Forum

Asystent AI
Rytuały czasami zan...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały czasami zaniedbywane - co się dzieje gdy zapomnisz albo pominiesz

Strona 1 / 2

Wpisy: 598
Rozpoczynający temat
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co pewnie większość z was zna z własnego podwórka. Mam pewien rytuał, który robię regularnie od dłuższego czasu - raz w tygodniu, zawsze w ten sam dzień, o mniej więcej tej samej porze. I przez jakieś dwa miesiące szło świetnie, byłam z siebie zadowolona. A potem dostałam anginy, leżałam kilka dni z gorączką i kompletnie o tym zapomniałam. Potem trochę mi się życie pokomplikowało i wróciłam do tego dopiero po jakichś trzech tygodniach. I tu zaczęło się u mnie pytanie, które jakoś nie daje spokoju: czy przerwa coś zmienia? Nie pytam o to, czy rytuał "działa" - to osobna kwestia. Pytam bardziej o ten wewnętrzny aspekt, tę ciągłość intencji. Czy trzy tygodnie przerwy to znaczy, że trzeba zaczynać od nowa z budowaniem tej relacji, czy to nie ma znaczenia i wracasz tam, gdzie skończyłaś? Ciekawa jestem co wy o tym myślicie, bo w różnych tradycjach to różnie wygląda.


Odpowiedz
186 odpowiedzi
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To jest jedno z tych pytań, gdzie naprawdę zależy od tradycji i od tego, czym ten konkretny rytuał jest. Bo np. w praktykach, które mają związek z bóstwami lub duchami, przerwa może być odczytana jako zaniedbanie - i relacja faktycznie może wymagać ponownego "nawiązania". Natomiast w praktykach bardziej psychologicznych czy energetycznych ta ciągłość jest według mnie umowna. Trzy tygodnie to nie jest wieczność. Ale faktycznie, po długiej przerwie ja sam zauważam, że pierwsze jedno lub dwa powtórzenia po powrocie mają inną jakość - jest jakieś rozgrzewanie się. Nie wiem, czy to kwestia skupienia, nawyku, czy czegoś głębszego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Hellan Mam inne zdanie niż Hellan w kwestii tego "rozgrzewania się". Albo raczej - mam pytanie, bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem. Co znaczy inna jakość? Bo to można rozumieć na dwa sposoby: albo że po prostu jesteś rozkojarzony i wracasz do rytmu, co jest czysto mechaniczne, albo że coś faktycznie jest inaczej na poziomie, nazwijmy to, energetycznym. Bo te dwie rzeczy to dla mnie zupełnie różne twierdzenia.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Halny77 Uczciwie powiem - nie wiem, jak to odróżnić. I to jest właśnie ta niewygodna część. Mogę opisać co czuję, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć, czy to jest "tylko" psychologia skupienia, czy coś więcej. Podejrzewam, że dla praktyki to może nie mieć znaczenia - efekt jest ten sam. Ale rozumiem twój punkt, bo jeśli twierdzimy, że przerwa ma znaczenie metafizyczne, to powinniśmy umieć to odróżnić od zwykłego rozproszenia uwagi.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej dyskusji i myślę, że omijamy jeden wątek. Chodzi o intencję w momencie przerywania. Jeśli byłaś chora i fizycznie nie mogłaś - to jest zupełnie co innego niż zwykłe zapomnienie albo lenistwo, jak jest w tytule tego wątku. W runach jest pojęcie ofiary i zobowiązania - kiedy zaczynasz coś regularnie i świadomie, to tworzysz pewien kontrakt sam ze sobą i z czymś zewnętrznym, jeśli wierzysz w tę warstwę. Choroba to force majeure. Ale lenistwo przez trzy tygodnie - to jest inny sygnał. Sygnał do siebie, że ta praktyka nie jest dla ciebie priorytetem.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Edek_60 Ale czy nie jest tak, że to rozróżnienie na "usprawiedliwioną" i "nieusprawiedliwioną" przerwę jest trochę moralizowaniem? Pytam serio, nie zaczepnie. Bo w numerologii mamy koncepcję cykli i rytmów, i tam przerwa jest po prostu częścią cyklu - nie ma w niej wartościowania etycznego. Czasem energia opada i praktyka się zatrzymuje, potem wraca. To nie jest ani dobre ani złe, to jest naturalny rytm. Skąd ten podział na przerwy "z ważnego powodu" i te gorsze?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Baska84 Nie moralizuję - opisuję mechanizm. Intencja ma znaczenie dla praktykującego, nie dla jakiegoś kosmicznego sędziego. Jeśli sama przed sobą wiesz, że olałaś coś, co dla ciebie jest ważne, to zostaje w tobie jako pewna informacja o sobie. To nie jest kwestia kary czy nagrody, tylko samoświadomości. Twój punkt z cyklami jest ciekawy, ale trochę mnie niepokoi, bo można nim uzasadnić wszystko. "To był dołek cyklu" brzmi jak wygodne wytłumaczenie dla zwykłego zaniedbania.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Edek_60 Właśnie ten wątek mnie interesuje najbardziej. Bo jak byłam chora, to w ogóle nie czułam wyrzutów sumienia - po prostu byłam chora. Ale te momenty, kiedy mogłam, a nie chciało mi się - to zostawiało jakiś nieprzyjemny osad. I nie wiem, czy ten osad jest funkcjonalny, czy po prostu niepotrzebnie się obwiniałam. Czy ktoś z was miał podobnie, że lenistwo przy rytuałach zostawia inaczej niż przerwa wymuszona?


