Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób ze...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób ze zdolnościami mediumicznymi - porządkowanie daru

Strona 2 / 2

Wpisy: 147
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

Pytanie Stellarii jest ważne, bo prowadzi do czegoś konkretnego: jeśli ktoś nie wie, z czym pracuje, to nie wie, jaki rytuał ma sens. Rytuał dla osoby z nadwrażliwością sensoryczną wygląda inaczej niż rytuał dla osoby z medialnością jko osobną warstwą percepcji. Nie dlatego, że jedna jest "prawdziwsza", tylko dlatego, że mechanizm jest inny i kierunek pracy też inny. Jak wy to sami w sobie rozróżnialiście, jeśli w ogóle?


Odpowiedz
Wpisy: 223
Rozpoczynający temat
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Dla mnie rozróżnienie przyszło nie przez refleksję, tylko przez obserwację konkretnych rużnic w tym, co odbierałam. Były informacje, które nie mogły pochodzić ze zmysłów - nie z mowy ciała rozmówcy, nie z kontekstu, nie z żadnej wnioskowanej wiedzy. Po prostu coś wiedziałam i nie miałam skąd. To nie wyklucza wrażliwości sensorycznej, bo te dwie rzeczy działały jednocześnie, ale różniły się jakościowo. Nie wiem, czy da się to przetłumaczyć na instrukcję dla kogoś, kto tego jeszcze nie doświadczył.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@romek60)
Połączone: 2 lata temu

To "jakościowo inaczej" jest trudne do opisania, ale rozumiem co Mistique ma na myśli. ja miałem podobne doświadczenia z czakrą serca - to co czułem jako empatia i to co czułem jako informacja z zewnątrz miały inną fakturę inną lokalizację w ciele, inny sposób pojawiania się. Empatia narasta, jest reaktywna. Tamto drugie przychodziło gotowe, bez procesu. Nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

hmm romek mówi o "fakturze" i to jest słowo, które mi pasuje lepiej niż jakiekolwiek inne określenie. Też mam wrażenie, że doznania mają różną fakturę - jedne są miękkie i narastające, inne jakby ktoś coś połozył na stole i powiedział: masz, to jest tu. Jak zaczęłam to rozróżniać, to rytuały też się zmieniły, bo zaczęłam budować je pod konkretny typ doznania, a nie jeden ogólny. czy wy też tak to rozbijaliście, na kategorie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@henryka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 233

@Chryzoprazka_76 Nieświadomie tak świadomie zaczęłam to robić dopiero po jakimś czasie prowadzenia zapisków. Jak zobaczyłam w notatkach, że pewne doznania mają wspólny charakter i powttarzają się w podobnych kontekstach, to naturalnie zaczęłam inaczej się do nich przygotowywać. Ale to nie był plan - to wyszło z obserwacji. hmm, Ciekawi mnie, czy ty robiłaś to celowo od razu, czy też to wykluło się samo?


Odpowiedz
Wpisy: 616
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wchodzę bo ten wątek o kategoryzowaniu doznań i dostosowywaniu rytualów do ich rodzaju jest czymś, o czym nigdzie wcześniej nie czytałam tak wprost. Zazwyczaj rytuały przedstawia się jako jedno podejście do wszystkiego. A tutaj rozmawiacie o czymś, co jest dużo bardziej precyzyjne. Mam pytanie do Mistique i Ksawery - czy w miarę jak te kategorie się u was budowały, rytuały się upraszczały czy komplikowały? Bo intuicja mi mówi, że upraszczały, ale nie jestem pewna.


Odpowiedz
Wpisy: 616
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Apolonia napisała o tym, że rytuały są zazwyczaj przedstawiane jako jedno podejście do wszystkiego, bardzo mnie zatrzymało. Bo to jest chyba największy problem z tym, co krąży w sieci na ten temat. Masz naturalne doznania, szukasz jak z nimi pracować, i wszędzie trafiasz na te same zestawy kroków do wykonania. Tymczasem tutaj przez te kilkadziesiąt postów wyszło coś innego - że najpierw trzeba zrozumieć rodzaj doznania, zanim się w ogóle dobierze jakikolwiek rytuał. Czy ktoś tu kiedyś próbował tego systematycznie? Znaczy - nie jednego rytuału, tylko kilku różnych i porównywania co się dzieje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Apolonia.x Próbowałam i to był długi, nie zawsze przyjemny proces. Problem z porównywaniem jest taki, że wyniki są odrębne dla każdej osoby i trudno powiedzieć: ten rytuał zadziałał lepiej, bo sam w sobie jest lepszy. Może zadziałał lepiej, bo był lepiej dopasowany do momentu albo do rodzaju doznania tamtego konkretnego dnia. Zaczęłam prowadzić coś w rodzaju dziennika obserwacji, gdzie zapisywałam nie tylko co robiłam, ale też jaki był charakter doznania przed i po. I z tego wynikło coś ciekawego - te same techniki oddechowe dawały inne efekty w zależności od tego, z jakiego rodzaju doznaniem wchodziłam.


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dziennik obserwacji to dobra droga, ale żmudna. Pytanie do Irenki - jak długo zanim zobaczyłaś jakiś wyraźniejszy wzorzec? Bo wydaje mi się, że wiele osób zaczyna i odpuszcza, zanim cokolwiek zdąży się wyklarować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Ksawera65 Szczerze? Kilka miesięcy zanim zobaczyłam cokolwiek, co przypominało wzorzec. I to nie był moment olśnienia, tylko raczej stopniowe przekonanie, że pewne zestawienia - konkretny typ doznania plus konkretna reakcja ciała plus pora doby - powtarzają się. Nie wiem czy ktoś bez cierpliwości do notowania szczegółów by to w ogóle wychwycił.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

A co zapisywałaś konkretnie jeśli chodzi o charakter doznania? Bo to jest coś, z czym mam problem - jak opisać słowami coś, co nie jest do końca werbalne. Mam wrażenie, że jak próbuję to zapisać, to już przekształcam w coś innego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tojadek81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 183

@Stellaria To co pisze o przekształcaniu doznania w momencie opisu jest czymś, co moim zdaniem jest nieuniknione i nie powinno być przeszkodą. Sama pracujję ze snami i tam jest dokładnie tak samo - każde zapisanie snu jest już jego interpretacją. Ale to nie znaczy, że zapis jest bezużyteczny. Chodzi o pewną konsekwencję w sposobie opisu, nie o dosłowność. Jak stosujesz te same własne skróty i metafory, wzorzec i tak wyjdzie.


Odpowiedz
(@romek60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Tojadek81 Dokładnie - konsekwencja opisu ważniejsza niż precyzja. U mnie to wygląda tak że mam kilka powracających określeń, których używam dla konkretnych typów doznań i nie staram się ich zmieniać na "bardziej trafne". oj tam, dzięki temu jak przeglądam starsze wpisy, widzę te słowa i od razu wiem o jakim typie piszę, nawet bez czytania całości.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Ja też mam taki własny słownik i trochę mi ulżyło jak zobaczyłam, że inni też tak robią. Myślałam, że to dziwactwo. Mam ze cztery słowa, które powtarzam dla konkretnych odczuć i byłoby mi trudno je wytłumaczyć komuś innemu, ale dla mnie mają sens. Ciekawe tylko czy te "słowniki" są u każdego inne, czy może są jakieś wspólne kategorie. Czy ktoś tu ma opracowane coś bardziej formalnie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 306

@Chryzoprazka_76 Są badanai z obszaru psychologii percepcji, które mówią o tym, że ludzie z rozbudowaną synestezją lub wrażliwością intersensoryczną spontanicznie tworzą podobne metafory - przestrzenne temperaturowe, fakturowe. Nie wiem czy to bezpośrednio odpowiada na pytanie o "wspólne kategorie", ale sugeruje że pewne typy opisu są bardziej naturalne dla tego rodzaju doświadczeń niż inne. Widziałam podobną prawidłowość w relacjach osób opisujących sny hipnagogiczne.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Synestezja to ciekawy trop, bo faktycznie wiele osób, które opisują medialność, używa określeń z innego zmysłu niż ten, przez który doznanie przyszło. Słyszę coś co jest jak kolor, czuję coś co ma kształt. serio, Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta warstwa, o której mówiła Ksawera - że medialność jako osobna warstwa percepcji może przejawiać się właśnie przez takie przesunięcia zmysłowe.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@henryka59)
Połączone: 2 lata temu

To przesunięcie zmysłowe brzmi znajomo. Mam właśnie takie momenty, gdzie doznanie jest wyraźne, ale jakby w złym kanale. Coś co powinno być dźwiękiem jest dotykiem. I nie zawsze wiem, co z tym zrobić w kontekście rytuału - czy starać się "przetłumaczyć" z powrotem na właściwy zmysł, czy po prostu przyjąć takie jak jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Henryka59 Moim zdaniem - nie tłumaczyć. Takie przesunięcie często zawiera dokładnie tę informację, która jest ważna. Jakbyś siłą przekładała to na "właściwy kanał", możesz zgubić coś w tym przekładzie. Przynajmniej u mnie próby normalizowania doznania kończyły się tym, że zostaje mi coś wyblakłego i bez treści. oj tam, Ciekawa jestem czy inni mają podobnie z tym wymuszonym tłumaczeniem.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Ja chyba robiłam właśnie ten błąd - jak coś przychodziło w dziwnej formie, to automatycznie starałam się to "poukładać" zanim zdążyłam w ogóle posiedzieć z tym przez chwilę. I rzeczywiście zostawało potem coś bardzo ogólnego. Ale nie wiedziałam, że to jest problem. Myślałam, że interpretacja to jest właśnie to, co mam robić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@apolonia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 616

@Sylka A rozróżniasz teraz u siebie ten moment miedzy "siedzeniem z doznaniem" a jego interpretacją? Bo to brzmi łatwo z zewnątrz, ale wyobrażam sobie, że w praktyce granica może być niewyraźna.


Odpowiedz
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 76

@Apolonia.x Uczę się tego dopiero. Pomaga mi to, że teraz najpierw coś zapisuję zupełnie dosłownie - jakie to jest, gdzie w ciele, jak się zmienia - i dopiero potem w osobnym miejscu piszę co myślę że to znaczy. Ten odstęp między opisem a interpretacją zaczął coś zmieniać, ale jeszcze nie umiem tego do końca opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 117
(@tosieczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

To z tym zapisywaniem przed interpretacją brzmi rozsądnie, ale mam pytanie - co z doznaniami, które przychodzą w środku czegoś innego? Nie masz czasu siadać i opisywać, jesteś w rozmowie, w sklepie, gdziekolwiek. Wtedy co? Czekasz aż zapiszesz i ryzykujesz że to umknie, czy starasz się zapamiętać i przez to już zaczynasz interpretować?


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

To jest bardzo praktyczne pytanie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi 🙂 U mnie wypracowałam coś w rodzaju tymczasowego "zawieszenia" - krótki oddech, mentalna notatka jednego słowa albo obrazu, i odkładam na później. To nie jest pełny zapis, ale jest jak zakładka. Jak wracam wieczorem, ta zakładka wystarczy żeby odtworzyć resztę. Ale to wymagało długiego czasu żeby ta zakładka była niezawodna.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja robię podobnie z jednym słowem jako kotwicą, ale mam też telefon i nagrywam kilkusekundową notatkę głosową. Głupio powiedzieć, ale to głosowe nagranie zmieniło więcej niż wiele "rytuałów" razem wziętych, bo przestałam tracić te przelotne doznania. A właśnie te przelotne okazały się często ważniejsze niż te, na które specjalnie siadałam.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Notatka głosowa - tego nie rozważałam, a mam wrażenie, że głos może zachowywać więcej niż tekst. Jak piszę, to i tak już filtruję co napiszę. A jak mówię do telefonu, to wychodzi pierwsza warstwa. Hmm. Czy ktoś potem analizuje te nagrania, odsłuchuje, czy tylko jako backup?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@romek60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 195

@Chryzoprazka_76 Odsłuchuję jak zalezy mi na konkretnym doznaniu. Ale szczerze, samo nagrywanie ma wartość niezależnie od odsłuchiwania - akt mówienia o tym na głos coś porządkuje. Trochę jak z mediami, które pracują z klientami i każą im mówić co widzą - mówienie głosem angażuje inną część procesu niż pisanie. Nie wiem czy to ma naukowe uzasadnienie, ale u mnie tak to działa.


Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Romek60 To co piszesz o samym akcie mówienia na głos - mam podobne odczucie, ale nie potrafiłam tego tak ująć. Jak mówię o doznaniu, zanim zdążę je przetworzyć, to jakby wyciągam je z siebie bez cenzury. Jak piszę, to mój umysł już jest krok przed i wybiera słowa. Ciekawe czy to jest kwestia tego, że mówienie jest szybsze niż pisanie i mózg nie nadąża z filtrowaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@tojadek81)
Połączone: 2 lata temu

Słyszałam o podobnym mechanizmie jeśli chodzi o terapii - jest coś, co się nazywa mówiony dziennik i badacze z obszaru afektywnej neuronauki sugerują, że wokalizacja angażuje inne ścieżki niż zapis tekstowy. Nie mwię, że to dowód na cokolwiek w kontekście medialności, ale jeśli chodzi o autentyczność pierwszej warstwy - to brzmi spójnie z tym co Romek opisuje. jeszcze wróćmy może do początku tej rozmowy - Mistique94 pisała o tym żeby nie uciekać od tego co czuje. Mam wrażenie, że ten wątek z nagrywaniem jest właśnie odpowiedzią na to, tylko od technicznej strony.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to chciałam powiedzieć. Ten cały wątek z nagrywaniem, zapisywaniem, słownikiem - to wszystko jest odpowiedzią na to pytanie o porządkowanie, tylko nikt tego tak nie nazwał wprost. Ale z drugiej strony zastanawiam się czy samo dokumentowanie nie staje się w pewnym momencie kolejną formą uciekania - zamiast być z doznaniem, siedzisz z notatnikiem albo telefonem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Sylka To jest naprawdę dobre pytanie i chyba nikt wcześniej go tu nie zadał. Mam wrażenie, że granica między dokumentowaniem a unikaniem zależy od momentu, w którym sięgasz po telefon albo notatnik. Jeśli robisz to natychmiast, żeby nie musieć siedzieć z niekomfortowym doznaniem - to ucieczka. Jeśli robisz to po, jako przedłużenie - to co innego. Ale jak to rozróżnić w praktyce, skoro te dwa scenariusze wyglądają tak samo z zewnątrz?


Odpowiedz
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 147

@Irenka.1 To pytanie jest kluczowe i myślę, że odpowiedź jest gdzieś w intencji, ale to za proste. Bo intencja też potrafi kłamać. Można wmawiać sobie, że się dokumentuje, podczas gdy się właśnie ucieka. Ja przez długi czas robiłam coś, co wyglądało jak praktyka - świece, notatki, rytuał przed snem - a w środku było to bardzo szczelne. Zrozumiałam to dopiero jak przestałam i okazało się, że doznania nie zniknęły, tylko wróciły inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 233
(@henryka59)
Połączone: 2 lata temu

Ten wątek o intencji, która kłamie, jest czymś czego się boję sprawdzić u siebie. Mam poczucie, że jak zacznę patrzeć zbyt uważnie na to co robię i po co - to całość się posypie. czy to jest normalne że praktyka działa właśnie dlatego, że się jej za bardzo nie analizuje?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Henryka59 Moim zdaniem to jest jeden z najtrudniejszych momentów - kiedy zaczynasz widzieć mechanizm za tym co robisz. Ale nie sądzę, żeby analiza musiała to niszczyć. Chyba że to, co robiłaś, opierało się głównie na tym żebyś nie patrzyła zbyt blisko. Wtedy analiza nie niszczy praktyki, tylko odsłania że tej praktyki właściwie nie było.


Odpowiedz
(@tosieczkaa)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 117

@Mistique94 Przepraszam że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale jak ktoś ma takie naturalne zdolności mediumistyczne o których pisze na początku - to czy takie siedzenie bez struktury nie jest po prostu za trudne na start? Pytam bo wydaje mi się że jesli te doznania są niekomfortowe i się od nich ucieka, to siedzenie z nimi bez żadnej osłony może być dużo za dużo.


Odpowiedz
(@anastazja62)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 260

@Tosieczkaa Myślę, że to jest ważna uwaga i nie jest wcale podstawowa. Sama się zastanawiam czy to nie jest sprawa tego, czego ta osoba konkretnie doświadcza. Bo jeśli doznania są przytłaczające - brak struktury może naprawdę zadziałać odwrotnie niż zamierzono. Struktura wtedy nie jest ucieczką tylko czymś co pozwala w ogóle zbliżyć się do tematu.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

To co Mistique pisze brzmi ostro, ale chyba prawdziwie. Sama miałam taki moment, gdzie moje rytuały były bardzo ładne, dużo świec, kamieni, konkretna kolejność i naprawdę nic z tego nie wynikało bo byłam w nich jak automat. Dopiero jak zredukowałam do minimum i zostałam z samym doznaniem bez dekoracji - zrozumiałam co robiłam przez te wszystkie miesiące.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@willowa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 286

@Chryzoprazka_76 A jak wyglądało to minimum? o matko bo to jest coś, o czym chętnie bym więcej usłyszała. Różni ludzie mają różne rozumienie "minimum" - dla jednych to jeden kamień i cisza, dla innych nawet cisza jest za dużo struktury.


Odpowiedz
(@chryzoprazka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 146

@Willowa U mnie minimum to było siadanie bez żadnych przedmiotów, bez konkretnej intencji, bez planu na to co z tym zrobię. Po prostu byłam i czekałam co się pojawi. Brzmi banalnie, wiem. Ale dla mnie, która zawsze miała protokoł - to było naprawde trudne i przez pierwsze kilka razy nic się nie działo bo siedziałam i myślałam o tym że nic się nie dzieje.


Odpowiedz
Wpisy: 147
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

Tu się nie zgadzam z tym co sugeruje Anastazja - to znaczy, zgadzam się co do przytłaczających doznań, ale myślę że odpowiedzią nie powinna być struktura która chroni przed doznaniem, tylko struktura która pozwala je stopniowo znosić. To różnica. Rytuał jako powolne oswajanie, nie jako tarcza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka-1)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Ksawera65 Ale czy to nie jest właśnie to samo, tylko powiedziane inaczej? Stopniowe oswajanie to też rodzaj tarczy, tylko cieńszej. Nie rozumiem gdzie jest dla ciebie granica między tarczą a stopniowym oswajaniem.


Odpowiedz
(@ksawera65)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 147

@Irenka.1 Różnica jest w tym, co się dzieje z doznaniem. Tarcza sprawia, że do niego nie docierasz - siedzi za szkłem. Stopniowe oswajanie oznacza, że doznanie wchodzi, ale w dawce, którą możesz unieść. Po czasie dawka rośnie. To bardziej jak terapia ekspozycyjna niż jak pancerz.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@romek60)
Połączone: 2 lata temu

Ta analogia do terapii ekspozycyjnej jest ciekawa, bo faktycznie w podejściu do lęku przed bodźcem stosuje się właśnie zasadę graduacji a nie jednorazowego zanurzenia. Jeśli myślimy o medialności jak o pewnego rodzaju kanale, który jest permanentnie otwarty i który wywołuje dyskomfort - to może logika jest podobna. Nie zamykasz kanału, tylko uczysz się siedzieć z tym co przez niego przychodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 306
(@walentyna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wchodzę w ten wątek, bo to co Romek pisze ma pokrycie w tym jak działa regulacja układu nerwowego przy nadwrażliwości na bodźce. Przy osobach o wysokiej wrażliwości sensorycznej - a to pojęcie, które Ellen Aron opisała dokładnie w kontekście neuronalnym - przetwarzanie bodźców jest głębsze i trwa dłużej, ale samo ciało ma mechanizmy adaptacji jeśli się nie wymusza ani tłumienia ani przyspieszania. Nie wiem czy można to bezpośrednio przełożyć na medialność, ale jeśli ktoś opisuje dyskomfort z powodu doznań których nie chce - brzmi podobnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stellaria)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 194

@Walentyna Słyszałam o badaniach Aron, ale zawsze mnie zastanawiało - czy wrażliwość sensoryczna i to co się określa mianem zdolości mediumistycznych to ten sam mechanizm opisany różnym językiem, czy naprawdę coś innego? Bo jak czytam tę rozmowę, to coraz bardziej mi to wygląda jak to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 183
(@tojadek81)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie zadałam sobie dawno temu i nigdy nie znalazłam na nie dobrej odpowiedzi. Ale może to nie jest pytanie na które trzeba odpowiadać, żeby praktykować. Można jednocześnie przyznać że mechanizm neuronalny jest podobny i że doświadczenie subiektywne wskazuje na coś, co czujesz jako inne niż zwykła wrażliwość. Te dwie rzeczy nie muszą się wykluczać.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: