Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób z ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób z fobią społeczną - praktyki w samotności

Strona 1 / 2

Wpisy: 279
Rozpoczynający temat
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do osób, które praktykują same - chodzi mi o rytuały w ogóle, nie tylko te związane z konkretnym celem. Czy macie wrażenie, że robienie czegoś w pojedynkę działa inaczej niż w grupie? Pytam, bo sama zaczęłam pewne rzeczy robić bez nikogo i mam mieszane odczucia. Z jednej strony jest mi wygodniej, z drugiej cały czas mam z tyłu głowy to pyytanie, czy to ma sens bez świadka, bez kogoś, kto trzyma tę przestrzeń razem z tobą. Nie wiem, może to jest właśnie kwestia fobii społecznej jak w tytule, może zwykłe wątpliwości - ale zastanawiam się, jak to macie wy.


Odpowiedz
115 odpowiedzi
Wpisy: 176
(@arkana93)
Połączone: 2 lata temu

To jest w sumie dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam, zanim w ogóle spróbowałam czegokolwiek w cztery oczy ze sobą. Mam notatki z kilku miesięcy i jak je teraz czytam, to widzę, że na początku pisałam dokładnie to samo - czy to ma sens bez drugiej osoby. Ale z czasem zauważyłam, że samotność w rytuałach daje coś, czego w grupie nie ma, czyli pełną kontrolę nad tempem. Nikt nie spieszy, nikt nie obserwuje, nie musisz tłumaczyć swoich reakcji. Dla kogoś, kto ma problem z obecnością innych, to może być wręcz warunek konieczny, żeby w ogóle coś poczuć.


Odpowiedz
Wpisy: 173
(@jaroslaw89)
Połączone: 2 lata temu

Zgodzę się z tym, co napisała Arkana, ale chciałbym dodać pewien kontekst historyczny, bo myślę, że warto to wiedzieć. serio, większość tradycji, które znamy dziś jako grupowe czy inicjacyjne, miała też swój odpowiednik w praktyce indywidualnej. W tradycji szamańskiej na przykład - i tu mówię o kulturach syberyjskich, nie o tym, co się dziś sprzedaje na warsztatach - kandydat przez długi czas praktykował sam, w izolacji, i dopiero potem wchodził w relację z grupą. To nie była sprawa wyboru, tylko etapu. Fobia społeczna czy nie, samotna praktyka ma naprawdę długą historię.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pochwist-1)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 82

@Jaroslaw89 Ale to nie jest trochę tak, że tamte rytuały w izolacji były efektem wyboru tradycji, a nie efektem lęku? bo jeśli ktoś praktykuje sam dlatego, że boi się innych ludzi, to czy nie jest to przypadkiem blokada, a nie praktyka? Pytam, bo mam wrażenie, że to są dwie różne sytuacje - ktoś, kto wybiera samotność, i ktoś, kto po prostu nie może inaczej.


Odpowiedz
(@jaroslaw89)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Pochwist.1 To jest dobre rozróżnienie, nie zaprzeczam. Ale zastanawiam się, czy to rzeczywiście ma aż takie znaczenie dla samej skuteczności rytuału. Intencja jest inna zgoda natomiast efekt - już niekoniecznie. Znamy wiele opisów z różnych tradycji, gdzie osoby wykluczone ze wspólnoty, a nie wybierające odosobnienia z własnej woli, rozwijały bardzo głęboką praktykę właśnie dlatego, że miały tylko siebie. nie idealizuję fobii społecznej, to jasne. tylko mówię, że punkt wyjścia nie musi determinować punktu dojścia.


Odpowiedz
Wpisy: 669
(@zaklinacz)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam tę rozmowę i muszę coś powiedzieć, bo mi się tu miessza kilka pojęć naraz. Fobia społeczna to nie jest po prostu wstydliwość ani introwertyzm. To konkretna trudność, która wpływa na koncentrację, na oddech, na to, jak człowiek jest w stanie utrzymać uwagę. I teraz pytanie do osób, które praktykują z tą trudnością - czy w samotności ten probleem po prostu znika, czy tylko zmienia postać? Bo znam osoby, które bały się grupy, zostały same z praktyką, i okazało się że całą energię zaczęły wkładać w obserwowanie siebie zamiast w sam rytuał. To nie jest atak, to jest realne pytanie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Zaklinacz Dotknąłeś czegoś, o czym nie pomyślałam, kiedy pisałam pierwszy post. Bo to jest chyba moje doświadczenie - że kiedy jestem sama, owszem, nie ma stresu związanego z obecnością innych, ale pojawia się ten wewnętrzny obserwator, który ocenia każdy ruch. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Może to jest po prostu inny rodzaj trudności.


