Ostatnio zaczęłam zauważać, że odruchowo sięgam po telefon dosłownie co kilkanaście minut, nawet jak nie mam żadnego powiadomienia. Po prostu ręka sama jedzie. Zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakiś rytuał, który mogłabym wprowadzić, żeby to przerwać. Nie chodzi mi o detoks cyfrowy w stylu "wyłącz aplikacje", bo to już próbowałam i wraca. Bardziej o to, żeby fizycznie zaangażować ciało i ręce w coś innego, co ma jakiś sens symboliczny. Czy ktoś z was próbował czegoś takiego? Czy w ogóel rytuały mogą tutaj podziałać, skoro to jest mechanizm tak naprawdę neurologiczny?
To ciekawe pytanie, bo dawne obrzędy bardzo często właśnie na tym polegały, żeby dać ciału konkretne zadanie. Ręce musiały coś robić, i to nie byle co, tylko coś rytmicznego i powtarzalnego. Tkanie, splatanie wianków, ucieranie ziół. To nie był przypadek. Rytmiczna praca rąk wycisza układ nerwowy, a jak do tego dołożysz intencję, to zaczyna działać na zupełnie innym poziomie. Pytanie tylko, w co ty chcesz tę intencję włożyć. Bo to jest akurat kluczowe.
Tak, automat to dobra analogia i to nie metafora. Zmienna nagroda to jeden z najskuteczniejszych mechanizmów warunkowania operantnego, opisanych jeszcze przez Skinnera. Facebook i Instagram są projektowane dokładnie według tej zasady, to nie jest zbieg okoliczności. Ale żeby nie odbiegać od tematu, bo to jest wątek rytuałów, a nie wykład z psychologii behawioralnej: sprawa codzienności jest ważna. Rytuał działa między innymi przez powtarzalność, bo ona sama w sobie tworzy nową pętlę. eh, pytanie, czy chcesz rytuał jako coś, co zastępuje odruch, czy coś, co go poprzedza i daje sygnał "stop".
Czytam to i trochę mi się miesza, bo wy tutaj trochę mówicie o psychologii, a trochę o rytuale, i to zaczyna brzmieć jak dwie osobne rozmowy. Jedno i drugie może działać, ale z zupełnie innych powodów. Rytuał ezoteryczny to nie jest technika behawioralna przemianowana na modłę duchową. Ma inny mechanizm, inne założenia. Nie mówię, że te dwa podejścia się wykluczają, ale warto wiedzieć, czego się szuka. Bo jak ktoś szuka kotwicy sensorycznej, to może medytacja lub oddech wystarczy. a jak szuka czegoś z głębszą intencją, to to jest inny poziom pracy.
A czy taki rytuał musi być wykonywany zawsze o tej samej godzinie? Pytam, bo u mnie problem jest taki, że ja nie sięgam po telefon regularnie, tylko w różnych sytuacjach, raz przy kawie, raz przed snem, raz jak czekam na autobus. Nie wiem, jak się przygotować na każdą taką chwilę osobno.
Mam wrażenie, że w tej rozmowie trochę zapomniano o aspekcie czasu. Bo nie bez powodu wiele tradycji wiąże rytuały z konkretną porą, świtem, zachodem, nowiem 😉 To nie jest tylko symbolika, to jest synchronizacja ciała z rytmem zewnętrznym. Jak ktoś ma problem z nawykiem rozproszenia, to może właśnie brakuje mu takiego zewnętrznego kotwiczyska w czasie. Zaczepienie się o świt albo o zachód słońca, chociażby przez chwilę przy oknie, bez telefonu, może być prostym, ale wcale nie banalnym punktem startowym.
Czytam i myślę, bo sama mam ten problem z telefonem, że nie mogę się oderwac. Ale mam pytanko, czy taki rytuał z runami to trzeba mieć pełen zestaw, czy wystarczy kilka? Bo nie chcę wydawać od razu dużo kasy jak nie wiem czy to dla mnie. I czy te kupione w zwykłym sklepie działają tak samo?
Ja przez jakiś czas nosiłam kamień w kieszeni i rzeczywiście coś w tym jest. Nie chodziło mi wtedy o uzależnienie od mediów, ale miałam strasznie niespokojne ręce przy pewnym trudnym okresie w pracy. Labradoryt, bo to był labradoryt, dawał mi konkretny punkt do skupienia. Ale muszę powiedzieć szczerze, że z czasem zaczęłam to robić automatycznie i przestało mi cokolwiek dawać. Czy wy macie ten problem, że rytuały z czasem stają się puste?
Moim zdaniem za dużo tu mówi się o fizyczności, a za mało o tym, co jest przed rytuałem. Bo jak ja wiem, że mam iść zapalić kadzidło i posiedzieć pięć minut, ale do tego czasu przewija bezdusznie przez pół godziny, to ten rytuał nic mi nie da, bo wejdę w niego z głową pełną śmieci. mnie pomogło coś innego, mianowicie krótkie zatrzymanie zaraz po tym jak złapię telefon. nie odkładam go natychmiast, bo to i tak nie wychodzi, tylko przez kilka sekund patrzę, co czuję w tej chwili. To nie jest rytuał z prawdziwego zdarzenia, ale daje chwilę. Może z czegoś takiego można by to zbudować?
Ten wątek z gestami mnie trochę ciągnie, bo jest w tym coś z symboliki ciała, która w rytuałach słowiańskich też była obecna. Tam gesty rąk były częścią zamawiań miały konkretne przypisania. Ale żeby to działało, to musiało być powiązane z wypowiadanym słowem albo wewnętrznym zamiarem. Sam gest bez zamiaru to jak zapalona świeczka bez żadnej myśli przy niej.
Wchodzę tu trochę z boku, ale zaciekawił mnie wątek Sodalitki o porze. Bo jeśli mamy konkretną godzinę, kiedy impuls jest silny, to można podejść do tego też przez astrologię tranzytu dobowego. Pewne godziny są bardziej podatne na określone impulsy w zależności od układu planet i ascendentu. tylko że to już wymaga trochę obliczenia, nie każdy to zrobi.
to jest bardzo trafna obserwacja i myślę, że to jest serce całego tematu. Technika bez znaczenia działa jak alarm bez budzenia, coś się uruchamia, ale nic za tym nie stoi. W pracy z afirmacjami widać to bardzo wyraźnie, wypowiedziane słowo bez przekonania to tylko dźwięk. Rytuał działa podobnie, potrzebuje tego wewnętrznego "tak, to ma sens", żeby wejść głębiej.
Ale czy to nie jest trochę błędne koło? Jeśli potrzebuję już wierzyć, żeby rytuał działał, to jak mam zacząć, skoro nie wiem jeszcze, czy wierzę? Mam na myśli kogoś, kto jest na początku i nie ma jeszcze żadnych doświadczeń z tym.
Wchodzę tu, bo ten wątek z przedmiotem i pytaniem bardzo mi się łączy z tym, co w ziołolecznictwie nazywano "zamiarem ręki", czyli że gest zbierania, przygotowania, dotykania rośliny był sam w sobie rytuałem zatrzymania. Nie przypadkowe sięgnięcie, tylko świadome działanie z określonym zamiarem. serio, i może o to chodzi z tym telefonem, żeby moment sięgnięcia zamienić na moment zatrzymania ręki z intencją.
właśnie tu wchodzi soma, czyli ciało. Umysł nie zdąży, ale ciało może nauczyć się innego odruchu. Jeśli przez wystarczająco długo ręka zamiast na telefon trafia na kamień albo układa się w konkretny gest, to po pewnym czasie ten nowy odruch zaczyna wyprzedzać stary. To nie jest magia w sensie, w którym niektórzy to rozumieją, to jest przepisywanie wzorca ruchowego. Ale rytuał daje temu sens, a sens przyspiesza uczenie.
Mam pytanie do Florki96, bo to co piszesz o porze i miejscu to jest coś, o czym myślałam w kontekście numerologii dobowej. Są godziny, ktore numerologicznie są bardziej podatne na zmianę, a inne na trwanie wzorca. Czy to nie mogłoby wzmocnić tego zakotwiczenia, jeśli rytuał jest wykonywany w godzinie zmiany? Nie mówię, że to zastępuje psychologię, ale może działa razem 🙂
Słuchajciee, ja tu ciągle zgłaszam sceptycyzm, ale ta rozmowa o kontekście i sygnale to jest coś, z czym nie mgoę polemizować, bo to po prostu behawioryzm. I właśnie dlatego mnie trochę irytuje, kiedy do tego dorzucamy numerologię godzin, bo to rozmywa to, co już jest sensowne. Nie mówię, że numerologia jest zła, ale po co ją mieszać, skoro mechanizm działa bez niej?
Przepraszam że się wciskam, ale mam pytnaie bo trochę zgubiłam wątek. Czy jak ktoś nie zna się na runach ani numerologi ani słowaiskch rytuałach, to może po prostu wybrać jakiś jeden przedmiot i przypisac mu znaczenie na własną rękę? Czy to musi wynikać z jakiejś tradycji?
Ja do wyboru przedmiotu mogę coś dodać z własnego doświadczenia. no i przez długi czas szukałam "tego właściwego" i w efekcie nie miałam żadnego. Potem wzięłam kwarc, który miałam od dawna i który mi się po prostu podobał w dotyku, i zaczęłam. I okazało się, że to właśnie codzienne używanie dało mu znaczenie, nie odwrotnie. Czyli znaczenie nie jest warunkiem wejścia, tylko efektem praktyki.
W tarocie jest to widoczne bardzo wyraźnie. Głupiec, pierwsza karta, wychodzi bez mapy, bez wiedzy, z tobołkiem, który nie wiadomo co zawiera. I to jest obraz działania bez gotowości. Nie ma karty "czekam aż będę gotowy". To by był zupełnie inny archetyp, i to dość ponury.
Zastanawiam się, czy to znaczy, że wybrałam zły moment na mój. Robię to różnie, zależy jak dzień wygląda. Myślałam, że elastyczność jest dobra, żeby nie czuć presji. A tu wychodzi, że może właśnie ta elastyczność mi przeszkadza?
Czyli w praktyce to jak? kenta, wybierz jedną porę, najlepiej taką, gdzie impuls do telefonu i tak jest silny, i tam wstawiaj rytuał? Bo to brzmi jakby chodziło o podstawienie, a nie dodanie nowego elementu dnia.
Kamień przy łóżku to jest akurat bardzo konkretny pomysł, bo on jest w zasięgu ręki, więc dosłownie zastępuje telefon jako pierwszy przedmiot dnia. Ja miałam podobnie i przez jakiś czas kładłam kwarc różowy tak, żeby był przed telefonem. Trochę głupie, ale po kilku dniach ręka zaczęła go szukać zanim dotarła do telefonu. Nie mówię, że to magia w sensie dosłownym, ale zmiana przestrzenna robiła różnicę.
Do Kenty, bo to ciekawe co z tym porankiem. W runach jest Dagaz, runa świtu i przebudzenia, przejścia między stanami. Jeśli szukasz czegoś, co miałoby znaczenie w tym konkretnym momencie dnia, Dagaz jest właśnie o tej granicy między snem a jawą, i o tym, że przejście można wykonać świadomie albo automatycznie. Niektórzy wycinają ją w drewwnie i kładą przy łóżku właśnie jako taki marker. Nie mówię, żebyś koniecznie używała run, ale jeśli przedmiot ma mieć znaczenie, to może warto, żeby miał jakieś zakorzenienie.
