Siedzę od jakiegoś czasu nad własną kartą i zastanawiam się – czy naprawdę da się z horoskopu wyczytać, kiedy pojawi się ta kluczowa osoba? Bo czytałem, że tranzyty Jowisza przez siódmy dom otwierają drzwi do relacji, ale u mnie Jowisz przeszedł przez siódemkę dwa lata temu i jedyne co spotkałem, to kota sąsiadki, który zaczął do mnie przychodzić. Macie jakieś swoje trafienia albo pudła?
Jowisz przez siódmy dom to jeden z wielu wskaźników, ale sam w sobie nie wystarczy. żeby mówić o poważnym timingu miłosnym, potrzebujesz kilku sygnałów jednocześnie – tranzyt do natalnej Wenus, aktywacja władcy siódmego domu, coś w progresjach. Jeden tranzyt to za mało. To jak jeden składnik – jeszcze nie danie.
Jowisz przez siódmy dom to jeden z wielu wskaźników, ale sam w sobie nie wystarczy. żeby mówić o poważnym timingu miłosnym, potrzebujesz kilku sygnałów jednocześnie – tranzyt do natalnej Wenus, aktywacja władcy siódmego domu, coś w progresjach. Jeden tranzyt to za mało. To jak jeden składnik – jeszcze nie danie.
U mnie się sprawdziło, ale nie z Jowiszem. Poznałam mojego męża, kiedy progresowana Wenus robiła koniunkcję z moim natalnym Słońcem. Jednocześnie tranzytowy Saturn robił trygon do mojej natalnej Wenus. Jowisz akurat nie robił nic szczególnego w mojej karcie w tamtym momencie. I to mi uświadomiło, że samo patrzenie na Jowisza to szukanie pod latarnią.
A co z rewolucją solarną? Czytałem, że jeśli w rewolucji solarnej masz dużo planet w siódmym domu, to rok powinien przynieść ważną relację. Sprawdzałem swoje stare rewolucje i faktycznie – w roku, kiedy poznałem byłą, miałem Słońce i Księżyc w siódmym domu rewolucji. Ale w innym roku miałem tam Wenus i Marsa, i nic się nie wydarzyło. Więc 50/50.
Ja mam pytanie trochę z boku – bo widzę, że mówicie o progresjach, rewolucjach solarnych, tranzytach... A dla kogoś, kto zna astrologię średnio, to jest dużo technik naraz. Czy jest jedna, najlepsza metoda na sprawdzenie timingu miłosnego, czy trzeba łączyć kilka?
Ja sprawdzałam wstecz – wzięłam daty, kiedy poznałam moich trzech poważniejszych partnerów, i patrzyłam, co się działo w karcie. I wyszło mi, że za każdym razem tranzytowy Jowisz albo Saturn aspektował moją natalną Wenus. Przy pierwszym – Jowisz koniunkcja Wenus. Przy drugim – Saturn trygon Wenus. Przy trzecim – Jowisz sekstyl Wenus. Więc u mnie wzorzec jest czytelny. Ale za każdym razem było też coś w progresjach, więc trudno powiedzieć, który czynnik był decydujący.
Czekajcie, to wy naprawdę analizujecie swoje karty urodzenia przed każdą potencjalną relacją? A nie prościej po prostu żyć i zobaczyć co się stanie? Bo brzmi to trochę jak planowanie każdego kroku z góry.
Ja dodam coś, o czym się tu jeszcze nie mówiło – progresowany semi-sekstyl. To aspekt 30 stopni, który w tradycji astrologicznej jest jednym z najczęściej pojawiających się wskaźników przy początku ważnych relacji. Robert Blaschke pisał o tym w swoich pracach o analizie relacji. Progresowana Wenus lub Mars w semi-sekstylu do innej planety natalnej potrafi precyzyjnie wskazać okres, w którym ktoś wchodzi w twoje życie.
Wtrącę swoje trzy grosze – nie ma czegoś takiego jak jeden uniwersalny wskaźnik. Poznałam mojego partnera, kiedy tranzytowy Uran robił trygon do mojej natalnej Wenus. Spotkanie było kompletnie nieplanowane, dosłownie przypadkowe. I to jest właśnie uranowa jakość – zaskoczenie. Natomiast trwałość tej relacji widać dopiero po aspektach Saturna. Uran otwiera drzwi, Saturn decyduje, czy zamek będzie mocny.
Jeszcze jedno – Judi Thomases pisała, że najsilniejszym progresyjnym wskaźniką miłości jest koniunkcja progresowanej Wenus z natalnym Słońcem, albo odwrotnie – progresowanego Słońca z natalną Wenus. Sprawdziłam to na kilkunastu kartach znajomych i potwierdzam – gdy ten aspekt zachodzi, prawie zawsze pojawia się ktoś ważny. Nie zawsze partner na całe życie, ale ktoś, kto zmienia perspektywę.
U mnie pudło było klasyczne. Czytałem sobie w necie, że tranzyt Jowisza przez piąty dom to świetny czas na romans. Jowisz przeszedł, żadnego romansu. Za to dostałem awans w pracy i zacząłem nowe hobby. I wtedy zrozumiałem, że piąty dom to nie tylko miłość – to twórczość, przyjemność, ekspresja. Jowisz dał mi ekspansję w piątym domu, ale w innej sferze niż oczekiwałem.
Mam pytanie o Neptuna. Bo rok temu tranzytowy Neptun robił trygon do mojej Wenus i zakochnałem się jak nastolatek. Totalnie. A potem okazało się, że ta osoba nie jest taka, jak myślałem. Typowa neptunowa iluzja?
Jest jeszcze coś, o czym mało kto mówi – rewolucja wenusjańska. Tak jak rewolucja solarna jest kartą na rok od urodzin, tak rewolucja wenusjańska to karta na powrót Wenus do natalnej pozycji, co zdarza się mniej więcej co rok. W tej karcie descendant i aspekty do Wenus dają sporo informacji o kierunku relacji na nadchodzący rok. Mało kto z tego korzysta, a to ciekawe uzupełnienie.
OK, ale wracając do głównego pytania – czy ktoś tutaj naprawdę trafnie przewidział moment spotkania partnera ZANIM to się stało? Nie wstecz, nie post factum, ale naprawdę popatrzył w kartę i powiedział „w tym okresie kogoś spotkam” i tak się stało?
Zaraz, zaraz – ascendent w Wadze w rewolucji solarnej to wskaźnik miłosny? Bo ja mam w tym roku Wagę jako ascendent rewolucji. Znaczy, że mam szansę? 🙂
Ja mam inne doświadczenie. Analizowałam swoją kartę przed rokiem i widziałam piękne aspekty – tranzytowa Wenus trygon do natalnego Jowisza, Jowisz wchodzący w piąty dom, Saturn w sekstylu do Wenus. Myślałam: „no to teraz!”. I co? Nic. Absolutnie nic romantycznego się nie wydarzyło. Za to zaczęłam malować i odkryłam pasję do akwareli. Planety dostarczyły, ale nie to, czego oczekiwałam.
