Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób mi...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób mieszkających w małych mieszkaniach - co gdy brakuje miejsca

Strona 2 / 2

Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

No dobrze, ale jak to przełożyć na praktykę? Bo powiedzenie "gotowanie jest rytuałem" brzmi pięknie, ale co to w praktyce znaczy? Że myślę o czymś szczególnym podczas gotowania zupy? Bo jeśli tak, to nie rozumiem, czym to się różni od zwykłego rozmyślania pod prysznicem.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Bogusia81 różnica jest w intencji i w tym, że masz jakiś konkretny schemat - nie tylko "myślę o czymś". Ale rozumiem twój sceptycyzm, bo to jest bardzo łatwo powiedzieć i bardzo trudno ukonkretnić. W etnograficznych opisach tych obrzędów domowych jest dużo szczegółów - konkretne słowa, konkretna kolejność czynności, konkretny moment. Nie chodziło o to, żeby "uważnie obierać ziemniaki". Zastanawiam się tylko, czy odtwarzanie tych schematów bez ich oryginalnego kontekstu kulturowego ma w ogóle sens.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Dziewanna ale to pytanie o kontekst kulturowy można by zadać w stosunku do prawie każdej praktyki, którą tu omawiamy. Galdr bez bycia w nordyckiej tradycji, runy kupione w sklepie ezoterycznym, tarot stworzony przez francuskich okultystów - wszystko to jest wyrwane z jakiegoś oryginalnego kontekstu. To nie jest zarzut, naprawdę pytam - gdzie dla ciebie jest granica?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka dobre pytanie i szczerze nie wiem. Chyba nie ma czystej odpowiedzi. Moje przeczucie jest takie, że im bardziej konkretna jest jakaś praktyka - im bardziej zależy od specyficznych elementów materialnych, specyficznego języka, specyficznego czasu - tym trudniej ją przenieść bez straty. A im bardziej jest o postawie i intencji, tym łatwiej. Ale to jest tylko moje przeczucie.


Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Dziewanna A ja mam pytanie, bo trochę kłóci mi się to z tym co pisała Dziewanna wcześniej o tradycyjnych obrzędach - w tamtym kontekście miejsce BYŁO kluczowe. Konkretny próg, konkretna studnia, konkretny narożnik izby. To nie było tak, że można to było przenieść na tkaninę. Więc jak się to ma do siebie? Czy mówimy o zupełnie innych kategoriach praktyk?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Michasia99 tak, mówimy o różnych kategoriach i myślę, że warto to rozróżnić. W tradycyjnych obrzędach słowiańskich miejsce było częścią semantyki rytuału - próg był naprawdę progiem między tym a tamtym światem, nie symbolem progu. Przeniesienie tego na tkaninę w kawalerce to jest coś innego - to już jest praca z symbolem symbolu, żeby tak powiedzieć. Nie twierdzę, że to mniej wartościowe, tylko że to inna rzecz. I trzeba wiedzieć, co się robi.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Dziewanna a czy to rozróżnienie między "miejscem jako częścią rytuału" a "symbolem miejsca" jest twoje, czy gdzieś to czytałaś? Pytam, bo mi to się wydaje ważne, ale nie wiem czy jest na to jakaś literatura, czy to jest wniosek z obserwacji.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka to jest trochę i i. Czytałam o tym w kontekście badań nad rytuałem u Turneraa i Rapaporta - ten drugi pisał dużo o tym, że rytuał działa przez to, że pewne rzeczy traktuje jako niezmienne i absolutne, nawet jeśli są umowne. Jak przenosisz to do nowego kontekstu, zmieniasz tę strukturę. Ale też obserwuję to u siebie i w rozmowach z innymi.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Zostając przy tym pytaniu o kontekst - myślę, że jest jeszcze jedna warstwa. Niektóre praktyki "działają" właśnie dlatego, że są zakorzenione w żywej tradycji - ktoś cię tego uczył, ktoś to praktykował przed tobą, jest ciągłość. A praktyki rekonstruowane z książek lub internetu to jest coś innego, nawet jeśli używasz tych samych słów i gestów. To nie jest argument przeciwko nim, ale to jest inny rodzaj rzeczy. Nie wiem, czy mała kawalerka jest tu problemem - może ważniejsze jest to, skąd pochodzi to, co robisz.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

A jak to ma się do tematu mieszkania w ogóle? Bo trochę zaczęliśmy rozmawiać o autentyczności praktyki, a nie o przestrzeni. Choć rozumiem, że to jest połączone - jeśli twoja praktyka pochodzi z tradycji, gdzie przestrzeń jest kluczowa, to brak tej przestrzeni jest realnym problemem. Ale jeśli twoja praktyka jest z natury bardziej intencjonalna i wewnętrzna, to mieszkanie jest mniej istotne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Michasia99 Wracając do tej kawalerki konkretnie - mam wrażenie, że poza pytaniem "skąd pochodzi moja praktyka" jest też bardzo prozaiczne pytanie: co mi właściwie przeszkadza. Bo kiedy próbowałam to rozgryźć u siebie, okazało się, że połowa "przeszkód" to był lęk przed tym, co pomyślą sąsiedzi albo osoba, z którą mieszkam. A to jest zupełnie inny problem niż brak przestrzeni.


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Energetyczka to jest naprawdę celna uwaga. Sam mieszkam z żoną, która jest kompletnie poza tym wszystkim, i dużo moich "ograniczeń" to jest właśnie to - że czuję się głupio przy świecach kiedy ona ogląda telewizję w tym samym pokoju. To nie jest problem przestrzeni, tylko problem jakiegoś wstydu chyba.


Odpowiedz
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 347

@Genek74 właśnie, i to jest chyba bardziej powszechne niż by się wydawało. Ja też przez długi czas ukrywałam swoje zainteresowania przed rodziną i to wpływało na to, co mogłam robić w domu. Nie mogłam mieć ołtarza, bo ktoś by zapytał co to jest. Więc siłą rzeczy praktyka była bardzo wewnętrzna i dyskretna.


Odpowiedz
Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

I właśnie takie sytuacje chyba najbardziej wymuszają tę "miniaturyzację", o której pisałam na początku. Nie brak metrów kwadratowych, tylko brak prywatności. Mieszkam sama, więc technicznie mam wolną rękę - ale i tak mam w głowie jakiś głos, który mówi że to jest dziwne i że robię coś wstydliwego. Ciekawe skąd się bierze ten głos u osoby, która mieszka sama.


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Ten wstyd w samotności to jest osobny temat i bardzo ciekawy. Czytałam gdzieś, że wiele osób praktykujących cokolwiek prywatnie - niekoniecznie ezoterykę - ma poczucie, że muszą się "usprawiedliwiać" przed wyobrażonym obserwatorem. Jakby internalizowały spojrzenie zewnętrzne. Nie wiem czy to jest aż tak filozoficzne, ale u mnie też tak jest - robiąc cokolwiek przy runach czuję jakąś potrzebę żeby to wyglądało "sensownie", jakby ktoś patrzył.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Freja_R i tu wraca pytanie o rytm, który poruszałam wcześniej - regularna codzienna praktyka, nawet bardzo mała, chyba pomaga ten wewnętrzny głos wyciszyć. Bo przestajesz traktować to jako wyjątkowy moment, który musi wyglądać jakoś konkretnie, tylko jako normalną część dnia. Choć to trwa, nie jest tak że od razu znika ten dyskomfort.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Azalia ale skąd wiesz, że wyciszenie tego głosu to jest dobry kierunek? Mam na myśli - może ten głos pełni jakąś funkcję? Może każe ci się zatrzymać i zapytać, czy to co robisz ma dla ciebie sens, czy robisz to z automatu? Nie mówię że wstyd jest pomocny, ale krytyczny wewnętrzny obserwator niekoniecznie jest wrogiem.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Dominisia to jest dobra uwaga. Chodzi mi raczej o wstyd, który nie jest refleksją tylko odruchem - taki który sprawia, że nie zaczynasz, bo się wstydzisz samej siebie. Natomiast głos, który pyta "po co to robisz, co ci to daje" - tak, to jest inny rodzaj. Ten warto słuchać.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

A wracając jeszcze raz do kwestii przestrzeni fizycznej - czy ktoś tu eksperymentował z naprawdę minimalnym zestawem? Mam na myśli nie "mały ołtarz zamiast dużego", tylko coś w stylu: jeden przedmiot, jedna czynność. Bez żadnej estetyki, bez klimatu. Ciekawi mnie, czy coś z tej "struktury rytuału" zostaje, gdy usuwa się prawie wszystko materialne.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jemiolka tak, robiłam takie eksperymenty celowo, żeby zrozumieć co jest rdzenią a co jest dekoracją. I moje obserwacje są takie, że sama sekwencja - nawet zrobiona w głowie, bez żadnych rekwizytów - działa inaczej niż spontaniczna myśl czy intencja. Coś w samym "po kolei" robi różnicę. Nie wiem dlaczego, ale tak to odczuwam. Może to jest to, o czym Energetyczka mówiła wcześniej - że rytuał działa przez powtarzalność i strukturę, a nie przez materiały.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Shangie To jest ciekawe bo właściwie Shangie mówi, że rytuał można zmieścić w głowie. Że przestrzeń zewnętrzna jest opcjonalna. Ale jednocześnie mam wrażenie, że to co Jemiolka pytała dotyczyło też czegoś innego - czy coś się traci bez materialnego nośnika. Czy pracujesz inaczej, gdy masz ten jeden przedmiot niż gdy nie masz nic?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Ruta tak, zdecydowanie pracuję inaczej. Przedmiot pomaga mi wyjść z trybu "myślenia o robieniu" i po prostu być w tym co robię. To jest funkcja, którą spełnia też przestrzeń, rytualna kolejność, zapalenie świecy - one mówią ciału "teraz jest inaczej". Bez tego trzeba więcej świadomego wysiłku żeby osiągnąć ten sam efekt. Dlatego nie powiedziałabym, że materiały są niepotrzebne - raczej że są pomocne, a nie konieczne.


Odpowiedz
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 469

@Shangie Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do Shangie albo Azalii - bo mówicie o przechodzeniu w inny "tryb". Jak to wygląda u was w praktyce w małej przestrzeni? Bo ja rozumiem ideę, ale nie wiem jak to zacząć. Czy to jest coś co się po prostu wypracowuje z czasem, czy jest jakiś konkretny punkt wejścia?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Luiza75 szczerze? Myślę, że to się nie wypracowuje przez ćwiczenie samej techniki, tylko przez powtarzanie z uwagą. Czyli nie "robię to coraz lepiej" tylko "robię to uważniej". U mnie w małym mieszkaniu to wyglądało tak, że przez jakiś czas siadałam w tym samym miejscu o tej samej porze i robiłam dokładnie to samo - nieważne jak małe. I w pewnym momencie samo to miejsce zaczęło mi mówić "teraz inaczej", zanim jeszcze cokolwiek zrobiłam. To nie jest magia, to jest neurologia - ciało się uczy. Ale nie wiem, czy to odpowiada na twoje pytanie, bo ty pytałaś jak zacząć, a ja mówię o tym, co się dzieje po czasie.


Odpowiedz
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 469

@Shangie to jest pomocne, dziękuję. Ale właśnie - jak zacząć, zanim to miejsce cokolwiek zaczęło "mówić"? Bo chyba o to mi chodziło. Mam kawalerkę, biurko, łóżko i kącik kuchenny. Nie mam pojęcia, gdzie się w ogóle postawić żeby to miało sens.


Odpowiedz
Wpisy: 549
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Czytam to i myślę, że pytanie o miejsce jest trochę odwrócone. Nie chodzi o to, żeby znaleźć właściwe miejsce, tylko żeby jedno miejsce zaczęło być wystarczające. Może to brzmi banalnie, ale naprawdę - w małym mieszkaniu ta decyzja "tu" jest ważniejsza niż warunki tego miejsca. Siadasz tu. Nie tam, nie gdzie indziej. I to powtarzasz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Azalia ale czy nie ma znaczenia, że to "tu" za każdym razem wygląda inaczej? Mam na myśli - jeśli twoje miejsce to jest biurko, na którym rano pracujesz, po południu jesz i wieczorem siedzisz z tabletem, to jakim cudem ciało ma się przestawić w tryb rytuału? Chyba że chodzi ci o jakiś sygnał, który odróżnia ten konkretny moment od reszty.


