Ja próbowałam w parku kilka razy i problem byl jeden - wlasnie prywatność. W domu czuję się obserwowana przez ssiadów w sensie psychicznym, ale w parku doslownie ktoos może usiasc obok mnie w połowie i zacząć gadać. I to dla mnie gorsze. Przynajmniej w domu kontroluję otoczenie. 😀
Szczerze? Ad hoc. Przez lata. Nie ma u mnie systemu, są rzeczy które wypróbowałam i zostały, bo działały, i rzeczy które odpadły. Karteczka na drzwi to właśnie przyszło od Drakony i zaraz to wypróbuję. Myślę że to jest też trochę temat tej rozmowy - każdy z nas ma inny układ mieszkania, inne otoczenie, inną sytuację rodzinną. Jedna metoda nie przejdzie przez całą grupę.
Właśnie wchodzę do rozmowy bo jeden wątek mnie zatrzymal - sprawa obecnosci kogoś innego w mieszkaniu. mnie to dotyczy konkretnie, mieszkam z rodzicami i nie mam własnego pokoju do zamkniecia się. Czytalem o czymś co się nazywa w niektórych tradycjach \"walking ritual\" - rituał w ruchu podczas zwykłych czynności. Czy ktoś to praktykuje? Bo dla mnie to może byc jedyne wyjście.
To co Aleksy opisuje jest moim zdaniem bardziej powszecne niż się wydaje - mieszkanie z kimś bez wlasnej przestrzeni to inna kategoria problemu niż blok z sąsiadami za ścianą. Tam masz przynajmniej drzwi do zamkniecia. tutaj nawet tego nie ma. Ciekawi mnie jak inni z tym sobie radzili, bo ja miałam własny pokój od zawsze i trochę się domyślam tylko
Myślę że to jest i jedno i drugie. Cisza otoczenia i stan mózgu współgrają ze sobą - jedno wzmacnia drugie. Ale wracając do Aleksego - jest jeszcze jeden aspekt który nie padł: widoczność intencji dla innych. Mam na myśli że kiedy ktoś mieszka z rodziną, problem często nie jest tylko fizyczny, ale też taki że nie chce się wyjaśniać co się robi. I to jest naprawdę trudne bo nawet prywatna chwila może skończyć się pytaniami.
Dokladnie to mialem na myśli. Nawet gdybym miał godzinę dla siebie to kiedy ktos wróci i zobaczy świeczkę albo cokolwiek, to zaczynają się pytania ktorych nie chce. nie dlatego że się wstydzę, ale po prostu nie chce tłumaczyć
Ja tak właśnie robie od jakiegoś czasu i to naprawde działa. Wszystko co mam na swoim burku wyglada zwyczajnie - kamień który mi jest bliski mlaa roślina świeczka zapachowa którą kazdy by miał. Nikt nie pyta bo nie ma o co pytać.
Dorzucę jeszcze jedno podejście które znam z praktyki runowej - mozna pracować z sama wizualizacją bez żadnych fizycznych obiektów. Nic do chowania, nic do tłumaczenia. Wyaga to innego rodzaju skupienia ale daje maksymalną wolność jeśśli chodzi o miejsce i obecność innych. Aleksy, nie wiem czy to jest kierunek który cię interesuje, ale mogloby być wyjściem z tej konkretnej sytuacji.
Wracam do wątku z początku o tym jak radzić sobie z nieoczekiwanymi wejściami, bo po tej całej rozmowie mam wrażenie że jest kilka warstw tego problemu i każda wymaga innego podejścia. Fizyczna przestrzeń to jedno - tu pomaga czas, zamknięte drzwi, neutralne przedmioty. Ale jest jeszcze warstwa mentalna, czyli umiejętność powrotu po przerwaniu, i to jest chyba najtrudniejsze. Czy ktoś świadomie nad tym pracował?
ja miałam ten problem dlugo. W końcu zaczęłam traktować przerwanie jako część, nie wypadek - jakiś punkt do którego można wrócić. Ale to wymagało zmiany w tym jak rozumiałam sam rytual, że to nie jest coś co się psuje przy przerwie, tylko coś co można kontynuować. Nie wiem czy to dziala dla każdego rodzaju pracy ale u mnie tak.
Właśnie to co Bard pisze to jet chyba jeden z tych problemów, o których malo się mowi wprost. Ja przez długi czas myślałam że robię wizualizację a potem gdzieś przeczytałam opis kogos kto faktycznie \"widzi\" i uswiadomilam sobie że moje doświadczenie jest zpełnie inne. Nie gorsze, ale inne. Nie mam pojęcia do dziś czy to jet sprawa ćwiczenia czy po prostu różni ludzie maja różne style poznawcze i wizualizacja dla jednych jest obrazem a dla innych czymś bardziej pojęciowym.
Dokładnie i myślę że tu dotykamy czegoś ważnego, bo często zakłada się że wizualizacja to taka domyślna technika bezobsługowa, a ona wcale taka nie jest. Są rytuały które opierają się na powtarzaniu, na oddechu, na dźwięku - i to też można robić w bloku bez żadnego wyposażenia. Mruczenie konkretnej sekwencji dźwięków czy mantra po cichu nie wymaga niczego widocznego dla postronnych.
Dzwiek w bloku to osobny temat bo mam wrażenie że generalnie pomijamy jak bardzo blok ogranicza dzwiekowa stronę rytuału. bębnienie, śpiew, nawet glosniejsza mantrra - wszystko to jest praktycznie niemożliwe bez narażenia sie na skargi. slysze sąsiadów przez sciane kiedy się kloca, więc zakladam że oni słyszą mnie kiedy tylko podniosę głs.
Zaznaczę się tutaj bo temat dźwięku w bloku jest bliski. Przez kilka miesięcy próbowałem różnych podejść i skończyłem na tym że używam słuchawek z nagraniami ktore mi towarzyszą ale sam nic nie wydaję. efekt jest inny niż kiedy coś śpiewam sam, ale i tak jest coś - nie moge powiedzieć że to pozbawione sensu. Zmienilo się to, że nie oczekuje już tego samego czego oczekiwałem przy głośnej praktyce. 😉