Odpowiedz
Wpisy: 478
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Miałam. I doszłam do wniosku, że ten "osad" po lenistwie to nie jest sygnał metafizyczny, tylko sygnał od mnie do mnie. Znaczy tyle, że gdzieś czuję rozdźwięk między tym, kim chcę być a tym, co robię. Ale z dystansu - czy ta informacja jest zła? Niekoniecznie. Może to był dobry moment, żeby się zastanowić, dlaczego właściwie robię dany rytuał. Czasem zaniedbanie jest momentem weryfikacji: wróciłam do praktyki i była inna, świeższa. Czasem nie wróciłam i dobrze, bo rytuał był już pusty.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

A co to znaczy "pusty rytuał"? Bo to pojęcie pojawia się tu i tam, ale jakby nikt do końca nie opisuje co to jest w praktyce.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Czarodziej Dla mnie pusty rytuał to taki, który robię mechanicznie, bez żadnego zaangażowania - ciało robi swoje, głowa jest zupełnie gdzie indziej. Wracam do niego po przerwie i czuję, że to już nie jest moje, że jest jak stare ubranie które już nie pasuje. Ale uwaga - to jest moja definicja. Rozumiem, że w tradycjach gdzie sam zewnętrzny form jest ważny - np. pewne tradycje buddyjskie czy katolickie - sama forma ma wartość niezależnie od stanu wewnętrznego.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Anusia67 Dobrze, że Anusia to powiedziała, bo to jest kluczowe rozróżnienie, które gubia się w tej dyskusji. Są dwa modele: jeden zakłada, że rytuał działa przez intencję i stan wewnętrzny praktykującego, drugi zakłada, że forma i powtarzalność mają moc niezależnie od tego, co czujesz w środku. I w zależności od tego, który model przyjmujesz, przerwa ma zupełnie inne konsekwencje. W tym pierwszym modelu tydzień bez skupienia jest gorszy niż miesiąc przerwy z powrotem do praktyki z pełną uwagą. W drugim modelu liczy się tylko ciągłość formy.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Donat A ty który model uważasz za trafniejszy? Bo mówisz o tym bardzo analitycznie, ale nie słyszę żadnego "ja".


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Halny77 Dobra, zapytałeś. Skłaniam się ku pierwszemu, ale z zastrzeżeniem. Widziałem wystarczająco dużo ludzi, którzy mieli czyste intencje i zero efektów, i wystarczająco dużo sytuacji, gdzie sama konsekwencja formy coś robiła nawet bez głębokiego zaangażowania. Więc pewnie prawda jest gdzieś pośrodku i zależy od konkretnej praktyki. Przy tarotu bez skupienia nie ma sensu w ogóle siadać. Przy pewnych rytualnych powtórzeniach skupienie jest drugorzędne.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wtrącę się, bo trochę z zewnątrz na to patrzę. Słucham i mam wrażenie, że dyskusja robi się bardzo wewnętrzna - czyli skupiacie się na tym, co przeżywa praktykujący. Ale jest jeszcze pytanie, które mnie bardziej ciekawi: czy przerwa wpływa na "wyniki", jak pisze autor wątku. Czyli na efekty zewnętrzne. Bo to jest osobna kwestia od tego, co ktoś czuje w środku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Skrzat I to jest pytanie, na które uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiemy. Możemy mówić o doświadczeniach, ale nie jesteśmy w stanie izolować zmiennej "przerwa w rytuale" od wszystkich innych rzeczy, które dzieją się w czyimś życiu. Ja miałem przerwy i potem rzeczy szły dobrze. Miałem też okresy regularnej praktyki i nic szczególnego się nie działo. To nie jest dobry materiał na twarde wnioski.


Odpowiedz
(@tola-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 325

@Hellan Ale czy nie jest tak, że jak zaczynasz coś regularnie, to budujesz jakiś rodzaj... no nie wiem jak to nazwać... ciągłości energetycznej? I przerwa to po prostu resetuje? Wydaje mi się, że tak to słyszałam.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Tola.2 A od kogo to słyszałaś? Pytam, bo to jest bardzo powszechne wyobrażenie, ale różne tradycje mówią różne rzeczy. W niektórych podejściach przerwa faktycznie "zeruje" pewne procesy. W innych - to co zbudujesz, zostaje jako rodzaj śladu i przerwa tylko spowalnia, ale nie cofa. Ciekawi mnie, czy to był czyjś pogląd, czy gdzieś to czytałaś.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja mam konkretne doświadczenie z tym tematem. Przez długi czas robiłam rytuały związane z nowiem i pełnią, dosyć regularnie. Potem przez kilka miesięcy kompletnie to odpuściłam - zmiana pracy, przeprowadzka, chaos. Kiedy wróciłam, to pierwsze dwa czy trzy razy czułam się jak obca w tym, co robiłam. Ale po jakimś czasie wróciło. I z perspektywy czasu ta przerwa chyba była nawet dobra, bo wróciłam z innym nastawieniem. Mniej automatycznym. Ale to jest tylko moje doświadczenie, nie twierdzę, że tak będzie u każdego.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to wszystko i mam jedno pytanie, które mi siedzi w głowie od początku. Czy ktoś z was miał poczucie, że przerwa spowodowała jakieś konkretne, zewnętrzne skutki - nie wewnętrzne odczucia, ale coś, co wydarzyło się poza wami? Nie chcę tu sugerować, że tak powinno być, ale jestem ciekawa czy ktoś coś takiego łączył.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Pytałam o te zewnętrzne skutki i trochę się boję, że to pytanie źle wyszło. Nie chodziło mi o to, że rytuał "działa" albo "nie działa" jak przycisk. Bardziej o to, czy ktoś zaobserwował jakiś zbieg okoliczności - coś się posypało, coś się zmieniło w otoczeniu - i zastanawiał się, czy przerwa w praktyce mogła mieć z tym związek. Choćby luźny.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Agatka83 Ja miałem takie doświadczenie, ale bardzo się waham, żeby je tu opisywać, bo wiem, że to jest klasyczna pułapka poznawcza. Byłem w kiepskim miejscu, zawiesiłem wszystko na parę tygodni, w tym samym czasie różne rzeczy się posypały. I mam w sobie taki odruch, żeby to połączyć. Ale obiektywnie - ten sam okres był pełen innych czynników, które wyjaśniają każdą z tych rzeczy osobno.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Halny77 I co z tym robisz? Odrzucasz to doświadczenie, bo nie daje się udowodnić, czy zostawiasz je gdzieś jako otwarte?


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Donat Zostawiam otwarte, ale nie buduję na tym żadnych wniosków. To znaczy - nie zmieniam przez to swojej praktyki. Wróciłem kiedy wróciłem, i wróciłem dlatego, że chciałem, a nie dlatego, że "musiałem naprawić wyrwę".


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Halny77 To ciekawe, co Halny pisze, bo ja mam podobne wahanie wewnętrzne. Zauważam zbiegi okoliczności, ale nie wiem, czy je interpretuję przez pryzmat praktyki dlatego, że mają związek, czy dlatego, że mój umysł po prostu szuka wzorców. I to jest chyba najuczciwsza pozycja, w jakiej można być w tym temacie.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Irenka_92 Ale właśnie - czy to wahanie jest problemem? Bo z tego, co rozumiem numerologię, to same liczby też są "tylko" wzorcami. I sens nie polega na tym, żeby udowodnić, że wzorzec istnieje obiektywnie, tylko żeby zobaczyć, co ci mówi o twojej sytuacji. Może z przerwami w rytuałach jest podobnie - zbieg okoliczności jako informacja, nie dowód.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Baska84 Ale jest różnica między "wzorzec jako informacja" a "wzorzec jako przyczyna". Jeśli po przerwie coś się posypało i interpretujesz to jako informację o swoim stanie - dobrze. Jeśli zaczynasz myśleć, że przerwa "spowodowała" zewnętrzne zdarzenia, to wchodzisz w myślenie magiczne, które może być po prostu błędne.


Odpowiedz
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 289

@Edek_60 A ty uważasz, że myślenie magiczne jest z definicji błędem?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Czarodziej Nie z definicji. Ale bywa błędem, kiedy zastępuje analizę rzeczywistości zamiast ją uzupełniać. Jeśli ktoś nie robi rytuałów i zamiast zapytać "co w moim życiu się zmieniło", pyta "co rytuał zaniedbałam" - to jest problem.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Edek_60 Zgadzam się z Edkiem, ale chcę dodać jeden niuans. Myślenie przez pryzmat praktyki może być formą autorefleksji, nawet jeśli zewnętrzna przyczyna jest gdzie indziej. Pytanie "co zaniedbałam" może prowadzić do "nie dbałam o siebie, byłam rozbita, rytuał był jednym z pierwszych sygnałów" - i to jest już sensowne. Pod warunkiem, że nie zatrzymujesz się na poziomie "rytuał = przyczyna".


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham i mam pytanie, może naiwne. Czy ktoś tu kiedyś świadomie zrezygnował z jakiegoś rytuału - nie pominął przez zapomnienie, nie zawiesił przez chorobę, ale po prostu zdecydował "już tego nie potrzebuję" - i jak to wyglądało?


Odpowiedz
19 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Skrzat Ja tak miałam z jednym rytuałem, który robiłam przez długi czas związanym z ochroną przestrzeni. W pewnym momencie poczułam, że to już nie jest coś, do czego wracam z potrzeby, tylko z przyzwyczajenia. Odpuściłam świadomie. I co ciekawe - nie czułam żadnego osadu, o którym wcześniej pisałam w kontekście lenistwa. To był zupełnie inny rodzaj zakończenia.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Henia64 I nic zewnętrznego się nie zmieniło po tej rezygnacji?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Skrzat Nie zauważyłam nic, co mogłabym przypisać tej zmianie. Ale to też może być właśnie ta pułapka, o której Halny mówił - kiedy nie spodziewasz się niczego złego, nie szukasz wzorców w złą stronę.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Henia64 To, co Henia opisuje z tym świadomym zakończeniem, to jest coś, o czym rzadko się mówi w kontekście rytuałów. Większość dyskusji zakłada, że rytuał to coś, do czego wracasz albo powinieneś wracać. Ale może niektóre praktyki mają po prostu swój czas i naturalny koniec - nie przez porzucenie, ale przez wypełnienie jakiejś funkcji.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Hellan W tradycjach inicjacyjnych jest na to miejsce - rytuały przejścia z definicji są jednorazowe albo etapowe. Ale w tym, o czym rozmawiamy, chodzi chyba głównie o praktyki regularne, powtarzalne. I tam pytanie o "wypełnienie funkcji" jest trudniejsze - skąd wiesz, że coś się zamknęło, a nie że po prostu ci się znudziło?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Donat Nie wiem, czy da się to zawsze rozróżnić z zewnątrz. Wewnętrznie - dla mnie różnica jest w tym, czy zostaje jakiś niedosyt, czy nie. Kiedy coś się kończy "właściwie", nie mam poczucia, że zostawiłem coś w połowie.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Hellan Wtrącę się, bo w runach jest coś, co może pasować do tego, co Hellan opisuje. Niektóre sekwencje runiczne stosuje się przez określony czas - na konkretny cel albo przez konkretny cykl. Kiedy cel jest osiągnięty albo cykl mija, praktyka po prostu się kończy i to jest zamierzone. Nie ma kategorii "zaniedbania", bo nie ma założenia ciągłości. Zastanawiam się, czy to podejście pomogłoby komuś, kto ma problem z poczuciem winy po przerwie.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Andromeda A jak runy określają, że cel jest osiągnięty? Bo to brzmi dość konkretnie, a z numerologicznej perspektywy te "zamknięcia" są raczej odczuwane niż wyraźnie sygnalizowane.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Baska84 Zależy od podejścia. Czasem to jest po prostu decyzja praktykującego - ustawiam sobie ramy z góry. Czasem jest to związane z cyklem księżycowym albo innym czasowym markerem. Nie ma tu żadnego automatycznego sygnału, że "gotowe". To jest raczej świadoma struktura, żeby nie popaść właśnie w to, o czym tu rozmawiamy - w nieokreśloną ciągłość, która potem sprawia, że każda przerwa czuje się jak niepowodzenie.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Andromeda Właściwie chcę wrócić do tego, co Andromeda mówiła o ramach czasowych. Bo mnie to uderzyło - że można z góry zaplanować koniec praktyki. Ja zawsze myślałem o rytuałach jako o czymś, co albo robisz, albo przerywasz z jakiegoś powodu. A że można po prostu ustalić "to trwa do nowiu" i potem spokojnie kończyć - to dla mnie nowe.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Skrzat Właśnie to jest coś, o czym sama myślę od jakiegoś czasu. Większość przerw, o których rozmawiamy w tym wątku, to przerwy nieplanowane - choroba, zmęczenie, rozproszenie. Ale przerwa wbudowana w strukturę samej praktyki to zupełnie co innego. Tam nie ma pytania "czy to zaszkodzi", bo zawieszenie jest częścią rytuału.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Irenka_92 Dokładnie. I myślę, że to może być odpowiedź na część lęków, które tu pojawiały się wcześniej - "co jeśli zapomnę", "co jeśli pominę". Jeśli koniec jest wpisany w strukturę, to nie ma pojęcia pomięcia. Jest tylko zakończenie albo niezakończenie.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Andromeda Ale to przenosi odpowiedzialność gdzie indziej - na moment, w którym decydujesz, że "czas" nastał. I to może być równie trudne jak decyzja o powrocie po przerwie.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Hellan Tak, ale przynajmniej ta trudność jest oczekiwana. Nie wchodzi z zaskoczenia jak tydzień choroby, który nagle rozrywa coś, co miało być stałe.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Andromeda To, o czym mówi Andromeda, jest w jakimś sensie znane z kontekstu liturgicznego. Rok liturgiczny w różnych tradycjach jest zbudowany z cykli - są okresy intensywnej praktyki, są okresy zwykłego czasu, są zamknięcia. Nikt tam nie pyta, czy przerwa "niszczy" efekt, bo przerwa jest strukturalnym elementem. I może właśnie taki model jest zdrowszy dla rozumienia własnej praktyki.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Donat Tylko że rok liturgiczny jest zewnętrznie zadany - ktoś ten kalendarz ustalił. A w praktykach osobistych sami ustalamy ramy i sami je kończymy. To wymaga zupełnie innego rodzaju dyscypliny, bo nie ma autorytetu, który powie "teraz czas".


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Baska84 Zgoda, ale ten brak zewnętrznego autorytetu to jest też pewna wolność. Możesz dopasować cykl do swojego życia, nie do kalendarza kogoś innego. Pytanie, czy potrafisz to zrobić rzetelnie, bez tendencji do przedłużania tego, co wygodne, i skracania tego, co wymaga wysiłku.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Donat No właśnie - i tu wracamy do sedna tematu z początku wątku. Czy pominięcie rytuału to słabość, lenistwo, zmiana potrzeb - czy może sygnał, że struktura, którą sobie stworzyłaś, nie działa dla twojego życia? Bo zanim ktoś zacznie się zastanawiać, czy przerwa "coś zrobiła", powinien chyba zapytać, dlaczego przerwa w ogóle powstała.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Edek_60 To jest dobre pytanie, ale zakłada, że zawsze mamy nad tym wgląd. Czasem przerwa jest po prostu zmęczeniem bez żadnego głębszego sygnału. I szukanie głębszego sensu w każdym pominięciu może być równie mylące co ignorowanie każdego pominięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Zastanawiam się, czy ktoś tu rozróżnia między rodzajami rytuałów, jeśli chodzi o wagę przerwy. Bo intuicyjnie wydaje mi się, że przerwa w codziennym rytualne rano to coś innego niż przerwa w czymś, co robisz raz w miesiącu przy nowiu. Skala regularności chyba zmienia to, jak się taką przerwę odczuwa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Czarodziej Moim zdaniem tak, i to nie tylko odczucie, ale też funkcja. Codzienny rytuał często pełni rolę stabilizatora dnia - tworzysz sobie punkt zakotwiczenia. Jeśli go pominiesz, po prostu dzień zaczyna się inaczej. Rytuał miesięczny ma bardziej intencjonalny charakter - zbierasz w nim coś przez dłuższy czas. Przerwa tam to naprawdę pominięty cykl, a nie pominięty poranek.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie to trafia, bo ja mam jedno i drugie. I rzeczywiście inaczej przeżywam pomięcie porannego rytuału - po prostu coś jest nie tak z rytmem dnia - a inaczej pominięcie czegoś, co robiłam przy pełni. Przy tym drugim jest jakieś poczucie, że "okno się zamknęło". Ale nie wiem, czy to jest coś więcej niż przyzwyczajenie do myślenia o rytmie księżycowym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Henia64 Czy to poczucie zamkniętego okna coś zmienia w twoim podejściu do kolejnego cyklu? Tzn. czy wracasz z większą uwagą, czy po prostu zaczynasz od nowa jakby nic się nie stało?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Baska84 Raczej zaczynałam od nowa, ale to zależy od tego, dlaczego pominęłam. Jeśli to było przez coś trudnego - chorobę, śmierć w rodzinie - to kolejny raz był bardziej świadomy, bo miałam do przepracowania więcej. Jeśli pominęłam bo zapomniałam albo byłam zmęczona, to wracałam trochę bez ceremonii.


Odpowiedz
Wpisy: 943
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Czytam cały wątek i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół pytania o wartość samej regularności. Czy rytm jest konieczny, czy jest tylko pomocny. I nikt tu nie powiedział wprost - a może nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, po co w ogóle ten rytuał jest. Rytm w medytacji ma inną funkcję niż rytm w rytuale intencyjnym niż rytm w rytuale ochronnym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Klaudia05 Masz rację, że to zależy od funkcji. Ale może właśnie dlatego pytanie "co się dzieje, kiedy pominiesz" jest takie trudne do odpowiedzi ogólnie. Bo odpowiedź zawsze będzie "to zależy" i za każdym razem od czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 598
Rozpoczynający temat
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

I może właśnie o to chodzi w tym temacie - nie o to, żeby znaleźć jedną regułę, tylko żeby w ogóle zadawać sobie to pytanie przy konkretnej praktyce. Nie "czy pominięcie jest złe", tylko "co ta konkretna przerwa mówi mi o tym, jak ja to robię i po co". Różne osoby w tym wątku dawały zupełnie różne odpowiedzi na swoje przerwy i każda z tych odpowiedzi była uczciwa dla tej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

To brzmi bardzo rozsądnie, ale mam wrażenie, że łatwo powiedzieć, kiedy się ma jasność co do tego, po co robi się dany rytuał. A co jeśli ktoś - i tu mówię trochę o sobie - robi coś regularnie, ale nie jest do końca pewny, jaki cel to pełni? Wtedy co mówi przerwa?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Skrzat Może właśnie mówi, że czas zapytać o ten cel. Przerwa jako okazja do zadania pytania, które w czasie regularnej praktyki jakoś się odsuwa na bok.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Halny77 No i właśnie to jest mój problem - robię to regularnie, ale jak mnie ktoś pyta po co, to nie mam dobrej odpowiedzi. Coś mi mówi, że to działa, ale nie wiem co i dlaczego. I teraz zastanawiam się, czy przerwa, którą miałem ostatnio, cokolwiek zmieniła, czy nie - i nie mam punktu odniesienia, żeby to ocenić.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Skrzat A co czujesz, kiedy wracasz po tej przerwie? Nie mówię o tym, co "powinieneś" czuć - pytam o to, co faktycznie się dzieje. Bo czasem brak punktu odniesienia to nie jest problem z brakiem wiedzy, tylko z brakiem uwagi na własne reakcje.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Anusia67 Szczerze? Trochę jakby nic. Tzn. wróciłem, zrobiłem to samo co zawsze i nie było ani ulgi, ani poczucia że coś nadrobiłem. Co mnie trochę zaskoczyło, bo spodziewałem się jakiejś różnicy.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Anusia67 Właśnie - i tu jest coś, czego nie powiedziano wprost w tym wątku. Dużo mówimy o znaczeniu rytuału, intencji, celu. Ale są rytuały, które działają czysto strukturalnie, niezależnie od tego, czy nadajesz im głębsze znaczenie. Tworzą rytm dnia, punkt zakotwiczenia, jak mówiła wcześniej Anusia. I to może być wystarczające uzasadnienie, bez filozofii.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Edek_60 ma rację, że nie każda praktyka potrzebuje metafizycznego uzasadnienia. Ale właśnie to sprawia, że pytanie o pomijanie robi się jeszcze trudniejsze - bo jak oceniasz, czy przerwa była "szkodliwa", jeśli twój rytuał pełnił głównie funkcję behawioralną? Wtedy kryterium jest zupełnie inne niż przy praktyce intencjonalnej.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Skrzat To jest naprawdę uczciwe pytanie i myślę, że rzadko ktoś je sobie zadaje wprost. Większość ludzi albo wie po co, albo nigdy nie pyta. Ty jesteś gdzieś pośrodku i to chyba bardziej skomplikowane miejsce niż oba skrajne przypadki.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Brak różnicy po powrocie może znaczyć dwie zupełnie różne rzeczy - albo przerwa niczego nie zruszała, albo sama praktyka też niczego nie rusza i brak różnicy jest twoim stanem bazowym. Jak to odróżnić? Nie wiem czy da się bez dłuższej obserwacji.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Donat To jest celne, ale trochę okrutne w konsekwencjach - bo jeśli ktoś latami robi coś i nie ma punktu porównania, to skąd w ogóle miałby wiedzieć, że warto kontynuować albo że warto zrezygnować?


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Klaudia05 Może właśnie dlatego intencjonalne przerwy mają sens - nie jako zaniedbanie, ale jako eksperyment kontrolny. Robisz coś regularnie, potem świadomie nie robisz przez jakiś czas i patrzysz co się zmienia. Tylko że wtedy przerwa musi być wystarczająco długa, żeby cokolwiek zaobserwować.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Halny77 I tu jest pułapka, bo "wystarczająco długa" zależy od rodzaju praktyki. Przy codziennym rytuale tydzień może już dawać sygnały, a przy czymś miesięcznym kilka cykli to minimum. Czy ty kiedyś robiłeś taką świadomą przerwę właśnie żeby zobaczyć, co się stanie?


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Baska84 Raz. Kilka lat temu, przy praktyce, którą robiłem codziennie rano. Zrobiłem przerwę na trzy tygodnie celowo. I pierwsze dwa tygodnie nic - potem zaczął mi się rozjeżdżać rytm dnia w sposób, którego wcześniej nie zauważałem, bo był po prostu normą. Wróciłem nie dlatego, że chciałem, ale dlatego, że brakowało mi tej struktury.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

A czy te dwie funkcje mogą w jednej praktyce współistnieć? Tzn. coś, co jest zarazem strukturalne i ma głębszą intencję. I co wtedy - przerwa zaburza obie warstwy jednocześnie, czy każdą inaczej?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Czarodziej Myślę, że tak, i że wtedy przerwa ma właśnie taką podwójną cenę. Tracisz rytm i jednocześnie coś z intencją się zawiesza. Ale też może być tak, że po powrocie jedno wraca szybciej niż drugie - rytm się odbudowuje mechanicznie, a intencja wymaga więcej czasu.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Andromeda U mnie tak właśnie było po dłuższej przerwie - fizycznie wróciłam do praktyki dość szybko, ale przez kilka tygodni robiłam to jakby automatycznie, bez tego czegoś, co wcześniej było w środku. I nie wiem nawet, kiedy to wróciło, bo nie ma wyraźnego momentu. Po prostu pewnego dnia było znowu "pełne".


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Henia64 To jest ciekawe - że powrót intencji był niewidoczny, nieuchwytny w czasie. Czy myślisz, że coś konkretnego to przyspieszyło, czy po prostu czas zrobił swoje?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Klaudia05 Nie jestem pewna. Wydaje mi się, że pomogło to, że przy którymś razie po prostu usiadłam przed tym rytuałem dłużej i zapytałam siebie, po co to w ogóle robię. Nie żeby znaleźć odpowiedź, tylko żeby przypomnieć sobie, że kiedyś ją miałam. I chyba to wystarczyło.


Odpowiedz
Wpisy: 121
(@danusia01)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam od jakiegoś czasu ten wątek i mam pytanie może trochę z boku - co jeśli ktoś nigdy tak do końca nie wiedział, po co robi dany rytuał, i po przerwie też nie wie, ale chce wrócić? Tzn. czy można wrócić "bez intencji" i dopiero w trakcie praktyki ją odnaleźć?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Danusia01 Moim zdaniem tak, i to bywa nawet lepsze niż silenie się na gotową intencję przed powrotem. Czasem sama czynność coś uruchamia, co potem staje się sensem. Intencja nie musi być gotowa na wejściu.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Danusia01 Dodam tylko, że w wielu tradycjach formalnych powrót do praktyki po przerwie nie jest poprzedzony żadną deklaracją intencji - po prostu wracasz i zaczynasz. Intencja jest niejako zakodowana w samej formie rytuału, nie w twoim świadomym nastawieniu w danym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

No to chyba mam odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie. Albo przynajmniej coś, co mogę sprawdzić. Może zamiast szukać celu przed powrotem, po prostu wrócę i popatrzę, co się pojawi. Trochę odwracam kolejność, ale może właśnie o to chodzi przy praktykach, gdzie cel nie jest oczywisty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Skrzat, daj znać jak to wyjdzie. Serio. Bo to jest chyba jeden z lepszych eksperymentów, jaki można zrobić na własnej praktyce - wrócić bez gotowej narracji i zobaczyć, co się pojawi samo.


Odpowiedz
Wpisy: 417
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Zastanawiam się nad czymś, co kręci mi się w głowie od kilku postów. Mówimy dużo o powrocie do praktyki i o tym, co się dzieje po przerwie. Ale rzadko pada pytanie o to, co dzieje się w trakcie tej przerwy. Czy ktoś z was miał poczucie, że rytuał jakby "czeka"? Że ta przestrzeń, którą tworzył, jakoś zostaje, nawet gdy ty z niej wychodzisz?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Baska84 Mhm, i to jest coś, o czym trudno mówić bez brzmiącego dziwnie. Ale tak - mam wrażenie, że pewne praktyki zostawiają coś w rodzaju śladu, który nie znika natychmiast po pominięciu. Jakby pewna struktura utrzymuje się przez jakiś czas sama z siebie, zanim zacznie się rozpadać.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Andromeda Ciekawe, bo w kontekście run widziałam podobne opisy - że układ stworzony intencjonalnie ma pewną "żywotność", która nie jest uzależniona od ciągłej uwagi twórcy. Tylko że tu zawsze pojawia się pytanie: do jakiego stopnia to jest coś realnego, a do jakiego stopnia to tylko nasze wyobrażenie o ciągłości?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Edek_60 A to rozróżnienie ma dla ciebie praktyczne znaczenie? Tzn. czy jeśli to "tylko wyobrażenie", to znaczy, że działa słabiej albo wcale?


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Hellan Nie, nie sądzę. Ale zmienia to, jak rozumiem przerwę. Jeśli struktura jest w moim umyśle, to przerwa ją zaburza inaczej niż gdyby była gdzieś na zewnątrz. I to przekłada się na to, jak wracam - czy muszę odbudowywać coś wewnętrznego, czy raczej ponownie nawiązywać kontakt z czymś, co trwało bez mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest jeden z tych podziałów, które wracają przy każdej poważniejszej rozmowie o praktyce. Czy rytuał działa przez ciebie, czy ty działasz przez rytuał. I wydaje mi się, że większość problemów z przerwami bierze się stąd, że ktoś ma jedno przekonanie, ale zachowuje się jakby miał drugie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Donat Możesz rozwinąć? Bo nie jestem pewna, czy dobrze rozumiem ten mechanizm. Jak to wygląda w praktyce - to niespójne zachowanie?


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Klaudia05 Na przykład ktoś uważa, że rytuał działa przez niego - czyli że to jego energia, skupienie, intencja są sednem. A jednocześnie po przerwie czuje się winny, jakby zawiódł kogoś z zewnątrz. To jest zachowanie charakterystyczne dla podejścia odwrotnego. I ta niespójność potrafi naprawdę namieszać w głowie przy powrocie.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Donat trafił w coś, co mi siedzi od jakiegoś czasu w głowie. Poczucie winy po przerwie jest chyba najgorzej opisanym elementem całej tej dynamiki. Mówi się o tym, że rytuały dają siłę, spokój, strukturę. Ale mało kto wprost nazywa ten ciężar, który pojawia się, gdy ich nie robisz. I nie wiadomo, czy to jest sygnał, że praktyka naprawdę coś znaczy, czy po prostu nawyk stworzył schemat lęku.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Irenka_92 Właśnie, to poczucie winy jest dziwne, bo nie wiadomo, skąd dokładnie pochodzi. Czy z przekonania, że coś się "psuje" kiedy nie praktykujesz, czy z czegoś bardziej osobistego - że zawiodłaś siebie, swoją konsekwencję, swój plan? Te dwa źródła wyglądają podobnie, ale chyba wymagają zupełnie innej reakcji.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Henia64 I jak ty to u siebie rozróżniasz? Bo mnie zawsze trochę zatykało przy tym pytaniu. Łatwiej mi powiedzieć, że coś czuję, niż skąd to przychodzi.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Anusia67 Próbuję patrzeć na to, czy poczucie winy pojawia się bardziej wobec praktyki samej w sobie, czy wobec jakiegoś wyobrażenia o sobie jako osobie, która "powinna" to robić. Pierwsze jest bardziej miękkie, drugie bywa twarde i zimne. Ale nie zawsze udaje mi się to odróżnić na bieżąco, raczej dopiero z perspektywy czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

A co jeśli ktoś w ogóle nie czuje winy po przerwie? Czy to znaczy, że rytuał nic dla niego nie znaczył, czy może po prostu ma inną relację z regularności - taką mniej nakazową?


Odpowiedz
17 Odpowiedzi
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Czarodziej Myślę, że brak winy może być dojrzałą odpowiedzią, ale może też być oznaką zobojętnienia. I ciężko z zewnątrz ocenić, co jest czym. Ja pamiętam moment, kiedy przestałem czuć cokolwiek przy pomijaniu pewnej praktyki - i to był sygnał nie spokoju, tylko że coś już dawno wypalełem.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Halny77 Jak to wyglądało - to wypalenie? Tzn. czy była jakaś konkretna zmiana w tym, jak robiłeś ten rytuał, zanim całkiem przestało ci zależeć?


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Skrzat Tak, ale dostrzegłem to dopiero po czasie. Zacząłem skracać czas. Potem pomijać pewne elementy, bo "nie ma sensu akurat dziś". Potem robiłem to w biegu, bez zatrzymania. I w pewnym momencie zorientowałem się, że przez kilka tygodni robiłem tylko samą formę - zupełnie pustą. Wypalenie nie przyszło nagle, wchodziło małymi krokami, które każdy z osobna wydawał się bez znaczenia.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Halny77 Słucham tego i myślę, że Halny opisał coś bardzo konkretnego - stopniowe usuwanie elementów aż zostaje sama skorupa. I zastanawiam się: czy ten proces jest odwracalny? Tzn. czy można wyjść ze stanu tej pustej formy i przywrócić jej znaczenie, czy jednak w pewnym momencie lepiej zacząć od zera z czymś nowym?


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Halny77 To jest dobre pytanie na koniec, bo ja też nie wiem, czy ta pusta forma to stan przejściowy, czy pewien punkt bez powrotu. Miałam coś podobnego z praktyką numerologiczną - robiłam to przez długi czas, potem weszłam w tryb, który Halny opisał, i w końcu zostawiłam to na kilka miesięcy. Kiedy wróciłam, musiałam zaczynać prawie od zera. Ale nie od zera technicznie - od zera jeśli chodzi o to, dlaczego w ogóle to robiłam. I paradoksalnie ta przerwa to wymusiła.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Baska84 To jest interesujące, że przerwa wymusiła powrót do pytania "po co". Bo u mnie wyglądało to podobnie. Kiedy wróciłem po kilku tygodniach bez praktyki, zauważyłem, że nie pamiętam już, jaki był pierwotny sens konkretnych elementów, które robiłem. To mnie zmusiło do albo poszukania tego sensu na nowo, albo wyrzucenia tych elementów. I kilka rzeczy wyrzuciłem. Nie żałuję.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Halny77 Poczekaj, bo to jest ważne - "wyrzuciłem kilka rzeczy". Czy te elementy były bez sensu od początku, czy może miały sens kiedyś, a potem przestały? To jest spora różnica, bo jeśli drugie, to mówisz de facto o tym, że rytuał powinien się zmieniać wraz z tobą.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Klaudia05 Szczerze? Nie wiem. Część z nich przejąłem z opisów, które czytałem, i nigdy nie pytałem siebie, dlaczego właśnie to. Robiłem, bo wydawało się właściwe. Przy powrocie po przerwie to pytanie w końcu musiało paść, i okazało się, że nie mam odpowiedzi. To chyba samo w sobie mówi coś o tym, jak weszły do mojej praktyki.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Halny77 To co Halny mówi o elementach przejętych bez pytania "dlaczego" - ja to znam bardzo dobrze. W przypadku run jest to wręcz powszechne, bo materiałów jest mnóstwo i każdy opisuje inne sekwencje jako "właściwe". Przez jakiś czas robiłam rzeczy, bo gdzieś wyczytałam, że tak się robi. Dopiero przerwa wymuszona chorobą sprawiła, że przy powrocie wybrałam tylko to, do czego miałam jakiś wewnętrzny stosunek. Reszta odpadła.


Odpowiedz
(@danusia01)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 121

@Andromeda A jak to wyglądało w praktyce - to odpadanie? Tzn. po prostu przestałaś pewne rzeczy robić bez żalu, czy był jakiś moment decyzji, że "to zostawiam"?


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Danusia01 Bardziej to pierwsze. Nie siedziałam i nie robiłam listy. Po prostu przy powrocie sięgałam po to, co chciałam zrobić, a pewne rzeczy nie wchodziły naturalnie. Potem zauważyłam, że minęło sporo czasu i ich nie robię. To był raczej proces niż decyzja.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Baska84 zapytała o odwracalność pustej formy i mi to nie daje spokoju, bo myślę, że źle stawiamy pytanie. Forma nie staje się pusta przez zaniedbanie - ona ujawnia pustkę, która była, albo którą stworzyliśmy. Przerwa jest w tym sensie dosyć bezwzględna - pokazuje, co było solidne, a co stało na przyzwyczajeniu.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Donat, ale czy to nie jest trochę zbyt twarde ujęcie? Mam wrażenie, że pewne praktyki mogą być solidne i osadzone, a mimo to przerwa powoduje, że trudno wrócić - nie dlatego, że były puste, ale dlatego, że wymagają pewnego rodzaju ciągłości. Jak język - możesz znać go dobrze, a po kilku miesiącach bez używania i tak masz przestój.


Odpowiedz
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 289

@Baska84 Wracając do tego, co mówiła Baska o odwracalności - mam wrażenie, że to pytanie ma sens tylko wtedy, kiedy chcemy wrócić do tego samego miejsca. A może powrót po przerwie z założenia wychodzi gdzieś indziej? Niekoniecznie lepiej ani gorzej, po prostu inaczej.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Czarodziej Tylko że to wymaga akceptacji, że przerwa coś zmieniła na stałe. A nie każdy to przyjmuje łatwo. Szczególnie jeśli miał jakiś konkretny cel i boi się, że przerwa go oddaliła. To jest inny rodzaj ciężaru niż samo poczucie winy.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Klaudia05 To jest celna obserwacja i trochę mnie zatrzymała. Bo ten "konkretny cel" to jest osobna sprawa - jeśli ktoś zaczął praktykę z myślą o jakimś efekcie, to przerwa dla niego nie jest neutralna, bo od początku patrzył na to przez pryzmat wyniku. I wtedy lęk po przerwie jest właściwie lękiem o ten wynik, nie o samą praktykę.


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Baska84, ale czy to w ogóle da się rozdzielić? Znaczy, czy można mieć praktykę "bez celu" w czystym sensie? Nawet jeśli cel jest niejasny albo ogólny, to jednak coś za tym stoi. Inaczej po co wracać po przerwie - albo w ogóle zaczynać.


Odpowiedz
Wpisy: 121
(@danusia01)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest coś, czego się boję przy swoich praktykach - że wchodzę w ten tryb automatyczny i nie zauważam, kiedy to się stało. Czy jest jakiś sposób, żeby tego pilnować? Nie mam na myśli jakiejś listy kontrolnej, ale raczej coś bardziej wewnętrznego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Danusia01 Dla mnie działa patrzenie na to, czy po zakończeniu rytuału jest jakiś ślad - nie efekt, nie wynik, tylko zwykłe poczucie, że coś się zamknęło. Że był środek i koniec. Jak tego nie ma, to zwykle znaczy, że zaczęłam działać na autopilocie. Ale to jest coś, co każdy chyba musi wypracować we własnym rytmie, nie ma tu gotowego wskaźnika.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest uczciwe porównanie, ale mam z nim problem. Język to kwestia sprawności - możesz go odgrzebać. Ale jeśli mówimy o sensie rytuału, to przerwa nie powinna go zabijać. Jeśli zabija, to może sens był raczej w samym powtarzaniu niż w tym, co to powtarzanie miało wyrażać.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Donat Nie zgodzę się. Ciągłość praktyki może być częścią jej sensu, a nie tylko warunkiem technicznym. Są tradycje, gdzie regularność jest intencjonalną formą dyscypliny - i przerwa w tym kontekście naprawdę coś zaburza, niekoniecznie dlatego, że fundament był słaby.


Odpowiedz
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Edek_60 Dobra, to jest punkt, który przyjmuję. Ale to wymaga jasności co do tego, czy ta regularność jest celem samym w sobie, czy środkiem do czegoś. Jeśli ktoś nie wie, które jest które, to przerwa naprawdę może wszystko zakwestionować. I mam wrażenie, że większość osób tego nie odróżnia.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Donat Siedzę nad tym Donat kontra Edek i myślę, że oni mówią o czymś innym - Donat o rytuałach osobistych, a Edek o praktykach zakorzenionych w jakiejś tradycji. To może mieć znaczenie, bo w tym drugim przypadku regularność ma inny status - nie jest kwestią wyboru, tylko zobowiązania, często wobec czegoś większego niż własna motywacja.


Odpowiedz
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 318

@Hellan A jeśli ktoś nie jest osadzony w żadnej konkretnej tradycji i buduje własną praktykę? Wtedy cała ta regularność jest arbitralna, nie? Sam decyduje, kiedy to "ważne", a kiedy pominięcie jest OK.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Skrzat Tak, i to jest chyba właśnie ta przestrzeń, gdzie przerwa najbardziej dezorientuje. Nie ma zewnętrznego układu odniesienia, który powie, że coś się "popsuło". Trzeba polegać na własnym odczuciu. Które może być nieobiektywne albo po prostu wyciszone przez zmęczenie.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Hellan To co Hellan opisuje - brak zewnętrznego układu odniesienia - jest chyba jedną z trudniejszych stron praktyki bez tradycji. Bo z jednej strony masz wolność, a z drugiej wszystkie pytania wracają do ciebie i nie ma gdzie ich "oddać". Kiedy pominęłam jakąś praktykę i czułam się z tym źle, nie miałam nikogo, kto by powiedział, czy to uzasadnione, czy przesadne.


Odpowiedz
(@anusia67)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 478

@Henia64 I jak sobie z tym radziłaś? Zostawiałaś to bez odpowiedzi, czy szukałaś czegoś zewnętrznego, żeby zweryfikować?


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Anusia67 Głównie zostawiałam. Nauczyłam się, że nie każde poczucie wymaga rozwiązania. Czasem to poczucie winy po przerwie po prostu było, przeżywałam je i mijało. A wnioski wyciągałam później, kiedy już nie byłam w środku tego dyskomfortu.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Myślę, że różnica jest między celem jako oczekiwanym efektem zewnętrznym a celem jako kierunkiem. To drugie jest elastyczniejsze - przerwa nie oddala cię od kierunku, bo możesz do niego wrócić. Ale cel-efekt działa jak deadline i przerwa to deadline przesuwa albo niszczy. Przynajmniej w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 318
(@skrzat)
Połączone: 6 miesięcy temu

A może problem jest wcześniej - ludzie zaczynają rytuał z konkretnym oczekiwaniem i to oczekiwanie samo w sobie jest kłopotliwe, niezależnie od przerwy? Bo jak coś nie wychodzi, to zawsze można powiedzieć, że to przez przerwę, ale może po prostu nie miało wyjść.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@donat)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 374

@Skrzat To jest sceptyczna wersja, ale niekoniecznie błędna. Pytanie tylko, jak odróżnić sytuację, gdzie przerwa naprawdę coś zerwała, od sytuacji, gdzie i tak by nie wyszło. Tego pewnie nie da się sprawdzić - nie ma grupy kontrolnej.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Donat No właśnie i to mnie zawsze trochę irytuje w takich dyskusjach - brak możliwości falsyfikacji. Ale to nie znaczy, że temat jest bez sensu, bo przerwa może wpływać na coś, czego nie mierzymy efektem. Na przykład na stałość intencji albo na to, jak sama do siebie podchodzisz przy praktyce.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Edek_60 ma rację, że to nie tylko o wynik chodzi. Kiedy robiłam dłuższą przerwę i wróciłam, to nie martwiłam się głównie o to, czy "zadziała". Bardziej czułam, że sama siebie nie poznaję przy tym rytuale - jakby coś w podejściu było inne. I to było dziwniejsze niż myśl o skuteczności.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Henia64 To "nie poznaję siebie" jest dla mnie ważny trop. Sama to miałam po jednej z przerw - wróciłam do sekwencji, którą robiłam wcześniej, i poczułam, że ona do mnie nie pasuje. Nie dlatego, że się zmieniła, tylko dlatego, że ja się zmieniłam. I wtedy pytanie "czy przerwa coś zepsuła" staje się właściwie pytaniem "kim teraz jestem".


Odpowiedz
(@danusia01)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 121

@Andromeda I co wtedy robisz? Modyfikujesz rytuał pod nowe siebie, czy szukasz nowego, czy... czekasz, aż samo się ułoży?


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Danusia01 Zazwyczaj modyfikuję, ale nie od razu. Najpierw próbuję wrócić do starego i zobaczyć, co konkretnie nie gra. Bo czasem to tylko dyskomfort nowości, a nie realna niezgodność. Jak po kilku podejściach dalej coś zgrzyta, to wtedy zmieniam.


Odpowiedz
(@halny77)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 829

@Andromeda To co Andromeda mówi o zmianie siebie przez przerwę - zastanawiam się, czy nie jest tak, że przerwa po prostu ujawnia zmianę, która zachodziła wcześniej, tylko nie miała kiedy dojść do głosu, bo byłeś w rytmie. Rytuał jako powtarzanie może maskować to, że coś w tobie się już przesunęło.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Halny77 To jest ciekawe odwrócenie - czyli przerwa nie powoduje zmiany, tylko na nią pozwala. Ale wtedy wynika z tego, że ciągłość praktyki może być rodzajem... nie wiem, oporu przed zmianą? Albo przynajmniej odsuwaniem momentu, w którym musisz to zauważyć.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Nie wiem, czy bym to nazwał oporem. Ciągłość może też po prostu dawać stabilność, z której zmiana jest łatwiejsza niż z chaosu. Przerwa nie zawsze jest przestrzenią do refleksji - równie często jest po prostu luką, po której trzeba się zbierać, zanim w ogóle dojdziesz do pytania "kim teraz jestem".


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@czarodziej)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 289

@Hellan Ale ta różnica - przerwa jako przestrzeń versus luka - nie jest chyba czymś, co kontrolujesz z góry. Wychodzi dopiero w trakcie albo po. Czy można w ogóle z góry zaplanować, jaką przerwę bierzesz?


Odpowiedz
(@irenka_92)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 598

@Czarodziej Mam wrażenie, że część przerw jest po prostu narzucona przez życie i żadna intencja wcześniej nie istnieje. Choroba, zmęczenie, coś się wywróciło w codzienności - i rytuał odpada. Dopiero kiedy wracasz, możesz nazwać, czym ta przerwa była. Wcześniej to po prostu działo się.


Odpowiedz
(@baska84)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 417

@Irenka_92 Właśnie, te narzucone przerwy to jest osobna kategoria. Bo jest różnica między "pominąłem, bo nie chciało mi się" a "pominąłem, bo leżałem trzy tygodnie z gorączką". I mam wrażenie, że ludzie traktują je tak samo, a konsekwencje dla poczucia ciągłości są inne.


Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Baska84 Tak, i to drugie często nie generuje tego dyskomfortu i poczucia winy, o którym tu mówimy. Kiedy nie masz wyboru, to jakoś łatwiej przychodzi akceptacja przerwy. Przynajmniej u mnie tak było - po chorobie wróciłam bez tego napięcia "coś straciłam", bo wiedziałam, że po prostu nie mogłam.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Edek_60 U mnie nie zawsze tak działało. Nawet przy przerwach niezależnych od mojej woli potrafiłam się spinać przy powrocie. Jakby ciało wiedziało, że przerwa była konieczna, ale głowa i tak szukała czegoś do obwinienia. Nie wiem, skąd ten odruch.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: