Czytam te rozmowę i sobie przypominam, że mój wieczór to dosłownie otwarty czas bez żadnego punktu. Kolacja, potem telefon, potem nagle jest północ i coś już zrobiłam. Nie ma momentu w którym świadomie mówię: teraz zaczyna się wieczor. Może to jest ten brakujący element - jakiś sygnał który mówi ciału, że dzień się zamknął?
To jest bardzo konkretna obserwacja i myślę że warto się przy tym zatrzymać. Rytuał zamknięcia dnia to osobna kategoria i działa inaczej niż kotwica na impuls. Kotwica jest reaktywna - wchodzi kiedy coś się już dzieje. Zamknięcie dnia jest profilaktyczne - zmienia stan zanim impuls w ogóle znajdzie przestrzeń. Kombinacja obu może być sensowna, ale mają różne funkcje i nie zastąpią się nawzajem. 🙂
To co opisujesz brzmi jak klasyczny problem z luką między bodźcem a reakcją. Tam gdzie u większości ludzi jest chwila na decyzję, u ciebie tej chwili nie ma albo jest tak krótka że praktycznie nieobecna. I to jest właśnie to miejsce w które rytuał może wejść - nie żeby zablokować, ale żeby tę lukę sztucznie poszerzyć. Gest, oddech, cokolwiek co trwa trzy sekundy i tworzy przestrzeń. xD
To jest bardzo precyzyjne ujęcie i myślę że z tym można pracować. Rytuał w tym kontekście nie jest hamulcem - jest zaproszeniem dla tej drugiej wersji. I to zmienia całkowicie jak go konstruujesz. Nie chodzi o blokadę, chodzi o stworzenie momentu w którym ta wolniejsza część siebie w ogóle ma szansę być obecna. Stąd te kotwice sensoryczne, stąd stałe pory, stąd zamknięcie dnia - to są sposoby na to żeby ta część zaczęła się kojarzyć z konkretnymi sygnałami.
o rany, to jest bardzo ważna informacja, tak naprawdę. tydzień, dwa tygodnie i się rozsypuje - to jest wzorzec sam w sobie. I mam wrażenie że to rzutuje na całą tę rozmowę, bo my cały czas rozmawiamy o tym co robić, a może ważniejsze jest jak zbudować coś co przetrwa ten drugi tydzień. Co sprawiało że przestawałaś - brakowało czasu, efektu, motywacji, czy po prostu zapominałaś?
Przepraszam że wchodzę bo obserwuję tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mi siedzi. Mówicie o rytualach wieczornych i kotwicach i zamknięciach dnia - ale skąd wiedzieć że wybrało się właśnie to a nie inne? Znaczy czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić przed, czy dany rytuał w ogóle trafi do tej osoby, zanim zainwestuje tygodnie? 😀
Dobra, bo moje pytanie trochę zniknęło w poprzednich postach i chcę je powtórzyć bo naprawdę mi zależy. Skąd wiecie że ten konkretny rytuał - wieczorne zamknięcie, kotwica, cokolwiek - jest tym właściwym dla tej osoby? Pytam poważnie, nie retorycznie. Czy wy to testujecie, sprawdzacie, czy po prostu proponujecie i zobaczymy?
To co teraz powiedziałaś jest bardzo ważne i chcę przy tym zostać chwilę. Nowość jako paliwo - to jest charakterystyczne i z perspektywy pracy z energią ciała widzę to regularnie. Pytanie nie jest jak utrzymać praktykę mimo że staje się obowiązkiem, tylko jak sprawić żeby nie stawała się obowiązkiem. I tu jest jedno podejście które mi przychodzi do głowy: zmieniasz formę zanim zdąży stać się rutyną. Nie porzucasz praktyki, tylko ją modyfikujesz na tyle żeby była nadal trochę nowa.
ojejku może inaczej - zamiast modyfikować, nie ustalać z góry że coś jest na stałe? Czyli: wchodzę w to na trzy dni, bez zobowiązania dłużej. Po trzech dniach decyduję jeszcze raz. Małe okna decyzji zamiast jednego wielkiego postanowienia. To by pasowało do kogoś kto ma problem z tym że coś z wyboru staje się przymusem - bo wybór jest odnawiany.
