Forum

Asystent AI
Kiedy przerwać rytu...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy przerwać rytuał - rozpoznawanie czasu na zmianę lub rezygnację

Strona 1 / 2

Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - kiedy właściwie przestać? Nie chodzi mi o jednorazowe rytuały, tylko o te, które robimy regularnie, tygodniami albo miesiącami. W pewnym momencie coś się zmienia. Dla mnie to był rytuał z nowym księżycem, który robiłam przez prawie rok. Najpierw czułam coś wyraźnego - skupienie, jakąś ciągłość między kolejnymi cyklami. A potem zaczęłam go robić... bo go robiłam. Siadałam przy świecy, zapalałam kadzidło i czułam się jak ktoś, kto odhacza punkt na liście. Nie wiem, czy to był znak, żeby zupełnie odpuścić, czy tylko zmodyfikować formę. Może ktoś miał podobnie i wie, co wtedy zrobił?


Odpowiedz
179 odpowiedzi
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

To akurat bardzo częste i myślę, że niedoszacowane. Rytuał, który zmienił się w nawyk, to już nie jest rytuał w żadnym sensie tego słowa. Antropolodzy mają na to nawet swoje określenie - mówią o "ritual degradation", kiedy forma przeżywa treść. Pozostaje choreografia, ale odpada wszystko inne. Pytanie, które bym sobie zadała na twoim miejscu: czy w którymś momencie próbowałaś cokolwiek zmienić w tej formie i sprawdzić, co się stanie? Bo czasem wystarczy przestawić jeden element, żeby wrócić do czegoś żywego.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Ciekawe, bo ja patrzyłem na to zupełnie inaczej. Dla mnie rytuał, który wchodzi w nawyk, nie traci wartości - po prostu zmienia charakter. Staje się czymś bardziej w stylu kotwicy niż celebracji. Ale rozumiem, że to nie każdemu pasuje. Mam pytanie do Simmy - czy zrezygnowałaś w końcu z tego rytuału, czy zmieniłaś coś w środku?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Argos Zmieniłam formę, ale szczerze? Przez jakiś czas robiłam to z poczuciem winy, że "psuję" coś, co działało. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że to absurd - nie ma żadnej instancji, która pilnuje, żebym co miesiąc siadała w ten sam sposób. Ale to poczucie winy jest chyba dość powszechne, bo kilka osób mi o tym mówiło.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Simma Właśnie to poczucie winy mnie zastanawia. Skąd ono w ogóle pochodzi? Bo jeśli rytuał ma być czymś osobistym, własnym - to co właściwie zdradzamy, kiedy go porzucamy albo zmieniamy? Siebie sprzed roku? Jakieś wyobrażenie o tym, jacy "powinniśmy" być w tej praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Moim zdaniem to prosto - jak robisz coś od dawna to masz przyzwyczajenie i ciężko odpuścić. Tak samo jak z modlitwą u katolikóf - robią bo robią, nie bo czują. To samo w rytuałach. Ja tam uważam, że jak nie ma efektu to kończyć i koniec, nie ma co filozofowac.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Zbych62 Tylko że "efekt" to bardzo pojemne słowo. Co liczysz jako efekt - zewnętrzne zmiany w życiu? Poczucie spokoju po? Coś innego? Bo jeśli rytuał służy regulacji emocjonalnej albo poczuciu ciągłości, to może "działać" nawet jeśli nic spektakularnego nie wydarza się na zewnątrz.


Odpowiedz
Wpisy: 260
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja miałam taką sytuację, że robiłam pewien rytuał przez kilka miesięcy i w pewnym momencie zaczęłam się przy nim czuć... nie wiem, jak to nazwać. Nieswojo? Jakby coś było nie tak, ale nie umiałam wskazać co konkretnie. Dopiero kiedy o tym powiedziałam komuś z zewnątrz, ta osoba zapytała mnie, czy to ja chcę to robić, czy robię to, bo kiedyś tego chciałam. I to mnie trafiło. To dwie zupełnie różne rzeczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Malwinka A jak to rozróżniasz w praktyce? Bo wydaje mi się, że można się okłamywać w obie strony - raz mówić sobie "nie mam ochoty, ale to ważne", a innym razem "nie mam ochoty, to znak, że pora kończyć". Skąd wiesz, które jest które?


