Ja akurat praktykuję głównie sama i muszę powiedzieć, że brak wspólnoty to jest coś, co czuję jako lukę - ale nie zawsze, tylko przy pewnych typach rytuałów. Przy czymś, co jest bardziej osobistym działaniem, nie potrzebuję nikogo obok. Ale przy rytuale, który ma coś zaznaczyć - przejście, zakończenie czegoś - to samotność robi różnicę. Nie wiem czy to kwestia neurodywergencji akurat, czy po prostu ludzkiej potrzeby świadka.
Ja rozumiem ten rytm, bo sama to czuję przy zwykłych rzeczach - jak piję kawę o tej samej godzinie to jakoś inaczej smakuje. Ale przy rytuale to chyba jest mocniejsze? Albo inaczej znaczące? Nie wiem jak to opisać.
Mnie to pytanie o próg zawsze gdzieś uwiera. Bo sama robiłam rzeczy, które w tamtym momencie nie były dla mnie rytuałem, a po czasie zdałam sobie sprawę, że de facto nim były - powtarzałam je, miały jakiś porządek, byłam w nich obecna inaczej niż przy codziennych czynnościach. Czy retroaktywnie stały się rytuałem? I czy to ma znaczenie dla ich działania?
To jest ciekawe, bo jakby odwraca porządek. Zazwyczaj myślimy, że najpierw jest intencja, potem forma, potem działanie. A tu forma wychodzi pierwsza i intencja dochodzi później. Nie wiem czy to undermines cały ten rytuał, czy właśnie dowodzi, że forma ma swoje własne działanie niezależnie od tego, czy jesteś świadoma co robisz.
A wracając do tego, co jest w tytule - bo trochę odpłynęliśmy - zastanawiam się, czy osoby z ADHD mają inny stosunek do pamięci ciała. Bo jedną z cech jest impulsywność i trudność z utrzymaniem sekwencji. Czy wtedy forma rytualna, która jest wdrukowana ruchowo, jest właśnie wsparciem, bo nie trzeba myśleć co dalej, czy przeszkadza, bo ciało idzie swoją drogą a umysł jest gdzie indziej?
Nie mam diagnozy, ale mam pewne cechy i mogę powiedzieć, że u mnie właśnie tak jest. Jeśli wchodzę w coś dobrze, to ciało mnie prowadzi i jest okej. Ale jak coś przerwie - telefon, hałas, własna myśl - to już nie wiem gdzie byłam i robi się z tego chaos. Nie wiem czy to jest ADHD, ale mechanizm brzmi znajomo.
To jest coś, o czym wcześniej nie myślałam - że dostosowanie rytuału do neurodywergencji nie musi polegać na skracaniu albo upraszczaniu, ale na budowaniu wewnętrznej struktury inaczej. Jak punkty zapisu w grze wideo - sama treść jest ta sama, ale jest możliwość wyjścia i wejścia bez utraty wszystkiego.
