Mam dość szczerze mówiąc. Od kilku miesięcy ludzie w mojej grupie rytualnej coraz mocniej naciskają, żebym przejęła prowadzenie. Nie chcę. Nie dlatego, że się boję odpowiedzialności czy czegoś takiego, po prostu nie czuję, że to moja rola. Ale oni się uparli i nie wiem już jak stawiać granicę, bo każda odmowa kończy się albo ciszą, albo "no ale kto jak nie ty". Zastanawiam się, czy jest jakiś sposób, żeby to rozwiązać od środka, rytuałem, medytacją, czymkolwiek, co pomogłoby mi albo jasno powiedzieć "nie" i to utrzymać, albo zrozumieć, czy może jednak coś mi umyka w tym wezwaniu do liderowania. Nie szukam tu prostego "zaufaj sobie". Interesuje mnie, czy ktoś przechodził przez coś podobnego.
no i, to bardzo ciekawe, że to opisujesz w kontekście rytuałów, bo ja bym podeszła do tego inaczej niż większość. Zanim w ogóle zaczęłabym szukać rytuału na "jak odmówić" albo "jak przyjąć rolę", zapytałabym siebie, co tak naprawdę czuję, kiedy ktoś to proponuje. Czy to jest opór z miejsca lęku, czy z miejsca autentycznej niezgody? Bo to są dwie zupełnie różne energie i rytuał pod każdą z nich będzie wyglądał inaczej.
Mam podobny temat w notatkach od jakiegoś czasu. Nie dokładnie to samo, ale byłam kiedyś w sytuacji, kiedy w kręgu kobiet zaczęłam naturalnie koordynować pewne rzeczy i zanim się obejrzałam, już wszyscy traktowali mnie jak prowadzącą. Nikt mnie nie zapytał, po prostu tak się ułożyło. To jest ten mechanizm, który opisujesz, tylko u mnie przyszedł ciszej. Pytanie, które mnie nurtuje w twoim przypadku: czy ty w ogóle wiesz, czego nie chcesz konkretnie? Chodzi mi o to, czy nie chcesz organizować spotkań, prowadzić rytuałów, być osobą odpowiedzialną za decyzje grupowe? Bo to są różne rzeczy i może da się je rozdzielić.
Słyszałam kiedyś o czymś, co w tradycji druidzkiej określa się jako "reluctant chieftain", dosłownie niechętny wódz. To nie jest metafora, to był realny archetyp w niektórych celtyckich strukturach. Osoba która nie chce przywództwa, była niekiedy uważana za bardziej godną tej roli właśnie z tego powodu. Nie wiem, czy to ci coś da w sensie praktycznym, ale może warto spojrzeć na to, co czujesz, nie jako problem do naprawienia rytuałem, tylko jako sygnał który sam w sobie coś mówi.
No właśnie, bo tu nie ma do końca pytania o rytuał na "odwagę do odmowy". Tu jest pytanie o to, jak zmienić dynamikę grupową. A tego żaden rytual solo nie załatwi, jeśli reszta grupy nie jest w to włączona. Chyba że chodzi o coś dla siebie, zeby wewnętrznie postawić tę granicę. Ale nawet wtedy, jeśli po rytuale wrócisz do tych ludzi i oni dalej będą naciskać, to co?
W pracy z tym, co opisujesz, widziałam kilka podejść. Jedno, które naprawdę coś daje, to rytuał rozgraniczenia, nie odmowy, nie przyjęcia ale właśnie rozgraniczenia. Chodzi o to, żeby najpierw oddzielić w sobie, co należy do ciebie, a co zostało na ciebie nałożone przez oczekiwania innych. To są dwie różne warstwy i często się zlepiają. Dopóki tego nie rozdzielisz, każda decyzja będzie niepewna, bo nie wiadomo, z czego wynika.
Jestem ciekaw jednej rzeczy. Mówisz, że nie chcesz roli lidera, ale czy kiedyś próbowałaś zapytać siebie, kiedy ta niechęć się zaczęła? Bo znam przypadki, i to z własnego kręgu, kiedy ktos odmawiał latami, a potem okazało się, że chodzi o jedno konkretne doświadczenie, po którym po prostu stało sie to niewykonalne. I w sumie przepracowanie tego jednego momentu zmieniło całą perspektywę. 🙂
Czytam tę rozmowę i mam inne skojarzenie. Raz byłam w grupie, gdzie liderka też nie chciała być liderką i zamiast otwarcie o tym powiedzieć, zaczęła rytuałami próbować to "rozwiązać". Robiła różne rzeczy, przekazywała energię, deklarowała intencje i tak dalej. Efekt był taki, że przez kilka miesięcy wszyscy czekali, aż się "zdecyduje", a tymczasem nic nie szło do przodu. Nie mówię, że to twój przypadek, ale zastanawiam się, czy nie ma momentu, kiedy rytuał jest odwlekaniem rozmowy z ludźmi.
Przeczytałam cały wątek i mam takie pytanie do całej grupy: czy w tradycjach, które praktykujecie, jest w ogóle coś takiego jak rytuał rezygnacji z roli albo rytuał przekazania jej komuś innemu? Bo wszędzie słyszałam o inicjacji, o przejęciu, o inauguracji, ale nigdy o tym, że ktoś w sposób rytualny mówi "nie ja, ktoś inny". Czy to w ogóle istnieje?
A wlasciwie ciekawi mnie jedno, bo może to zmienia podejście do całej sprawy. Czy ta grupa jest sformalizowana? Mam na myśli, czy macie jakieś przyjęte role, strukturę, hierarchię, czy to jest bardziej nieformalne zbieranie się? Bo jeśli to jest nieformalne, to "przejęcie roli lidera" jest w zasadzie konstruktem, który istnieje tylko w głowach tych ludzi. Nikt ci nic nie nadał formalnie, więc nie ma czego "nie przyjmować" rytualnie. Możesz po prostu nie być liderem i to jest gotowe.
no to, co powiedziałaś na końcu, czyli że rola wisi w powietrzu po tym, jak poprzednia liderka się wycofała, to dla mnie klucz do całego problemu. Nie chodzi o ciebie jako osobę, chodzi o to, że grupa ma niezaopiekowaną próżnię i szuka kogokolwiek, kto ją wypełni. Ty jesteś po prostu najbliżej. Pytanie: czy ktoś w tej grupie w ogóle rozumie, że na ciebie patrzą z taką intencją, czy to jest nieświadome?
A co się stało z tą poprzednią liderką? Tzn. jak wyglądało jej wycofanie się? Czy to było formalne, powiedziane wprost, czy po prostu przestała przychodzić? bo jeśli nie było żadnego zamknięcia, to ta próżnia jest też energetyczna, nie tylko organizacyjna.
Wycofała się stopniowo. Nie było nic formalnego. Po prostu zaczęła przychodzić rzadziej, potem przestała. Nie było rozmowy, nie było żadnego przekazania. Po prostu jej nie było i każdy z nas troche przejął jakiś kawałek tego, co robiła. I te kawałki jakoś mi się poskleiły w całość, której nie chciałam.
To jest bardzo konkretna sytuacja. W tradycjach, które znam, brak formalnego zamknięcia roli jest traktowany poważnie właśnie dlatego, że może powodować to, co opisujesz. Rola nie znika, ona szuka nowego miejsca. Nie mówię, że to coś metafizycznego w sensie nadnaturalnym, ale grupowo tak to działa. Czy ta osoba, która odeszła, byłaby w stanie wrócić na jedno spotkanie żeby coś domknąć? Choćby symbolicznie? 🙂
Słyszę to i mam konkretne pytanie. Czy próbowałaś kiedyś w ramach jakiejkolwiek pracy, niekoniecznie rytuału, powiedzieć tej grupie wprost: nie chcę tej roli i nie przejmę jej? Nie jako rozmowę wyjaśniającą, nie jako przeprosiny, ale jako deklarację?
No i właśnie to jest sedno, jak dla mnie. Bo rytuał, który przygotowuje cię do takiego powiedzenia, to nie jest rytuał "nie chcę być liderką". To jest rytuał mówienia prawdy w sytuacji, kiedy masz poczucie, że prawda kogoś zawiedzie. To zupełnie inna praca.
ojejku, mam takie pytanie, które nie wiem, czy pada tu z właściwej strony, ale czy w tym wszystkim jest założenie, że rytuał ma ci dać jakiś rodzaj pozwolenia? Tzn. szukasz czegoś, co sprawi, że będziesz "mogła" odmówić bez wyrzutów sumienia? Bo jeśli tak, to rozumiem logikę, ale zastanawiam się, czy rytuał może dać pozwolenie, którego nie daje sobie sama osoba. 🙂
W numerologii sa takie cykle, gdzie konkretne lata wibracyjne są związane z przywództwem, rok 1 to inicjacja, rok 5 to zmiana i tak dalej. Jeśli jesteś teraz w roku który nie sprzyja tej roli, to może sam ten cykl jest czymś, na co możesz się powołać, że to nie jest twój czas na prowadzenie. Przydatne jako argument do siebie, albo nawet do grupy
ojej wróciłabym do wątku run, który ktoś wcześniej lekko zaznaczył. Hagalaz to runa zakłócenia, ale też przeformowania. Używa się jej w pracy z sytuacjami, które utknęły, z wzorcami, których nie wybrałaś, a które się na ciebie nałożyły. Nie twierdzę, że to jest odpowiedź na całe pytanie, ale jako element medytacji przed rozmową z grupą, mogłoby coś otworzyc. Zna ktoś tę runę w tym kontekście?
No właśnie, tu jest pytanie, czy Hagalaz działa na to, jak cię postrzegają, czy raczej na to, jak ty się pozycjonujesz w tej relacji. Bo z mojego doświadczenia ta runa bardzo wyraźnie działa od środka na zewnątrz, nie odwrotnie. Tzn. nie zmienisz cudzego obrazu ciebie bez zmiany czegoś w sobie. Może to jest właśnie ta granica, o którą tu chodzi?
Czytam to i zastanawiam się, czy moje "nie mogę odmówić" to rzeczywiście coś wewnętrznego, czy to jest reakcja na coś bardzo konkretnego w tej grupie. Bo nie mam poczucia że generalnie nie umiem odmawiać. W innych kontekstach życiowych nie mam z tym problemu. Tu jest coś specyficznego. 🙂
oj, to jest ważne rozróżnienie, które właśnie zrobiłaś. Bo jeśli to jest kontekstowe, to znaczy, że ta blokada jest powiązana z konkretną dynamiką grupy albo konkretną relacją, a nie z czymś głębiej zakorzenionym w tobie. To zmienia, czego szukasz.
Ale to też moze być powiązane z tym, czym ta grupa dla ciebie jest. Jeśli zbudowałaś w niej coś ważnego, jeśli to jest wspólnota, ktora coś dla ciebie znaczy, to odmowa może wyglądać jak zagrożenie dla tej przynależności. I wtedy to nie jest problem z odmawianiem w ogóle, tylko lęk przed utratą miejsca w tej konkretnej strukturze.
Tylko że to znowu wraca nas do pytania, czy rytual jest tutaj właściwym kierunkiem. Bo jeśli problem jest relacyjny i powiązany z lękiem przed utratą przynależności, to czy jakiś rytuał ochronny albo graniczny to rzeczywiście ruszy? Szczerze wątpię. 😀
Nie, to jest sens. I to jest właśnie to, co chciałem powiedzieć, tylko źle to formułowałem. Jeśli szukasz symbolicznego ramy dla tej decyzji, to rozumiem. Rytuał jako nadanie sensu, nie jako mechanizm naprawczy. To jest coś zupełnie innego i to ma wartość.
I to jest chyba najbliższe temu, czego tu faktycznie potrzebujesz. Nie rytuał, który coś zrobi za ciebie ani który zmieni grupę. Rytuał, który zmieni to, jak ty sama traktujesz tę decyzję. Czy to jest twoje rozumienie tego, czego szukasz?
Tak. I chyba właśnie dlatego żadna z konkretnych propozycji, które tu padały, nie przyklejała się do mnie w pełni. Bo były skierowane na efekt, na zmianę czegoś w relacji z grupą. A mnie chodzi o zmianę czegoś w relacji z samą decyzją.
