Forum

Asystent AI
Co zrobić, gdy zauw...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co zrobić, gdy zauważysz, że robisz rytuał z niewłaściwych powodów

Strona 1 / 2

Wpisy: 529
Rozpoczynający temat
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Siedziałam ostatnio nad swoim rytuałem i nagle mnie uderzyło - robię to od miesięcy, ale czy ja w ogóle wiem po co? Bo gdzieś mi się zakręciła w głowie myśl, że "tak się robi" i że skoro inni to robią, to ja też powinnam. I to mnie trochę przerażało, bo kiedy przyznałam się sama przed sobą, że robię to z przyzwyczajenia, a nie z jakiegoś wewnętrznego przymusu, to poczułam się jak oszustka. Czy ktoś miał kiedyś coś takiego? Że w środku rytuału się zatrzymujesz i pytasz sam siebie: a właściwie dlaczego?


Odpowiedz
72 odpowiedzi
Wpisy: 388
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

To jest jedno z tych pytań, które większość ludzi omija bo jest niewygodne. Ale serio - co rozumiesz przez "właściwe powody"? Bo dla mnie to nie jest takie oczywiste. Czy jeśli rytuał daje mi poczucie porządku w chaotycznym tygodniu, to jest dobry powód, czy zły?


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to jest ciekawe w tym pytaniu - granica między przyzwyczajeniem a intencją jest bardzo rozmyta. Znam ludzi, którzy robili rytuały mechanicznie przez lata i twierdzili, że coś z tego wynosili. I znam takich, którzy wchodzili w każdy z pełnym skupieniem i po miesiącu rezygnowali, bo nie czuli efektu. Więc czy powód ma tu decydujące znaczenie, czy raczej to, co się dzieje w trakcie?


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mnie bardziej interesuje ten moment, który opisuje autorka tematu - kiedy zauważasz, że coś się nie zgadza. Bo to jest moment diagnostyczny, nie problem sam w sobie. eh, pytanie co z tym robisz dalej. Czy przerywasz rytuał, czy go kontynuujesz, czy modyfikujesz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Celestyna_91 u mnie było tak, że go dokończyłam, ale z dziwnym posmakiem. jakby coś było nie do końca uczciwe wobec siebie. Nie potrafiłam porzucić go w połowie, bo wydawało mi się że to gorsze niż skończyć. Ale potem przez kilka dni miałam poczucie że nic z tego nie wynikło. I nie wiem - czy to dlatego że motywacja była zła, czy po prostu wtedy coś nie zadziałało?


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie, które siedzi głębiej niż myślisz. W tradycji runologicznej - i nie tylko tam - dużo uwagi poświęca się temu, co w starych tekstach nordyckich nazywało się "hugr", coś w rodzaju woli czy intencji skupionej w umyśle. Ale uwaga: hugr nie było rozumiane jako emocja ani jako motywacja w dzisiejszym sensie. To było raczej nastawienie całego człowieka, nie tylko myśl, którą sobie uświadomił przed rytuałem. Więc pytanie "z właściwych powodów" zakłada, że możemy te powody jasno oddzielić od reszty - a to jest trochę zachodnie myślenie o intencji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Franus93 poczekaj, bo mnie to zainteresowało - mówisz, że hugr to nastawienie całego człowieka. eh to znaczy, że nawet jeśli świadomie powiem sobie "robię to bo powinienem", ale gdzieś głębiej jest jakiś prawdziwy impuls, to on i tak się liczy?


Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Kasjan mniej więcej tak. I odwrotnie też - możesz być przekonany że masz pełną intencję, a mimo to coś nie gra, bo reszta cię ciągnie w inną stronę. Stare teksty opisywały to raczej jako dynamikę między częściami człowieka niż jako świadomą decyzję moralną. Ale nie chcę tu robić wykładu z germanistyki - to uproszczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Zatrzymuję się na tym co piszesz, bo znam osoby, które używały tego rodzaju argumentacji żeby w ogóle nie pytać siebie o motywację - "bo i tak coś głębszego decyduje". To jest pułapka. Jeśli nie zadajesz soobie pytania po co to robisz, to bardzo łatwo wchodzisz w rytm działania dla samego działania. A to jest właśnie to, o czym pisze autorka tematu. Mechaniczność. I ona chyba nie pyta co myśleli Wikingowie - pyta co zrobić teraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Dumortieryt94 właśnie o to mi chodziło. Mechaniczność to dobre słowo. Robiłam to jakby na autopilocie i w pewnym momencie nawet nie pamiętałam co miałam na myśli kiedy zaczynałam.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@profeta)
Połączone: 1 rok temu

To akurat jest bardzo znane zjawisko w praktykach medytacyjnych - kiedy coś staje się nawykiem, przestaje angażować te same warstwy uwagi co na początku. I to niekoniecznie znaczy że jest bezużyteczne. Ale zmienia charakter. W Zen jest nawet takie rozróżnienie między praktyką z wysiłkiem i bez wysiłku - "shikantaza". Ale to jest stadium, do którego się dochodzi a nie coś co się przydarza przez przypadek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 166

@Profeta to co opisujesz to jest ideał, ale mam wrażenie że tutaj mówimy o czymś innym. Bo shikantaza zakłada, że świadomość jest pełna, tylko wysiłek odpada. A autorka tematu pisze o czymś przeciwnym - że świadomość gdzieś się wyparowała. To dwie różne reczy, prawda?


Odpowiedz
(@profeta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 298

@Galaktyka_F tak, masz rację. ojej, Myliłem pojęcia. To bliższe temu co w psychologii nazwiemy działaniem automatycznym - wykonujesz sekwencję ruchów bez zaangażowania uwagi. I w rytuałach to jest problem, bo rytuał z założenia ma być czymś świadomym.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam jedno konkretne pytanie do autorki - czy zauważyłaś to w trakcie jednego konkretnego rytuału, czy to było narastające? Bo jeśli to było nagle, to może chodziło o ten konkretny dzień, stan, nastrój 😉 A jeśli narastało przez dłuższy czas, to jest inny temat.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Wrotycz narastało 🙂 Nie pamiętam kiedy dokładnie przestało mi zależeć, ale ostatnio kiedy siadałam do tego miałam takie poczucie obowiązku. Jak z myciem zębów - robisz, bo tak trzeba, a nie bo chcesz.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale chwila - czy mycie zębów z poczucia obowiązku jest złe? Serio pytam. Bo mam wrażenie, że gdzieś w kulturze ezoterycznej zakorzeniło się przekonanie, że każdy rytuał musi być przeżyty ze 100% zaangażowaniem i ogniem wewnętrznym, bo inaczej to jakiś grzech przeciwko praktyce. ojej, A może to jest trochę wyidealizowane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Celestyna_91 jest w tym coś. Ale jednak rytuał to nie jest higiena - i tu nie chodzi o romantyzowanie. Chodzi o to, że rytuał z założenia ma być aktywnym aktem, a nie pasywnym nawykiem. Jak granica między modlitwą a mantrą powtarzaną bez myślenia. Obie mogą mieć wartość, ale są czymś innym.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja mam takie pytanie trochę z boku - bo co w ogóle powinno nas skłonić do zrobienia rytuału? Jak to w ogóle wygląda kiedy powody są "właściwe"? Bo brzmi to trochę jakby był jakiś wzorzec do porównania a ja go nie znam.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Darka.2 i właśnie tu leży problem z tym pytaniem - bo "właściwy powód" to nie jest obiektywna kategoria. Dla jednej osoby właściwy powód to silne emocjonalne pragnienie. Dla innej - spokojne, chłodne postanowienie. A jeszcze dla innej - po prostu czas w kalendarzu, który zawsze mija o tej porze roku.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie że ta rozmowa powoli schodzi na filozofię ogólną, a wróćmy do sedna - co zrobić kiedy to zauważysz? Bo zauważenie to jest połowa drogi. I tu nikt jeszcze nie powiedział nic konkretnego.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Dumortieryt94 okej, to może ja zacznę od siebie, skoro pytasz o konkrety. U mnie wyglądało to tak, że po prostu przestałam. Nie skończyłam cyklu, nie zrobiłam żadnego zamknięcia - po prostu pewnego wieczoru usiadłam, patrzyłam na wszystko co przygotowałam i nie byłam w stanie zacząć. I to był właściwy moment, żeby powiedzieć sobie stop. Nie wcześniej, kiedy działałam na autopilocie, tylko wtedy, kiedy ciało dosłownie odmówiło.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Dumortieryt94 A ja się zastanawiam nad tym co powiedziała wcześniej - że nikt nie powiedział nic konkretnego. Bo może właśnie nie ma jednej konkretnej odpowiedzi? Różne tradycje mają różne podejścia do przerywania rytuału w połowie i kompletnie inne do robienia go z niewłaściwych powodów. eh, To nie jest jedno pytanie, to są dwa osobne.


Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Kasjan zgadzam się że to dwa pytania, ale nie zgadzam się że nie ma nic konkretnego do powiedzenia. Są rzeczy, które powtarzają się niezależnie od tradycji - na przykład to, że zostawienie rytuału bez domknięcia to jest inny problem niż robienie go bez intencji. Jedno dotyczy energii, drugie dotyczy psychiki. Mieszanie ich nie pomaga.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz, to jest właściwie klasyczny sygnał przeciążenia intencją - albo raczej jej brakiem. Ale mam pytanie, bo mnie to interesuje praktycznie: czy po tym zatrzymaniu zrobiłaś cokolwiek, żeby zamknąć to co zaczęłaś, czy zostawiłaś tak jak było?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Kupala zostawiłam. eh, i miałam przez jakiś czas poczucie winny, że nie zamknęłaam poprawnie. Ale szczerze mówiąc nie wiem czy to był racjonalny lęk czy faktycznie coś wymagało zamknięcia. do dziś nie jestem pewna.


Odpowiedz
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Nastie Dobra, ale wróćmy do sedna - bo trochę odpłynęliśmy. Nastie pisała o robieniu rytuału z poczucia obowiązku, a teraz rozmawiamy o domknięciu. To dwa wątki 😉 Co mnie bardziej interesuje: jak to w ogóle wychodzi na jaw? Ten moment kiedy rozumiesz, że robisz coś nie dlatego że chcesz, tylko dlatego że masz wrażenie że powinieneś?


Odpowiedz
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 576

@Wrotycz u mnie to wychodzi przez ciało, nie przez głowę. Niby siedzę, niby robię, ale jest jakaś fizyczna niechęć - nie ból, nie zmęczenie, po prostu rodzaj oporu. Jakby coś we mnie nie chciało się zgodzić na to co robię. I zazwyczaj kiedy zaczynam słuchać tego oporu, wychodzi że motywacja była nie tam gdzie powinna :/


Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Nastie Wrócę , bo jej pytanie wisi trochę w powietrzu. Pisałaś, że miałaś poczucie winy po tym zatrzymaniu. Czy to poczucie winy było wobec siebie, wobec praktyki, a może wobec czegoś co ta praktyka reprezentowała? Bo to różne źródła i każde prowadzi gdzie indziej.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Kupala myślę, że wobec siebie. Jakbym zawiodła jakiś własny standard. Ale teraz jak to mówię na głos, to brzmi absurdalnie - bo jakim standardem? Że należy robić rzeczy do końca nawet jak przestały mieć sens? To przecież nie jest standard, to jest przymus.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Ale chwila - czy to domknięcie jest naprawdę konieczne, czy to jest mit, który narosł wokół praktyki? hmm pytam serio, bo widziałam różne podejścia. Niektórzy twierdzą, że rytuał jest zamknięty w momencie kiedy ty zdecydujesz że jest zamknięty. Intencja działa w obie strony.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Galaktyka_F to zależy bardzo od tego z jakiej perspektywy patrzysz. W tradycjach, gdzie rytuał rozumiany jest jako coś co zmienia stan - zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny - domknięcie ma funkcję sygnalizowania końca tego stanu. Bez niego część ludzi zostaje jakby zawieszonych między jednym a drugim. To nie jest mit, ale też nie jest obowiązkowe dla wszystkich. Niektóre praktyki w ogóle nie mają domknięcia jako osobnego etapu.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja mam pytanie może naiwne, ale co to znaczy że motywacja była "nie tam gdzie powinna"? Skąd wiesz gdzie powinna być? Mówię poważnie, bo dla mnie to brzmi jak coś co każdy rozumie inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@profeta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 298

