Czyli jeśli dobrze rozumiem - zamiast myśleć "muszę być czysty żeby zacząć", można myśleć "mycie jest początkiem"? Bo to naprawdę zmienia podejście. Ja zawsze traktowałem mycie rąk przed dotykiem kamienia jako warunek, nie jako gest. To trochę inne uczucie kiedy to tak sformułujesz.
Właśnie tak to zrrobiłem po czasie, nie od razu. Na początku myłem ręce bo "tak trzeba". Potem zacząłem traktować ten moment przy umywalce jako moment przejścia. teraz woda z kranu jest dla mnie ważniejsza niż cokolwiek innego w tym rytuale. Ale żbey było jasne - nie zawsze mam dostęp do wody na budowie. Są dni kiedy biorę prysznic dopiero w domu i to jest inne wyjście. Co wtedy?
A co masz przy sobie na budowie? Pytam serio, bo jeśli wody nie ma, to pytanie jest czy jest coś czym możesz zastąpić ten gest. W niektórych tradycjach afrykańskich - konkretnie w praktykach związanych z Ifá - używa się suchej ziemi do oczyszczenia kiedy wody nie ma. Dosłownie. Ziemia jako substytut wody. Dla kogoś pracującego na budowie ziemia jest dosłownie pod ręką cały czas.
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może z boku - czy wy traktujecie brud na rękach jako problem do rozwiązania, czy jako element kontekstu? Bo mi się wydaje, że całą tę rozmowę prowadzimy zakładając, że brud jest przeszkodą. A co jeśli ktoś pracuje z ziemią, kamieniem, drewnem - i ten kontakt z materią jest po swojemu czymś, co nie wymaga neutralizacji?
To co Iwetka72 mówi otwiera coś ważnego - ale mam zastrzeżenie. Romantyzowanie pracy fizycznej jako "bliżej ziemi" jest pułapką, w którą można łatwo wpaść. Praca na budowie to często haas, pył chemiczny, stres fizyczny, zanieczyszczenia których nie ma w "naturalnym" kontakcie z ziemią. To nie jest to samo co uprawianie roli. Więc zanim nazwiemy ten brud "elementem kontekstu", warto zapytać Damianek77 jak on sam ten brud czuje.
Właśnie dlatego ta rozmowa jest lepsza niż większość wątków o rytuałach - bo zamiast "jak masz robić" dochodzi się do "jak ty to czujesz i co z tym robisz". Mam pytanie do całej grupy - czy ktoś próbował kiedyś rytuału który celowo zaczynał się od kontaktu z materiałem pracy? hmm Nie jako zanieczyszczenie, ale jako punkt startowy?
To co Talizmana opisuje to jest w sumie mechanizm który pojawia się w magii sympatycznej - obiekt wykonany ręcznie niesie energię swojego twórcy w sposób bardziej bezpośredni niż cokolwiek kupionego. ale tu mam pytanie do Damianek77 - czy masz cokolwiek co zrobiłeś sam, fizycznie, z materiałów z budowy albo związanych z pracą? Nie jako zaplanowany rytuał, ale coś co po prostu wyszło z rąk?
Poczekaj - skręciłeś go "z nudy" ale leży na parapecie już kilka miesięcy i nie wyrzuciłeś. Czemu go nie wyrzuciłeś? ojej, Bo to brzmi jakbyś już podjął jakąś decyzję bez jej świadomego podjęcia.
To jest właśnie ten moment kiedy intencja wsteczna jest ciekawsza niż intencja z góry. Obiekt powstałł bez planu, ale coś sprawiło że nie wylądował w śmietniku. Czy to nie jest bardziej autentyczne niż kupowanie kamienia po obejrzeniu filmiku o litoterapii?
Miedź to specyficzny przypadek bo jest jednym z niewielu metali który ma wyraźne przyporządkowanie w większości tradycji - Venus w alchemii zachodniej, ale też w systemach wedyjskich jako metal Shury. Pytanie do Damianeka - czy ten drut ma jakiś kstałt, czy to jest tylko luźny skręt?
Spirala z miedzi skręcona bez planu na budowie - to brzmi jak coś co mogłoby się pojawić w instrukcji do rytuału i byłoby odebrane jako "trudne do osiągnięcia". A tu wyszło przypadkiem. wiesz co to trochę przewrotne jeśli chodzi o całego wątku, bo Damianek zaczął od pytania jak pracownik fizyczny może w ogóle robić rytuały, a skończyliśmy przy tym że ma obiekt który większość ludzi musiałaby specjalnie konstruować.
Mam pytanie które chodzi mi po głowie od kilku postów - czy wy zakładacie że to co nieintencjonalne może mieć moc działania, czy że intencja jest warunkiem koniecznym? no, Bo to są dwie bardzo różne filozofie i rozmawiamy jakby to było oczywiste, a to wcale nie jest oczywiste.