Odpowiedz
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 549

@Jemiolka właśnie o to chodzi. Ten sygnał to nie musi być przestrzeń, może być gest, może być konkretna rzecz, którą kładziesz na biurku tylko wtedy. Moja znajoma używa jednej małej serwetki - leży złożona w szufladzie i wychodzi tylko podczas praktyki. Biurko to biurko, ale biurko z serwetką to już jest coś innego. Brzmi absurdalnie, ale działa.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Ta serwetka to jest dobry przykład, bo jest prosta i nie wymaga tłumaczenia nikomu w domu. Ale zastanawiam się - czy ta prosta rzecz nie staje się z czasem za mała? Czy jest jakiś moment, kiedy chcesz więcej i ta minimalizacja zaczyna uwierać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Ruta u mnie nie. I doszłam do wniosku, że to dlatego, że minimalizacja nie jest kompromisem, jeśli zrobiłaś ją świadomie. Kompromis to jest "chciałam mieć ołtarz ale nie mam miejsca więc mam tę serwetę zamiast". Wybór to jest "zdecydowałam, że ta serwetka jest wystarczająca, bo to co się za nią kryje jest w mojej głowie i nie potrzebuje więcej miejsca". Różnica jest subtelna, ale bardzo czuć ją w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 773
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej rozmowy o miejscu i mam takie skojarzenie z kartami - kiedy robię rozkład, też "tworzę" przestrzeń przez samo położenie kart w określonym porządku na blacie. Ten blat może być kuchenny, może być podłoga. Ale układ kart mówi, że teraz jest inaczej. I zastanawiam się czy to nie jest ten sam mechanizm co wasza serwetka - nie miejsce, tylko konfiguracja rzeczy w przestrzeni.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Dominisia z runami mam dokładnie tak samo. Woreczek wychodzi, kości idą na tkaninę i to jest moment przełączenia. Można to zrobić na podłodze w kawalerce, na ławce w parku, na kocu na balkonie. Miejsce nie jest głównym aktorem w tej historii.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Trochę mi się to wszystko kręci w kółko. Czyli co - jak mieszkasz w kawalerce to twoje rytuały są "słabsze" bo nie masz progu ani studni? To jest jakiś absurd. Większość z nas nie mieszka w tradycyjnej chacie i jakoś to działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Bogusia81 nie powiedziałam, że słabsze. Powiedziałam, że inne. To jest różnica, którą warto mieć w głowie właśnie po to, żeby nie oceniać swojej praktyki przez miarę, która nie jest dla niej stworzona. Jeśli pracujesz ze współczesną magią intencji, to tradycyjne kryterium "właściwego progu" w ogóle cię nie dotyczy.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Jest jeszcze jeden aspekt, który mi się tu nasuwa w kontekście małej przestrzeni, a który chyba do tej pory pominęłyśmy. Mianowicie - akustyka. Dźwięk w małym mieszkaniu jest wszechobecny i trudno go kontrolować. Dzwonek, śpiew mis, bębnienie - w bloku to wszystko słyszą sąsiedzi i to jest realne ograniczenie, nie tylko estetyczne. Zastanawiam się, czy ktoś znalazł na to jakieś rozwiązanie inne niż "słuchawki".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Energetyczka to jest bardzo konkretny problem, który mnie dotyczy. Mam misy tybetańskie od dawna i grałem na nich właściwie tylko kiedy byłem sam w domu przez dłuższy czas, co jest rzadkie. Zacząłem ostatnio używać ich bardzo cicho, prawie bez uderzenia, tylko żeby poczuć wibrację przez dotyk. Nie wiem czy to "tak samo działa" ale jest inaczej i też jest coś w tym.


Odpowiedz
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Genek74 O, to akurat mnie bardzo dotyczy. Mieszkam sama ale blok jest stary i cienkie ściany, więc bębnienie odpada. Ale Genek - to co piszesz o mizie bez uderzenia jest ciekawe, bo właściwie przesuwa punkt ciężkości z dźwięku na kontakt fizyczny. Czy ty to robisz jako celową praktykę, czy bardziej jako obejście?


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

szczerze - zaczęło się jako obejście, ale teraz już nie wiem. Bo to jest inny rodzaj uwagi. Jak grasz głośno, dźwięk cię wypełnia. Jak ledwo dotykasz, musisz być bardzo cicho i skupiony żeby w ogóle coś poczuć. Może to jest po prostu inna droga do tego samego miejsca.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 374

@Genek74 Trochę wracam do Genka i mis - bo mi to cały czas siedzi w głowie. On powiedział, że zaczęło się jako obejście, a skończyło jako osobny sposób. Zastanawiam się czy inne ograniczenia małego mieszkania mogą działać podobnie - czy ktoś miał coś takiego, że ograniczenie wymusiło coś, czego byś nie spróbowała gdybyś miała więcej miejsca?


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Natka75 Ja tak mam jeszcze z jedną rzeczą - nie mam gdzie rozłożyć kart w żadnym większym układzie, bo nie ma stołu gdzie można to zostawić na noc. Więc robię małe układy, trzy karty max, i od razu je fotografuję żeby mieć zapis. I to fotografowanie stało się częścią tego - patrzę na zdjęcie inaczej niż na karty na stole, bo zdjęcie jest statyczne i nie mogę przestawiać kart. Muszę czytać to co jest.


Odpowiedz
(@dominisia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 773

@Genek74 to fotografowanie kart to coś, o czym rzadko słyszę jako o celowym wyborze. Znam osoby które to robią żeby "zapamiętać rozkład", ale ty mówisz że to zmieniło sam sposób czytania. Czy to znaczy, że teraz czytasz inaczej niż przed tą zmianą?


Odpowiedz
(@genek74)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Dominisia chyba tak, choć trudno mi to precyzyjnie określić. Mam wrażenie że na zdjęciu widzę układ jako całość, a przy kartach na stole wzrok mi ciągle skacze do pojedynczych. Może to tylko ja, nie wiem czy to jest jakaś ogólna zasada.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Genek74 To co Genek opisuje z fotografowaniem jest bliskie czemuś, o czym myślę od jakiegoś czasu - że małe mieszkanie wymusza kompresję i ta kompresja czasem wyostrza. Nie ma miejsca na rozmach, więc zostajesz z tym co esencjonalne. Nie mówię że tak jest zawsze, ale widzę ten schemat u kilku osób, które znam.


Odpowiedz
 Ruta
(@ruta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 628

@Shangie a czy to nie jest trochę post-racjonalizacja? Znaczy - mówimy sobie że ograniczenie jest dobre, bo tak jest łatwiej zaakceptować że nie mamy wyboru. Nie oceniam, sama tak robię, ale zastanawiam się czy naprawdę wierzymy w to co mówimy.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Ruta uczciwe pytanie. Może i trochę. Ale nawet jeśli to jest post-racjonalizacja, to działa - bo naprawdę zaczyna się inaczej podchodzić do przestrzeni. Więc czy ma znaczenie skąd pochodzi przekonanie, jeśli efekt jest prawdziwy?


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Ruta To co Ruta powiedziała o post-racjonalizacji - mnie to też siedzi gdzieś z tyłu głowy w tej rozmowie. Ale z drugiej strony każdy system, który stosujemy, był kiedyś przez kogoś wymyślony jako odpowiedź na jakieś konkretne warunki. Może nie ma czystej formy "naturalnego" rytuału bez żadnej adaptacji do okoliczności.


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka Dokładnie to - adaptacja do warunków jest wpisana w historię prawie każdej tradycji rytualnej, którą znam. Słowiańskie obrzędy wyglądały inaczej w górach a inaczej na nizinach, inaczej w bogatej wsi a inaczej w biednej. To nie były zepsute wersje jakiegoś oryginału. Były odpowiedzią na to co było pod ręką.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Dziewanna właśnie to jest dla mnie kluczowe w tej rozmowie - że adaptacja nie jest degeneracją tradycji, tylko jej normalnym trybem działania. Ale mam pytanie do tego co powiedziałaś o słowiańskich obrzędach - czy masz na myśli że te lokalne wersje były równoważne, czy jednak była jakaś forma, do której inne się odwoływały?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Jemiolka nie wiem czy "równoważne" to dobre słowo, bo to sugeruje jakieś porównywanie na skali. Raczej myślę, że każda z tych form odpowiadała na warunki w jakich żyli ludzie którzy ją praktykowali. Góralski obrzęd dożynkowy nie był "gorszy" od nizinnego - był po prostu inny, bo inne było gospodarowanie, inne rośliny, inny rytm pracy. W małym mieszkaniu jest podobnie - warunki wyznaczają formę, a forma nie musi się tłumaczyć wobec jakiegoś wzorca.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@powojka)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i trochę się boję zapytać, bo wy mówicie o rzeczach, które są dla mnie jeszcze dość abstrakcyjne. Ale mam małe mieszkanie i chcę coś zacząć. Czy z tego wszystkiego co tu padło wynika, że naprawdę można zacząć od jednej rzeczy i jednej chwili? Bez żadnego przygotowania wcześniej?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Powojka tak, dokładnie z tego wynika. Jedna rzecz, jeden gest, jeden moment. I szczerze mówiąc - to nie jest uproszczona wersja dla kogoś, kto dopiero zaczyna. To jest po prostu jeden ze sposobów. Nie gorszy.


Odpowiedz
(@jemiolka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 679

@Powojka a możesz powiedzieć co cię blokuje jeśli chodzi o tę abstrakcyjność? Bo może to jest dobry trop - co konkretnie jest dla ciebie za mgliste?


Odpowiedz
(@powojka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 298

@Jemiolka chyba to, że nie wiem jak odróżnić moment kiedy "coś się dzieje" od momentu kiedy po prostu siedzę z przedmiotem w ręku i nic. Czy to kwestia praktyki, czy powinnam coś czuć od razu?


Odpowiedz
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 622

@Powojka to pytanie o "coś się dzieje" - czy masz na myśli wrażenia fizyczne, zmianę nastroju, coś innego? Bo to trochę zmienia odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Ja tam też miałam ten problem i szczerze - po prostu przestałam się zastanawiać czy czuję czy nie czuję i zaczęłam robić to co zaplanowałam. Efekty same powiedziały. Może za dużo analizujemy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Bogusia81 efekty powiedziały - rozumiem co masz na myśli, ale to zdanie jest trochę kłopotliwe, bo zakłada, że ktoś wie jakich efektów szukać. Powojka pyta o coś wcześniejszego - o sam moment wejścia w praktykę, nie o rezultaty po czasie.


Odpowiedz
(@bogusia81)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 347

@Dziewanna no dobra, może masz rację. Ale chyba wiesz o co mi chodziło. Nie można ciągle czekać na znak że "teraz".


Odpowiedz
Wpisy: 418
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wracając do Powojki - ja na początku używałam prostego zaznaczenia początku i końca. Jedno głębsze wdychanie przed, jedno po. Brzmi banalnie, ale to naprawdę zaczęło wyznaczać granicę między "przed" a "w środku". Małe mieszkanie nie ma z tym nic wspólnego - to działa tak samo na dwóch metrach jak i na dwudziestu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Freja_R ale czy to nie jest po prostu technika oddechowa, która mogłaby działać w każdym kontekście - medytacji, sporcie, czymkolwiek? Nie kwestionuję, pytam czy ty sama widzisz to jako coś specyficznie rytualnego.


Odpowiedz
(@freja_r)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 418

@Michasia99 dobre pytanie i nie mam stuprocentowej odpowiedzi. Pewnie to samo wdychanie w innym kontekście jest techniką oddechową. Intencja robi różnicę? Może. Albo to co jest wokół - przedmioty, pora, cokolwiek co zbieram w ten konkretny moment.


Odpowiedz
Wpisy: 549
(@azalia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ta rozmowa o intencji jest ciekawa, bo intencja brzmi jak coś bardzo ulotnego, ale w praktyce chodzi chyba o coś bardzo konkretnego - o to, że wiesz PO CO to robisz. I to "po co" jest różne w rytuale, technice oddechowej i rozciąganiu, nawet jeśli gest jest identyczny.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@energetyczka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wchodzę tu z boku, bo słucham tej rozmowy o adaptacji i zastanawiam się - czy wy w ogóle czujecie różnicę energetyczną między rytuałem zrobionym "pełnowymiarowo" a taką skompresowaną wersją? Pytam szczerze, bo sama nie jestem pewna czy to co czuję to różnica, czy po prostu inne nastawienie psychiczne przed jednym i drugim.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Energetyczka to jest pytanie, przy którym zawsze się zatrzymuję, bo nie wiem jak odpowiedzieć nie wpadając w pułapkę potwierdzenia. Znaczy - zawsze można powiedzieć "tak, czułam różnicę", ale skąd wiadomo że ta różnica pochodzi z formy rytuału, a nie z własnego przekonania że "pełna wersja jest lepsza". Nie mówię że nie ma różnicy, mówię że trudno to oddzielić. Choć jedna rzecz którą zauważam u siebie - w skompresowanej wersji muszę być dużo bardziej skupiona od początku, nie ma czasu na "rozgrzewkę". I to może być właśnie to wyostrzenie o którym mówiłam wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 374
Rozpoczynający temat
(@natka75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ta kwestia skupienia od początku, o której mówi Shangie, to chyba jest coś co wraca w tej rozmowie w różnych formach. Genek mówił o fotografowaniu kart, Freja o tym oddechu, Dziewanna o warunkach wyznaczających formę. Mam wrażenie że małe mieszkanie nie tyle ogranicza, co wymusza wcześniejsze wejście w uważność - nie można sobie pozwolić na przestrzenne budowanie nastroju, więc to budowanie musi się dziać wewnętrznie, zanim się w ogóle zacznie. Nie wiem czy to teza czy obserwacja, może obie naraz.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: