Mieszkam w bloku od dobrych kilku lat i przez długi czas miałam z tym naprawdę spory problem. Nie chodzi nawet o to, że ktoś wejdzie - chodzi o samo poczucie, że przez ścianę ktoś jest, że słyszy, że w jakiś sposób "jest przy tym". no dobra próbowłam różnych rzeczy, żeby sobie z tym poradzić, i ostatecznie doszłam do wniosku, że kluczem jest praca z przestrzenią, a nie z jej brakiem. Zamiast walczyć z tym, że mieszkam w 45 metrach otoczona ludźmi ze wszystkich stron, zaczęłam traktować swój pokój jak odrębny wymiar - i to brzmi może pompatycznie, ale chodzi o bardzo konkretne działania. Sól wzdłuż okien i drzwi, dym z białej szałwii albo cedru (nie kadzidełka ze sklepu, bo to inna jakość), i co ważne - cisza. Nie muzyka w tle, nie YouTube, cisza. To ona tworzy granicę, nie ściany.
Dokładnie to samo zauważyłam ta cisza robi robotę. Choć muszę przyznać, że z szalwia w bloku jest problem praktyczny - dym sąsiadka raz zapukala bo myślała, że coś mi się pali w kuchni. Teraz uzywam glownie kadzidla palo santo, które daje mniej dymu, albo po prostu hydrolatu z białej szałwii w sprayu - i jakos to dziala, przynajmniej na poziomie zapachu i intencji ale wracając do sedna - czy chodzi wam bardziej o problem z koncentracją podczas rytualu, czy o to że czujecie fizycznie jakieś \"wejscie\" energii z zewnatrz?
Ja sie dopiero uczę tego wszystkiego i szczerze mówiąc nie do końca rozumiem jak te zapachy maja pomagac 🙂 Czy to jest symboliczne, czy chodzi o cos innego? Sama mieszkam na trzecim pietrze po obu stronach mam sasiadow i od gory też ktos chodzi, i jak próbuję zrobić cokolwiek - nawet zwykla medytacje - to caly czas mam z tylu głowy, że ktos jest obok. Ale nie wiem czy to kwestia energiii czy po prostu moich mysli.
Kurczę, obie rzeczy naraz, i nie ma sensu ich rozdzielać. Twoje myśli są częścią przestrzeni, ktora tworzysz - jeśli jesteś rozkojarzana to rytuał nie ma szans zadziałać bez względu na to, czy sąsiad za ścianą akurat odkurza, czy spi. Zapachy działają na uklad limbiczny - to nie jest magia w sensie czary-mary, to fizjologia. Mózg dostaje sygnał \"ten zapach = inny tryb\" i zaczyna się przestawiać. Dlatego ważne żeby nie palić palo santo przy kawie i serialu, tylko wylacznie przy konkretnych praktykach. Z czasem samo wyjecie drewienka zaczyna tworzyć granicę między \"życiem blokowym\" a przestrzenią rytualu. 🙂
Hałas to według mnie najtrudniejszy element mieszkania w bloku. Przekładam, jeśli mogę - ale nie zawsze jest taka opcja. no Nauczyłam się robić pewne rzeczy późno w nocy, między 23 a 1, kiedy blok jest najcichszy. Nie każdy może sobie na to pozwolić, rozumiem, ale mnie to pasuje. Natomiast jeśli nie ma innego wyjścia, to słuchawki z aktywną redukcją hałasu i jakiś binaural albo zapis dźwięków natury. Serio, to nie jest żadna magia pomocnicza - to po prostu zaślepienie jednego zmysłu, żeby reszta mogła działać.
Ojoj, przepraszam że się wtrącam bo jestem raczej sceptyczna wobec tych rzeczy ale zaciekawia mnie to co piszecie o soli i granicach. To ma być dosłowne - sypanie soli przy drzwiach - czy to metafora? Bo jak mieszkam z mamą i bratem to nie wyobrażam sobie tlumaczzyc im po co sypie sól na podłogę przy wejściu do pokoju.
Ja do tematu granic przestrzeni podchodzę trochę inaczej - używam run. no i nagrywam je na papierze i kładę pod wkladke dywanu albo chowam za lustrem. algiz do ochrony, Thurisaz jeśli chcę wyraźnie zaznaczyć \"nie wchodzić\" energetycznie. To nic nie wazy, nic nie wyglada podejrzanie, i nie trzeba nic tlumaczyc domownikom. Zastanawiam się tylko, czy to nie jest zbyt skrótowe - czy skrócenie rytuału do minimum (bo w bloku czesto nie ma innego wyjscia) w ogóle ma sens.
To co Jaroslaw pisze o \"inaczej\" jest dla mnie ciekawe. Co dokładnie zmieniło się w odczuciu? no dobra czy to że rytuał jest mniej rozbudowany sprawia, że ty musisz robić wiecej wewnętrznie, czy po prostu efekt jest slabszy?
Forma zewnętrzna to nie ozdoba - ona jest nośnikiem intencji i struktury. Dlatego nie powiedziałabym, że \"minimum wystarczy\" bo to zależy od tego, do czego dążysz. Są rytuały, które naprawdę wymagają określonj przestrzeni, konkretnych elementów, i można ich nie wykonać poprawnie bez nich. Ale są tez takie które przenoszą się do środka całkowicie naturalnie. Problem w bloku polega często na tym, że ludzie próbują wcisnąć formę zewnętrzną w warunki które jej nie sprzyjaja, zamiast zastanowić się czy ta konkretna forma jest w ogóle do nich dopasowana.
A co z pora? Bo ja czytalam, że duzo rytualow jest powiazanych z konkretnym momentem - pełnia now konkretna godzina. i mieszkajac w bloku, nawet jesli jest właściwa pora to nie zawwsze mozesz zrobić cokolwiek bo na przyklad dzieci u sasiadow placza od 20 do 22 :/ Rezygnujecie z pory czy robicie mimo wszystko? 😉
Robię mimo wszystko, ale staram się wybrać chwilę w tej właściwej porze, kiedy jest trochę spokojniej. Pełnia nie trwa jednej minuty - masz kilka godzin, a często całą noc. Nów podobnie. no ale, więc jeśli o 21 jest chaos, to czekam do 23 i nadal jestem w tej samej energii. Natomiast nie przekładam na następny dzień - to już inna energia i nie ma sensu udawać że jest tak samo.
Mam takie głupie pytanie może ale jak wy w ogóle mówicie o tym sasiadom? Albo nie mówicie? hmm bo sama mieszkam z partnerem i on totalnie nie rozumie o co mi chodzi, wiec albo robię wszystko kiedy go nie ma albo mowie że \"medytuję\" i on przyjmuje że to jakis sport relaksacyjny. Nie wiem czy to uczciwe ale inaczej nie umiem.
Dodam do tego wątek z runicznego podejśca - staves, czyli łącczone runy można pisać na skrawku papieru, wsadzic do kieszeni i miec przy sobie podczas \"medytacji\". Nikt nie widzi, nic nie pachnie, nic nie dymi. hmm Niejednokrotnie robiłam pelna pracę siedząc przy stole z kubkiem herbaty, wyglądając jakbym czytała. Partner myslal że cos piszę do pracy. A przestrzen rytualna była w głowie i na tym skrawku papieru.
Wczytuję się w tę rozmowę o doniczkach i zakopywaniu i mam wrażenie że czegoś nie łapię. Czyli ten opor przed formą zastępczą to jest cos co przychodzi i odchodzi z praktyką, czy trzeba coś koknretnie z nim zrobic? Bo ja bym pewnie za kazdym razem miala z tyłu glowy że to \"nie ten sam rytuał\".
A mnie ciekawi coś innego w tym co Bronislawa pisala wczesniej - te runy w kieszeni podczas \"medytacji\". Ja rozumiem że formalne to działa ale czy nie ma problemu z tym że siedzisz np. przy partnerze, ktory patrzy na ciebie i ty próbujesz prowadzić prace wewnętrzną majac go doslownie metr od siebie? Bo to nie jest tylko kwestia elementow fizycznych to jest tez kwetsia tego że ktoś patrzy
Myślę że to rozróżnienie jest ważne, ale nie dlatego żeby się czepiać definicji. Chodzi o to, że jeśli wiesz co robisz i dlaczego, to masz strukturę nawet jeśli zewnętrznie nic nie widać. Sama nieraz robiłam całe sekwencje tylko w głowie, z wizualizacją każdego gestu. Pytanie jest dla mnie inne - czy ta sekwencja była zaplanowana i świadoma, czy improwizowana. To decyduje czy to jest rytuał.
Przepraszam że znowu wejde jako ta sceptyczna ale ta rozmowa o \"rytuałach w głowie\" mocno mnie zatrzymuje. jak odrozniacie to od po prostu... myslenia o czymś intensywnie? Bo dla mnie z zewnątrz te dwie rzeczy wyglądają tak samo. Co sprawia że jedna jets rytualem a druga nie? 😉
Ta rozmowa idzie w kierunku ktory mnie trochę przytlacza, bo ja jeszcze na tym etapie gdzie ledwo ogarniłam że zamiast swiecy mogę użyć lampki a tutaj juz dyskutujecie o strukturze wewnętrznej i czym jest rytual. mam takie proste pytanie - czy jest jakas granica poniżej ktorej to już przestaje miec sens? Czy robienie czegokolwiek jest lepsze niż nierobienie nic?
Przegladam tę rozmowe od początku i jedno mnie zastanawia - nikt nie wspomnał o dźwięku jako elemencie ktory mozna kontrolować w bloku. mam na mysli sluchawki. Sama używam konkretnych nagrań binauralnych żeby odciąć sie od odgłosów bloku i wejsc w stan skupienia. Nie wiem czy to jest \"ortodoksyjnie rytualne\", ale dla mnie działa jako granica między przestrzenia zewnętrzną a wewnętrzną.
Fale theta to 4-8 Hz i faktycznie odpowiadają temu stanowi ktory Sliwowa opisuje - pogranicze snu i czuwania, tam gdzie pojawia się hipnagogiczne myślenie. Niekture tradycje szamańskie celowo wchodziły w ten stan przez bębnienie właśnie dlatego 🙂 Słuchawki to inna droga do tego samego miejsca wiec argument o tym że to \"nieortodoksyjne\" odpada.
Ciekawe że wyszło na bębnienie, bo to jest jeden z niewielu elementów tradycyjnych rytuałów który w bloku jest absolutnie niemożliwy do zastosowania. Lub możliwy tylko przez nagranie. Mam pytanie do tych ktorzy znają jakąś tradycję szamańską albo bliską niej - czy istnieej substytut bębna ktory nie wzbudza paniki u sąsiadów, a spełnia podobną funkcję w rytuale?
Wracajac do bębnienia - mam wrażenie że to jest właśnie ten punkt gdzie mieszkanie w bloku wymusza największe kompromisy. Tradycyjne bębnienie szamańskie to nie jest po prostu tło dźwiękowe, to jest element który ma prowadzić do konkretnego stanu zmienionej świadomości przez rytmiczną stymulację. Nagranie oddaje czestotliwosc, ale nie oddaje fizycznego odczucia uderzenia. Ktoś kto pracuje w tej tradycji i mieszka w bloku - jak sobie z tym radzi? Pytam serio bo nie znam odpowiedzi.
Zatrzymuję się przy tym wątku, bo jest ważny, ale chcę go troche sprowadzic na ziemie. Mówimy o bębnieniu jako warunku koniecznym pewnych praktyk szamańskich - ale czy naprawdę pracujemy tu w tej tradycji, czy luźno się nią inspirujemy? To nie jest zarzut, bo inspiracja jest w porządku, ale od tego zależy odpowiedź. Jeśli ktoś jest w autentycznej linii przekazu, to ma swojego nauczyciela i to z nim rozmawia o kompromisach. Jeśli inspirujemy się swobodnie, to możemy eksperymentować ze wspomnianym dotykiem albo nagraniem i sami oceniac efekty
No nie wiem, mam poczucie że ta rozmowa o bębnieniu i stanach zmienionej świadomości jest ciekawa sama w sobie, ale trochę odeszłyśmy od tego co mnie interesuje najbardziej w tym temacie - czyli fizycznych i psychicznych warunków w bloku. Bęben to jeden przykład, ale jest ich więcej. ojej, Sama bardziej borykam się z kwestią przerywania - właśnie jesteś w środku sekwencji, coś się zaczyna układać, i wtedy dzwonek do drzwi albo telefon sąsiada przez ścianę. I to rozproszenie jest innego rodzaju niż hałas w tle, bo wymaga reakcji albo świadomego zignorowania.
to jest chyba najgorszy element serio. Hałas ciagly mozna jakos wpisać w tło, ale nagly bodziec wyrywa kompletnie ja teraz wyłączam telefon i daję karteczke na drzwi że śpię - ludzie respektują a przynajmniej nie puukaja bez powodu. ale to nie rozwiazuje dzwiekow przez ścianę. Jak ty z tym?
Okej, to ja muszę zapytac bo slysze \"sekwencja przed rytuałem\" i \"adaptacja\" i czuje sie zagubiona. Czy te rzeczy ktore opisujecie - to słuchanie dzwiekow i nazywanie - to jest część rytualu czy coś zupelnie odrebnego? Bo zaczelam się zastanawiac czy to co ja czasem robię zeby się zebrac w sobie to też jest jakaś forma rytuału czy nie.
Ojejku, czytam i mam pyanie może nie do konca na temat, ale jednak. Mowicie o neutralności wobec dźwięków o wejściach w stan, o progach - ale czy ktos z was probowal po prostu... nie robic tego w domu? Mam na myśli jest park, jest las jeśli mieszkasz blisko są kościoły kttore są otwarte w ciągu dnia i są ciche. Pytam nie zlosliwie, naprawdę - czy jest jakis powod dla kttórego praca musi się odbywać w mieszkaniu?
