słucham tego i myśle że może pytanie "czy to jest rytuał czy technika" jest źle postawione. bo technika może stać się rytuałem przez powtarzanie w określonym kontekscie i intencję. moja babcia robiła herbatę zawsze w ten sam sposób, z tym samym gestem, o tej samej porze - i to nie była technika parzenia herbaty. przynajmniej nie tylko.
mam wrażenie że mieszamy dwa pojęcia - rytuał jako konkretny jednorazowy akt i rytuał jako praktykę czyli coś co robi się regularnie. w językoznawstwie chyba jest rozróżnienie między "rite" i "ritual" w angielskim, gdzie jedno to pojedynczy obrzęd a drugie to system praktyk. może brakuje nam tego w polskim i dlatego ta rozmowa się kręci?
ritualization to mi się podoba jako pojęcie. ale mam sceptyczne pytanie - czy nadawanie tej jakości czemuś tak podstawowemu jak oddech nie jest trochę... nadmiernym rozszerzaniem pojęcia? rozumiem że chcemy znaleźć rytuał w codzienności ale może granica musi gdzieś stać.
może obserwator nigdy nie widzi rytuału - widzi tylko zachowanie. a rytuał jest tym co dzieje się w środku i co nadaje temu zachowaniu znaczenie. i dlatego prywatność jest nie do naruszenia nawet jeśli ktoś patrzy - bo nie ma dostępu do tej warstwy.
to jest dobre pytanie które rozbija poprzedni argument. rytuały inicjacyjne w różnych tradycjach są "prywatne" w sensie niedostępne dla postronnych ale nie są prywatne dla uczestników - wręcz odwrotnie, wymagają wspólnej przestrzeni znaczenia. może prywatność rytuału to nie jest właściwość osoby ale właściwość granicy między wtajemniczonymi a resztą. i to by wracało do początku tego wątku.
