To ciekawy filtr, chociaż znam osoby które świetnie trzymają przestrzeń rytualną a w codziennej rozmowie są niespokojne i gadatliwe. Kontekst sprawia że się inaczej ustawiają. Nie wiem czy to reguła czy wyjątek, ale spotkałam to kilka razy.
Próba ciszy to dobry pomysł ale jak to zaproponować bez wychodzenia na dziwaka? Nie każdemu da się powiedzieć, hej, zanim zaczniemy, posiedzmy pięć minut w milczeniu i zobaczymy jak ci idzie.
Długość tej ciszy zależy od tego co po niej następuje i jaki rytm ma cały rytuał. Przy krótszych, prostszych działaniach nawet minuta wystarczy, bo to tylko reset. Przy czymś bardziej rozbudowanym, gdzie chcesz żeby obie osoby były naprawdę w tym samym miejscu, pięć minut to minimum. Ale szczerze? Jakość tej ciszy jest ważniejsza niż czas. Możesz siedzieć dziesięć minut i myślami być gdzie indziej.
A jak się sprawdza jakość tej ciszy u siebie, a co dopiero u partnera? Nie mam na myśli że człowiek musi mieć głowę zupełnie pustą, bo wiadomo że to nierealne, ale skąd wiesz kiedy jest wystarczająco? Pytam serio bo zawsze mi się wydawało że albo jestem skupiona albo nie i nie ma żadnej skali pomiędzy.
Miejsce na pewno ma znaczenie i to nie tylko przez symbolikę. Przestrzeń która ma swój porządek, swoje przedmioty na stałych miejscach, pewien zapach, coś znajomego w sensie fizycznym, to wszystko obniża poziom nowego bodźca który mózg musi przetworzyć. Im mniej rzeczy do zarejestrowania jako nieznane, tym mniejsze ryzyko że uwaga pójdzie gdzieś indziej. Przy ADHD to ma tym większe znaczenie bo mózg nie filtruje bodźców tak samo jak u innych.
To wraca do kwestii wejścia w rytm, o której rozmawialiśmy wcześniej. I znowu, przy ADHD jest to trudniejsze bo dysregulacja emocjonalna idzie w parze z problemami z uwagą. Możesz być w bardzo silnym rozedrganiu właśnie dlatego że musiałeś przejść przez trudny dzień zanim zacząłeś. Dlatego te bufory na początku rytuału, cisza, oddech, stałe czynności, mają podwójną rolę. Nie są tylko wejściem, są dosłownie regulacją.
Sformalizowanie tej wstępnej rozmowy może samo w sobie stać się małym rytuałem i nie mówię że to złe, wręcz przeciwnie. Znam podejście gdzie przed każdym wspólnym działaniem jest krótka chwila ustalenia intencji na głos. Obie osoby mówią po jednym zdaniu o tym czego oczekują od tej przestrzeni. To trwa minutę, ale porządkuje i wyrównuje oczekiwania zanim zaczniecie.
Zastanawiam się czy ten problem z różnymi intencjami nie jest właśnie bardziej dotkliwy gdy jedna osoba ma ADHD. Bo z tego co słyszę i sama trochę obserwuję, intencja przy ADHD bywa trudniejsza do sformułowania, bo możesz wchodzić w rytuał z kilkoma naraz albo z żadną konkretną. I jak wtedy porównujesz to z intencją partnera który ma jedno zdanie gotowe?
A czy musi rozumieć od razu, czy wystarczy że uszanuje? Bo to sa dwie różne rzeczy. Mój partner nie rozumie polowy tego co robię, ale wie że to dla mnie ważne i nie wchodzi w to z butami. Rozumienie może przyjść potem albo wcale, ale szacunek musi być od początku.
A co z sytuacją gdy zasady są dogadane, intencje powiedziane, a i tak w połowie rytuału coś się sypie bo ktoś dostał powiadomienie albo po prostu odpłynął? Pytam bo to jest chyba najczęstszy scenariusz w praktyce i nie wiem czy jest jakiś sposób żeby z tym nie tracić całości.
Zależy od charakteru rytuału. Jeśli jest wspólny, to wejście powinno być synchroniczne, choćby przez jeden wspólny gest, oddech, wypowiedziane słowo. Ale jeśli ktoś prowadzi a ktoś tylko towarzyszy, to wystarczy że prowadzący wróci i da sygnał obecności drugiej osobie. Nie ma tu jednej zasady.
A co jeśli przy ADHD nawet ten gest ponownego wejścia jest problemem, bo właśnie nie pamiętasz w którym miejscu byłeś i nie wiesz od czego wrócić? Nie mówię o roztargnieniu, mówię o tym że te kilka sekund odpłynięcia potrafi wymazać cały dotychczasowy klimat.
Okrążenie i powtórzenie to mi coś przypomina, bo przy mandali i pewnych praktykach medytacyjnych też o tym czytałem. Ta cykliczność jest podobno bardziej zgodna z tym jak mózg przetwarza czas w stanach skupienia. Nie wiem czy to ma zastosowanie do rytuałów, ale może ma sens że umysł który ma problem z linearną sekwencją lepiej radzi sobie z rytmem.
Dobra, ale jak to wygląda w praktyce? Trzy razy wokół stołu i co dalej? Pytam serio bo to brzmi abstrakcyjnie a mnie interesuje co konkretnie ma się zmienić w tym jak się to robi.
To jest naprawdę pomocne, bardzo dziękuję za to wyjaśnienie. Chciałam zapytać czy takie trzykrotne powtórzenie ma jakieś znaczenie symboliczne czy to czysto praktyczny zabieg żeby skupić uwagę?
Niekoniecznie dłuższy, bardziej gęsty znaczeniowo przez powtórzenie. Różnica jest taka, że dłuższy może znaczyć że każdy krok trwa więcej, a gęsty przez powtórzenie znaczy że ten sam krótki element wraca kilka razy i buduje przez to obecność. Z mojego doświadczenia to drugie działa lepiej kiedy umysł szuka kotwicy, bo każdy powrót do tego samego elementu jest kolejną szansą na zakotwiczenie, nie jedyną.
Dobra, a co jeśli ktoś po prostu nie ma cierpliwości do tej całej powolności? Pytam bo dla mnie szybkie działanie z konkretnym celem jest po prostu bardziej skuteczne, i zastanawiam się czy ta cała rytmiczna struktura jest naprawdę potrzebna czy można osiągnąć to samo szybciej.
To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. U mnie zadziałało dopiero kiedy przestałem traktować rozproszenie jako porażkę. Jeśli wiesz że umysł odpłynie, możesz to wbudować w strukturę zamiast z tym walczyć. Ale to wymaga zmiany w tym jak w ogóle podchodzisz do tego co robi twoja uwaga w trakcie rytuału.
Chciałam zapytać czy ta zmiana podejścia do rozproszenia przyszła wam naturalnie czy to był świadomy moment kiedy postanowiliście inaczej na to patrzeć? Bo ja ciągle mam ten odruch żeby wracać do punktu wyjścia za każdym razem kiedy myśl odpłynie, i to jest strasznie wyczerpujące.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale czy ten próg to jest coś co się robi tylko na początku rytuału czy można go też przywołać w środku kiedy już się czujemy że za bardzo odpłynęliśmy?
Dobra, to zaczynam rozumieć sens tej struktury, ale mam inne pytanie. Czy to ma jakieś znaczenie czy ten próg robisz sam czy z kimś? Bo ten temat chyba oryginalnie dotyczył też rytuałów z partnerem i jakoś nam ta część uciekła.
Albo może działać odwrotnie, że jedna osoba odpłynie i drugą za sobą pociągnie. Nie mówię że tak zawsze jest, ale chyba zależy od tego kto w tej dwójce prowadzi rytm. Czy zwykle jedna osoba prowadzi czy to jest równe?
To bardzo praktyczna uwaga. A co jeśli oboje macie ADHD? Bo znam takie pary i zastanawiam się czy to jest w ogóle wykonalne żeby wspólnie prowadzić rytuał, skoro oboje mogą odpłynąć w tym samym momencie.
Na zmianę trzymać rdzeń to brzmi prosto, ale jak wy to robicie w praktyce? Mam na myśli że to musiałoby być jakoś sygnalizowane, że teraz ty prowadzisz, teraz ja. Inaczej ta zmiana też staje się źródłem rozproszenia.
Przepraszam że znowu pytam bo pewnie to jest oczywiste dla was wszystkich, ale ten próg wejścia to jest coś co się robi razem z partnerem jednocześnie czy każdy osobno? Nie wiem jak sobie wyobrazić żeby oboje weszli w to samo miejsce jednym gestem.
A co jeśli jedno z was generalnie nie wierzy w całą tę warstwę energetyczną i traktuje to bardziej jak rytuał behawioralny, a drugie traktuje to poważnie ezoteryczne? Bo mamy z partnerką dokładnie taki układ i jestem ciekaw czy to w ogóle może działać.
