", drugie "niedoskonałość jest okej".


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Urszulka_98 to nie jest sprzeczność, tylko różne poziomy opisu. Muhurta dotyczy zewnętrznych warunków - kiedy zacząć działanie, żeby było w zgodzie z cyklem. Wabi-sabi dotyczy stosunku do samego procesu i jego wyniku. Możesz wybrać dobry czas i jednocześnie nie mieć obsesji na punkcie tego, że coś się potoczy nie po twojemu. Sprzeczność pojawia się dopiero, kiedy jedno z tych podejść zamieniasz w wymówkę - albo "czas musi być idealny", albo "nieważne nic, byle ruszyć".


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do całej dyskusji, bo trochę mnie nurtuje. Czy wy rozróżniacie między perfekcjonizmem wynikającym z lęku, a tym wynikającym z jakiegoś głębokiego szacunku do praktyki? Bo mam wrażenie, że czasem je mieszamy. Jedna osoba odpuszcza, bo naprawdę czuje, że forma nie jest najważniejsza. Druga odpuszcza, bo się poddała. I obie mogą powiedzieć to samo zdanie na forum.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Amulecja to jest bardzo dobre rozróżnienie i właściwie rzadko o tym się mówi wprost. W wielu tradycjach - zarówno w ceremonialnej magii zachodniej, jak i w bardziej wschodnim podejściu - jest pojęcie "właściwego wysiłku". Nie hodzi o to, żeby nie dbać o formę, ale o to, żeby wysiłek służył praktyce, a nie ego. Kiedy poprawiasz ułożenie świecy, bo to ci pomaga skupić uwagę - to jest właściwy wysiłek :/ Kiedy poprawiasz ją, bo boisz się, że źle ustawiona świeca cię "zniszczy" - to już coś innego. pytanie brzmi: czemu służy ta dbałość?


Odpowiedz
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Pustelnik a jak to rozpoznać w praktyce, kiedy jesteś w środku rytuału i ta granica jest rozmyta? Bo w teorii brzmi prosto, ale kiedy siedzę i coś mi się nie podoba w ułożeniu rzeczy, nie wiem, czy to intuicja mówi "popraw", czy lęk mówi "popraw".


Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Celestynka75 to jest naprawdę trudne pytanie i nie ma na nie odpowiedzi, która zawsze działa. Ale jest jedna rzecz, kórą sam stosowałem ze skutkiem - sprawdzasz, co czujesz w ciele w momencie tego impulsu do poprawiania. Lęk ma zazwyczaj charakterystyczne napięcie: szczęka, ramiona, sploty w żołądku. Intuicja rzadko kiedy tak smakuje. To nie jest reguła bez wyjątków ale wiele osób, które pracują somatycznie, mowi podobnie. Ciało trochę inaczej reaguje na "widzę, że coś wymaga korekty" niż na "boję się, że będzie źle".


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Edzio.ka Czytam ten wątek i myślę o sobie. Mój lęk przy rytuałach właśnie tak się objawia - to jest napięcie w klatce, nie myśl. Zanim zdążę pomyśleć "to jest złe", już reaguję ciałem. I wtedy zaczynam poprawiać, ustawiać, sprawdzać. Edzio.ka To co opisuje ma sens, ale wymaga, żebym w ogóle zdążyła zauważyć to napięcie zanim zacznę działać. A to jest bardzo krótka chwila.


Odpowiedz
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Hortensja53 No i tu jest chyba clue całej sprawy, bo to co mówi - ta "krótka chwila" - to jest właśnie ten moment, który można trenować. Nie w trakcie rytuału, tylko poza nim. Ja zacząłem to robić zupełnie nieintencjonalnie przez medytację Vipaassany, gdzie właśnie cwiczysz obserwację impulsów zanim zamienią się w działanie. I potem, przy rytuałach, miałem więcej tej przestrzeni. Ale nie wiem, czy to dla każdego jest dostępne.


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@betelgeza58)
Połączone: 2 lata temu

Może głupio pytam, ale co to jest Vipassana? Słyszałam tę nazwę, ale nie wiem co to dokładnie. I czy to trzeba gdzieś robić, czy można samemu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 259

@Betelgeza58 Vipassana to technika medytacyjna wywodząca się z buddyzmu theravady, gdzie skupiasz się na obserwacji doznań fizycznych - bez oceniania, bez reagowania. Klasycznie robi się to na dziesięciodniowych odosobnieniach w ciszy, ale są też skrócone wersje. Samemu można zacząć od nagrań S.N. Goenki, które są dostępne bezpłatnie. Ale wracając do tematu - to co powiedział Zenek.x o "przestrzeni przed impulsem" jest naprawdę kluczowe, bo perfekcjonizm w rytuałach żyje właśnie z braku tej przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 111
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Skoro mówimy o technikach - bo to w końcu wątek o rytuałach - chciałem dorzucić coś z zupełnie innej strony. W pracy z runami czasem celowo wprowadza się element losowości do rytuału. Nie jako główny element, ale jako świadomy wstrząs dla umysłu, który chce kontrolować. Na przykład losuje się runę na początku praktyki i ta runa wyznacza "ton" rytułau, bez możliwości zmiany. To trochę wymusza oddanie kontroli, bo nie masz wpływu na to, co wyciągnęłaś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@glifia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Nikodem o, to jest coś, o czym myślałam, ale nigdy nie widziałam opisanego wprost. o matko, jak to wygląda w praktyce? Bo runy mają bardzo różne energie - co jeśli wyciągniesz coś, co kompletnie nie pasuje do tego, co chciałaś robić? Odpuszczasz ten rytuał, czy idziesz z tym?


Odpowiedz
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Glifia zazwyczaj idę z tym. i właśnie w tym tkwi sens. Runa, która "nie pasuje", zmusza mnie do myślenia, dlaczego wyciągnęłam akurat tę, i co to mówi o tym, czego naprawdę potrzebuję. To jest trochę jak tarot - karta, która cię irytuje, często mówi więcej niż ta, którą chciałaś dostać. Poza tym perfekcjonistyczna część mnie chciałaby powiedzieć "to nie ten czas, to nie ta energia", więc właśnie ten opór jest informacją.


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Nikodem To co mówi o losowaniu runy - to mnie bardzo uderza, bo to jest konkretna technika wprowadzenia nieprzewidywalności do struktury. I właśnie tego mi brakuje. Moje rytuały są za bardzo zaplanowane za bardzo moje. Nie ma w nich żadnego elementu, który mnie zaskakuje. A jeśli perfekcjonizm to próba kontrolowania wszystkiego - to może właśnie chodzi o to, żeby świadomie wbudować coś, czego nie kontroluję?


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@glifia)
Połączone: 1 rok temu

a jak wygląda u ciebie ta zaplanowana struktura? Bo mam wrażenie, że jest różnica między rytuałem, który ma stały szkielet, a rytuałem, który jest tak usztywniony, że nie ma w nim żadnego oddechu. Losowanie runy to jeden sposób na wprowadzenie tego oddechu, ale pewnie nie jedyny.


Odpowiedz
Wpisy: 266
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie to mnie zastanawia w tym całym wątku - czy my szukamy technik, które "naprawią" rytuał, czy czegoś głębszego? Bo można losować runy, można robić wabi-sabi, można ćwiczyć Vipassanę, ale jeśli podstawowy mechanizm lękowy nie zostanie jakoś dotknięty, to za rok będziemy losować runy perfekcyjnie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Edzio.ka to jest dokładnie to, co chciałam powiedzieć, tylko nie umiałam tego tak zwięźle ująć. jest takie pojęcie w terapii akceptacji i zaangażowania - defuzja poznawcza. Polega na tym, że nie walczysz z myślą "to musi być idealne", tylko uczysz się patrzeć na nią jak na dźwięk, nie jak na rozkaz. I to jest coś, co można ćwiczyć poza rytuałem, a potem wnosić do niego :/


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Mistique94 defuzja poznawcza brzmi jak coś z psychoterapii, nie z ezoteryki 😉 Nie mówię, że to złe, ale czy to nie jest trochę inne sposób do innego problemu? Rytuał ma przecież wymiar duchowy, a to co opisujesz to brzmi jak praca z umysłem, nie z czymś większym.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Drozdzia ale czy to musi być rozdzielone? Shimano Roshi, jeden z nauczycieli zen w tradycji Soto, mówił wprost, że praktyka siedząca i praca z umysłem to nie są dwie różne rzeczy. Rytuał bez pracy z tym, co siedzi w głowie, to w pewnym sensie puste odgrywanie scen.


Odpowiedz
Wpisy: 829
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Czytam to i myślę, że gdzieś zgubiło się coś ważnego. Perfekcjonizm w rytuałach nie bierze się znikąd - często bierze się z przekonania, że jesli coś pójdzie nie tak, to rytuał "nie zadziała". I to jest głębszy problem niż technika. Skąd w ogóle to przekonanie pochodzi? Ktoś was uczył, że rytuał ma ścisłe wymagania, czy to coś, co sami sobie nałożyliście z lęku?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Halny77 w moim przypadku to była literatura. Przez lata czytałem opisy rytuałów, które były zapisane z bardzo dużą precyzją - konkretne godziny, konkretne materiały, konkretne słowa ehh i mój mózg to potraktował jako instrukcję, nie jako jeden z możliwych sposobów. Dopiero później zrozumiałem że te opisy często powstawały post factum, jako dokumentacja tego co ktoś robił, a nie jako przepis.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Zenek.x to jest bardzo istotna obserwacja i rzadko ktoś o tym mówi. Większość tekstów rytualnych, które krążą w sieci albo w książkach, to jest zapis praktyki konkretnej osoby w konkretnym momencie. Nie ma żadnego kosmicznego powodu, żeby świeca musiała być akurat niebieska.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

No ale jednak są tradycje, w których kolor, czas, materiał mają znaczenie symboliczne i to nie jest przypadkowe. Nie chciałabym, żebyśmy wylali dziecko z kąpielą. Forma rytuału coś niesie - pytanie tylko, czy forma służy treści, czy treść zaczyna służyć formie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Anusia67 i tu jest chyba sedno. W tradycji hermetycznej mówi się o "correspondences" - odpowiedniościach między barwami, planetami, żywiołami. to nie jest arbitralne, ma swoje uzasadnienie w systemie. Ale system jest mapą, nie terytorium. Jeśli nie mam niebieskiej świecy, a zielona jest tu z sensem dla mnie, to zielona może być równie dobra albo lepsza. perfekcjonizm polega na myleniu mapy z terytorium.


Odpowiedz
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Pustelnik a jak ktoś nie zna systemu na tyle, żeby wiedzieć co można zastąpić czym? Bo mam wrażenie, że ta elastyczność, o której mówisz, wymaga jednak dużego zasobu wiedzy w tle. Dla kogoś, kto zna correspondences, zmiana świecy to świadoma decyzja. Dla kogoś, kto ich nie zna, to może być po prostu bałagan.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to chodzi - czy perfekcjonizm nie chroni nas czasem przed tym poczuciem, że robimy bałagan? ehh, Może dlatego tak trudno go puścić, bo po drugiej stronie nie czeka "spokój" tylko "może robię to źle i nawet nie wiem".


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Amulecja ojej, to zdanie mnie trafiło. Serio. Ja właśnie tak to czuję - jak odpuszczę kontrolę, to zostaje niepewność bez dna. Przynajmniej kiedy sprawdzam wszystko po trzy razy, mam złudzenie, że wiem co robię.


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Amulecja To co mówi - "bałagan zamiast spokoju" - to jest chyba najbardziej szczere ujęcie tego, z czym się zmagam. Przyszłam tu z pytaniem o rytuały, a dochodzimy do tego, że problem nie jest w rytuałach tylko w tym, czego się boję po drugiej stronie odpuszczenia. I nie wiem, czy jest jakiś rytuał, który to przeprowadzi. Może trzeba po prostu wejść w ten bałagan i zobaczyć, że nie zabija.


Odpowiedz
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Hortensja53 Wracając do wątku z runami, bo mówiła, że jej rytuały są "za bardzo jej" - miałem przez jakiś czas praktykę, gdzie przed każdym rytuałem losowałem runę i kładłem ją na ołtarzu jako "świadka". Nie zmieniałem pod nią planu, po prostu miała być obecna. I to zmieniło atmosferę całości - nagle był jakiś element, którego nie kontrolowałem, i rytuał przestał być wyłącznie moim monologiem :/


Odpowiedz
(@glifia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Nikodem to jest bardzo konkretna technika i mi się podoba ta idea "świadka". Mam pytanie - czy kiedyś wyszła runa, która zupełnie zmieniła twój stosunek do tego, co miałeś robić? nie żeby to była reguła, ale ciekawi mnie, czy to miało jakiś praktyczny wpływ na przebieg.


Odpowiedz
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Glifia raz wyszła Hagalaz przed rytuałem, ktury miaał być bardzo spokojny, o stabilizacji. I zamiast ją zignorować, zatrzymałem się i zapytałem siebie - co tu wymaga rozbicia, żeby mogło być stabilne? To był jeden z lepszych rytuałów, jakie pamiętam, bo dotknął czegoś, o czym nie wiedziałem, że jest.


Odpowiedz
Wpisy: 90
(@betelgeza58)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z czymś bocznym, ale to co napisała Hortensja53 - "wejść w bałagan i zobaczyć że nie zabija" - to mnie uderzyło. Czy to jest właśnie ta Vipassana o której mówił Zenek.x? Że siadasz z tym co masz i nie próbujesz tego naprawiać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Betelgeza58 mniej więcej tak. Ale Vipassana nie mówi "bałagan jest okej" tylko uczy nie reagować automatycznie na dyskomfort. Siedzisz z napięciem, nie uciekasz w poprawianie. z czasem napięcie traci moc wymuszania działania. To nie jest jedno i to samo co akceptacja bałaganu - to jest rozluźnienie przymusu kontrolowania.


Odpowiedz
Wpisy: 150
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę o runach i świadkach i myślę - czy coś podobnego można zrobić bez run, jeśli ktoś ich nie praktykuje? Bo rozumiem ideę nieprzewidywalnego elementu, ale runy to osobny system, którego nie znam 😀 Czy jest jakiś odpowiednik, który działa bez wchodzenia w nową tradycję?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nikodem)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 111

@Urszulka_98 myślę, że najprościej to jakikolwiek element, który wprowadzasz losowo i którego nie kontrolujesz. Mnie runy akurat odpowiadają, bo mam z nimi praktykę i wiem mniej więcej co czytam. Ale ktoś, kto ich nie zna, mógłby równie dobrze otworzyć książkę na przypadkowej stronie i zobaczyć co pierwsze zdanie mówi. Albo wyjść na chwilę, zanim zacznie i poczekać na pierwszy dźwięk z zewnątrz - ptak, samochód, czyiś głos - i zapytać siebie, jak to się ma do tego, co zaraz zrobi. Nie chodzi o system, chodzi o wyłamanie z automatycznego "wiem jak to zrobię".


Odpowiedz
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 150

@Nikodem a to ciekawe z tym dźwiękiem. eee, To jest coś, co można zrobić bez żadnego przygotowania. Ale mam pytanie - czy ty to traktujesz jako omen, czy jako coś w rodzaju lustra do własnych myśli? Bo rozumiem to inaczej: że jeśli słyszę na przykład psa szczekającego w kółko, to nie odczytuję tego jako znak, tylko po prostu zatrzymuję się i pytam siebie, co ta irytacja mi mówi o tym, jak podchodzę do rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@glifia)
Połączone: 1 rok temu

Ten wątek z dźwiękami mnie złapał, bo sama kiedyś eksperymentowałam z czymś podobnym, choć inaczej. Przed rytuałem siadałam na chwilę z zamkniętymi oczami i po prostu słuchałam. Nie szukałam znaku, nie interpretowałam. Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że już samo to siedzenie zmienia stan, w jakim wchodzę w praktykę. Mniej spinająca kontrola, bardziej ciekawość. I perfekcjonizm trochę miękł, bo byłam już nieco gdzie indziej zanim zaczęłam.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 259

@Glifia to co opisujesz brzmi jak rodzaj progu - moment, który zamiast "teraz zaczynam i muszę wszystko zrobić dobrze" mówi "teraz wchodzę w inny czas". Czy myślisz, że taki próg w ogóle pomaga tym, którzy mają problem z perfekcjonizmem, czy może paradoksalnie tworzy kolejny element, który trzeba wykonać poprawnie?


Odpowiedz
(@glifia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 225

@Amulecja szczere pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi. Chyba zależy od osoby. U mnie to nie stało się rytuaem samym w sobie, bo celowo nie robiłam z tego czegoś ustalonego - raz siedziałam minutę, raz pięć, raz tylko trzy oddechy. Właśnie dlatego że nie ustawiałam sobie warunków, nie mogłam ich nie spełnić. Ale rozumiem, że ktoś inny mógłby z tego zrobić kolejny punkt listy do odhaczenia.


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Glifia To co mówi o "wejściu w inny czas" - to jest coś, czego mi brakowało i nawet nie umiałam tego nazwać. moje rytuały zaczynały się i kończyły, ale nie miały czegoś, co je oddzielało od reszty dnia. I może właśnie dlatego łapałam się na tym, że przez cały czas sprawdzałam czy jeszcze trwa, czy już skończyłam, czy coś zrobiłam za krótko. Nie było granicy, więc nie mogłam poczuć, że jestem "w środku".


Odpowiedz
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Hortensja53, to mnie uderzyło. Ja mam dokładnie ten sam problem - robię rytuał, ale jednocześnie jestem gdzieś obok i obserwuję siebie czy robię to dobrze. Jak jakiś wewnętrzny egzaminator siedzi z arkuszem ocen. I to chyba właśnie rozbija tę granicę, o której piszesz - bo nigdy nie jestem w pełni "w środku", zawsze jest ta część która patrzy z zewnątrz.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Wiedunia67 to co opisujesz to jest klasyczna metaświadomość i ona sama w sobie nie jest zła - problem pojawia się, gdy ta obserwująca część zaczyna oceniać i korygować w czasie rzeczywistym w niektorych tradycjach jest na to pojęcie "małpy umysłu" - ciągłe komentowanie własnego działania. czy próboawłaś kiedyś zrobić cokolwiek, żeby tę małpe dać czymś zajętym zanim zaczniesz? ojej no nie wyciszyć, bo to nie działa, tylko przekierować.


Odpowiedz
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Halny77 małpa umysłu - to jest dobre określenie, bo czuję to dokładnie tak. A co masz na myśli z przekierowaniem 🙂 Bo próbowałam różnych technik oddechowych przed i to chwilowo pomaga ale w trakcie rytuału i tak ta małpa wraca.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Wiedunia67 chodziło mi o to, żeby dać obserwatorowi konkretne zadanie, które jest neutralne - na przykład liczenie oddechu, albo uważne trzymanie przedmiotu i czucie jego temperatury, faktury. Coś angażującego zmysly, ale bez oceniania. To nie eliminuje metaświadomości, tylko przesuwa jej uwagę z "czy robię dobrze" na "co czuję teraz". różnica jst spora, choć na początku może tego nie widać.


Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Halny77 Czytam tę rozmowę o obserwatorze i metaświadomości i mam jedno zastrzeżenie. Halny77 To, co opisuje jako technikę, działa - ale działa jako praca z umysłem, nie jako rytuał. I myślę, że wazne jest, żeby nie mieszać tych dwóch płaszczyzn, bo jak zaczniemy traktować rytuał jako ćwiczenie uważność, to moożemy zgubić to, po co w ogóle rytuał robimy. Czy ktoś tu widzi różnicę między uspokojeniem się przed rytuałem a samym rytuałem? Bo mam wrażenie, że trochę nam się to zlewa.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Edzio.ka rozumiem, co masz na myśli, ale nie zgadzam się z takim ostrym rozgraniczeniem. Przygotowanie umysłu jest częścią praktyki w mnóstwie tradycji - nie jest oddzielne od rytuału, tylko jest jego pierwszą warstwą. Mówisz, że możemy zgubić cel rytuału, ale moim zdaniem cel rytuału dla osoby z silnym perfekcjonizmem i tak jest zaburzony bo perfekcjonizm go przykrywa. Więc może zanim dotrze do "po co", musi najpierw wyciszyć to, co jej przeszkadza w byciu tam.


Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Mistique94 no dobrze to jest argument. nie zgadzam się z tym. Ale zauważ, że jeśli każdy rytuał zaczyna się od "najpierw wycisz perfekcjonizm, potem rób rytuał", to ten perfekcjonizm nie znika - on tylko dostaje kolejny powód do istnienia. teraz ma pilnować nie tylko rytuału, ale też przygotowania do rytuału. Nie twierdzę, że praca z głową jest bez sensu, pytam czy nie wpadamy w nową pętlę.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę wymianę i mam pytanie, które pewnie zabrzmi naiwnie - ale czy ktoś z was próbował po prostu zrobić rytuał celowo niedoskonale? Nie jako ćwiczenie, nie jako technikę, tylko po prostu - świadomie opuścić jeden krok, użyć czegoś "zastępczego", zostawić świecę krzywo? I zobaczyć co się stanie - nie w sensie skutków rytuału, tylko w sensie własnej reakcji?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Celestynka75 robiłem to. Celowo robiłem rytuał w niedoskonałych warunkach - za jasno, za głośno, brudny stół. I odkryłem, że moja reakcja była ważniejsza niż sam rytuał. Siedziałem z dyskomfortem i obserwowałem, kiedy ten dyskomfort zmienia się w coś gorszego - w potrzebę przerwania, w poczucie winy, w pżekonanie, że to "się nie liczy". I to przekonanie "to się nie liczy" okazało się sednem. Cały perfekcjonizm stał na tym fundamencie.


Odpowiedz
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Zenek.x "to się nie liczy" - tak, to jest to zdanie. Ja je znam dobrze, tylko w innych kontekstach. I teraz się zastanawiam, skąd to w ogóle przyszło. Czy to jest jakieś głębsze przekonanie o tym, że tylko perfekcyjne działanie zasługuje na efekty? Jakby wszechświat sprawdzał pracę domową i odrzucał ją z powodu błędów ortograficznych.


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ten "wszechświat sprawdzający pracę domową" to świetna metafora i jednocześnie coś, z czym naprawdę warto posiedzieć. Bo to jest przekonanie, które nie bierze się z tradycji - bierze się z naszej głowy. Żadna tradycja, którą znam, nie mówi że rytuał jest nieważny, jeśli świeca nie stoi idealnie. Mówi co innego: że intencja, obecność, zaangażowanie mają znaczenie. To są zupełnie inne kryteria niż te, które sobie narzucamy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Anusia67 tu się zgadzam i chcę dodać jedno. W tradycji hermertycznej istnieje pojęcie operatora i materia operationis - coś w stylu: ten, kto pracuje, i to, z czym pracuje. I zawsze podkreślano, że operator jest ważniejszy niż materiały. Złe narzędzia z dobrym operatorem dają lepszy wynik niż doskonałe narzędzia z rozkojarzonym i lękliwym operatorem. Ten lęk przed niedoskonałością to jest akurat coś, co tradycje ezoteryczne trkatowały jako przeszkodę, nie jako pobożność.


Odpowiedz
(@betelgeza58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 90

@Pustelnik to co piszesz o operatorze - to jest trochę jak w muzyce, nie? Słyszałam kiedyś, że najlepsza gitara zagrana przez kogoś, kto się boi i spinuje, brzmi gorzej niż zwykła zagrana przez kogoś obecnego w graniu. Może to głupie porównanie, ale ten pomysł, że lęk blokuje bardziej niż niedoskonały sprzęt - to jest coś, co rozumiem intuicyjnie, nawet jeśli nie wiem nic o hermetyce.


Odpowiedz
Wpisy: 302
Rozpoczynający temat
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Czytam to wszystko i mam wrażenie, że powoli coś mi się układa. Zaczęłam ten wątek z pytaniem o rytuał, który pomoże mi się "poluzować" - a wychodzimy na to, że rytuał nie jest odpowiedzią na perfekcjonizm, tylko miejscem, gdzie perfekcjonizm wychodzi na wierzch i można go zobaczyć. To jest inne. Nie szukam przepisu, który go wyłączy, tylko może powinnam zacząć traktować każdy rytuał jako sytuację, w której go obserwuję - i przestać oczekiwać, że kiedyś go nie będzie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Hortensja53 To co napisała na końcu - że rytuał to nie odpowiedź na perfekcjonizm, tylko miejsce gdzie on wychodzi na wierzch - wydaje mi się najważniejszą obserwacją w tym wątku. i trochę odwraca perspektywę, bo wiele osób przychodzi do rytuałów właśnie po to, żeby "naprawić" jakiś wewnętrzny problem. A rytuał bardziej ujawnia niż naprawia. Przynajmniej na początku.


Odpowiedz
(@amulecja)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 259

@Mistique94 i to właściwie zmienia pytanie, które warto sobie postawić przed rytuałem. Nie "jak to zrobić dobrze", tylko "co chcę zobaczyć". Chociaż dla perfekcjonisty to drugie pytanie też może być pułapką - zaraz zacznie planować, co ma zobaczyć, żeby to też było właściwe.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę z pewnym oporem i chcę powiedzieć wprost - mam wrażenie, że za bardzo skupiamy się na perfekcjonizmie jako problemie psychologicznym, który "przeszkadza" w rytuałach. hmm, Ale może warto spojrzeć na to inaczej: może perfekcjonizm w kontekście praktyki to po prostu niezrozumienie, czym rytuał jest. Nie mechanizmem do uruchomienia, tylko przestrzenią do zamieszkania na chwilę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Hania_W a co znaczy "zamieszkać w przestrzeni rytuału"? Pytam serio, bo to ładne sformułowanie, ale nie do końca wiem jak je przełożyć na coś konkretnego. bo ja jak słyszę "bądź obecny", to mój umysł natychmiast pyta "czy jestem wystarczająco obecny" i wracamy do punktu wyjścia.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Zenek.x no właśnie i to jest dobre pytanie. Myślę, że zamieszkanie to coś innego niż obecność w rozumieniu techniki medytacyjnej. Chodzi raczej o to, że przestajesz traktować rytuał jako zadanie do wykonania, a zaczynasz być w nim jak w miejscu. Jak wchodzisz do starego kościoła, nie myślisz "czy patrzę we właściwą stronę" - po prostu wchodzisz i coś się dzieje samo.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i mam szczere pytanie - czy to nie jest po prostu problem z intencją? Bo jak ktoś wchodzi w rytuał z intencją "chcę to zrobić perfekcyjnie", to już na starcie coś jest nie tak. Rytuał jest środkiem, nie celem. Ale rozumiem, że dla perfekcjonisty to rozróżnienie może być bardzo trudne do utrzymania w praktyce.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Drozdzia to jest dobra obserwacja, ale powiem ci, że nie zawsze perfekcjonista w ogóle zdaje sobie sprawę, że wchodzi z tą intencją. Ona jest ukryta na poziomie świadomym masz "chcę przeprowadzić rytuał ochronny", a gdzieś pod spodem siedzi "i musi być zrobiony bezbłędnie". to nie jest wybór intencji, to jest głębszy wzorzec.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Edzio.ka okej, to rozumiem. Ale skoro to wzorzec głębszy, to czy jakikolwiek rytuał zewnętrzny może w ogóle na to odpowiedzieć? Czy nie jest tak, że trzeba by najpierw przepracować ten wzorzec, zanim w ogóle wejdzie się w praktykę?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Drozdzia to jest stare pytanie i różne tradycje odpowiadają na nie inaczej. W większości zachodnich szkół hermetycznych nie ma pojęcia "bycia gotowym" do praktyki - praktyka jest tym, co cię przygotowuje. Tyle że wymaga to od nauczyciela albo od samego praktykanta świadomości, że błędy są częścią procesu nie dowodem na niepowodzenie. Perfekcjonizm w praktyce bywa skutkiem braku tej świadomości.


Odpowiedz
(@betelgeza58)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 90

@Pustelnik to co mówisz o "byciu gotowym" to trochę jak z nauką chodzenia - nikt nie czeka aż będzie gotowy żeby stanąć na nogi, po prostu wstaje i upada. Może właśnie dlatego dzieci uczą się szybciej niż dorośli, bo nie mają jeszcze tej warstwy oceniającej?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Betelgeza58 to porównanie ma w sobie coś trafnego, ale jest jedna różnica. Dziecko które upada, nie interpretuje upadku jako dowodu, że nie powinno chodzić. Dorosły perfekcjonista upada i natychmiast wyciąga wniosek, że cała praktyka była błędem albo że on sam jest nieodpowiedni. to jest ten moment, który niszczy.


Odpowiedz
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Pustelnik To co pisze o interpretowaniu błędu jako dowodu nieprzydatności - to jest bardzo dokładny opis tego, co się u mnie dzieje. Zrobię coś nie tak podczas rytuału i przez kilka dni mam w głowie 'no to teraz nic nie zadziała, bo przekręciłam imię albo świeczka zgasła za wcześnie'. Jakby jeden błąd anulował całość.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Wiedunia67 i skąd to przekonanie się bierze, jak myślisz? Bo pytm, bo to nie jest przekonanie neutralne - ono sugeruje bardzo mechanistyczny obraz praktyki. Jak automat, który albo działa, albo nie. A to mnie zastanawia, bo większość tradycji magicznych jest na pewno mniej rygorystyczna w kwestii "poprawności" niż my sami sobie wyobrażamy.


Odpowiedz
(@celestynka75)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Halny77 to jest właściwie to, o czym rozmawialiśmy wcześniej z Anusią i Pustelnikiem - że przekonanie o nieważności niedoskonałego rytuału nie pochodzi z tradycji, tylko z nas samych. Ale mam dodatkowe pytanie: czy ktoś wie, skąd w ogóle wzięło się w popularnym rozumieniu magii to przekonanie, że jeden błąd wszystko niszczy? Bo gdzieś to musieliśmy przejąć.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Celestynka75 mam podejrzenie, że to jest po części dziedzictwo pewnego uproszczonego odbioru tradycji ceremonialnej - w rytuałach takich jak te z Klucza Salomona czy tradycji grimoire faktycznie przywiązywano wagę do precyzji, ale to miało konkretne uzasadnienie w ówczesnym rozumieniu mechaniki rytuału. Przeniesione bez kontekstu do praktyk eklektycznych albo nowopogańskich brzmi jak dogmat, bo straciło swój sens.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Mistique94 To co mówi o grimoire - to ważna rzecz. Tamta precyzja była związana z przekonaniem, że pracujesz z bytami, które mają bardzo konkretne oczekiwania. To był inny model relacji. Jak pracujesz z własnymi energiami albo z żywiołami w bardziej intuicyjny sposób, to ta sama logika po prostu nie ma zastosowania. Przenosimy formę bez treści.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Anusia67 dokładnie. I to jest moim zdaniem jedna z przyczyn chaosu w nowoczesnej praktyce - miksujemy podejścia, które mają zupełnie różne założenia. ktoś robi "intuicyjny rytuał z żywiołami" ale jednocześnie ma poczucie, że musi trafić w każdy krok jak w ceremonii grimoire. Te dwa światy mają inne reguły.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

A właściwie to jest ciekawe samo w sobie - że perfekcjonizm w rytuałach może być objawem właśnie tego zmieszania. Część z nas przyswoiła gdzieś przekonanie o precyzji bez wiedzy skąd pochodzi i do jakiej tradycji należy. I teraz przykładamy go do wszystkiego, co robimy. To by tłumaczyło, dlaczego tak trudno się go pozbyć - bo nie jest nasz, ale zachowuje się jak nasz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 302

@Zenek.x, to zdanie "nie jest nasz, ale zachowuje się jak nasz" trafiło mnie mocno bo jak pomyślę o tym skąd u mnie wziął się ten przymus robienia wszystkiego perfekcyjnie w rytuałach - to nie jest coś, co sama wypracowałam. To jest coś, co wchłonęłam z lektur, z forów, z komentarzy typu "uwaga bo jak zrobisz źle to odwrócisz intencję". i gdzieś to usiadło głęboko i zaczęło działać samo.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@augur92)
Połączone: 2 lata temu

właśnie - te ostrzeżenia w stylu "uważaj bo odwrócisz intencję" są wszędzie. Kiedy zaczynałem czytać o praktyce, to połowa materiałów brzmiała jak instrukcja obsługi urządzenia wysokiego napięcia. I to naturalnie buduje lęk przed błędem. Zastanawiam się, czy gdyby materiały były pisane inaczej, to czy perfekcjonizm w rytuałach w ogóle byłby tak powszechny.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@augur92)
Połączone: 2 lata temu

to co napisałaś o wchłanianiu przekonań z lektur bez świadomości skąd pochodzą - to mnie uderzyło. no i, bo teraz jak patrzę wstecz, to znaczna część mojego lękó przed błędem w praktyce ma źródło w jednej konkretnej książce, którą czytałem dawno temu. Autor pisał o "konsekwencjach niedbałości" w taaki sposób, że przez lata traktowałem każdy rytuał jak operację na otwartym sercu. I nigdy nie zapytałem siebie: czy ta konkretna tradycja, z której pochodzi ta przestroga, w ogóle ma zastosowanie do tego, co ja robię?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Augur92 i to jest bardzo konkretna obserwacja. Ale chcę dopytać - czy w momencie kiedy to zrozumiałeś, ten lęk od razu gdzieś zniknął, czy raczej wiedziałeś skąd pochodzi, a i tak działał? Bo ja miałam podobne przeżycie z pewnym fragmentem o litoterapii, gdzie autor straszył błędnym doborem kamieni. Intelektualnie wiedziałam, że to przesada, ale i tak przez jakiś czas przed każdym doborem kamienia miałam w głowie ten głos ostrzegawczy.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek z lekturami jako źródłem perfekcjonizmu jest naprawdę ważny bo te ostrzeżenia w starszych tekstach często nie były piasne dla czytelnika samodzielnego. Pisano je z myślą o uczniu w systemie, gdzie mistrz korygował na bieżąco. Wyrwane z kontekstu brzmią jak absolutne zakazy, a miały być instrukcją roboczą. Więc ten lęk przed błędem, który ludzie po dziś dzień kultywują, często pochodzi z instrukcji przeznaczonej do zupełnie innego kontekstu nauczania.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@zenek-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Mistique94 to wyjaśnia dużo, ale mam pytanie - czy istnieje jakiś sposób, żeby po przeczytaniu takiego tekstu z miejsca rozpoznać, że ostrzeżenie jest kontekstowe, a nie absolutne? Bo jak czytam coś z tradycji hermetycznej i autor pisze "nie pomijaj tego kroku", to naprawdę nie wiem, czy to jest uwaga dla ucznia w lożowym systemie, czy coś, co stosuje się do każdej formy praktyki 😀


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Zenek.x to jest jedno z trudniejszych pytań w pracy z tekstami tradycji. Krótka odpowiedź: rzadko da się to rozpoznać tylko z samego tekstu. Musiałbyś wiedzieć, dla kogo dany tekst był pierwwotnie przeznaczony i w jakim kontekście przekazywany. Grimoire'y na pzykład były często pisane w taki sposób, żeby brzmiały absolutnie, bo sama ta absolutność była częścią oddziaływania psychologicznego - budowała stan skupienia u operatora. no i, To nie znaczy że każdy krok był metafizycznie niezbędny. Znaczyło to, że autor wiedział, że skupiony umysł pracuje lepiej. I teraz ktoś czyta to kilkaset lat później i bierze dosłownie to, co miało być sposobem na koncentrację.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Pustelnik Właściwie to, o czym pisze, tłumaczy też dlaczego te ostrzeżenia tak skutecznie przyklejają się do umysłów perfekcjonistów. Bo osoba, która już ma tendencję do nadmiernej kontroli, trafia na tekst napisany w absolutystycznym tonie i odbiera go jako potwierdzenie, że jej lęki są słuszne. Nie ma tu żadnego filtra - tekst mówi to, czego ona się bała, więc tekst musi mieć rację.


Odpowiedz
(@wiedunia67)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 54

@Hania_W ale jak się z tym poradzić w praktyce? Bo dobrze brzmi "wiedz skąd pochodzi lęk", ale ja już wiem skąd pochodzi i on nadal mi przeszkadza. Mam wrażenie że sama świadomość nie wystarczy.


Odpowiedz
(@edzio-ka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 266

@Wiedunia67 dokładnie to samo u mnie. Świadomość źródła to jeden poziom, a przeprogramowanie reakcji to zupełnie inny. To trochę jak z fobiami - możesz doskonale rozumieć, że pająk jest nieszkodliwy, ale ciało i tak reaguje po swojemu. i tu właśnie myślę że rytuał może coś zrobić, czego sama analiza nie może - może wejść na ten poziom, gdzie działa automatyczna reakcja, a nie refleksja.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Edzio.ka i teraz to jest ciekawe odwrócenie tematu - rytuał nie jako coś, co perfekcjonizm sabotuje, tylko jako coś, co może ten perfekcjonizm adresować właśnie dlatego, że omija myślenie analityczne. Ale to znaczy, że rytuał musiałby być celowo zaprojektowany jako coś niedoskonałego, żeby w ogóle zadziałał w tym kierunku? ojej, Czy raczej chodzi o jkaiś inny mechanizm?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: