To brzmi jak praca z czymś, co w niektórych tradycjach nazywa sie rytuałem świadka dla siebie samej. Tzn. stajesz jako świadek własnej decyzji, formalizujesz ją w jakimś akcie, który nie jest skierowany na zewnątrz. znam coś podobnego z praktyk szamańskich, gdzie mówi się o "daniu słowa sobie". Nie obietnicy, nie przyrzeczeniu, ale po prostu zaświadczeniu przed czymś, co jest dla ciebie ważne, że ta decyzja jest prawdziwa.
Zazwyczaj to jest jakiś akt zapisania albo wypowiedzenia decyzji wobec czegoś, co dla danej osoby jest punktem odniesienia. świeca, drzewo, kamień, ogień, cokolwiek, co dla niej coś znaczy. Nie chodzi o symbolikę samego przedmiotu, tylko o bycie obecną w momencie powiedzenia sobie czegoś naprawde. Bez wycofania się, bez "może", bez "spróbuję".
A czy to, co stoi na drodze, musi być w ogóle rozeznane, żeby rytuał działał? pytam poważnie, bo mam wrażenie, że czasem rytuał robi robotę właśnie bez świadomego zrozumienia. Tzn. ciało wie, co robi, nawet jeśli głowa jeszcze nie. 🙂
wiadomo czytam to i próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, z czym mam do czynienia. I szczerze nie wiem, czy to jest energetyczne, czy emocjonalne, czy moze jedno i drugie. Wiem, że kiedy wyobrażam sobie mówienie tej grupie wprost: nie zrobię tego, czuję coś fizycznego. Ścisk, zatrzymanie oddechu. To jest cos w ciele, nie tylko w myślach.
To co opisujesz ze ściskiem i oddechem to mi brzmi jak zablokowana czakra gardła, ale też splot słoneczny, bo tam siedzi granica i siła własnej decyzji. Nie twierdzę, że to diagnoza, ale jak czujesz te okolice, kiedy o tym myślisz? Bo to może mieć znaczenie, jeśli chcesz pracować oddolnie, przez ciało.
No właśnie, bo to rozróżnienie jest ważne. Splot słoneczny to jest centrum decyzyjności i własnej siły sprawczej, tam siedzi poczucie, że mam prawo powiedzieć nie. Gardło to juz jest wyraz, czyli manifestacja na zewnątrz. Jeśli blokada jest najpierw w brzuchu, to znaczy, że problem nie jest w komunikacji, tylko wcześniej, w samym poczuciu że ta decyzja ci przysługuje. Czy tak to czujesz?
oj, to mnie ciekawi, ta sekwencja ruchowa. Bo mam wrażenie, że sama obecność ciała jest tu ważna. Że żadne zapisanie ani wypowiedzenie nie wystarczy, jeśli ciało nadal będzie w trybie oporu. Czy coś pamiętasz z tej sekwencji, choćby fragment? 😉
Pamiętam, że zaczynało się od czegoś, co prowadziłyśmy stojąc, z rękami na brzuchu, i był jakiś moment wydechu, ktory miał być świadomym odpuszczeniem konkretnej rzeczy, nie generalnym relaksem, tylko powiązanym z konkretną treścią. Coś w stylu: wydychasz decyzję, którą już podjęłaś, żeby ciało ją usłyszało tak jak głowa. Ale to jest mój opis z pamięci i pewnie nie jest wierny. 😀
ojejku ale tu wchodzi pytanie, które mam od początku tej rozmowy o ciele. Skąd wiadomo, że ten ucisk w brzuchu to jest energetyczna blokada, a nie po prostu lęk? nie pytam złośliwie, pytam serio, bo jesli to jest lęk somatyczny, to mechanizm pracy jest inny niż jeśli to jest coś na poziomie czakry. I wydaje mi się, że nikt tego tu nie powiedział wprost. xD
A czy to wogóle musi być rozróżnione przed rytuałem? Mam wrażenie, że zakładamy, że człowiek musi wiedzieć, co w nim siedzi, żeby cokolwiek zrobić. Ale może właśnie rytuał jest po to, żeby to rozróżnienie wyszło w trakcie, a nie przed? ^^
Miałem podobnie raz z rytuałem związanym z decyzją zawodową i wyszedłem z tej pętli przez jedno konkretne ograniczenie, dałem sobie trzy przedmioty i z tych trzech musiałem zbudować coś sensownego. Paradoksalnie ograniczenie pomogło bardziej niż wolność. Nie wiem, czy to tu działa, ale może zamiast szukać idealnego rytuału, warto zacząć od czegoś materialnego.
To jest bardzo trafne. I co z tym progiem się robiło? Czy były jakieś konkretne gesty, słowa, działania? Bo "stać w progu" to mi brzmi jak opis stanu, nie jak rytuał.