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Jasnowidzka Szczerze? Nie zawsze wiem. Ale jest taka różnica - kiedy nie mam ochoty, ale rytuał mi jednak coś daje, to po jego zrobieniu czuję ulgę albo coś się ułożyło. A kiedy robię go z przyzwyczajenia i nic za tym nie stoi, to po zakończeniu mam dokładnie to samo co przed. Zero zmiany, zero kontaktu z czymkolwiek. Taka pustka po.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Ciekawa obserwacja z tą "pustką po". Zastanawiam się, czy to nie jest coś, co da się powiązać z cyklem - bo jeśli ktoś robi rytuały powiązane z księżycem albo z konkretnymi dniami w roku, to ta sama forma może działać inaczej zależnie od momentu. Może problem nie tkwi w tym, że rytuał "się skończył", tylko że potrzebuje innego czasu albo kontekstu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Pelagia To możliwe, ale ja chyba zbyt długo tłumaczyłam sobie to właśnie w ten sposób. "Może zły dzień", "może zła pora", "może za bardzo zmęczona". W którymś momencie tych wymówek jest za dużo i one same w sobie są sygnałem.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt tu nie powiedział - ciało. Nie w żadnym mistycznym sensie, po prostu dosłownie. Jak wchodzisz w rytuał i jesteś spięta, spieszysz się, chcesz żeby się skończyło - to jest informacja. Tak samo jak to, że siedzisz spokojnie i czas się jakoś inaczej układa. Dla mnie to jeden z bardziej wiarygodnych wskaźników, czy coś jeszcze ma sens.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Tarocistka Ale jak ktoś jest po prostu zmęczony to też będzie spięty. To nie znaczy że rytuał nie działa, tylko że człowiek jest wykończony. Nie można mieszać tych rzeczy.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Zbych62 Nie mieszam - mówię o czymś innym niż zmęczenie fizyczne. Chodzi o takie napięcie specyficzne dla sytuacji, kiedy robisz coś, co nie jest już twoje. Zmęczony człowiek może być głęboko skupiony mimo wszystko. A ktoś, kto robi coś mechanicznie, może być wypoczęty i zupełnie nieobecny przy tym.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedno: czy ktoś z was miał moment, kiedy świadomie postanowił zakończyć jakiś rytuał - i jak to zrobił? Czy po prostu przestał, czy zrobił z tego osobne zamknięcie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kryska Ja zrobiłam zamknięcie i nie żałuję tej decyzji. Chciałam, żeby to był jakiś punkt, a nie żebym po prostu przestała pojawiać się przy tym ołtarzu. Ale wiem, że niektórzy uważają, że to zbędne - że wystarczy po prostu nie wrócić. Chyba zależy od człowieka.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Z mojego doświadczenia - i nie chodzi mi tu o żadną regułę ogólną - rytuały związane z konkretnym celem mają swój naturalny koniec, kiedy cel się domknął. Trudniejsze są te, które robiło się bez określonego celu, bardziej jako praktykę. Nie mają wbudowanego momentu zakończenia i to właśnie one najłatwiej stają się tym, o czym tu mówicie - czynnością bez życia.


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Eteria Ale czy rytuał bez konkretnego celu to w ogóle rytuał? Bo mam wrażenie, że wchodzimy tu w strefę, gdzie granica między rytuałem a zwykłą rutyną jest bardzo rozmyta.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Czeremcha To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Victor Turner pisał o rytuale jako o "liminalnym" przejściu - zawsze jest jakiś próg, coś przed i coś po. Jeśli tego nie ma, to możesz mieć nawyk, medytację, rytuał estetyczny - ale to różne kategorie. Choć nie wiem, czy ta akademicka klasyfikacja cokolwiek tu zmienia praktycznie.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Hania_W To co napisała Hania o Turnerze jest ciekawe, ale zastanawiam się, czy ta kategoria "liminalności" nie jest za ciasna. Bo mam wrażenie, że spora część rytuałów, które robię lub robiłam, nie miała żadnego wyraźnego progu. Robiłam je nie dlatego, że coś się zaczynało albo kończyło, tylko dlatego, że czułam, że powinnam. I teraz nie wiem, czy to był błąd od początku, czy po prostu inny rodzaj rytuału.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Simma Właśnie to mnie zastanawia - to "czułam, że powinnam" brzmi jak zewnętrzna presja, ale kto ją wywierał? Ty sama? Jakaś wspólnota? Bo mam wrażenie, że dużo porzucania rytuałów wynika właśnie z tego, że ktoś zaczął praktykę z cudzego przekonania, nie swojego.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Hania_W A czy da się w ogóle oddzielić "swoje" przekonanie od cudzego? Wszystko, czego się uczymy, skądś pochodzi. Nawet jeśli rytuał wymyśliłam sama, to składa się z elementów, które ktoś mi kiedyś pokazał albo o których gdzieś czytałam. Skąd wiedzieć, gdzie kończy się wpływ, a zaczyna autentyczność?


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Czeremcha To co mówi Czeremcha przypomina mi coś, co spotkałam przy okazji analizy snów - ten sam problem z rozróżnieniem, co jest "moje", a co jest naleciałością. I tam rozwiązaniem było śledzenie powtarzających się obrazów, nie jednorazowych. Może z rytuałami jest podobnie - nie jedno odczucie decyduje, tylko wzorzec po dłuższym czasie.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Eteria Ale jak długo śledzić ten wzorzec? Bo można się kręcić w kółko i ciągle mówić sobie "jeszcze za wcześnie na wnioski". Znam to z własnego doświadczenia, tyle że przy snach. W rytuale chyba jest podobne ryzyko.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Jasnowidzka Zgadzam się z Jаsnowidzką. Jest coś takiego jak zbieranie dowodów w nieskończoność, żeby nie musieć podjąć decyzji. Znam to. Rytuał przestał mi cokolwiek dawać, ale przez kilka miesięcy mówiłam sobie, że "jeszcze obserwuję". W pewnym momencie to obserwowanie samo w sobie stało się ucieczką.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Tarocistka No właśnie, za dużo tu analizowania. Jak coś nie działa to nie działa i trzeba odpuścić. Nie ma sensu szukać wzorców przez rok jak odpowiedź jest oczywista. Ludzie komplikują proste sprawy.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 Tylko że "oczywista" dla kogo? Dla mnie przez długi czas nie było oczywiste, bo miałam mieszane sygnały - raz lepiej, raz gorzej. Gdybym odpuściła przy pierwszym gorszym odczuciu, pewnie żałowałabym. Więc to nie jest takie proste jak "nie działa, kończymy".


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No ale ile razy lepiej a ile gorzej? Bo jak częściej gorzej to odpowiedź jest jasna. Nie ma tu filozofii.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Zbych62 To nie jest kwestia liczenia. Serio, Zbych, to nie jest statystyka. Są praktyki, które dają coś konkretnego raz na jakiś czas i to wystarczy. Są inne, które muszą działać regularnie, żeby miały sens. Skala nie jest jedna.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wchodzę w ten wątek, bo mam dokładnie taki dylemat od jakiegoś czasu. Robię praktykę powiązaną z nowiem i przez ostatnie kilka miesięcy zauważam, że przy niektórych nowiejach coś czuję wyraźnie, a przy innych - kompletna cisza. I nie wiem, czy to ja jestem "wyłączona", czy to akurat ten moment nie jest dla mnie, czy praktyka wyczerpała swój cel. Żadna z tych odpowiedzi nie wydaje mi się pewna.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Pelagia Też to miałam. I wiesz, co mi w końcu pomogło to rozróżnić? Sprawdzenie, co robiłam w tych "aktywnych" nowijach versus w tych cichych. Nie chodzi o samą praktykę, tylko o to, co się działo w moim życiu wcześniej. Czasem cisza przy rytuale to echo czegoś, co działo się kilka tygodni przed.


Odpowiedz
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 323

@Simma Interesujące co mówi Simma, bo ja nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób - szukając powiązania z tym, co poprzedza. Zwykle skupiałam się na samym rytuale. A tu wychodzi, że może kontekst życiowy jest ważniejszy niż forma praktyki.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Kryska Ale to też można odwrócić - może rytuał był sygnałem, że coś w życiu jest nie tak, i stąd ta cisza? Że zamiast szukać, dlaczego rytuał nie działa, warto by się zapytać, co on próbuje nam powiedzieć przez to milczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ojej, to jest takie głębokie co piszecie 🙂 Nigdy na to tak nie patrzyłam, że cisza w rytuale to może być jakiś komunikat. Zawsze myślałam, że jak nic nie czuję to coś robię źle. A to może po prostu inaczej się to układa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Agatka Dokładnie, i to jest częsty błąd - zakładanie, że brak odczucia znaczy błąd wykonania. Ale cisza to też informacja. Pytanie tylko, czy to cisza spokoju, czy cisza wyczerpania. Różnią się - i to dość wyraźnie, jak się posiedzieć z tym dłużej.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

A jak je odróżnić? Bo szczerze mówiąc nie wiem, czy potrafiłabym powiedzieć po sobie, które to jest. Cisza spokoju brzmi jak coś pozytywnego, ale cisza wyczerpania - co to właściwie oznacza w kontekście rytuału?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Jasnowidzka Cisza wyczerpania ma w sobie coś z ulgi, że już skończyłaś. Siadasz, kończysz, wstajesz - i nie masz żadnej ochoty wracać do tego miejsca ani myślami, ani fizycznie. Cisza spokoju jest inna, ona zostaje z tobą, nie ucieka. Przynajmniej tak ja to czuję.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Tarocistka Właśnie to rozróżnienie jest dla mnie nowe i jakoś usadza kilka rzeczy. Miałem rytuał, który kończyłem i od razu myślałem o czymś innym - nie w złym sensie, po prostu odchodziłem i nie ciągnęło mnie z powrotem. I długo mówiłem sobie, że to dlatego, że jestem "skończony" z daną energią. A teraz czytam to co pisze Tarocistka i zastanawiam się, czy to jednak nie było wyczerpanie.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Argos To ciekawe, że sam to teraz interpretujesz inaczej. Czy zmienił się ten rytuał z czasem, czy po prostu przestałeś go robić?


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Zmienił się i przestałem - to były dwa osobne etapy. Najpierw zacząłem go skracać, bo pełna wersja wydawała mi się... nie tyle ciężka, co po prostu za długa jak na to, co mi dawała. Potem skróciłem go do minimum i w sumie w tym minimum siedzę do dziś, tylko że teraz nie wiem, czy to jeszcze ten sam rytuał, czy już coś zupełnie innego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Argos A co zostało z oryginału? Bo jeśli zmieniłeś formę, ale intencja jest ta sama, to może to nadal ta sama praktyka, tyle że w innym ciele. Pytam, bo sama przez to przechodziłam i długo nie mogłam odpowiedzieć, czy zmieniam rytuał, czy go porzucam.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten wątek o skracaniu jest ciekawy, bo ja robiłam odwrotnie - dokładałam elementy, myśląc że coś ożywię. I nie ożywiłam, tylko zrobiłam z prostej rzeczy jakiś elaborat, który potem musiałam rozmontować. Niekiedy więcej nie znaczy lepiej, i to jest lekcja, którą musiałam przerobić kilka razy zanim do mnie dotarło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Hania_W I co sprawiło, że w końcu to zobaczyłaś? Bo u mnie też zdarzało się dokładanie - głównie przy praktykach związanych z przełomami miesięcy. I za każdym razem mówiłam sobie, że może brakuje jakiegoś elementu. Ciekawe, że zamiast odejmować, instynktownie dodajemy.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

To chyba wynika z takiego myślenia, że rytuał to przepis - i jak coś nie wychodzi, to znaczy, że brakuje składnika. A to błędna analogia. Praktyka to nie jest lista zakupów, gdzie możesz sprawdzić, czy czegoś nie pominęłaś. Czasem problem jest w tym, że w ogóle starasz się ją naprawić, zamiast zapytać, czy jeszcze chcesz ją robić.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Simma Ale jak zadać sobie to pytanie uczciwie? Bo ja jak pytam siebie "czy chcę to robić", to prawie zawsze odpowiadam "tak" - z jakiegoś przywiązania albo z poczucia, że rezygnacja to porażka. I nie wiem, jak oddzielić szczerą odpowiedź od tej, której oczekuję od siebie.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Czeremcha Sama się z tym zmagam. U mnie zadziałało jedno - zamiast pytać "czy chcę", zaczęłam pytać "jak się czuję dzień po". Bo w trakcie zawsze znajdę powód, żeby powiedzieć, że warto. Ale dzień później, albo dwa dni później, już jest bardziej szczerze.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Pelagia A wracając do tego co mówiła Pelagia - to z tym "dzień po" jest coś takiego, że ja bym się bała, że zwykłe zmęczenie po wieczornej praktyce zakłóci obraz. Jak to odróżnić od faktycznego braku chęci?


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Jasnowidzka Dobra obserwacja. Mnie zmęczenie po praktyce ma zazwyczaj taką jakość, że chcę odpocząć, ale nie mam poczucia, że coś mnie kosztowało za dużo. Natomiast kiedy praktyka zaczyna się wyczerpywać - to jest inne uczucie. Jakby coś z ciebie wzięło, a nie dało nic w zamian. Choć nie wiem, czy to jest opisywalne bez własnego przeżycia tego.


Odpowiedz
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 323

@Pelagia Właśnie to "kosztowało za dużo" - czy to może być sygnał, że praktyka jest za intensywna, a nie że trzeba ją porzucić? Bo może kwestia czestotliwości, a nie samej formy?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kryska, to jest bardzo dobra uwaga i myślę, że to jeden z częstszych błędów - od razu myślimy "zmienić albo skończyć", a może odpowiedź jest w tempie. Miałam rytuał, który robiłam codziennie i po kilku tygodniach byłam nim po prostu przesycona. Gdy zredukowałam do raz w tygodniu, przez jakiś czas wróciło coś żywego. Ale to nie zawsze działa - raz pomogło, innym razem nie.


Odpowiedz
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Simma Och, to mnie bardzo uspokaja co piszesz Simma 🙂 Bo ja też ostatnio czuję, że moja poranna praktyka zaczyna być mechaniczna i myślałam, że to znaczy, że już jej nie potrzebuję. A może po prostu za często?


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Agatka Mechaniczność to sygnał, który można czytać na kilka sposobów - i o to właśnie chodzi w tym temacie. Może za często, może forma się zestarzała, może potrzebujesz czegoś innego w tym miejscu. Sama mechaniczność jeszcze nic nie przesądza, ale na pewno warto się przy niej zatrzymać i nie ignorować.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mnie tu trochę irytuje to szukanie dróg dokoła. Jak nie chcesz, to nie chcesz. Czemu trzeba czekać dzień po, żeby to wiedzieć? Intuicja mówi od razu, tylko trzeba jej słuchać a nie zagadywać analiza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 Intuicja mówi od razu - OK, ale u wielu ludzi intuicja i nawyk mówią tym samym głosem. I właśnie o to chodzi, żeby nauczyć się je rozróżniać. Nie każdy to ma od razu opanowane i nie ma w tym nic złego.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No nie wiem, wydaje mi się że to wie każdy tylko sie boi przyznać. Ale dobra, różni ludzie rożnie.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się, czy mechaniczność nie jest też niekiedy czymś normalnym w cyklu każdej praktyki. W pracy z obrazami snów bywają okresy, gdy wszystko jest suche i nic się nie klei, a potem nagle znów coś się otwiera. Może rytualny odpowiednik też istnieje i po prostu nie umiemy go rozpoznać jako "to tylko etap", zamiast "to koniec"?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Eteria, tu mnie masz. Właśnie przez to za długo trzymałam się rzeczy, które po prostu były w naturalnym dołku. Ale też - jak odróżnić dołek od faktycznego końca? To jest chyba centralny problem w tym wątku i do tej pory nikt nie powiedział nic, co by dawało konkretne kryterium.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Hania_W Bo może konkretnego kryterium nie ma? I to właśnie jest trudne - że nie ma jednej miary. Każda praktyka, każda osoba i każdy kontekst są inne. Trochę to frustrujące, bo chciałoby się mieć jakiś punkt odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Może kryterium nie jest zewnętrzne, tylko wewnętrzne - i polega na tym, że w pewnym momencie już nie zadajesz sobie pytania "czy to koniec", tylko po prostu wiesz. I to "wiem" nie przychodzi po analizie, tylko nagle jest. Przynajmniej u mnie tak było z tym rytuałem, który w końcu zostawiłem całkowicie. Po prostu pewnego dnia nie wróciłem i nie szukałem powodu.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Argos, to "nagle wiem" jest ciekawe, bo ja też tak to opisuję, ale zastanawiam się, czy to jest coś, czego można się nauczyć, czy to po prostu przychodzi samo. Bo jak patrzę wstecz, to faktycznie - zanim przestałam jakąś praktykę, to przez chwilę miałam poczucie, że pytanie przestało być pytaniem. Ale żeby z tym trafić do kogoś jako rada, to trochę mało konkretne, nie?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Simma, mnie to "nagle wiem" trochę drażni jako odpowiedź, bo brzmi jak wymówka od myślenia. Ale chyba wiem, co Argos miał na myśli - że jest jakaś różnica między wątpliwością, która pyta, a wątpliwością, która już odpowiada. Tyle że do tego momentu trzeba jakoś dojść i to jest cały problem.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Hania_W Nie, nie chodziło mi o wymówkę - próbowałem opisać konkretne doświadczenie. U mnie to wyglądało tak, że przez kilka tygodni miałem tę samą wątpliwość w kółko i w pewnym momencie po prostu przestałem wracać do pytania. Nie dlatego, że znalazłem odpowiedź, tylko że pytanie przestało mieć energię. Może to złe słowo, ale nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Argos Ale to nie brzmi jak "wiem", to bardziej brzmi jak "przestałem się tym zajmować". Jak odróżnić, że pytanie straciło energię bo odpowiedź przyszła, od tego że po prostu się zmęczyłeś i odpuściłeś?


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Czeremcha To rozróżnienie, o którym Czeremcha pisze, jest naprawdę kluczowe i myślę, że często sami sobie robimy tu zasłonę dymną. Zmęczenie potrafi udawać decyzję. Szczególnie jeśli ktoś jest typem, który długo wytrzymuje dyskomfort - wtedy "poddaję się" i "kończę świadomie" mogą wyglądać z zewnątrz identycznie.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Tarocistka Wracając do tego co mówiła Tarocistka o zmęczeniu udającym decyzję - ja miałam coś, co teraz interpretuję właśnie tak. Robiłam jedną praktykę przez długi czas, aż poczułam, że już "skończyłam". Ale jak się nad tym zastanawiam, to zakończenie zbiegło się z bardzo intensywnym okresem zawodowo. I do dziś nie jestem pewna, czy to była słuszna decyzja, czy po prostu wtedy byłam przemęczona i dałam sobie pozwolenie na rezygnację.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Eteria I co z tym robisz teraz? Próbowałaś wrócić do tej praktyki żeby sprawdzić?


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Jasnowidzka Tak, wróciłam. I okazało się, że forma już nie pasuje, ale samo sedno nadal coś we mnie poruszało. Więc zmieniłam strukturę, zostawiłam rdzeń. Chyba to jest właśnie ta różnica - że można sprawdzić, czy chodzi o formę czy o treść.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Eteria To, co Eteria opisuje, jest dla mnie jednym z lepszych praktycznych testów. Wróć po jakimś czasie i zobacz, co czujesz - nie tęsknotę za rutyną, ale za samym sensem tej praktyki. Tęsknota za rytuałem to jeszcze nie znaczy, że coś tam żyje. Można tęsknić za nawykiem. Ale jak wrócisz i coś się znowu zapala - to informacja.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Może za dużo kombinujecie. Jak coś jest skonczone to jest skonczone i tyle. Bez tych analiz co to było zmęczenie a co decyzja. Ciało wie, głowa tylko przeszkadza.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 No ale właśnie przy rytuałach "ciało wie" to nie jest takie oczywiste, bo rytuał to często jest coś, co robimy wbrew ciału - rano wstajemy wcześniej, wychodzimy na zewnątrz w zimno, siadamy w ciszy kiedy mamy ochotę na cokolwiek innego. I to jest część praktyki. Więc kiedy ciało mówi "nie chcę", to naprawdę nie wiadomo od razu co to znaczy.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No tak mówię bo u mnie inaczej. Może to kwestia praktyki konkretnej.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

A jak długo czekać zanim się wraca? Bo jak się przerwie za krótko, to może być za wcześnie żeby cokolwiek ocenić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Kryska To chyba nie ma jednej odpowiedzi. U mnie był rytuał, po którym przerwa dwa tygodnie wystarczyła żeby zobaczyć, że chcę wracać. Innym razem czekałam kilka miesięcy i dopiero wtedy wiedziałam, że nie. Myślę, że to zależy od tego, jak głęboko dana praktyka była wpleciona w codzienność - im bardziej, tym dłużej trwa, zanim efekt placebo nawyku opada.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Bardzo ciekawe to z tym nawykiem - bo ja właśnie zastanawiam się, czy moja poranna praktyka jest nawykiem czy czymś więcej. I jak to sprawdzić? Pelagio, ten "dzień po" test, o którym mówiłaś wcześniej, działa też przy codziennej praktyce, czy za mało przerwy żeby cokolwiek poczuć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Agatka Przy codziennej to trudniej, bo efekt jest za blisko. Zrobiłam kiedyś tak, że celowo opuściłam kilka dni i obserwowałam, co się dzieje. Nie z poczucia winy - bo to zakłóca obraz - ale z czystej ciekawości. I różnica była wyraźna: przy rzeczach, które były "moje", po kilku dniach przerwy czułam coś jak ściśnięcie, że czegoś mi brakuje. Przy tych, które były już tylko rutyną - nic. Nawet ulga.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ulga po przerwie to chyba najczystszy sygnał ze wszystkich. Ja sama go ignorowałam przez długi czas, bo wydawało mi się, że to lenistwo albo wymówka. A to było coś zupełnie innego. W sumie ulga to właśnie ten moment, kiedy ciało jest szybsze od głowy i mówi coś bez owijania w bawełnę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Hania_W To brzmi przekonująco, ale mam problem z tym, że ja przy prawie każdej przerwie od czegokolwiek czuję ulgę - od pracy, od diety, od ćwiczeń. I nie uważam, że powinnam rzucić wszystko po kolei 🙂 Jak to działa w praktyce, żeby nie interpretować każdej ulgi jako sygnału do rezygnacji?


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Czeremcha Tu widzę ważne rozróżnienie - ulga po przerwie od rzeczy trudnych ale wartościowych zazwyczaj jest krótkotrwała i po chwili pojawia się coś w rodzaju tęsknoty albo niepokoju. Ulga po przerwie od rzeczy, które się przeżyły - zostaje i pogłębia się. Nie twierdzę, że to reguła bez wyjątków, ale u mnie ten wzorzec się powtarza.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

No to wychodzi że żeby wiedzieć czy skończyć, trzeba przerwy. Żeby wiedzieć czy przerwa dobra, trzeba czasu. Żeby wiedzieć ile czasu, trzeba doświadczenia. To sie nigdy nie kończy heh. Może po prostu życie uczy i tyle.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Zbych62 To, co Zbych pisze, brzmi prosto i w sumie prawdziwie - życie uczy i tyle. Ale mam wrażenie, że właśnie przy rytuałach to uproszczenie może być kosztowne. Bo rytuał to nie jest coś, co się samo kończy jak projekt w pracy. Często trwa długo po tym, jak przestał cokolwiek robić, bo mamy do niego sentyment albo boimy się, że jeśli go porzucimy, coś stracimy. I te dwie rzeczy - sentyment i strach - potrafią przez lata udawać sens.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

A jak odróżnić sentyment od autentycznego przywiązania? Bo dla mnie to brzmi bardzo podobnie z zewnątrz. Obydwa powodują, że wracamy, obydwa mogą dawać poczucie ciągłości.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Czeremcha Sentyment zazwyczaj cofa cię w czasie - chcesz mieć to co było, wracasz do wersji siebie sprzed lat. Przywiązanie, które jest żywe, ciągnie do przodu. Ale to nie jest łatwe do rozróżnienia w środku praktyki. Łatwiej po fakcie.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Tarocistka Dokładnie. Ja przez długi czas myślałam, że jestem przywiązana do pewnego rytuału, bo był dla mnie ważny. A potem zdałam sobie sprawę, że tęskniłam za konkretnym okresem życia, w którym go wykonywałam. Sam rytuał był tylko zakotwiczony w tym czasie. To trochę jak słuchanie piosenki, bo przypomina ci coś miłego - nie dlatego, że sama w sobie daje ci cokolwiek teraz.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Hania_W To jest ciekawe rozróżnienie. Ale co zrobiłaś z tym rytuałem? Zostawiłaś go czy próbowałaś jakość oderwać od tamtego okresu?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Argos Próbowałam zmienić formę. Zostawiłam. W końcu okazało się, że nowa forma nie niesie już tego samego, bo trzon był tamten konkretny czas, nie sama praktyka. Więc skończyłam. Ale zanim to zrozumiałam, minęły chyba ze dwa lata kombinowania.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

No i co, źle wyszło? Nie. To znaczy że dobrze robiłaś bo w kółce szukałaś. Może te dwa lata były potrzebne. Nie zawsze trzeba wiedziec od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 No ale dwa lata to jednak sporo czasu, który można było przeznaczyć na coś, co naprawdę działa. Nie mówię, że każda praktyka ma mieć efekty po miesiącu, ale jest jakaś granica między cierpliwością a trwaniem w martwym punkcie.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się, czy w ogóle można z zewnątrz wyznaczyć tę granicę. Dla mnie dwa lata szukania mogłyby być stratą, a dla kogoś innego - potrzebnym procesem. Ale jest coś, co mi pomaga to oceniać: czy w tym czasie coś się dzieje, zmieniało, przesuwało - czy jest po prostu to samo, bez żadnego ruchu. Stagnacja przez długi czas to dla mnie znak, nie cierpliwość.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Eteria Ale jak odróżnić stagnację od spokojnej, stabilizującej praktyki? Bo chyba nie każdy rytuał ma dynamicznie zmieniać - część z nich jest właśnie po to, żeby budować stałość?


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Agatka Dobra uwaga. Myślę, że stagnacja to nie brak zmiany w rytualne - bo masz rację, że stabilizacja może być celem. Stagnacja to brak zmiany w tobie. Rytuał może być dokładnie taki sam przez lata i to jest okej, jeśli ty nie tkwisz w miejscu. Problem zaczyna się, kiedy przestajesz rosnąć, a rytuał już cię nigdzie nie prowadzi - ani w wewnątrz, ani poza siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

I tu wchodzi pytanie, które rzadko zadajemy sobie wprost: po czym poznam, że rytuał mnie gdzieś prowadzi? Bo to nie jest zawsze oczywiste. Część praktyk działa bardzo cicho, długo, bez wyraźnych sygnałów. Można je mylnie uznać za martwe, bo nic się nie "pokazuje".


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Simma Wracam do tego co Simma napisała wcześniej o sentymencie i strachu udającym sens. Bo wydaje mi się, że strach jest z tych dwóch trudniejszy do wyłapania. Sentyment można w końcu zidentyfikować, bo jest nostalgiczny. Ale strach przed porzuceniem praktyki - to może wyglądać jak odpowiedzialność albo lojalność wobec czegoś. Jak w ogóle to ugryźć?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Czeremcha Dokładnie o to mi chodziło. Strach w tym kontekście jest szczególnie podstępny, bo często przybiera formę przekonania, że "jeśli przestanę, coś się rozpadnie". I to przekonanie jest czasem słuszne - bo ciągłość praktyki ma znaczenie. Ale czasem to jest tylko lęk separacyjny, który nie ma podstaw. Różnicę widać po tym, co konkretnie miałoby się rozpaść. Jak nie potrafisz tego nazwać - to raczej lęk.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: