Nie wiem za bardzo jak to nazwać, ale mam taki problem że działam zanim pomyślę. Kupuję rzeczy których nie potrzebuję, piszę wiadomości które potem żałuję, zaczynam rytuały w połowie nocy bo nagle mnie "najdzie". I zastanawiam się czy można to jakoś okiełznać przez rytualność właśnie - nie tłumić tego impulsu, tylko go gdzieś skierowac. Bo tłumienie nie działa, próbowałam. Czy ktoś w ogóle pracował z czymś takim? Nie z perspektywy terapii, tylko właśnie magicznie/rytualnie.
To jest ciekawy temat bo zazwyczaj dyskutuje się o rytuale jako czymś zaplanowanym, odmierzonym, ze świecą o konkretnej godzinie itd. A tu pojawia się pytanie co z energią która po prostu wybucha. Mnie to skłania do myślenia o rytuale inaczej - nie jako o scenariuszu który się realizuje, tylko jako o pewnym korycie rzeki. Rzeka płynie jak chce, ale koryto nadaje jej kierunek. Tylko że to wymaga przygotowania tego koryta zanim impuls przyjdzie, a to już jest osobna robota. xD
swoją drogą to co opisujesz z tymi nocnymi rytuałami kiedy coś przeżywasz - to jest akurat coś z czym można pracować całkiem konkretnie. Pytanie tylko czy chcesz te impulsy zatrzymać, czy chcesz żeby miały ujście które jest dla ciebie bezpieczne. To nie jest to samo. Jeśli chodzi o to drugie, to są tradycje które coś takiego budują celowo - np. w niektórych nurtach szamanistycznych impuls jest traktowany jako sygnał że coś chce być wypowiedziane, i rytuał jest właśnie przestrzenią na to wypowiedzenie. Ale buduje się tę przestrzeń zawczasu, nie w momencie kryzysu.
Czytam tę rozmowę i myślę o tym z perspektywy trochę innej. W astrologii - i mówię to nie żeby za bardzo teoretyzować - osoby z dominującym Marsem albo silnym Uranem w określonych konfiguracjach mają dokładnie taki profil. Impuls przed myślą. I historycznie różne kultury miały dla takich osób specyficzne role - wojownik, herold, ten który działa gdy inni jeszcze deliberują. Rytuał dla takiej osoby nigdy nie był o hamowaniu, tylko o uświęceniu tego działania. Zastanawiam się czy nie warto by spojrzeć na to od tej strony - nie "jak to naprawić" tylko "jak to uhonorować i ukierunkować".
Ten wątek z obserwacją zanim się wejdzie w sekwencję - to mi się coś układa. Ale mam pytanie praktyczne: jak długa powinna być taka sekwencja? Bo jak mnie "najdzie" to mam wrażenie że mam może minutę zanim albo działam albo impuls znika i zostaje tylko frustracja że nic nie zrobiłam.
To jest ważna obserwacja z tą minutą. Runy uczą czegoś podobnego - wyciągasz jedną runę i nie interpretujesz od razu, tylko siedzisz z nią przez chwilę. Ale "chwila" może być naprawdę krótka, dosłownie kilka sekwencji oddechu. Myślę że sekwencja dla kogoś z silnym impulsem powinna być krótka i somatyczna - coś fizycznego, coś co angażuje ciało, bo inaczej myśl zdąży uciec albo przerodzi się w działanie zanim rytuał się zacznie. Czy próbowałaś kiedys czegoś co angażuje ręce? dosłownie - zapalenie świecy, narysowanie czegoś, wzięcie konkretnego przedmiotu do ręki?
To co właśnie napisałaś jest moim zdaniem kluczowe. Rytuał który jest zbyt skomplikowany żeby użyć go kiedy naprawdę potrzebujesz - to jest rytuał tylko na papierze. Sama przez długi czas budowałam takie rozbudowane konstrukcje i potem wchodziłam w nie tylko kiedy miałam czas i spokój. A kiedy było trudno to robiłam wszystko byle jak. Zaczęło sie zmieniać kiedy zbudowałam coś małego - jedna rzecz, dosłownie jedna - którą mogę zrobić zawsze. U mnie to był pewien gest rąk. Głupi, prosty, ale spójny. I to stało się wejściem do przestrzeni rytualnej niezależnie od okoliczności.
Wracając do osoby która zaczęła ten wątek - bo mam wrażenie że dyskusja poszła trochę w teorię - chciałam zapytać o jedną rzecz. Napisałaś że zaczynam rytuały w połowie nocy. Czy te nocne impulsy są inne jakościowo od tych dziennych? Mam na myśli czy to jest ta sama energia tyle że o złej porze, czy to jest coś odrębnego?
To rozróżnienie które właśnie zrobiłaś jest naprawdę istotne i myślę że warto z nim zostać chwilę. Reaktywny impuls i ten "bez wyzwalacza" to dwie różne sprawy i intuicyjnie czuję że wymagają innego podejścia rytualnego. Ten drugi - gdzie energia szuka ujścia - mi przypomina coś co w tradycji runów jest opisywane jako potrzeba manifestacji formy, coś niezróżnicowanego co chce się ukonkretnić. Mogłabyś spróbować dać temu kanał twórczy zamiast komunikacyjnego? Pisanie, rysowanie, cokolwiek co tworzy a nie wysyła na zewnątrz?
To co opisujesz z "pozornie spokojnym dniem" jest bardzo charakterystyczne. Ciało i psychika często przetwarzają napięcia ze znacznym opóźnieniem, szczególnie jeśli w ciągu dnia był duży poziom kontroli. W kontekście rytualnym myślę o tym tak: jeśli w nocy wybucha coś czego nie było słychać w dzień, to rytuał wieczorny - nie nocny, wieczorny - mógłby działać bardziej profilaktycznie niż reaktywnie. Dawać ujście zanim zrobi się z tego fala.
Czytam to i chcę zapytać coś może naiwnego: czy to "zamknięcie" o którym mówicie musi być rytualne? Znaczy, czy to nie może być po prostu... zapisanie czegoś, fizyczne wyjście z pokoju, włączenie czegoś głośno? Albo to jest za mało bo brakuje intencji?
To jest właśnie sedno. Nie musisz rozpoznać treści pętli żeby ją domknąć. W tarota bym to ujęła tak - nie musisz wiedzieć co jest na karcie żeby odłożyć talię. Zamknięcie nie wymaga rozumienia. Wymaga gestu który ciało i psychika rozpoznają jako "koniec".
Mogę to potwierdzić z własnego doświadczenia. Przez długi czas mój wieczorny rytuał był dla mnie śmieszny i wyglądał jak udawanie. Ale robiłam go dalej i po jakimś czasie ten śmieszny gest zaczął coś we mnie zmieniać. Nie wiem kiedy dokładnie przestał być udawaniem. 🙁
To nie jest zbieżność. To jest klasyczny efekt przeciążenia hamowania. W astrologii to widzimy przy silnym Saturnie w akcentowanych miejscach - człowiek przez cały dzień utrzymuje strukturę, a w nocy kiedy kontrola odpuszcza, materializuje się wszystko co było tłumione. Nie mówię że to diagnoza, ale wzorzec jest bardzo czytelny.
ojej to jest pierwsza rzecz od początku tej rozmowy która brzmi dla mnie jak coś możliwego. Jak jest za dużo myślenia to ja i tak zablokuję, bo głowa zacznie oceniać czy robię dobrze. Ale coś z ciałem - to by moglo być zanim głowa zdąży interweniować.
I to właśnie wróciło do początku rozmowy - do tej minuty okna. Może nie chodzi o to żeby w tej minucie wykonać rytuał który rozumiesz, tylko taki który jest szybszy niż myślenie?
A co gdybyś zakotwiczała gest właśnie w tym porannym oknie? Nie żeby go używać rano, tylko żeby uczyc ciało co ten gest znaczy wtedy gdy głowa jeszcze nie reaguje. Potem przenosisz go na wieczór z już gotowym skojarzeniem
To jest interesująca logika i mi się podoba, ale mam wątpliwość. Poranne przebudzenie to stan który astrologia opisuje jako bardzo lunarny - cienka granica jawy i snu, neptunowy, rozlany. Wieczór przy przeciążeniu hamowania jest zupełnie inny - spięty, saturnowy. Czy gest nauczony w jednym stanie zadziała w drugim?
eh nie myślałam o tym w ten sposób. Moje impulsy nocne faktycznie mają charakter szukania - grzebanie w telefonie, wstawanie, robienie czegoś. Ruch do środka albo w dół brzmi jak dosłowne przeciwieństwo.
Cztery oddechy brzmią jak coś wykonalnego nawet dla mnie. Nie ma w tym nic co głowa zdazylaby ocenić. Mam pytanie - czy to ważne że to był mostek konkretnie, czy mogłoby być gdziekolwiek?
Mostek to nie był przypadek - przynajmniej u mnie. Dłonie tam lądują naturalnie gdy coś przeżywam, więc ciało już miało z tym jakieś skojarzenie zanim zaczęłam to robić świadomie. Ale myślę że to nie jest warunek konieczny. Chodzi chyba o miejsce które dla ciebie ma jakiś ciężar, nie estetyczny, tylko taki że ręka tam wędruje sama. ^^
matko u mnie to chyba byłby brzuch. Zawsze jak coś mnie niepokoi, pierwsza reakcja jest tam. Czy to zmienia cokolwiek w sensie energetycznym czy po prostu chodzi o fizyczne zakotwiczenie?
Oba na raz, szczerze mówiąc. brzuch to okolice splotu słonecznego, ale nie chcę teraz wchodzić w teorię bo mam wrażenie że ci to nie pomoże. Ważniejsze jest to co powiedziałaś - że tam czujesz pierwszą reakcję. To znaczy że ciało już wskazuje ci gdzie jest centrum tego co przeżywasz. Gest w tym miejscu będzie autentyczny, nie narzucony. 😉
Szczerze? Chciałabym żeby coś dało sygnał wcześniej bo z tygodniami nie wiem jak u mnie bywa. Ale jednocześnie wiem że to nie jest realistyczne oczekiwanie. Robiłam już różne rzeczy pod wpływem impulsu i one dawały szybki efekt ale żaden trwały. Więc może właśnie o to chodzi że tym razem ma być inaczej.
Są rzeczy które można zbudować jako sygnał wczesny, żeby nie pracować w ciemno przez tygodnie. Przy pracy z runami często zaczyna się od jednego rytuału wejścia który ma dać odpowiedź: czy ciało w ogóle to rejestruje. Nie mówię o efekcie, tylko o minimalnym sygnale że coś się zmienia. Czy ktoś z was to próbował przy budowaniu gestu kotwiczącego?
oj muszę przyznać że wątek zewnętrznych energii mnie trochę przytłacza. Nie mówię że wykluczone, ale na ten moment wolę zostać przy tym co mam w zasięgu - czyli przy tym geście, oddechu, może kotwicy na poranną uważność. To jest coś co mogę robić i obserwować. Czy możemy wrócić do tego jak to praktycznie złożyć w jeden wieczorny rytuał? 😉
ojejku, cieszę się że to powiedziałaś bo rzeczywiście zaczynamy się rozjezdzac. Jeśli myślisz o złożeniu tego w jedno, to proponuję żebyś nie robiła z tego zestawu oddzielnych elementów które musisz pamiętać. Jeden gest, jedno miejsce na ciele, jedna stała pora. Powtarzalność ważniejsza niż złożoność. Co ty na to - masz już jakiś moment wieczoru który jest zawsze twój?
