oj mam pytanie, bo sama przez jakiś czas brałam sertralinę i zastanawiałam się, czy to cokolwiek zmieniało w moich rytuałach. Generalnie chodzi mi o to - czy leki psychotropowe, antydepresanty konkretnie, jakoś interferują z tym co robimy podczas rytuału? Czy ktoś miał takie doświadczenia? Pytam bo słyszałam dwie skrajne opinie - jedni mówią że leki "przyziemiają" i blokują percepcję, inni że to nie ma żadnego znaczenia bo rytuał to nie jest kwestia chemii mózgu. Sama nie wiem co o tym myśleć szczerze mówiąc. 😉
To jest naprawdę dobre pytanie i cieszę się że ktoś w końcu je zadał wprost. Slyszalam podobne obawy od kilku osób. Zanim cokolwiek powiem - a bierzesz nadal czy już skończyłaś? Bo to może mieć znaczenie dla kontekstu.
To co opisujesz - to tłumienie emocji - jest akurat kluczowe z punktu widzenia praktyki. W wielu tradycjach, nie tylko w Wicca ale też w nordyckiej pracy z runami czy w szamanizmie, emocja jest nośnikiem intencji. Nie chodzi o to żebyś była rozhisteryzowana ale o to żebyś naprawdę czuła to czego chcesz. Serotonina i jej modulowanie przez SSRI może faktycznie zmieniać jakość tego stanu. To nie jest kwestia wiary, to jest kwestia neurochemii która wpływa na to jak formułujesz intencję i jak bardzo "wkładasz się" mentalnie w to co robisz. Znam kilka badań z obszaru psychologii transpersonalnej które dotykają tego tematu - nie ma tam twardych wniosków bo to trudne metodologicznie, ale sama obserwacja klinicystów jest taka że stany zmienionej świadomości osiągane przez osoby na SSRI bywają płytsze. To nie oznacza że rytuał "nie działa" - ale moze wymagać więcej świadomego wysiłku żeby skompensować to co emocja robiłaby naturalnie.
a wiesz, muszę tu wejść bo mam zupełnie inne doświadczenie. Brałam przez dłuższy czas escitalopram i szczerze - moje sny stały się wtedy wyraźniejsze niż kiedykolwiek. Wiem że to brzmi paradoksalnie bo SSRI podobno tłumią fazę REM, ale u mnie było odwrotnie. Podobnie z rytuałami - miałam poczucie że jestem bardziej skupiona, mniej rozpraszały mnie różne lęki które wcześniej mi przeszkadzały. Nie wiem czy to kwestia tego że leki po prostu uspokoiły te szumy tła które miałam w głowie.
no i, właśnie na to samo chciałam zwrócić uwagę. Depresja sama w sobie chyba bardziej blokuje niż jakikolwiek lek. Jak ktoś jest w ciężkim epizodzie, ledwo wstaje rano, to z jakiej energii ma robić rytuały? Pytanie więc nie powinno brzmieć "czy leki blokują" ale raczej 'w jakim stanie jesteś i czy jesteś gotowa cokolwiek z siebie dać'. 🙂
Przepraszam że wchodzę z zupełnie innej strony, ale ja nie do końca rozumiem mechanizmu. Czy możecie mi wyjaśnić - co konkretnie się dzieje podczas rytuału co miałoby być wrażliwe na działanie leków? Mam na myśli - na co konkretnie te leki miałyby wpływać?
Dorzucę jeszcze jeden kąt - astrologia. Pracuję z tranzytami i zauważyłam że osoby z mocno afektowanym Neptunem w natalu często są bardziej podatne na stany zmienionej świadomości, ale też bardziej podatne na depresję i stany lękowe. Jakby dwie strony tego samego medalu. sSRI modulują właśnie tę neptunową wrażliwość. Nie wiem czy to dobry trop ale jakoś się to spina. 🙂
Przepraszam że wchodzę z takim pytaniem ale czy ktoś tu mówi że leki SZKODZĄ w robieniu rytuałów? Bo tak odczytuję część tych postów i trochę mi to nie pasuje. Jeżeli ktoś potrzebuje leków żeby normalnie funkcjonować to chyba lepiej żeby je brał i robił rytuały w miarę swoich możliwości, niż żeby rzucił leki żeby "oczyścić" swój stan. To chyba jasne? Pytam bo widziałem takie rady w innych miejscach i to jest strasznie niebezpieczne.
Mnie zastanawia coś innego - czy jest jakaś różnica między różnymi typami rytuałów jeśli chodzi o podatność na ten wpływ? Bo rytuały ochronne czy oczyszczające to jedno, a np. praca ze snami albo głębsza praca medytacyjna to drugie. Mam wrażenie że ta głębsza praca byłaby bardziej wrażliwa na zmiany w chemii. 🙂
A czy ktoś próbował kompensować to jakoś? Np. dłuższą medytacją przed rytuałem żeby się lepiej przestroić? Albo innym przygotowaniem? Pytam bo może nie chodzi o to że leki blokują, tylko że trzeba inaczej się przygotować.
Tylko że to co opisujesz to wyjaśnienie neurobiologiczne i ono jest spójne, ale czy macie wrażenie że to wyczerpuje temat? Znaczy - ja się zgadzam że mózg i stany skupienia mają znaczenie, ale jeśli ktoś wierzy że rytuał działa na poziomie który wykracza poza neurobiologię, to ta sama odpowiedź go nie zadowoli. I wtedy pytanie o leki otwiera coś zupełnie innego.
hmm... chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówimy tu cały czas o lekach antydepresyjnych, tak? Bo gdzieś mi umknęło czy to dotyczy też np. leków na lęk, benzodiazepinowych? Bo to chyba działa zupełnie inaczej na ten stan skupienia?
Przy okazji benzodiazepin - to jest właśnie ta granica o której myślę. Bo są substancje które historycznie były używane w kontekście rytualnym i są takie które po prostu tłumią układ nerwowy. I zastanawiam się czy antydepresanty bliżej tej pierwszej czy tej drugiej kategorii. Może to głupie pytanie ale nie wiem jak to zaklasyfikować.
To może głupie z mojej strony ale chciałam zapytać - czy ktoś miał tak że rytuał kompletnie mu nie wyszedł i nie wiedział czy to przez leki, przez zły dzień, przez fazę księżyca, czy przez coś zupełnie innego? Bo ja nigdy nie wiem co miało wpływ i zawsze mi wszystko zlewa się w jedną kulę przyczyn.
Wracając do wątku z lekami - czytałam całą tę dyskusję i mam jedno pytanie którego jeszcze nikt nie zadał. Czy jest jakiś moment w trakcie leczenia kiedy to może wyglądać inaczej? Znaczy - rozumiem że leki działają inaczej po dwóch tygodniach a inaczej po roku. Czy wasza praktyka też się zmieniała w czasie leczenia, nie tylko na początku?
To jest świetne pytanie i tak, u mnie na początku było najtrudniej. Pierwsze tygodnie na lekach to był ogólny chaos - sen w nieładzie, koncentracja zerowa i żadnych rytuałów bo zwyczajnie nie miałam zasobów. Potem jak sie wyrównało, wróciłam do praktyki ale z innym nastawieniem. Nie wiem czy to dojrzewanie, wyrównanie chemii czy po prostu czas - pewnie trochę wszystkiego. Ciekawa jestem, czy u kogoś jeszcze ten pierwszy okres wyglądał podobnie, bo mam wrażenie, że mało się o tym mówi. Jeśli ktoś ma inne doświadczenie, chętnie przeczytam.