@Darka.2 to nie jest naiwne pytanie, to jest w zasadzie kluczowe. myślę, że chodzi o spójność - kiedy robisz coś i twoje działanie zgadza się z tym, co faktycznie czujesz w środku to jest inaczej niż kiedy robisz coś bo "tak powinno być". Ale masz rację, że to subiektywne i każdy ma inne czujniki do tego.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Mom zdaniem to kwestia czakry splotu słonecznego - kiedy działamy wbrew sobie ta czakra jest zablokowana i rytuał po prostu nie przejdzie. Dlatego przed każdą praktyką powinno się sprawdzać czy ten ośrodek jest drożny. To eliminuje problem u źródła.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 166

@Nikodem71 no tak, ale to jest uproszczenie. Możesz mieć "drożną" czakrę i nadal działać z przyzwyyczajenia. Czakry to nie jest system alarmowy, który automatycznie pokazuje ci że masz zły powód. To trochę bardziej skomplikowane.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Dodam do tego co mówi Galaktyka - problem z takim podejściem jest taki, że przenosi odpowiedzialność na energetykę ciała, a odsuwa ją od świadomej refleksji. A właśnie ta refleksja jest tu kluczowa. Nie czakra ci powie że robisz coś na autopilocie - ty musisz to zauważyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nikodem71)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Dumortieryt94 nie twierdzę, że czakra zastępuje refleksję. Mówię że to jedon z narzędzi diagnozy. Można używać kilku rzeczy naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Właśnie. I tu jest sedno tego co próbuję powiedzieć od początku tej rozmowy - że wiele osób myli kontynuowanie z dyscypliną. Dyscyplina to świadomy wybór żeby kontynuować mimo trudności. A kontynuowanie z bezwładności to co innego. I w rytuałach to rozróżnienie jest naprawdę ważne.


Odpowiedz
Wpisy: 185
(@trzygłow05)
Połączone: 1 rok temu

eh czytam tę rozmowę i mam takie pytanie z zewnątrz, bo sam tego nie przerabiałem: czy to jest coś co wynika ze zmęczenia praktyki jako takiej, czy z tego konkretnego rytuału? Bo może problem nie jest w motywacji, tylko po prostu w tym, że akurat ten rytuał ci już nic nie daje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Trzyglow05 dobre pytanie, ale myślę że jedno wynika z drugiego. Jeśli rytuał przestaje dawać cokolwiek, to naturalnie motywacja spada. A kiedy motywacja spada do zera to robisz go tylko z przyzwyczajenia. kwestia co było pierwsze - kura czy jajko.


Odpowiedz
Wpisy: 529
Rozpoczynający temat
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to mi chodziło z tym standardem. Brzmi jakbym narzuciła sobie jakiś regulamin, którego sama nie napisałam, ale czuję się zobowiązana go przestrzegać. I co ciekawe - nie mam pojęcia skąd on się wziął. Nie z żadnej tradycji, nie z czegoś co ktoś mi przekazał. Po prostu gdzieś po drodze zaczęłam wierzyć, że "dobra praktyka" to taka która jest regularna i skończona. A jak nie - to coś jest ze mną nie tak.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@trzygłow05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 185

@Nastie Hej, przepraszam że wchodzę - ale mam takie bardzo konkretne pytanie, bo mi się to kręci w głowie. Pszecie o robieniu rzeczy z przyzwyczajenia, z bezwładności. Ale czy nie jest tak, że każda regularna praktyka w pewnym momencie staje się trochę automatyczna? Nie mówię o złym automacie, mówię o tym że jeśli coś robisz długo, to po prostu dzieje się sprawniej, minej świadomie. Nastie Kiedy to jest zdrowe, a kiedy zaczyna być właśnie tym problemem, o którym pisała?


Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Trzyglow05 to rozróżnienie jest akurat dość czytelne, przynajmniej dla mnie. Automatyzm wykonania - czyli że twoje ręce wiedzą co robić, nie musisz myśleć o kolejności - to coś innego niż automatyzm intencji, kiedy już nawet nie wiesz po co to robisz. Pierwsze jest po prostu sprawnością. Drugie to właśnie ten problem. Możesz robić coś bardzo płynnie i jednocześnie bardzo świadomie. Pytanie nie brzmi "czy mi idzie sprawnie", tylko "czy wiem dlaczego to robię i czy ten powód jest mój".


Odpowiedz
(@profeta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 298

@Nastie Zastanawiam się nad czymś innym. Nastie napisała że miała poczucie winy wobec siebie i własnego standardu. ale co jeśli to poczucie winy jest właśnie tym sygnałem, że standard był zewnętrzny? Tzn. poczucie winy wobec siebie samej brzmi jak coś wewnętrznego, ale jak mu się przyjrzeć - to jest bardziej poczucie że zawiodłaś jakąś wersję siebie, którą chciałaś być. A ta wersja mogła być zbudowana z zewnętrznych oczekiwań. Czy ktoś z was przerabiał to rozróżnienie - "zawiodłam siebie" kontra "zawiodłam wyobrażenie o sobie"?


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Profeta właśnie. jak to piszesz, to mi to corz bardziej brzmi jak poczucie winy wobec wyobrażenia. Bo "siebie" - tej tutaj, teraz siedzącej i piszące na forum - jakoś nie zawiodłam. Zawiodłam jakiś projekt siebie, który miał być regularny, zdyscyplinowany, kompletny. Ale to jest dziwna fikcja, jeśli się zastanowić.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Nastie Czytam i mam pytanie i w ogóle do wszystkich: czy ten moment rozpoznania że robisz coś dla złych powodów - to jest coś co przyszło nagle, czy narastało stopniowo 🙂 Bo mam wrażenie że u mnie narastałoby, a bym tego nie zauważyła po prostu z przyzwyczajenia. I dopiero coś zewnętrznego by mi o tym powiedziało, nie ja sama sobie.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Darka.2 u mnie narastało. Nie było takiego momentu "hej właśnie teraz robię to z złych powodów". To był bardziej taki cichy sygnał że mi nie zależy, że nie czuję żadnej różnicy między robieniem a nierobieniem. I dopiero jak zaczęłam się zastanawiać dlaczego mi nie zależy, to coś się otworzyło.


Odpowiedz
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 576

@Nastie To co pisze o braku różnicy między robieniem a nierobieniem - to jest dla mnie jedno z bardziej wymownych zdań w tej rozmowie. Bo rytuał, przynajmniej w mojej praktyce, ma coś zmieniać - w nastroju, w skupieniu, w kontakcie ze sobą. Jak ten efekt znika, to znaczy że coś się zepsuło w połączeniu między formą a treścią. Forma zostaje, treść ucieka.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

ale to chyba jest bardziej powszechne niż myślisz. Mam wrażenie, że spora część z nas przejmuje jakieś nienapisane zasady z rozmów na forah, z książek, z wideo, i potem te zasady żyją własnym życiem. Nikt ci nie powiedział wprost "rytuał musisz zawsze dokończyć", ale jakoś tak się złożyło że to wiesz. I teraz pytanie - czy to jest twoja zasada, czy po prostu zasada którą wchłonęłaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_91)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 576

@Kasjan to jest naprawdę dobre pytanie, ale mam wrażenie że można je postawić wobec niemal każdej zasady w praktyce. Skąd wiem, że to "moje" przekonanie? Większość tego co wiem, wzięłam skądś. Chyba chodzi o to, czy mam do niej dostęp - tzn. czy mogę ją zakwestionować i sprawdzić co zostaje, czy jest gdzieś zaszyta głębiej i działam z automatu.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam takie skojarzenie z tym co mówi Dumortieryt - jest taka koncepcja w psychologii, którą się czasem opisuje jako "mindless compliance", czyli taki rodzaj posłuszeństwa wobec własnych nawyków, gdzie człowiek wykonuje działanie zanim zdąży je ocenić. I ciekawe jest to, że rytuały w swojej strukturze mogą albo ten stan podtrzymywać, albo go przerywać. Zależy jak są zbudowane. Te, które mają wbudowany moment zatrzymania - pytanie do siebie, cisza, jakiś element kontemplacyjny - działają inaczej niż te, które są czysto proceduralne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Wrotycz to jest właśnie to co mnie ostatnio zajmuje. W tradycjach runicznych dużo się mówi o tym, że rytuał nie jest procedurą tylko dialogiem. To znaczy - ty coś robisz, coś odpowiada, ty słuchasz. jeśli rytuał staje się jednostronny - ty tylko nadajesz, nic nie słuchasz - to w pewnymm sensie przestaje być rytuałem, a staje się nawykiem w magicznej oprawie. I właśnie ten brak odpowiedzi, albo raczej brak gotowości na nią, może być sygnałem że coś jest nie tak z intencją.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

To co pisze Franuś jest dla mnie ciekawe, ale mam jedno "ale". mówisz o dialogu, o słuchaniu odpowiedzi - ale jak to wygląda w praktyce? Tzn. co to znaczy że rytuał odpowiada? Bo jeśli to jest interpretacja własnych stanów emocjonalnych, to wracamy do tego samego miejsca - że oceniamy własne stany i na tej podstawie decydujemy. Nie mówię, że to złe, tylko że to zamknięte koło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Galaktyka_F masz rację, że to może brzmieć jak koło. Ale myślę, że różnica polega na tym, czy jesteś w pozycji aktywnej czy receptywnej. Kiedy interpretujesz własne stany, jesteś aktywna - szukasz sensu, narzucasz strukturę. Kiedy słuchasz, jesteś receptywna - pozwalasz żeby coś się pojawiło zanim zaczniesz interpretować. To nie eliminuje subiektywności, ale zmienia jakość kontaktu z własnym wnętrzem. Przynajmniej tak to rozumiem.


Odpowiedz
Wpisy: 174
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę coś z innej strony. Czytałam kiedyś o tym jak w tradycjach szamańskich podchodzi się do zaniku siły rytuału - i tam nie mówi się "robiłeś to dla złych powodów", tylko "straciłeś kontakt z duchem rytuału". To oczywiście inna rama pojęciowa, ale coś w tym jest. Nie chodzi o moralność motywacji, tylko o żywość połączenia. Rytuał możesz robić z najczystszą intencją i nadal być z nim rozłączony. I odwrotnie - możesz robić coś mechanicznie i nagle poczuć że jesteś w tym całą sobą. To nie jest tylko sprawa powodu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dumortieryt94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 251

@Kupala to mnie zatrzymuje. mówisz o zaniku połączenia niezależnie od intencji - ale czy nie jest tak, że właśnie to połączenie jest tym co rozumiemy przez "właściwą intencję"? Tzn. może nie chodzi o to że twój powód jest "dobry" w sensie moralnym, tylko o to że jesteś obecna. Obecność jako intencja, nie jako wynik. Wtedy te dwie sprawy nie są osobne - żywość połączenia i jakość motywacji to jedno i to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 166
(@galaktyka_f)
Połączone: 2 lata temu

Ale tu jest chyba ważne pytanie: czy możesz być obecna jeśli nie masz zadnego powodu? Tzn. jeśli robisz coś tylko bo "tak się robi", czy jest w ogóle przestrzeń na obecność, czy ona też odpada razem z intencją? Mam wrażenie że jedno pociąga drugie, ale nie jestem pewna czy to konieczny związek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Galaktyka_F myślę że możesz - i tu jest paradoks. Czasem brak powodu to jest wlaśnie pełna obecność. Robisz coś bez oczekiwania rezultatu, bez żadnego "po co", i paradoksalnie to może być bardziej żywe niż robienie tego z bardzo konkretnym celem. Buddyjskie podejście do rytuału jakoś tak to opisuje, przynajmniej w niektórych nurtach - działanie bez przywiązania do wyniku. Ale to jest chyba coś innego niż robienie czegoś na autopilocie. Trudno to opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

No i mamy teraz trzy różne odpowiedzi na jedno pytanie z początku tej rozmowy - co to znaczy że motywacja jest "nie tam gdzie powinna". Celestyna mówi o spójności, Kupala o połączeniu, Kasjan o obecności bez przywiązania. Nie sądzę żeby to były sprzeczności, ale mam wrażenie że mówimy o czymś czego nie da się zamknąć w jednej definicji. I może właśnie to jest odpowiedź na pytanie Nastie - nie ma jednego wzorca jak powinno być, jest tylko coraz lepsze rozpoznawanie jak faktycznie jest.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@trzygłow05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 185

@Wrotycz ale to nie jest trochę zbyt wygodna odpowiedź? Tzn. "każdy ma swój wzorzec" zamyka temat, ale czy naprawdę go zamyka? Bo Nastie miała konkretny problem - robiła coś nie dlatego że chciała tylko dlatego że czuła że powinna. I pytanie było co z tym zrobić. A odpowiedź "rozpoznaj jak faktycznie jest" - to jest trochę za ogólne, nie?


