"Prawo do ostatniego słowa" - to jest bardzo precyzyjne sformułowanie. Czy to znaczy, że dajemy krytykowi prawo do głosu, ale nie do wyroku? Bo to by wymagało jakiegoś momentu w rytuale, kiedy świadomie decydujesz, że mimo wszystko kontynuujesz.
Znam to z własnej praktyki. przez długi czas nie miałam niczego, co oddzielałoby "słyszę ocenę" od "działam mimo oceny". Dopiero kiedy zaczęłam pracować ze świadomym progiem wejścia w stan rytualny - nie chodzi o jakiś wielki gest, raczej o trzy oddechy z konkretną intencją - zaczęłam mieć to rozróżnienie. Ale mam pytanie do Ametystki.2: czy Twój krytyk jest głośniejszy przed wejściem, czy po wejściu w rytuał?
Trochę gubię się w tej rozmowie. Rozumiem rozróżnienie na krytyka w trakcie i po, i na momenty węzłowe - ale wróćmy do pytania Ametystki.2. Szuka jakiegoś konkretnego rytuału albo praktyki, która by jej w tym pomogła, czy raczej szuka zrozumienia, dlaczego tak się dzieje?
Szczerze? Obu. Ale teraz jak myślę o tej rozmowie, to chyba bardziej zrozumienia. Bo zaczęłam od pytania "jak", a teraz widzę, że nie wiedziałam dobrze "co" chcę zmienić. Ten wątek naprawdę mi to porządkuje, nawet jeśli nie wychodzę stąd z gotowym rytuałem.
oj tam, To co mówisz o "porządkowaniu" jest ważne, bo sama metoda pracy z krytykiem w trakcie rytuału może być różna w zależności od tego, co się rozumie jako problem. Jedna rzecz to krytyk jako zakłócenie skupienia. Inna to krytyk jako głos, który sprawia, że czujesz się niewystarczająca. To drugie jest trudniejsze, bo siedzi głębiej niż praktyka rytualna sama w sobie.
Wchodzę w ten wątek, bo jest tu coś, o czym jeszcze nikt nie powiedział wprost. ehh, w wielu tradycjach rytualnych istnieje pojęcie "przygotowania intencji" jako odrębnego kroku - zanim wejdziesz w rytuał, ustalasz, w jakiej roli wchodzisz. Nie jako osoba z całą swoją historią błędów, ale jako wykonawca konkretnego aktu. To nie jest ucieczka od siebie, to jest tymczasowe ograniczenie zakresu tego, co jest "na sali". Coś podobnego opisuje np. Léon Vandermeersch w kontekście chińskich rytuałów dworskich - rola jest strojem, który zdejmujesz po 🙂
Dodam tylko, że obmycie rąk przed rytuałem nie jest nowinką - to jeden z najbardziej powszechnych gestów inicjujących w religiach Bliskiego Wschodu i Śródziemnomorza. Netilat yadayim w judaizmie, ablucja wudu w islamie, lavabo w mszy katolickiej. Za każdym razem chodzi o to samo - ciało daje sygnał, że teraz jest inaczej. Psychofizjologia też to potwierdza: gesty manualne wpływają na aktywację pewnych wzorców poznawczych. To nie jest metafora, to jest mechanizm.
Przy runach mam coś podobnego - dotyk kamienia albo kości. Kiedy krytyk zaczyna mówić, moje palce wracają do faktury i jakoś to... skraca tę pętlę. Zastanawiam się, czy to nie jest właśnie ten "próg w trakcie", o którym mówiłyśmy wcześniej, tylko rozłożony w czasie, a nie jednorazowy.
Czytam to i sobie uświadamiam, że moje obmycie rąk na początku jest właśnie takim elementem sensorycznym - ale go wyprzedzam myślowo. Zanim dotknę wody, już jestem w głowie przy tym co będę robić i czy mi wyjdzie. Czyli de facto ten próg w ogóle nie istnieje, bo umysłowo jestem już po drugiej stronie, zanim przekroczę.
Dodam, że w tradycji stoickiej - przepraszam za skok - mamy pojęcie prohairesis, czyli tej woli decydującej. Marek Aureliusz w Rozmyślaniach wielokrotnie wraca do pytania, co należy do mnie, a co nie. Krytyk wewnętrzny z punktu widzenia stoickiego to zdarzenie mentalne, ale prohairesis - moja decyzja jak na nie zareagować - jest już czymś innym. hmm, rytuał jako próg mógłby być właśnie chwilą ćwiczenia tej granicy.
Wracając do tego, co piszą Malwinia i Energetyczka - chyba moje elementy są tam, ale bez przypisanych funkcji. Mam kadzidło, mam obmycie rąk, mam zapalenie świecy - i to wszystko traktuję jak kolejność bez znaczenia, a nie jak etapy przejścia. Może w ogóle nie chodzi o dodawanie nowych rzeczy, tylko o to żeby te, które są, miały jakiś cel, który znam i rozumiem zanim zacznę.
To jest naprawdę ważna obserwacja i mało kto dochodzi do niej samodzielnie. Znam praktykujących, którzy co kilka miesięcy "resetują" swój rytuał właśnie z tego powodu, ale to jest bieganie w kółko. Może zamiast zmieniać elementy, można zmienić relację do nich - na przykład przez zatrzymanie przed każdym z nich i krótkie nazwanie po co ten krok jest. Nie na głs, nie jako zaklęcie, po prostu wewnętrznie.
Zadaję to pytanie, bo mam wrażenie, że od jakiegoś czasu kręcimy się wokół struktury i elementów, a sam temat wątku dotyczył czegoś innego - zawieszenia oceny 🙂 I zastanawiam się, czy łaskawość wobec siebie to w ogóle jest coś, co można zaplanować i wbudować w sekwencję rytuału, czy może ona pojawia się tylko jako efekt uboczny, gdy coś innego zadziała.
Mistique94, to co napisałaś o automatyzacji i krytyku - tak, to jest to. Jak rytuał idzie na autopilocie, to umysł szuka zajęcia i zaczyna oceniać. Ale jak mam to zmienić, nie zmieniając samych elementów? Bo Fluorytka.1 miała rację, że zmiana elementów to tylko odsunięcie problemu w czasie.
Jest coś, co w tradycjach liturgicznych nazywa się "intentio actualis" versus "intentio virtualis" - i to rozróżnienie jest tu bardzo konkretne, nie tylko akademickie. Intentio virtualis to intencja, którą ustaliłaś na początku i która "obowiązuje" przez cały czas trwania działania, nawet jeśli nie myślisz o niej aktywnie. Intentio actualis to ta obecna, żywa, odświeżana w danym momencie. Pytanie, które możesz sobie zadać przy każdym elemencie swojego rytuału, to: czy ta intencja jest tu teraz, czy tylko była na początku?
Dobra, to próbuję to złożyć w całość. akacja mówi - nadaj krytykowi miejsce przed progiem. Malwinia - gest musi mieć nazwę. Wahadlarka65 - intentio virtualis musi być ustawiona świadomie, a nie domyślnie. Czyli de facto mój rytuał potrzebuje jednego zdania na samym początku, zanim dotknę czegokolwiek. Jednego zdania, które mówi kto wchodzi, a kto zostaje za drzwiami. Czy to nie jest za proste?
Za prroste? Nie. Ale też nie spodziewaj się, że to zadziała od razu, bo przez kilka lat umysł uczył się ignorować próg. Jedno zdanie będzie się przeibjać przez ten nawyk długo. Pytanie, czy będziesz z tym wytrwała wtedy, kiedy to zdanie przez chwilę nie wystarczy.
