Dziękuję za ten test, Kryska, to jest coś co naprawdę mogę zastosować! Ale mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z bku - czy ktoś próbował robić krótkie rytuały zamiast długich, właśnie pod kątem pracy na zmiany? Takie, które trwają może 5-10 minut, zamiast godziny? Bo może to też jest jakieś wyjście dla Cynamonki?
Gienia, o to właśnie mi chodzi od początku! Nie szukam uzasadnienia dla całonocnych rytuałów po nocce - szukam tego, jak zbudować coś regularnego, co ma sens w moim życiu. Może krótkie rytuały jako forma ciągłości są właśnie odpowiedzią na to całe zamieszanie z godzinami? no, że jeśli robię coś małego, ale konsekwentnie, to ciągłość staje się ważniejsza niż idealna pora?
Gienia, u mnie to wygląda tak: zapalona świeczka, chwila ciszy żeby się zebrac, jakieś jedno zdanie wypowiedziane na głos - albo w głowie, zależy od okoliczności - i koniec. Serio, czasem tyle. Nie wszystko musi trwać godzinę. Ważniejsze jest to, że robię to regularnie, a nie że za każdym razem wchodzę w pełny rytuał.
Czytam tę wymianę i myślę, że właśnie ta granica między nawykiem a rytuałem jest czymś, o co się zawsze potykam. Jak robię coś regularnie zaczynam to robić mechanicznie - i zaczyna mi się wydawać, że to już nie ma wartości. Może niepotrzebnie to oceniam?
