Mam trochę dziwny problem i nie wiem jak do tego podejść. Lata temu robiłam pewien rytuał razem z szamanką, u której się uczyłam. Rytuał był bardzo mocno związany z konkretnym miejscem - to był kawałek lasu przy jej domu, gdzie zakopałyśmy pewne rzeczy, były budowane określone intencje wokół tej przestrzeni przez wiele lat. Teraz ta szamanka mieszka za granicą, kontakt się urwał, do tego miejsca nie mam jak dotrzeć. I ten rytuał według mojego rozumienia powinien być powtórzony - bo to taki cykl, co kilka lat wraca. Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie umiem sama zadecydować, czy próbować znaleźć substytut miejsca, czy może w ogóle zmienić podejście. Ktoś miał podobną sytuację?
swoja drogą a co dokładnie zakopałyście i czy ty wiesz, jaki był cel tej przestrzeni - tzn. czy to miejsce było swego rodzaju kotwicą dla całego rytuału, czy bardziej tłem? Bo to dosyć istotne, zanim w ogóle myślisz o jakimś odpowiedniku.
To co opisujesz przypomina mi trochę koncepcję z tradycji rdzennych - szczególnie z praktyk mezoamerykańskich - gdzie miejsce samo w sobie jest uczestnikiem rytuału, nie scenografią. Są takie przestrzenie, które szamani nazywają miejscami mocy, ale nie w sensie turystycznym tylko jako punkty, gdzie coś już wcześniej zostało zbudowane przez wieki użytkowania. Jeśli tak było z tym lasem, to substytut faktycznie nie jest prostą sprawą. natomiast jest pytanie - czy ty czujesz, że ten cykl wraca, czy to bardziej intelektualne założenie, że "powinien" wrócić?
Ten wątek z lękiem kontra sygnał to jest coś, nad czym siedzę od dawna i dalej nie mam gotowej odpowiedzi. U mnie zazwyczaj prawdziwy sygnał do działania jest spokojniejszy, bardziej suchy, natomiast ten z lęku ma taki natrętny charakter. Ale to bardzo indywidualne i niewiem czy u ciebie to tak samo działa.
W tradycjach szamańskich - przynajmniej w tych syberyjskich które znam trochę lepiej - jest cos takiego że rytuał nie należy do miejsca ani do konkretnej osoby. Należy do relacji między praktykiem a tym, co zostało wywołane. Miejsce jest wtedy pomocne o tyle, o ile wzmacnia tę relację, ale sam rytuał może być kontynuowany inaczej. Nie mówię, że to jest twoja sytuacja, bo nie znam szczegółów, ale to perspektywa, która może dać trochę oddechu tej myśli, że bez tego konkretnego lasu nic nie możesz zrobić.
A próbowałaś sie z nią skontaktować przez ostatni czas? Pytam bez oceniania, bo rozumiem, że niektóre relacje mistrzowskie mają swój naturalny koniec, ale skoro ona zainicjowała ten rytuał i zna jego strukturę, to chyba ona najlepiej wiedziałaby, co teraz.
Wiecie co, ja jestem z zupełnie innej bajki jeśli chodzi o takie rzeczy, ale jedno mi tu siedzi w głowie. Zakopałyście rzeczy w konkretnym miejscu lata temu. To miejsce nadal istnieje, tylko ty nie możesz tam dotrzeć. Czy to w ogóle rozważałaś - żeby może pojechać, nawet jednorazowo? Może to głupie pytanie ale zanim szuka się obejscia, wolę zapytać.
W takich przypadkach stosuje się pracę z mapą lub zdjęciem miejsca, to jest stara technika. Można pracować z miejscem na odległość tak samo jak się pracuje na odległość z osobą. Intencja dociera tam gdzie jest skierowana.
matko, a czy kiedyś robiłaś jakieś notatki z tamtego okresu? Dziennik rytuałów albo cokolwiek co mogło by pomóc odtworzyć o co chodziło? Bo bez tego to trochę jak składanie mebli bez instrukcji i bez większości śrubek.
Mam notatki, ale szczątkowe. Pisałam wtedy więcej jak dziennik osobisty niż rytuałowy - emocje, odczucia, troche symboli które mi przychodziły. Nie ma tam żadnej struktury którą można by odtworzyć krok po kroku. Ale jest data, jest opis miejsca, jest to co czułam kiedy zakopywałyśmy te rzeczy. Nie wiem czy to wystarczy.
Data i opis miejsca to już jest sporo. A te symbole które ci przychodziły - zapisałaś je jakoś? Bo czasem właśnie takie spontaniczne obrazy z tamtego czasu mówią więcej o strukturze rytuału niż jakikolwiek przepis.
Trzy miesiące to dość konkretny czas. Nie pytam o date urodzenia ani nic takiego, ale czy cokolwiek się w tym czasie zmieniło w twoim życiu? Przeprowadzka, koniec czegoś, początek czegoś? Czasem takie rzeczy jak właśnie zasiany rytuał zaczynają się odzywać kiedy coś w zewnętrznym układzie tworzy warunki.
No to jest odpowiedź. Jeśli materiał był twój to masz do czego sięgać. Struktura bez treści nic nie znaczy - a ty masz treść, nawet jeśli nie masz struktury. Strukturę można budować od nowa wokół tego co jest.
To co opisujesz to jest typowe kiedy wracamy do pracy po długiej przerwie. Część z nas się zmieniła, część rytuału czeka. Można z tym pracować przez sen albo przez aktywną imaginację - wchodzisz w tamten obraz z notatek i sprawdzasz co jest nadal żywe a co można puścić.
Czy rytuał kończył się jakimś wyraznym gestem zamknięcia? Zapieczętowaniem, zakopaniem czegoś, zamknięciem kręgu, pożegnaniem w konkretny sposób? To zazwyczaj sygnalizuje że coś zostało zamknięte. Jeśli natomiast coś zostało złożone, powieszone, zostawione w miejscu - to częściej jest otwarty węzeł.
No to masz dwa poziomy - zamknięty rytuał jako całość, i otwarty depozyt w miejscu. To nie jest sprzeczne, to może byc zamierzone. Coś zostaje w miejscu żeby tam trwało, a ty jesteś wolna. Ale skoro teraz zaczęło się odzywać to albo depozyt jest wyczerpany albo coś wymaga twojej uwagi z twojej strony. hmm.
oj, to "coś czeka" to jest zdanie które znam z własnych snów. U mnie to było związane z miejscem gdzie wychowywałem się jako dziecko - wracało przez lata. Nie mówię że to to samo, ale to poczucie jest bardzo specyficzne i nie myli się z czymś innym. 😉
ehh miejsce "między wodą a ziemią" to w wielu tradycjach jest opis miejsca granicznego - nie dosłownie geograficznie, ale jakościowo. Brzeg, bagno, ujście rzeki. Takie miejsca są w wielu kulturach uważane za naturalne przejścia i mają swoją pamięć niezależną od tego, co się tam robiło. Jeśli tak wyglądało miejsce fizycznie, to może być że szamanka wybierała je świadomie właśnie z tego powodu.
matko to co napisałaś na końcu - że moze chodzi o zamknięcie z twojej strony, nie o kontynuację - to jest dla mnie ważna zmiana w tej rozmowie. Bo przez większość tego wątku szukałyśmy jak dotrzeć do rytuału, do miejsca, do szamanki. A może pytanie jest odwrotne: co ty z tym robisz teraz, bez nich? 😉
Sama, stopniowo. Nie było żadnego zewnętrznego impulsu. Chyba właśnie dlatego tak długo nie wiedziałam jak to nazwać - nie było wyraźnego sygnału, był powolny naciski.
A te notatki które masz - kiedy je ostatnio przeglądałaś? Mówię o tym bo czasem powrót do zapisków sam w sobie może być tym co coś uruchamia, albo odwrotnie - może dać ci jakieś zakotwiczenie zanim zaczniesz cokolwiek robić praktycznie.
No to mamy już jakiś wyzwalacz. Notatki = otwarcie czegoś, co było zamknięte w pamięci. To jest całkiem spójne z depozytem w miejscu - ty też miałaś swój depozyt, w głowie, i go poruszyłaś.
A jeśli to nie była metafora? Bo to co opisujesz - powiedzenie na głos, gdziekolwiek jesteś - to jest właściwie protokół zamknięcia na odległość. W kilku tradycjach jest coś takiego jak "wołanie przez powietrze", gdzie intencja i słowo wystarczają do zamknięcia czegoś co zostało otwarte w innym miejscu.
Ja bym z tym nie spieszył. Jeśli naprawdę nie wiesz czy chcesz zamknąć czy wrócić, to mówienie czegoś na głos zanim to wiesz może skomplikować sprawę. To moja obserwacja z własnych sytuacji, nie mówię że mam rację.
To jest dobra kolejność. I właściwie notatki mogą tutaj zrobić robotę - nie jako instrukcja co zrobić, ale jako materiał do zrozumienia co tamten rytuał w ogóle znaczył i co zostało złożone w tym miejscu. Czy ona zapisała intencję rytuału wprost?
To jest bardzo konkretna informacja. Jeśli intencja rytuału dotyczyła czegoś co się zakończyło, to masz podstawę do zamknięcia - nie arbitralną decyzję, ale naturalne dopełnienie. Depozyt spełnił swoją funkcję. Teraz może po prostu czeka na potwierdzenie że wiesz o tym zakończeniu. 🙂
I może to jest właśnie ta wiadomość, którą wysyła - nie "wróć" ani "zrób coś", ale "czy widzisz, że to się skończyło". Miejsca graniczne, o których mówiłam wcześniej, są w wielu tradycjach postrzegane jako takie, które nie trzymają rzeczy na siłę. One przepuszczają. Może to miejsce też czeka na twoje przyzwolenie na przepuszczenie.