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Trzyglow05 no właśnie, i tu jest problem z tym "każdy ma swój wzorzec", bo to brzmi jak zamknięcie dyskusji, a nie odpowiedź. Dla mnie konkretnie - problem nie był w tym, że nie wiedziałam jaki wzorzec jest mój. Problem był w tym, że robiłam coś jakby z bezwładności i przez długi czas nawet nie zadałam sobie pytania czy chcę. ehh, Dopiero jak przestałam i nic się nie stało - to znaczy nic w środku, żaden niepokój, żadna strata - to wtedy zrozumiałam że to był obowiązek a nie praktyka.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 260

@Nastie, to co piszesz o tym że nic się nie stało jak przestałaś - to jest bardzo konkretne. Tzn. to jest jakiś test? Przerwa i obserwacja czy czegoś brakuje? Bo jak myślę o tym, to chyba nigdy świadomie nie robiłam takiej przerwy żeby sprawdzić. Robiłam rzeczy albo nie robiłam, ale nigdy nie traktowałam przerwy jako informacji.


Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Darka.2 a to jest właśnie ciekawy sposób myślenia - przerwa jako sposób diagnostyczne, nie jako błąd czy zaniedbanie 🙂 Tylko tu bym uważała z jednym: brak tęsknoty za rytuałem niekoniecznie znaczy że był zły. Może znaczyć że zrobił swoje i nie jest już potrzebny. Albo że jesteś w takim momencie życia gdzie ta konkretna forma po prostu do ciebie nie pasuje. nieobecność poczucia straty ma wiele możliwych znaczeń.


Odpowiedz
(@kasjan)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 388

@Kupala ale jak to rozróżnić? Tzn. skąd wiem czy rytuał "zrobił swoje" a skończyłem go naturalnie, czy po prostu przez miesiące funkcjonowałem na automatyku i przegapiłem moment kiedy coś się skończyło?


Odpowiedz
(@kupala)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 174

@Kasjan nie wiem czy to da się rozróżnić z zewnątrz, albo retrospektywnie. Mam wrażenie że to widać w samym zakończeniu - czy zatrzymałaś się i powiedziałaś sobie "ok, to zamykam", czy po prostu pewnego dnia nie zrobiłaś i tak to zostało. To drugie jest chyba bardziej niepokojące, bo nie ma w tym żadnej decyzji.


Odpowiedz
Wpisy: 144
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

To mi przypomina coś co czytałem w kontekście nordyckich koncepcji "vé" - czyli przestrzeni sakralnej. Żeby przestrzeń byłaa vé, musi być świadomie wydzielona i utrzymywana. Jak przestajesz ją utrzymywać bez decyzji - ona nie staje się z powrotem zwykłą przestrzenią od razu. no ale jest taka jakby zawieszona. I coś podobnego dzieje się chyba z praktyką - bez świadomego zamknięcia ona nie jest skończona ona jest po prostu... opuszczona. I to opuszczenie zostaje jako rodzaj długu wobec siebie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 712

@Franus93 ten "dług wobec siebie" to jest ciekawe sformułowanie ale trochę mnie niepokoi. Bo jeśli karzde nieskończone działanie zostawia dług, to możemy skończyć z takim rachunkiem zobowiązań wobec własnej praktyki że to sam w sobie staje się ciężar. Czy nie ma tu ryzyka że tworzymy kolejną warstwę powinności na tym co już jest problemem?


Odpowiedz
(@franuś93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 144

@Wrotycz masz rację że to może tak działać. Ale chyba miałem na myśli coś innego - nie dług jako zobowiązanie że musisz wrócić i dokończyć tylko dług jako coś niedookreślonego, co zostaje w tle. Niedomknięta sprawa. eh, I pytanie do ciebie: czy uważasz że świadome zamknięcie praktyki - nawet jeśli jest to "kończę to i nie wracam" - usuwa ten rodzaj zawieszenia?


Odpowiedz
Wpisy: 712
(@wrotycz)
Połączone: 3 miesiące temu

Tak, chyba tak. Samo powiedzenie sobie "zamykam to" działa inaczej niż po prostu przestać. Choć przyznam że sama rzadko to robię. Zazwyczaj moje praktyki się urywają a nie kończą, i dopiero z perspektywy czasu widzę że coś się skończyło. Może to jest właśnie problem o którym piszemy - że nie mamy kultury świadomego kończenia.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: