Pytanie Stellarii jest ważne, bo prowadzi do czegoś konkretnego: jeśli ktoś nie wie, z czym pracuje, to nie wie, jaki rytuał ma sens. Rytuał dla osoby z nadwrażliwością sensoryczną wygląda inaczej niż rytuał dla osoby z medialnością jko osobną warstwą percepcji. Nie dlatego, że jedna jest "prawdziwsza", tylko dlatego, że mechanizm jest inny i kierunek pracy też inny. Jak wy to sami w sobie rozróżnialiście, jeśli w ogóle?
Dla mnie rozróżnienie przyszło nie przez refleksję, tylko przez obserwację konkretnych rużnic w tym, co odbierałam. Były informacje, które nie mogły pochodzić ze zmysłów - nie z mowy ciała rozmówcy, nie z kontekstu, nie z żadnej wnioskowanej wiedzy. Po prostu coś wiedziałam i nie miałam skąd. To nie wyklucza wrażliwości sensorycznej, bo te dwie rzeczy działały jednocześnie, ale różniły się jakościowo. Nie wiem, czy da się to przetłumaczyć na instrukcję dla kogoś, kto tego jeszcze nie doświadczył.
To "jakościowo inaczej" jest trudne do opisania, ale rozumiem co Mistique ma na myśli. ja miałem podobne doświadczenia z czakrą serca - to co czułem jako empatia i to co czułem jako informacja z zewnątrz miały inną fakturę inną lokalizację w ciele, inny sposób pojawiania się. Empatia narasta, jest reaktywna. Tamto drugie przychodziło gotowe, bez procesu. Nie wiem jak to inaczej opisać.
hmm romek mówi o "fakturze" i to jest słowo, które mi pasuje lepiej niż jakiekolwiek inne określenie. Też mam wrażenie, że doznania mają różną fakturę - jedne są miękkie i narastające, inne jakby ktoś coś połozył na stole i powiedział: masz, to jest tu. Jak zaczęłam to rozróżniać, to rytuały też się zmieniły, bo zaczęłam budować je pod konkretny typ doznania, a nie jeden ogólny. czy wy też tak to rozbijaliście, na kategorie?
Wchodzę bo ten wątek o kategoryzowaniu doznań i dostosowywaniu rytualów do ich rodzaju jest czymś, o czym nigdzie wcześniej nie czytałam tak wprost. Zazwyczaj rytuały przedstawia się jako jedno podejście do wszystkiego. A tutaj rozmawiacie o czymś, co jest dużo bardziej precyzyjne. Mam pytanie do Mistique i Ksawery - czy w miarę jak te kategorie się u was budowały, rytuały się upraszczały czy komplikowały? Bo intuicja mi mówi, że upraszczały, ale nie jestem pewna.
To co Apolonia napisała o tym, że rytuały są zazwyczaj przedstawiane jako jedno podejście do wszystkiego, bardzo mnie zatrzymało. Bo to jest chyba największy problem z tym, co krąży w sieci na ten temat. Masz naturalne doznania, szukasz jak z nimi pracować, i wszędzie trafiasz na te same zestawy kroków do wykonania. Tymczasem tutaj przez te kilkadziesiąt postów wyszło coś innego - że najpierw trzeba zrozumieć rodzaj doznania, zanim się w ogóle dobierze jakikolwiek rytuał. Czy ktoś tu kiedyś próbował tego systematycznie? Znaczy - nie jednego rytuału, tylko kilku różnych i porównywania co się dzieje?
Dziennik obserwacji to dobra droga, ale żmudna. Pytanie do Irenki - jak długo zanim zobaczyłaś jakiś wyraźniejszy wzorzec? Bo wydaje mi się, że wiele osób zaczyna i odpuszcza, zanim cokolwiek zdąży się wyklarować.
A co zapisywałaś konkretnie jeśli chodzi o charakter doznania? Bo to jest coś, z czym mam problem - jak opisać słowami coś, co nie jest do końca werbalne. Mam wrażenie, że jak próbuję to zapisać, to już przekształcam w coś innego.
Ja też mam taki własny słownik i trochę mi ulżyło jak zobaczyłam, że inni też tak robią. Myślałam, że to dziwactwo. Mam ze cztery słowa, które powtarzam dla konkretnych odczuć i byłoby mi trudno je wytłumaczyć komuś innemu, ale dla mnie mają sens. Ciekawe tylko czy te "słowniki" są u każdego inne, czy może są jakieś wspólne kategorie. Czy ktoś tu ma opracowane coś bardziej formalnie?
Synestezja to ciekawy trop, bo faktycznie wiele osób, które opisują medialność, używa określeń z innego zmysłu niż ten, przez który doznanie przyszło. Słyszę coś co jest jak kolor, czuję coś co ma kształt. serio, Zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta warstwa, o której mówiła Ksawera - że medialność jako osobna warstwa percepcji może przejawiać się właśnie przez takie przesunięcia zmysłowe.
To przesunięcie zmysłowe brzmi znajomo. Mam właśnie takie momenty, gdzie doznanie jest wyraźne, ale jakby w złym kanale. Coś co powinno być dźwiękiem jest dotykiem. I nie zawsze wiem, co z tym zrobić w kontekście rytuału - czy starać się "przetłumaczyć" z powrotem na właściwy zmysł, czy po prostu przyjąć takie jak jest?
Ja chyba robiłam właśnie ten błąd - jak coś przychodziło w dziwnej formie, to automatycznie starałam się to "poukładać" zanim zdążyłam w ogóle posiedzieć z tym przez chwilę. I rzeczywiście zostawało potem coś bardzo ogólnego. Ale nie wiedziałam, że to jest problem. Myślałam, że interpretacja to jest właśnie to, co mam robić.
To z tym zapisywaniem przed interpretacją brzmi rozsądnie, ale mam pytanie - co z doznaniami, które przychodzą w środku czegoś innego? Nie masz czasu siadać i opisywać, jesteś w rozmowie, w sklepie, gdziekolwiek. Wtedy co? Czekasz aż zapiszesz i ryzykujesz że to umknie, czy starasz się zapamiętać i przez to już zaczynasz interpretować?
To jest bardzo praktyczne pytanie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi 🙂 U mnie wypracowałam coś w rodzaju tymczasowego "zawieszenia" - krótki oddech, mentalna notatka jednego słowa albo obrazu, i odkładam na później. To nie jest pełny zapis, ale jest jak zakładka. Jak wracam wieczorem, ta zakładka wystarczy żeby odtworzyć resztę. Ale to wymagało długiego czasu żeby ta zakładka była niezawodna.
Ja robię podobnie z jednym słowem jako kotwicą, ale mam też telefon i nagrywam kilkusekundową notatkę głosową. Głupio powiedzieć, ale to głosowe nagranie zmieniło więcej niż wiele "rytuałów" razem wziętych, bo przestałam tracić te przelotne doznania. A właśnie te przelotne okazały się często ważniejsze niż te, na które specjalnie siadałam.
Notatka głosowa - tego nie rozważałam, a mam wrażenie, że głos może zachowywać więcej niż tekst. Jak piszę, to i tak już filtruję co napiszę. A jak mówię do telefonu, to wychodzi pierwsza warstwa. Hmm. Czy ktoś potem analizuje te nagrania, odsłuchuje, czy tylko jako backup?
Słyszałam o podobnym mechanizmie jeśli chodzi o terapii - jest coś, co się nazywa mówiony dziennik i badacze z obszaru afektywnej neuronauki sugerują, że wokalizacja angażuje inne ścieżki niż zapis tekstowy. Nie mwię, że to dowód na cokolwiek w kontekście medialności, ale jeśli chodzi o autentyczność pierwszej warstwy - to brzmi spójnie z tym co Romek opisuje. jeszcze wróćmy może do początku tej rozmowy - Mistique94 pisała o tym żeby nie uciekać od tego co czuje. Mam wrażenie, że ten wątek z nagrywaniem jest właśnie odpowiedzią na to, tylko od technicznej strony.
Właśnie to chciałam powiedzieć. Ten cały wątek z nagrywaniem, zapisywaniem, słownikiem - to wszystko jest odpowiedzią na to pytanie o porządkowanie, tylko nikt tego tak nie nazwał wprost. Ale z drugiej strony zastanawiam się czy samo dokumentowanie nie staje się w pewnym momencie kolejną formą uciekania - zamiast być z doznaniem, siedzisz z notatnikiem albo telefonem.
Ten wątek o intencji, która kłamie, jest czymś czego się boję sprawdzić u siebie. Mam poczucie, że jak zacznę patrzeć zbyt uważnie na to co robię i po co - to całość się posypie. czy to jest normalne że praktyka działa właśnie dlatego, że się jej za bardzo nie analizuje?
To co Mistique pisze brzmi ostro, ale chyba prawdziwie. Sama miałam taki moment, gdzie moje rytuały były bardzo ładne, dużo świec, kamieni, konkretna kolejność i naprawdę nic z tego nie wynikało bo byłam w nich jak automat. Dopiero jak zredukowałam do minimum i zostałam z samym doznaniem bez dekoracji - zrozumiałam co robiłam przez te wszystkie miesiące.
Tu się nie zgadzam z tym co sugeruje Anastazja - to znaczy, zgadzam się co do przytłaczających doznań, ale myślę że odpowiedzią nie powinna być struktura która chroni przed doznaniem, tylko struktura która pozwala je stopniowo znosić. To różnica. Rytuał jako powolne oswajanie, nie jako tarcza.
Ta analogia do terapii ekspozycyjnej jest ciekawa, bo faktycznie w podejściu do lęku przed bodźcem stosuje się właśnie zasadę graduacji a nie jednorazowego zanurzenia. Jeśli myślimy o medialności jak o pewnego rodzaju kanale, który jest permanentnie otwarty i który wywołuje dyskomfort - to może logika jest podobna. Nie zamykasz kanału, tylko uczysz się siedzieć z tym co przez niego przychodzi.
Wchodzę w ten wątek, bo to co Romek pisze ma pokrycie w tym jak działa regulacja układu nerwowego przy nadwrażliwości na bodźce. Przy osobach o wysokiej wrażliwości sensorycznej - a to pojęcie, które Ellen Aron opisała dokładnie w kontekście neuronalnym - przetwarzanie bodźców jest głębsze i trwa dłużej, ale samo ciało ma mechanizmy adaptacji jeśli się nie wymusza ani tłumienia ani przyspieszania. Nie wiem czy można to bezpośrednio przełożyć na medialność, ale jeśli ktoś opisuje dyskomfort z powodu doznań których nie chce - brzmi podobnie.
To pytanie zadałam sobie dawno temu i nigdy nie znalazłam na nie dobrej odpowiedzi. Ale może to nie jest pytanie na które trzeba odpowiadać, żeby praktykować. Można jednocześnie przyznać że mechanizm neuronalny jest podobny i że doświadczenie subiektywne wskazuje na coś, co czujesz jako inne niż zwykła wrażliwość. Te dwie rzeczy nie muszą się wykluczać.