Odpowiedz
(@sylka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Leontynka To, co opisuje , brzmi dla mnie jak klasyczny efekt nadmiernej samoobserwacji, który pojawia się szczególnie u osób z lękiem społecznym nawet poza kontekstem magicznym. W medytacji ten problem jest dobrze opisany - wewnętrzny świadek może pomagać, ale może też stawać się kolejnym krytykiem. Zastanawiam się, czy praktyki oparte na powtarzalności, takie jak mantra czy sekwencje ruchów, nie byłyby lepszym wejściem niż rytuały wymagające dużej improwizacji lub skupienia na intencji, bo ta część zdaje się najtrudniejsza dla nadrefleksyjnych umysłów.


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Sylka.x Dokładnie, mantra działa właśnie dlatego, że angażuje umysł dźwiękiem i daje mu coś konkretnego do roboty zamiast błądzenia. ja bym tu dodała, że praca z czakrami w samotności jest wręcz idealna dla osób, które źle znoszą obecność innych, bo skupiasz się na ciele, nie na relacji. Wibracyjna praca z własnym centrum może naprawdę ustabilizować układ nerwowy przed rytuałem właściwym.


Odpowiedz
(@zaklinacz)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 669

@Tereska Mam wątpliwość co do tej kolejności. Jeśli ktoś jest w silnym lęku, praca z ciałem może pogłębić dyskomfort zamiast go zredukować - szczególnie jeśli nie ma żadnego przygotowania ani rozeznania w tym, co robi. To nie jest tak, że skupienie się na ciele automatycznie daje spokój. U osób z fobią lub przewlekłym stresem może być wręcz odwrotnie, bo ciało jest nosicielem tego napięcia. Skąd przekonanie, że to bezpieczny punkt startowy?


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Zaklinacz No, to zależy od człowieka. oj tam nie każdy reaguje tak samo.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@arkana93)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego, co mówił Pochwist o różnicy między wyborem samotności a przymusem - mam wrażenie, że w praktyce ta granica jest płynna. Jak długo robiłam rytuały sama dlatego, że tak mi wyszło, a kiedy zaczęłam faktycznie woleć to od kontaktu z innymi - nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, kiedy nastąpiło to przejście. I nie wiem, czy to jest ważne. Co innego mnie zastanawia: czy osoby, które pytają o rytuały w samotności, mają w ogóle jakiś rytm tych praktyk, czy to jest raczej coś, co robią od czasu do czasu?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek z uwagą i chcę wejść z czymś, czego mi tu brakuje. Dużo mówimy o tym, czy samotna praktyka ma sens, ale nie rozmawiamy o tym, co konkretnie robi rytuał dla osoby z fobią społeczną - i to niekoniecznie w znaczeniu magicznym, ale strukturalnym. Rytuał, który robisz sam regularnie, o tej samej porze, z tymi samymi elementami, uczy układ nerwowy przewidywalności. To jest coś, czego fobia społeczna zaibera - poczucie, że wiesz, co się za chwilę stanie. Samodzielna praktyka może być pod tym względem naprawdę ważna właśnie dla takich osób, nie jako substytut grupy, ale jako wlasna przestrzeń z własnym porządkiem. Mam kilka przemyśleń na temat konkretnych form, ale najpierw chciałabym wiedzieć: czy ktoś tutaj faktycznie ma tę trudność i próbował czegoś konkretnego?


