Nie wiem czy dobrze trafiłam z tym tematem do tej kategorii, ale napiszę bo nie mam gdzie indziej. Mam od jakiegoś czasu takie dziwne poczucie, że jestem niewidzialna. Nie chodzi mi o depresję ani nic takiego, to bardziej... energetyczne? Rozmawiam z ludźmi a oni mnie nie słyszą, patrzą gdzieś obok, zapominają co mówiłam dosłownie pięć minut wcześniej. Nawet w pracy, nawet w rodzinie. Koleżanka mi powiedziała że może mam za słabą aurę albo coś takiego. Czy w ogóle istnieją jakieś rytuały które mogłyby coś takiego zmienić? Czy to brzmi absurdalnie?
Nie brzmi absurdalnie, to bardzo realne odczucie i słyszałam o tym od kilku osób. Pytanie tylko co masz na myśli mówiąc że to "energetyczne" - bo to może być kilka różnych rzeczy. Czy to poczucie masz wszędzie tak samo, czy bardziej w konkretnych miejscach albo z konkretnymi osobami?
oj tam, to co opisujesz kojarzy mi się z czymś, o czym czytałam w kontekście czakry gardła i czakry splotu słonecznego jednocześnie. Kiedy obie są mocno zablokowane, człowiek dosłownie przestaje "istnieć" w przestrzeni społecznej - głos nie niesie, obecność nie jest odczuwana przez innych. Ale zanim będę cokolwiek sugerować, to mam pytanie - czy to jest nowe, czy masz to od zawsze?
Trochę nie rozumiem tego z aurą, bo sama o tym niewiele wiem, ale mam podobny problem szczerze mówiąc. Chodzi o to że nawet jak mówię głośno to ludzie mnie nie słyszą, a potem jak ktoś inny powie dokładnie to samo to wszyscy kiwają głowami. To jest strasznie frustrujące. Myślałam że to po prostu taki mam charakter ale może faktycznie coś za tym stoi 😀
To co opisuje Henryka02 i Polcia93 ma kilka możliwych przyczyn i nie wpadałbym od razu w jeden schemat. Istnieje coś takiego jak "energetyczna nieobecność" i to nie jest metafora - to dosłownie stan, w którym ciało eteryczne jest jakby cofnięte, skurczone. Pytanie tylko czy to jest coś co się wydarzyło nagle czy narastało latami, bo od tego zależy podejście. czy ktróś z was pamięta kiedy to się zaczęło?
To jest dobre pytanie i myślałam o tym. eee, Chcę tego dla siebie, nie dla kogoś. Mam wrażenie że zanikam i to mnie przeraża, że przestanę w ogóle istnieć dla świata. Nie o popularność chodzi.
no i, słuchajcie, jest coś co w magii ceremonialnej nazywa się przywołaniem obecności i to nie jest wcale taki rzadki rytuał. Pracuje się ze swoim imieniem, z głosem, dosłownie z zajmowaniem przestrzeni. Są tradycje nordyckie gdzie robi się to z pomocą run - Ansuz jest odpowiedzialna za głos i komunikację, a Sowulo za widoczność, obecność w sensie słonecznym. Można zrobić z nich bindrune, ale to trzeba umieć.
To zależy jak to robimy. praca z lustrem jeśli chodzi o obecności i widzialności to coś zupełnie innego niż wróżenie z wody czy wywoływanie. Chodzi o to żeby dosłownie patrzeć na siebie i mówić do siebie, zwracać się do siebie po imieniu. To brzmi prosto ale dla osób które czują się niewidoczne jest to często bardzo trudne, bo oznacza że muszą same siebie zobaczyć najpierw.
Mam pytanie może głupie ale po co w ogóle rytuał skoro to brzmi jak problem psyhologiczny? Nie lepiej po prostu porozmawiać z kimś, terapeutą czy kimś takim?
Ale to brzmi jak autosugestia trochę? Że rytuał działa bo my wierzymy że działa 😉 Nie oceniam, naprawdę pytam, bo chcę zrozumieć.
Ja bym nie sprowadzała tego od razu do autosugestii, bo to jest takie deprecjonujące określenie. Pracowałam z afirmacjami i runami i to nie jest tak że po prostu "uwierzyłam i się stało". Coś w tym jest głębszego, ale rzeczywiście trudno to opisać bez wchodzenia w całą teorię.
Dobrze że pytasz, bo rzeczywiście nie dopowiedziałam. Chodzi o to żeby stanąć przed lustrem, najlepiej wieczorem, przy świetle świecy jeśli masz, i zwracać się do siebie bezpośrednio. Mówisz swoje imię, mówisz "widzę cię", "jestem tu". Brzmi banalnie, ale osoby które mają problem z byciem widzianymi często dosłownie nie potrafią utrzymać kontaktu wzrokowego z własnym odbiciem. to jest coś w sobie.
Medytacja z runą to nie jest żadna wielka tajemnica. rysujesz ją na kartce albo kamieniu, siadasz, wpatrujesz się i próbujesz poczuć co z niej wynika. Są szkoly które mówią żeby wizualizować ją w ciele, wejść w jej kształt. Ale na początek naprawdę wystarczy spokojne patrzenie i oddech.
hmm, Szczerze to myślę że było zawsze, ale może przez lata jakoś sobie radziłam i teraz jest po prostu gorzej. Trudno mi powiedzieć skąd to się wzięło, dlatego tu piszę bo może rytuał to nie terapia ale przynajmniej coś mogę zrobić.
Czytam od początku i mam takie pytanie może trochę z boku - czy jest jakiś kamen, który pomaga z tym byciem widzianią? Bo wyżej ktoś wspominał o kamieniach ale nie pamiętam już kto i co dokładnie. Coś z tym tygerysim okiem może?
To rozróżnienie między autosugestią a rytuałem trochę kuleje, bo zakłada że wiemy co to "naprawdę" znaczy że coś działa. Rytuał ma strukturę, intencję, powtażalność. właśnie to go odróżnia od przypadkowego życzenia. no ale, Czy to psychoologia czy coś więcej - nie wiem i nikomu nie będę udowadniał. Ale efekt zmiany nastawienia ciała, głosu, obecności przez regularną praktykę jest opisany też poza ezoteryką, więc argument o samym złudzeniu mi nie przechodzi.
Tak, to ważne rozróżnienie. Ciało to zupełnie inna praca niż afirmacje. Pierwsza rzecz którą bym zaproponowała to praca z czakrą splotu słonecznego, bo ona odpowiada za poczucie własnego miejsca w świecie, dosłownie za to czy jesteś obecna. Można to robić przez oddech, przez ruch, przez kolor żółty w przestrzeni, przez kamień - i tutaj akurat cytryn o którym pisała Urszulka też pasuje 🙂 Ale zanim wejdziesz w rytuał, warto sprawdzić czy potrafisz w ogóle poczuć ten obszar ciała świadomie. Czy masz z tym jakiś kontakt?
Ja mam pytanie do Henryki bo może ono wniesie coś do tej rozmowy o ciele. Piszesz że znikasz w tłumie. Czy to jest tak że też fizycznie zmieniasz wtedy postawę, opuszczasz ramiona, mówisz ciszej? Bo jeśli tak, to rytuał który zaczyna się od ciała, od ustawienia go, może być lepszym punktem wejścia niż cokolwiek z kamieniami czy runami.
