Wracając do tej sandhyi którą wspominałem - tam jest jedna zasada której nigdy wcześniej nie rozumiałem a teraz to co Hellan i Boleslaw mówią ją tłumaczy. Mówi się że sandhya musi być czynnością bez sprawdzania efektu. Robisz ją na dany czas i nie pytasz "czy mi lepiej". to sprawdzanie jest właśnie tym co blokuje przejście. W kontekście bezsenności - czy nie jest tak że samo pytanie "czy zasypiam" budzi?
Czytałem ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które może wydawać się z innej beczki. Skoro kamień, kubek, długopis - te fizyczne obiekty robią taką robotę, to czy ma znaczenie jaki to kamień? Pytam konkretnie - czy zwykły kamień z ogrodu działa tak samo jak na przykład ametyst czy coś innego? czy sam fakt że to jest "mój kamień" wystarczy?
Sam miałem ametyst i zmieniłem go na zwykły otoczak z rzeki bo tamten gdzies zapodziałem. I szczerze - po kilku tygodniach otoczak działa tak samo. Może nawet bardziej, bo sam go wybrałem, sam przyniosłem, pamiętam skąd. To jest mój kamień nie dlatego że jest szlachetny ale dlatego że ma historię którą znam.
Przepraszam że wchodzę ale mam pytanie praktyczne bo strasznie nie sypiam ostatnio i czytam ten wątek z nadzieją. Czyli rozumiem że nie ma jednego rytuału który zadziała na każdego? I że trzeba po prostu zacząć cokolwiek i powtarzać? Bo to trochę frustrujące gdy się szuka konkretnej odpowiedzi.
I jeszcze jedna rzecz dla Agatki - czas. Trzy tygodnie to absolutne minimum żeby cokolwiek zaczęło działać jako sygnał dla układu nerwowego. Często ludzie próbują przez kilka dni i mówią że nie działa. Układ nerwowy nie jest tak szybki jak by się chciało. To nie jest zniechęcanie, to jest raczej zaproszenie do cierpliwości która sama w sobie jest częścią rytuału.
Okej, rozumiem to z tymi trzema tygodniami, ale mam jeszcze jedno pytanie do Hellana - co zrobić jeśli w trakcie tych trzech tygodni zdarzą się noce kiedy po prostu się zapomni albo nie będzie siły? ojej Czy to resetuje cały licznik czy można to traktować jako przerwę i po prostu kontynuować?
Szczerze? Nie jestem pewna. Mam zapalanie świecy i herbatę ale chyba zawsze z tyłu głowy jest "no to teraz zaczynam procedurę zasypiania". Może to jest właśnie problem. Nigdy o tym tak nie myślałam.
Słuchajcie, mam pytanie bo czytam i czuję się trochę głupio ale czy ktoś mógłby powiedzieć wprost - czy ten cały rytuał to jest coś co działa przez jakiś sens symboliczny czy dosłownie przez neurologię i nawyk? Bo z tej dyskusji wynika że to jedno i drugie i trochę nie wiem jak to trzymać w głowie.
Wracając do kamieni bo czytałem odpowiedź Reginki i Ziemowita - rozumiem argument z osobistą historią przedmiotu, ale co z kamieniami które się dostało, nie znalazło ani nie wybrało samemu? Mam ametyst po babci, który leży teraz gdzieś w szufladzie, bo nigdy nie wiedziałem co z nim robić. i teraz myślę że może to jesst właśnie ten obiekt z gotową historią?
Dorzucę do tego kamienia po babci - jest takie pojęcie w psychometrii, które mówi że przedmioty gromadzą "ślad" po osobach które je nosiły. Nie wchodzę teraz w to czy to prawda czy nie, bo to osobna dyskusja, ale nawet jeśli pominiemy tę warstwę - emocjonalne skojarzenie z konkretną osobą, której ci brakowało albo która kojarzy ci się z bezpieczeństwem, może samo w sobie działać uspokajająco. To nie jest magia tylko prosta psychologia.
Mam notatki z ostatnich kilku miesięcy gdzie testowałam różne warianty wieczornej rutyny i mogę powiedzieć jedno - zmiana jednej zmiennej tygodniowo to za dużo. Za każdym razem kiedy zmieniałam za szybko, nie wiedziałam co działa. Teraz mam tę samą sekwencję od ponad sześciu tygodni i po raz pierwszy widzę różnicę. Więc to co Hellan i Boleslaw mówią o czasie - to nie jest przesada.
Czytałem tę dyskusję o notatkach i przypomniało mi się coś co czytałem o dawnych praktykach pre-sleep w kulturach preindustrialnych. Roger Ekirch opisuje to dosyć dokładnie - ludzie spali dwufazowo, z przerwą w środku nocy, i ta przerwa była aktywna: modlitwa, rozmowa, mały posiłek. Rytuał pżed snem nie kończył się w momencie zaśnięcia, był rozciągnięty na całą noc. To zupełnie inne podejście do granicy między dniem a snem niż to co mamy teraz.
Yoga nidra to akurat jeden z elementów który testowałam przez dłuższy czas i który zostawił w notatkach najlepsze wyniki ze wszystkich wariantów. no ale przy czym - uwaga - mam na myśli konkretnie wersję z rotacją świadomości przez części ciała, nie ogólne relaksacje które bywają pod tą nazwą sprzedawane na YouTube. Różnica jest spora. Ktoś próbował porównywać różne nagrania albo tradycje tej praktyki?
ten wątek z sankalpą i granicą jawy i snu to jest coś co mnie tu najbardziej interesuje, bo dotyka tego o czym mówiłem wcześniej - symbolu i neurologii jako jedności. sankalpa w tym miejscu nie działa dlatego że jest "magiczna" ani dlatego że jest "tylko psychologiczna". działa bo taki stan świadomości ma realnie inną aktywność fal mógowych, więcej theta mniej beta, i wejście określonej treści w ten stan ma inne konsekwencje niż ta sama treść wypowiedziana przy pełnej jawie. To jest jedno i to samo zjawisko opisywane różnymi językami.
przepraszam że tak po amatorsku ale - czy ktoś mógłby powiedzieć jak zacząć ten cały wieczorny rytuał od zera? Mam na myśli dosłownie od czego zacząć jeśli nie mam żadnego? Czytam całą tę rozmowę od początku i trochę mi się kręci w głowie bo jest tu dużo elementów naraz
okej, to może ja spróbuję odpowiedzieć sobie sama na to pytanie bo pisałam wyżej że mi się kręci w głowie od tych wszystkich wątków. chyba zaczynam rozumieć że nie chodzi o to żeby wziąć wszystko naraz - yoga nidra, sankalpa, skan ciała, dwufazowy sen - tylko żeby znaleźć jeden element ktory ma sens dla mnie i zacząć od niego. Czy dobrze to rozumiem czy coś upraszczam?
przy tym co Reginka pisze mam jedno zastrzeżenie. "Jeden element" działa jeśli ten element jest wybrany świadomie, a nie przypadkowo. Amuletka, masz jakieś przeczucie co ci najbardziej odpowiada z tego co tu padło? Bo to jest ważniejszy punkt startowy niż jakakolwiek wskazówka od nas.
to co Nemezis55 opisuje ma faktycznie pokrycie w badaniach chronobiologicznych hoć z innej strony - kortyzol zaczyna rosnąć między czwartą a szóstą i u osób z zaburzeniami snu ten wzrost jest przesunięty albo gwałtowniejszy niż powinien. wiec to przebudzenie o trzeciej-czwartej ma biologiczne tło niezależnie od tego czy do tego przykładamy rmay tradycji chińskiej czy nie. Co mnie tu bardziej ciekawi to czy Amuletka kiedy się budzi ma od razu gonitwę myśli czy raczej takie puste czuwanie?