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam coś w rodzaju lęku przy ludziach, nie wiem czy to fobia czy co, ale nie byłem w stanie siedzieć na żadnych warsztatach bo cały czas myślałem o tym, jak wyglądam z zewnątrz. Próbowałem raz zapalić świecę i posiedzieć w ciszy z jakąś intencją w głowie, sam w pokoju wieczorem. I to był chyba jedyny raz, kiedy cokolwiek poczułem bez natychmiastowego wycofania się z tego uczucia. Nie wiem jak to nazwać, ale było inaczej niż zwykle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Young To, co opisujesz, brzmi jak pierwszy kontakt z tym co niektóre tradycje nazywają progiem uwagi - momentem, kiedy umysł przestaje uciekać i faktycznie zostaje z tym, co robi. To nie jest mało. dla wielu osób to jest najtrudniejszy krokk i nie ma nic złego w tym, że zdarzyło się przy najprostszej możliwej formie. Świeca, cisza, intencja - to jest pełnoprawny rytuał, nie ma tu żadnych brakujących elementów. Chciałabym zapytać: czy próbowałeś to powtórzyć, czy zostało jako jednorazowe doświadczenie?


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@gustlik05)
Połączone: 2 lata temu

ojej Dobra, ale jak długo trwa zanim coś takiego zaczyna działać regularnie? Bo rozumiem, że to nie jest jednorazowe, ale mnie interesuje, czy to sprawa tygodni, miesięcy - bo nie chcę robić czegoś przez rok i nie wiedzieć, czy idę w dobrą stronę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbita-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 128

@Gustlik05 To jest pytanie, na które nikt uczciwy nie poda konkretnej liczby, bo to zależy od zbyt wielu zmiennych. Mogę natomiast powiedzieć, że jeśli szukasz jakiegoś punktu odniesienia: w tradycjach, gdzie samotna praktyka była elementem formalnej ścieżki - na przykład w niektórych nurtach ceremonialnych z kręgu Golden Dawn czy w starszych tekstach cunning folk - mówiono o minimalnych cyklach związanych z fazami księżyca, czyli czterech tygodniach jako minimalnej jednostce obserwacji. Nie dlatego, że księżyc robi cokolwiek automatycznie, tylko dlatego, że miesiąc daje dość danych, żeby zobaczyć wzorzec. Przy fobii społecznej doszedłbym jeszcze jeden czynnik: regularność jest tu ważniejsza niż intensywność.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słuchajcie, ja podchodzę do tego dość sceptycznie, ale to pytanie mnie rzeczywiście zastanawia - czy ryuał w samotności to nie jest trochę jak rozmowa z samym sobą, tylko z bardziej rozbudowaną scenografią? I pytam serio, bez złośliwości. bo jeśli tak, to dla osób z lękiem społecznym ma to sens czysto psychologiczny, bez wchodzenia w jakiekolwiek przekonania magiczne. Ale jeśli ktoś oczekuje czegoś więcej, to ciekawi mnie, co konkretnie ma się różnić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@diablik00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 131

@Benedyk82 Twoje pytanie jest w gruncie rzeczy filozoficzne i nie ma na nie jednej odpowiedzi - bo to zależy, skąd patrzysz 😉 Jeśli pytasz z pozycji czysto psychologicznej, to tak, rytuał może być rozumiany jako intencjonalna rozmowa z głębszymi warstwami własnego umysłu. tylko że wiele tradycji, z którymi pracuję od wielu lat, nie rozdziela tych dwóch poziomów - wewnętrzny i zewnętrzny traktowane są jako jedno continuum. Dla kogoś z fobią społeczną ważne jest to, że rytuał w samotności daje kontakt z tym, co możemy nazwać własnym centrum, bez interferencji cudzych oczekiwań. Czy to magia, czy psychologia - to pytanie, które każdy rozstrzyga sam.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Ja chce dodac cos praktycznego bo widzę że rozmowa jest troche teorytyczna. Jak ktoś ma problem z luźdmi to na poczatku dobrze robic cos naprawdę krotko - dosłownie 5 minut, nie wiecej. Zapalić świece, powiedziec jedno zdanie na głos co chcesz, zgasic. I tyle. Nie ma co na starcie budować czegoś co trwa godzine bo potem sie zniechęcasz jak nie dasz rady skupić. Ja tak zaczełam i po kilku tygodniach sama z siebie wydłuzałam te chwile, bo po prostu chciałam, a nie dlatego że ktoś mi kazał.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@astral)
Połączone: 1 rok temu

Czytam post Miroslawej i mam pytanie - mówisz, że 5 minut to dobry start, ale co jeśli ktoś nie jest w stanie utrzymać nawet tej minuty skupienia? Bo rozumiem zasadę krótkości, ale u mnie na początku nawet zapalenie świecy i siedzenie przez chwilę kończyło się tym, że już po 30 sekundach zaczynałem myśleć o czymś zupełnie innym. To norma czy już sygnał, że coś nie działa?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 137

@Astral A to jest chyba normalne na poczatku. Mnie tez tak bylo. myśl o czymś innym to nie znaczy że rytuał sie nie udal - to znaczy że umysł nie jest przyzwyczajony do takiej ciszy. To mija z czasem, przynajmiej u mnie tak bylo. Nie wiem czy to sie dzieje szybko, bo u każdego inaczej, ale samo rozpraszanie to nie jest powód żeby rezygnować.


Odpowiedz
(@sylka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Astral To, co opisujesz, to jest po prostu domyślny tryb pracy umysłu, który nie ma żadnego zewnętrznego bodźca. Badania nad siecią trybu domyślnego - default mode network - pokazują, że mózg w stanie spoczynku dosłownie zaczyna generować myśli o przeszłości, przyszłości, relacjach. To nie jest problem z koncentracją, to jest fizjologia. Dlatego w wielu praktykach daje się umysłowi coś konkretnego - dźwięk, ruch, oddech - żeby mu nie zostawiać pustki do zapełnienia. Nie bez powodu nawet proste wbijanie wzroku w płomień świecy ma sens jako punkt zakotwiczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 279
Rozpoczynający temat
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to jest ciekawe, co napisała Sylka - że daje się umysłowi punkt zakotwiczenia. Bo ja przez długi czas myślałam, że rozpraszanie podczas rytuału to mój błąd, że robię coś źle. A potem gdzieś przeczytałam, że w niektórych tradycjach rozproszenie jest wręcz traktowane jako część praktyki - nie walczysz z nim, tylko zauważasz i wracasz. I to diametralnie zmieniło to, jak do tego podchodzę. Przestałam się oceniać za każdą błądzącą myśl.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dobra, ale mam wrazenie, że to jest teraz bardzo mocno psychologia i uważność, a coraz mniej rytuał. Bo jeśli sednem jest to, żeby zauważać rozproszenie i wracać uwagą, to brzmi jak opis podstawowej medytacji. Gdzie w tym jest coś, co wyróżnia rytuał od zwykłego siedzenia w ciszy? Serio pytam, bo mże czegoś nie rozumiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@arkana93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Benedyk82 To jest akurat pytanie, z którym sama się zmagałam. Dla mnie granica polega na intencji i na tym, co nadaje działaniu znaczenie 🙁 Zwykłe siedzenie w ciszy jest neutralne - robisz to, żeby się uspokoić, zregenerować, cokolwiek. Rytuał ma narrację: jest cel, jest forma, jest określona kolejność działań. To nie jest tylko oddech - to oddech w kontekście czegoś. Nie twierdzę, że to zawsze wyraźna granica, bo czasem naprawdę się zaciera, ale to jest różnica, którą czuję w praktyce.


Odpowiedz
(@pochwist-1)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 82

@Arkana93 Ale co jeśli ta narracja jest czysto subiektywna i zmyślona na potrzeby danej chwili? Tzn co jeśli ktoś siedzi i zapala świecę i mówi sobie "to jest rytuał" tylko dlatego, że tak to nazywa? Czy sama etykieta zmienia coś mechanicznie? Bo mnie się zdaje, że albo to robi cokolwiek niezależnie od nazwy, albo sama nazwa nic nie daje.


Odpowiedz
Wpisy: 131
(@diablik00)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Pochwistu jest dla mnie naprawdę ciekawe, bo dotyka czegoś, o czym anthropolodzy religii pisali dużo - Victor Turner, Arnold van Gennep i ini. Rytuał odróżnia od zwykłej czynności właśnie to, że jest wyodrębniony z codzienności - ma swój próg wejścia i wyjścia. i ta granica nie jest tylko subiektywna, ona jest tworzona przez działanie: zapalasz świecę, siedzisz w konkretnym miejscu, robisz konkretną sekwencję. Mózg dosłownie inaczej przetwarza działania opakowane w powtarzalny schemat. To nie jest magia słowa "rytuał" - to jest efekt struktury. Ale rozumiem, że z zewnątrz wygląda jak semantyka.


Odpowiedz
Wpisy: 86
(@gustlik05)
Połączone: 2 lata temu

Okej, ale wróćmy do konkretów bo trochę mi się ta rozmowa rozlała. Serenity wcześniej pisała o strukturze rytuału jako o tym, co stabilizuje - i to rozumiem. Ale nadal nie wiem: co robić, żeby ten rytuał w samotności miał ten próg wejścia i wyjściaa, o którym pisze Diablik? Jakieś konkretne przykłady nie teoria.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Gustlik05 To jest rozsądne pytanie i chętnie odpiszę konkretnie próg wejścia może być naprawdę prosty: mycie rąk przed, zapalenie świecy, konkretna muzyka albo cisza, konkretne miejsce w mieszkaniu, które jest zawsze tym samym miejscem. Próg wyjścia: zgaszenie śwwiecy, dosłowne powiedzenie na głos "skończyłem", wyjście z pokoju, napicie się wody. Te elementy nie muszą być skomplikowane. Ich rola jest czysto sygnałowa - mózg dostaje informację "jesteśmy w innym trybie". Dla kogoś z fobią społeczną to ma dodatkowe znaczenie: całe to doświadczenie jest twoje, nie ma nikogo, kto ocenia, czy robisz to poprawnie. Właśnie dlatego samotna praktyka ma tutaj sens strukturalny, nie tylko emocjonalny.


Odpowiedz
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 453

@Serenity To co pisze o myciu rąk i wychodzeniu z pokoju - to jest akurat coś, czego bym się sam nie domyślił. Myślałem, że rytuał to musi być coś bardziej rozbudowanego, że jak tylko zapalę świeczkę to za mało. A tu wychodzi, że samo to wejście i wyjście jest ważniejsze niż środek. Mam rację że tak to rozumiem?


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Young Tak, masz rację, choć powiedziałabym, że środek też ma znaczenie, tylko nie musi być spektakularny. ważne, żeby w tym środku była jakaś intencja - nawet jedno słowo, jedno zdanie. To, co robisz między wejściem a wyjściem, to jest ta część, która kieruje energię. Sama forma wejścia i wyjścia to tylko rama.


Odpowiedz
(@zaklinacz)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 669

@Tereska Energia kieruje - rozumiem, co masz na myśśli, ale to jest sformułowanie, które może być mylące dla kogoś, kto zaczyna. mówimy o osobie z fobią społeczną, która pewnie ma już trudność z oceną własnych działań. Jeśli usłyszy, że "musi kierować energię" i nie poczuje żadnego efektu, to nie będzie wiedzieć, czy nie poczuła nic, bo robi coś źle, czy dlatego, że to w ogóle nie działa tak jak myślała. To jest konkretne ryzyko przeciążenia oczekiwaniami. Środek rytuału może być pusty - dosłownie sama cisza z intencją - i to też jest wystarczające.


Odpowiedz
(@jaroslaw89)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Zaklinacz To, co mówi o ryzyku przeciążenia oczekiwaniami, pojawia się w opisach praktyk inicjacyjnych nawet w tradycjach bardzo formalnych. oj, w kilku skołach sufickich nowicjusze przez pierwsze miesiące w ogóle nie byli informowani o tym, co mają "poczuć" podczas ćwiczeń - właśnie po to, żeby nie tworzyć z góry wzorca do porównania. Dopiero kiedy coś samo się pojawiało, nauczyciel to omawiał. Nie twierdzę, że to jest przepis dla każdego, ale sam pomysł - żeby nie definiować z góry, jak ma wyglądać "sukces" - wydaje mi się bardzo trafny szczególnie dla kogoś, kto i tak jest skłonny do nadmiernej samoobserwacji.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam jedno konkretne pytanie, bo nie wiem jak to z siebie nie wyrzucić. Czy jeśli podczas rytuału w samotności zacznę płakać albo wyjdzie ze mnie jakiś silny ładunek emocjonalny - to jest dobry znak czy powinnam się zatrzymać? Pytam, bo mam wrażenie, że mogłabym do czegoś takiego dojść przy większej ciszy, a nie wiem, co z tym zrobić.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sylka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Drozdzia To jest ważne pytanie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. W kontekście praktyki - silna reakcja emocjonalna podczas rytuału bywa sygnałem, że trafiłaś w coś, co było tłumione. To nie jest koniecznie zły znak, ale jeśli ktoś pracuje z lękiem społecznym, może to być też moment, kiedy coś się uruchamia bez zasobów do tego, żeby to przetrzymać. Nie powiem ci, żeby przerywać albo nie przerywać - to zależy od tego, jak czujesz się w danej chwili. Ale warto mieć świadomość, że zakończenie rytuału w środku to też jest wybór, nie porażka.


Odpowiedz
(@wieszczbita-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 128

@Drozdzia Dodam do tego, co napisała Sylka: w tradycjach, gdzie rytuały solowe były elementem ścieżki - np. w pewnych nurtach kabały albo w praktykach zen - silna reakcja emocjonalna była traktowana jako moment wymagający uwagi, ale niekoniecznie przerwania. Kluczowe było to, czy praktykujący ma wystarczający poziom zakorzenienia - czyli czy jest w stanie wrócić do oddechu, do ciała, do tu i teraz po tym wyładowaniu. Jeśli tak - można kontynuować. jeśli nie - bezpieczniej jest skończyć, wyjść z przestrzeni rytuału i dopiero potem rozpatrywać, co się wydarzyło. Nikt ci tego za ciebie nie oceni.


Odpowiedz
(@kunzyt-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Drozdzia Ja bym tu jeszcze dodała, że warto mieć przy sobie kamień uziemiający podczas takich pracy z emocjami - obsydian albo czarny turmalin. One naprawdę pomagają nie odpłynąć za daleko. szczególnie przy czakrze podstawy, bo to ona odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienie. Jak coś mocno wychodzi, to trzymasz kamień w dłnoi i to dosłownie zatrzymuje spiralę.


Odpowiedz
(@zaklinacz)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 669

@Kunzyt.ka Nie kwestionuję, że dla niektórych osób kamień jako przedmiot fizyczny spełnia funkcję zakotwiczającą - i to jest jak najbardziej realne. Ale przedstawianie tego jako powiązania z konkretną czakrą odpowiedzialną za bezpieczeństwo osoby z fobią społeczną jest zbyt daleko idącym uproszczeniem. Ktoś, kto traci kontakt z emocjami podczas intensywnej pracy, potrzebuje czegoś, co działa na poziomie ciała - oddechu, zimnej wody, fizycznego kontaktu ze stabilną powierzchnią. Kamień może być częścią tego - ale nie jako substytut, i nie z powodu przypisanej mu właściwości czakrowej.


Odpowiedz
(@gustlik05)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 86

@Zaklinacz A jak to w ogóle odróżnić? bo rozumiem, że kamień jako przedmiot fizyczny może działać zakotwiczająco - mam coś w dłoni, skupiam się na tym. Ale czy to jest wtedy rytuał, czy po prostu trzymam kamień? gdzie jest ta granica?


Odpowiedz
Wpisy: 279
Rozpoczynający temat
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to "zakończenie rytuału to też jest wybór, nie porażka" - to zdanie mi zostaje. Myślę, że to jest coś, czego bardzo brakuje w rozmowach o praktyce solo. Wszędzie czytam o tym, jak robić, co robić, kiedy robić. Nikt prawie nie mówi o tym, że można też odpuścić w połowie i to jest wpisane w praktykę, a nie dowód, że się nie nadajesz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arkana93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Leontynka To, co mówi , dotyczy czegoś szerszego - że w ogóle brakuje narracji o tym, że rytuał nie musi być zawsze "ukończony" w klasycznym sensie. Prowadziłam notatki przez kilka miesięcy i jak je porównuję, to te sesje, które urwałam w połowie, często miały więcej treści do przepracowania niż te, które skończyłam "prawidłowo". To nie jest regułka na każdy przypadek, ale dla mnie to było odkrycie.


Odpowiedz
Wpisy: 131
(@diablik00)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie Gustlika jest właściwie kluczowe i myślę, że wiele osób się na nim zatrzymuje. Kamień w dłoni bez intencji to jest kamień. Kamień w dłoni z konkretną funkcją w ramach określonej sekwencji czynności - to już jest element rytuału. Pytanie nie brzmi "czy kamień działa", tylko "co ty z nim robisz i dlaczego właśnie to".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kunzyt-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Diablik00 Ale to trochę jakbyś mówiła, że wszystko zależy od głowy. A kamienie mają swoje właściwości niezależnie od tego, czy ktoś w to wierzy czy nie. Obsydian działa ochronnie, turmalin uziemia - to jest coś, co jest opisane w każdym źródle litoterapeutycznym.


Odpowiedz
(@zaklinacz)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 669

@Kunzyt.ka Tylko że "każde źródło litoterapeutyczne" to w dużej mierze literatura popularna z ostatnich trzydziestu lat często bez żadnego oparcia w tradycji. Obsydian jako kamień ochronny pojawia się w różnych kulturach, owszem, ale głównie w kontekście odbijania złego spojrzenia albo jako lustro do wróżenia, nie jako regulator czakr 😉 To są dwie różnee rzeczy i warto je rozróżniać, szczególnie gdy rozmawiamy o osobie, która ma realny problem z lękiem.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Dobra, ale ja mam konkretne pytanie, bo trochę mi się ta rozmowa rozlewa. Jeśli jestem osobą, która nie wie, w co wierzy, ale chce spróbować - co wybrać? Kamień, świecę, dźwięk? Czy w ogóle jest jakaś hierarchia? pytam, bo czytam tu o tradycjach, czakrach, sufich, i nie wiem, od czego zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Nie ma hierarchii. To jest jeden z tych mitów, które powodują, że ludzie odkładają praktykę w nieskończoność, bo ciągle czekają, aż znajdą "to właściwe". Szczerze? Zacznij od czegokolwiek, co jest już w twoim zasięgu i do czego nie masz oporu. Świeca, miska z wodą, konkretna muzyka, otwarte okno. Kluczem jest powtarzalność, nie wybór przedmiotu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Serenity To, co mówi o powtarzalności, jest według mnie ważniejsze niż cały wybór rekwizytów razem wzięty. Ja przez długi czas kombinowałam z różnymi rzeczami i najlepszy efekt dało mi jedno: każdy raz zaczynałam i kończyłam dokładnie tak samo :/ Środek mógł się różnić. Obramowanie było stałe.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@astral)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do Leontynki, bo to jest coś, o czym sam myślałem. Co masz na myśli, że środek mógł się różnić? Tzn. improwizowałaś wewnątrz rytuału? Bo to brzmi jak coś, co by u mnie nie działało - mam tendencję do tego, żeby się gubić, jak nie mam czegoś z góry ustalonego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@leontynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 279

@Astral Tak, improwizowałam albo po prostu robiłam to, co tego dnia wydawało mi się właściwe. Czasem milczałam przez całą sesję, czasem pisałam, raz płakałam. Ale wejście i wyjście było zawsze to samo - i to dawało mi poczucie że to nadal jest ten sam rytuał, tylko inny odcinek.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@young)
Połączone: 2 lata temu

A jeśli ktoś ma problem z tym, żeby w ogóle zacząć? Tzn. o matko, wiem, że wejście i wyjście ma być stałe, rozumiem to. Ale jak to jest z tym pierwszym razem, kiedy w ogóle jeszcze nie masz obramowania, bo go nie zbudowałeś? od czego wychodziłaś na początku?


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@arkana93)
Połączone: 2 lata temu

To jest chyba jedno z pytań, które pojawia się prawie w każdej rozmowie o praktyce solo i rzadko ktoś odpowiada na nie wprost. Mnie na początku pomogło to, że wzięłam jedną konkretną czynność z codzienności, którą już robiłam regularnie - mycie twarzy wieczorem - i zaczęłam ją traktować jako granicę. Przed myciem jest świat. Po myciu jest czas na mnie. To głupie, ale działało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@benedyk82)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 186

@Arkana93 Ale to brzmi jak zwykłe stworzenie rytuału higienicznego, nie ezoterycznego. Tzn. rozumiem, że mówisz o praktycznym wejściu, ale czy to jest jeszcze w ogóle magia? serio pytam, bo nie wiem, gdzie jset granica między "mam rutynę wieczorną" a "mam rytuał".


Odpowiedz
(@wieszczbita-pl)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 128

@Benedyk82 To rozróżnienie, które starasz się zrobić, jest trochę anachroniczne, jeśli spojrzeć na to, jak rytuał był definiowany historycznie. Van Gennep w "Obrzędach przejścia" opisywał właśnie czynności codzienne - kąpiel, posiłek, próg drzwi - jako nośniki rytualne. Nie działanie jest magiczne samo z siebie, ale jego wyodrębnienie i nadanie mu znaczenia. Więc tak, mycie twarzy może być rytuałem. I nie, nie jest to sprzeczność :/


Odpowiedz
Wpisy: 82
(@pochwist-1)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, ale mam wrażenie, że idzie tu w kierunku, gdzie wszystko może być rytuałem jeśli tylko chcę żeby tak było. I wtedy pytanie o sens rytuału solo dla kogoś z fobią społeczną staje się pytaniem o to, czy w ogóle cokolwiek robi różnicę, jeśli i tak to tylko ja sam decyduję co jest rytuałem a co nie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jaroslaw89)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Pochwist.1 To jest właśnie ten moment kiedy przechodzimy od pytania "co to jest rytuał" do pytania "po co mi rytuał". I tu myślę, że odpowiedz dla kogoś z fobią społeczną jest dość konkretna: rytuał jako praktyka solo daje poczucie sprawczości i struktury w przestrzeni, gdzie nikt cię nie ocenia. Nie musisz tego uzasadniać nikomu. Robisz to, kończysz, żyjesz dalej. Nie chodzi o ontologię.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@sylka-x)
Połączone: 2 lata temu

To zdanie o sprawczości i braku oceny jest dla mnie jednym z ważniejszych w tym wątku. Fobia społeczna to między innymi ciągłe poczucie, że ktoś patrzy i ocenia. Rytual solo jest być może jednym z niewielu miejsc, gdzie tego nie ma. Nie wiem, czy to jest "magia" w tradycyjnym sensie, ale funkcja jest jak najbardziej realna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Sylka.x Właśnie to chyba było moje pierwotne pytanie, tylko nie umiałam go tak sformułować. Czy to ma sens samo ze sobą - i chyba coraz bardziej myślę, że tak. Ale mam jeszcze jedno: co jeśli zacznę i poczuję się głupio? To jest mój największy strach. Że będę siedzieć i zapalać świeczkę i myśleć "co ja w ogóle robię".


Odpowiedz
(@tereska)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 242

@Drozdzia Myślę, że uczucie "co ja robię" jest wręcz naturalne i nie powinna traktować go jako przeszkody. To jest sygnał, że wychodzisz poza strefę, w której jesteś pewna siebie. Nie musi to od razu zniknąć. U mnie minęło kilka miesięcy, zanim przestałam oceniać własną praktykę w trakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Ten strach, o którym piszesz, pojawia się prawie u każdgeo na początku i nie znika od razu. pamiętam, że przez pierwsze kilka tygodni miałem wrażenie, że gram w jakiś spektakl przed pustą widownia. dopiero jak przestałem myśleć o tym, czy "wychodzi", a zacząłem po prostu kończyć, cokolwiek się wydarzyło - wtedy to zaczęło mieć jakiś sens.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@miroslawa-pl)
Połączone: 1 rok temu

Dorzuce coś od siebie bo czytam od początku i mam wrazenie że nikt nie powiedzioał jednej ważnej rzeczy: ten dyskomfort na początku jest trochę jak mięśień który boli po pierwszym treningu. Nie oznacza że coś złego robisz. Oznacza że to jest nowe. I nie ma skrótu przez to.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: