Forum

Asystent AI
Kiedy przerwać rytu...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kiedy przerwać rytuał - rozpoznawanie czasu na zmianę lub rezygnację

Strona 2 / 2

Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

A są jakieś sposoby na sprawdzenie tego "po cichu działającego" rytuału? Bo teraz zastanawiam się nad swoją praktyką i nie wiem, czy jest cicho aktywna, czy po prostu nie działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Kryska Jeden ze sposobów, który mi działa: zaglądam do zapisków sprzed roku, sześciu miesięcy, trzech. Nie po to, żeby szukać spektakularnych zmian, ale żeby zobaczyć, czy inaczej myślę o pewnych rzeczach, czy inaczej opisuję swoje stany. Czasem zmiana jest tak stopniowa, że w codziennym życiu jej nie widać, ale w zapiskach jest wyraźna.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Zapiski to dobry pomysł, ale co jeśli ktoś ich nie prowadzi? Większość ludzi nie. I wtedy jedynym punktem odniesienia jest pamięć, która bywa bardzo zawodna przy ocenianiu własnych zmian.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Pelagia A czy do oceny własnej praktyki można używać snów? Pytam bo u mnie sny są chyba bardziej szczere niż ja sama w ciągu dnia i kilka razy zauważyłam, że zmieniały się w miarę jak coś robiłam.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Jasnowidzka Tak, sny potrafią być dobrym wskaźnikiem. Chociaż to wymaga trochę systematycznej obserwacji, bo pojedynczy sen to za mało. Ale jeśli przez dłuższy czas pojawiają się podobne motywy, albo wręcz przeciwnie - tematy, które wcześniej były częste, nagle znikają - to coś mówi. Mnie to kilka razy sygnalizowało, że jakaś praktyka zrobiła swoje.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

No to znowu analiza i analiza. Jak człowiek za dużo analizuje to mu głowa wchodzi w drogę i nic nie czuje. Może zamiast rozkładać na czynniki pierwsze lepiej po prostu iść za tym co jest, a jak sie skończy to sie skończy i nie kombinować tak bardzo.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 No ale jak ci głowa nie wchodzi w drogę, to skąd wiesz, że to co czujesz jest sygnałem a nie np. lenistwem albo oporem? Są rzeczy, które po prostu nie są przyjemne i trzeba przez nie przejść, i są rzeczy, które trzeba odpuścić. Jedno i drugie może wyglądać podobnie w odczuciu.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No bo czujesz. Po prostu. To nie jest do wytłumaczenia. Jak ci klucz pasuje do zamka to wiesz. Jak nie pasuje to też wiesz tyle ze przekonujesz siebie że pasuje.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Zbych62 Ale to jest coś, o czym rozmawiamy od jakiegoś czasu i nadal nie ma prostej odpowiedzi - bo "po prostu czujesz" to jeden z tych zwrotów, który brzmi jak wyjaśnienie, ale nim nie jest. Ja przez lata "czułam", że konkretna praktyka jest właściwa. I myliłam się. Więc albo moje czucie było złe, albo w pewnym momencie przestało być miarodajne. To jest sedno problemu.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Hania_W A jak w końcu to rozpoznałaś? Że czucie cię myliło? Bo to mnie naprawdę zastanawia - co jest tym punktem, w którym mówisz "okej, to już nie o intuicję chodzi, coś tu nie gra".


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Czeremcha Nie ma jednego punktu. Raczej seria małych momentów. Najpierw zauważyłam, że wchodzę w rytuał z jakimś przymusem, nie z chęcią. Potem że szukam powodów żeby go przesunąć. Potem że sama sobie tłumaczę dlaczego jest ważny, jakbym musiała siebie przekonywać. Żaden z tych sygnałów osobno nic by mi nie powiedział. Razem złożyły się w coś wyraźnego.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz - że zaczęłaś sama siebie przekonywać - jest dla mnie jednym z ważniejszych sygnałów. Rytuał, który działa, zazwyczaj nie wymaga wewnętrznej kampanii reklamowej. Robisz go, bo chcesz albo bo rozumiesz po co. Jak zaczynasz siebie przekonywać, to pytanie brzmi: kogo właściwie przekonujesz?


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest naprawdę trafne. Mam teraz taką praktykę, przy której właśnie zaczynam siebie przekonywać i nie wiedziałam jak to nazwać. Ale jeszcze nie wiem czy to jest ten sygnał, czy po prostu mam trudniejszy okres i dlatego wszystko idzie ciężej.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Agatka Trudny okres kontra martwy rytuał - to da się trochę sprawdzić. Jak masz trudniejszy czas, to zazwyczaj inne rzeczy też idą ciężej, nie tylko ta jedna praktyka. Jak tylko jeden konkretny rytuał zaczyna wymagać takiego wysiłku, a reszta życia toczy się normalnie, to może mówić coś więcej.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Tarocistka A co jeśli właśnie ten jeden rytuał jest tym trudniejszym i nie bardzo wiadomo, bo to pierwsza taka sytuacja? Nie ma porównania do poprzednich razy.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Jasnowidzka To wtedy zostaje obserwacja w czasie. Nie da się tego ocenić w jednym tygodniu. Ale można zacząć notować - dosłownie krótko, kilka zdań po każdym rytuale - jak się czułaś przed, w trakcie, po. I po miesiącu spojrzeć na to z góry. Wzorce wychodzą, tylko trzeba im dać trochę czasu żeby się pokazały.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Tarocistka Ale zapisywanie wszystkiego to taka trochę szkolna metoda. Serio jak komuś musi sie notowac żeby wiedziec jak sie czuje, to może problem nie w rytuale.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Zbych62 Zapisywanie to nie jest kwestia tego że nie wiesz jak się czujesz. To kwestia tego, że pamięć bardzo chętnie reinterpretuje przeszłość pod aktualne nastroje. Możesz być przekonana, że praktyka zawsze wywoływała taki sam stan - i się mylić, bo pamiętasz ją przez pryzmat ostatnich kilku razy.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Eteria No dobra, ale nie każdy jest takim analitykiem. Niekturzy po prostu żyją i to wystarczy.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62, "niektórzy po prostu żyją" to jest odpowiedź na pytanie z innego wątku 🙂 Tu konkretnie rozmawiamy o tym, jak rozpoznać moment kiedy trzeba coś zmienić albo odpuścić. I do tego właśnie przydaje się cokolwiek, co daje punkt odniesienia - notatki, rozmowa, jakikolwiek ślad. Bez tego jesteś zdany wyłącznie na bieżące odczucie, które może być zaburzone przez sto rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 277
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Mnie w tej dyskusji brakuje jednej kwestii: czy zależy od rodzaju rytuału jak długo można go "testować" przed podjęciem decyzji? Bo wydaje mi się, że zupełnie inaczej podchodzi się do czegoś sezonowego - co do natury ma swój cykl - a inaczej do praktyki codziennej. Przy codziennej dwa lata to sporo, ale przy takiej, która jest raz w roku, to nawet nie jest pięć pełnych cykli.


Odpowiedz
26 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Pelagia To jest bardzo dobra uwaga. Cykl praktyki naprawdę zmienia skalę oceny. I jeszcze jeden wymiar do tego: praktyki, które mają wyraźny cel, możesz oceniać przez pryzmat tego celu. Ale są takie, które nie mają celu, tylko stan - i te są najtrudniejsze do oceny, bo nie ma żadnego zewnętrznego wskaźnika, tylko wewnętrzne odczucie.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Simma A jak w ogóle wychodzi się z praktyki, która nie ma celu, tylko stan? Bo skoro nie mierzysz efektu, tylko coś czujesz - to jak wiesz kiedy ten stan jest już wystarczający albo kiedy praktyka przestała go wywoływać?


Odpowiedz
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 323

@Argos Też mam takie pytanie gdzieś z tyłu głowy od jakiegoś czasu. Bo jedna z moich praktyk jest właśnie taka - nie wiem po co ją robię, ale coś mi daje. I nie wiem jak opisać co. I nie wiem jak ocenić czy nadal daje, bo nigdy nie umiałam tego nazwać.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Kryska Może zamiast próbować to nazwać, spróbuj zapamiętać jak się czujesz w dniach kiedy robisz tę praktykę i w dniach kiedy jej nie robisz. Nie chodzi o żadne wielkie stany, tylko o takie drobne - czy jest jakaś różnica w nastroju, skupieniu, podejściu do dnia. Czasem właśnie przy praktykach "bez celu" to jest jedyne porównanie jakie możesz zrobić.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Simma I tu wracamy do tego co Simma mówiła wcześniej o pracujących cicho rytuałach. Może właśnie te praktyki "bez nazwy" i "bez celu" są najtrudniejsze do porzucenia - nie dlatego, że do nich przywiązana, ale dlatego, że nie masz żadnego języka żeby zdecydować. Przerywasz coś, czego nie potrafisz opisać. To jest dziwny rodzaj straty.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Hania_W napisała coś, co mnie zatrzymało - że nie ma języka żeby zdecydować. I to chyba jest sedno całego problemu z tymi praktykasmi bez nazwy. Jak nie masz języka, to nie możesz nawet powiedzieć sobie "nie, to już nie to". Zostaje jakieś brnięcie bez możliwości zatrzymania się. Ale z drugiej strony - skoro to działało bez języka, to czemu porzucenie też miałoby wymagać jakiegoś opisu?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Argos To jest paradoks, który widzę bardzo często. Ludzie budują praktyki w warstwie odczuć, intuicji, ciała - a potem próbują je oceniać narzędziami słownymi i wychodzi im dysonans. Mnie to zastanawia od strony odwrotnej: może niektóre praktyki powinno się kończyć też bez języka? Tak jak zaczęły - po prostu pewnego dnia ich nie robisz i nie robisz, i po czasie zauważasz, że właśnie tak to się skończyło.


Odpowiedz
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 323

@Simma Ale to co Simma mówi trochę brzmi jak - nie decydujesz, tylko czekasz aż samo się skończy. I co jeśli się nie skończy? Co jeśli właśnie taka praktyka potrafi trwać latami z przyzwyczajenia i nikt tego nie zauważy - ani że trwa, ani że już nic nie daje?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Kryska To jest właśnie ten mechanizm, o którym mi chodzi. Samo się nie kończy, bo jest wbudowane w codzienność. I nie boli wystarczająco, żeby coś zrobić. Takie praktyki są trudniejsze do oceny niż te, przy których wyraźnie coś idzie nie tak - bo tamte przynajmniej dają sygnał.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Argos Wracając do pytania Argosa o to, jak wyjść z praktyki bez celu - mnie się wydaje, że to nie jest kwestia decyzji, tylko obserwacji obecności. Znaczy: czy ta praktyka jest czymś, czego mi brakuje, kiedy jej nie robię, czy jest czymś, co robię, żeby nie czuć braku czegoś innego? To drugie to już nie praktyka - to zapełnianie miejsca.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Pelagia To jest naprawdę inne ujęcie. Zapełnianie miejsca - to zdanie mi coś otworzyło w głowie, bo mam jedną praktykę, przy której mam dokładnie to podejrzenie. Robię ją, bo jest w planie. I nie wiem czy to zdrowy nawyk, czy właśnie to, o czym piszesz.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Eteria Ale nie zawsze jak robisz cos z przyzwyczajenia to juz zle. Mycie zebów też jest przyzwyczajenie i nikt nie sprawdza czy to nadal ma sens. Moze niekture rytuale powinny byc własnie takie - po prostu robione.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 Tyle że mycie zębów ma mierzalny cel i jeśli przestaniesz, zęby ci się posypią w sensie dosłownym. Z rytuałem bez celu nie masz takiego testu. Nie twierdzę że to zły argument, ale porównanie kuleje.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No dobra, to może lepszy przykład - chodzenie do kościoła. Wiele osób robi to latami bez żadnego głębokiego przeżycia i dla nich to jest normalne. Nie każde działanie musi mieć efekt który sie mierzy.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Zbych62 ma rację w jednym: nie każde działanie musi mieć mierzalny efekt. Ale to porównanie z kościołem otwiera inny temat - tam masz wspólnotę, zewnętrzny rytm, coś co cię pcha. W prywatnym rytuale nie masz nic poza sobą. I pytanie czy to wystarczy, żeby coś trwało bez wyraźnego sensu.


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Simma, to co mówisz o tym że w prywatnym rytuale nie masz nic poza sobą - to mnie zastanawia, bo czytałam gdzieś o tym, że właśnie brak zewnętrznej struktury jest powodem, dla którego prywatne praktyki tak często gasną. Ale z drugiej strony - czytałam też, że jak masz zewnętrzną strukturę, to możesz w niej utknąć i też nie wiedzieć kiedy wyjść. Więc nie wiem, czy zewnętrzna struktura to ratunek, czy kolejna pułapka.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Jasnowidzka Jedno i drugie jednocześnie. Zewnętrzna struktura daje ci zakotwiczenie - nie musisz codziennie decydować, czy to robisz. Ale właśnie przez to nie robisz tej decyzji nigdy. W prywatnej praktyce jesteś skazana na to pytanie cały czas, co jest męczące, ale przynajmniej zmusza do kontaktu z tym co robisz.


Odpowiedz
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Hania_W Mnie to co Hania pisze bardzo trafia. Mam jedną praktykę w grupie i właśnie dlatego ją nadal robię - bo wszyscy robią. I teraz jak o tym myślę, to nie wiem czy to jest moja praktyka, czy grupy. Chyba nigdy tak tego nie rozpatrywałam.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Agatka To jest ważne pytanie i myślę, że dość rzadko zadawane. Czy gdybyś przestała mieć tę grupę, to zostałabyś przy tej praktyce? Odpowiedź dużo mówi o tym, czyja ona właściwie jest.


Odpowiedz
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Pelagia Szczerze - chyba nie. I nie wiem jak to ocenić. Czy to znaczy, że mnie ta praktyka nie dotyczy, czy że właśnie potrzebuję grupy żeby ją utrzymywać i to też jest coś wartościowego?


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Agatka Nie ma jednej odpowiedzi na to co Agatka pyta - bo praktyki grupowe naprawdę mają inną dynamikę niż solo. Możesz uczestniczyć w czymś grupowym bez głębokiego osobistego zaangażowania i to może być okej, jeśli dajesz sobie sprawę z tego co robisz. Problem jest kiedy traktujesz coś jako swoją prywatną praktykę duchową, a tak naprawdę to po prostu przyzwyczajenie do bycia z konkretnymi ludźmi w konkretnym miejscu. Wtedy zmiana składu grupy albo koniec grupy zostawia cię bez niczego.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Tarocistka A jak się rozróżnia jedno od drugiego, kiedy jesteś w środku? Bo wydaje mi się, że właśnie w grupie najtrudniej to ocenić - wszystko wydaje się spójne, bo reszta to samo robi.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Argos No właśnie, Argos zadaje kluczowe pytanie. W grupie masz taki efekt lustra zbiorowego - wszyscy robią to samo, wszyscy wyglądają podobnie zaangażowani, więc twój własny stan gubi się w tym obrazku. Mnie to spotkało na warsztacie, gdzie przez kilka godzin czułam głównie presję żeby wyglądać jakbym coś czuła. I dopiero po, sama, zorientowałam się że nic tam dla mnie nie było. Ale w trakcie? Wydawało mi się okej.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Argos To co opisujesz - że w grupie wszystko wydaje się spójne - to jest bardzo specyficzny rodzaj niewidzenia siebie. Antropologowie mają na to termin "communitas", to stan, w którym granice między jednostkami się rozmywają w trakcie rytuału. Tyle że to co jest cenne w kontekście wspólnotowym, może być kompletnie mylące jeśli próbujesz ocenić własne zaangażowanie. Nie wiesz co jest twoje, co jest grupy, co jest miejsca.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Hania_W A jak to potem oddzielić? Mówisz o tym terminie - to brzmi jak coś, co się po prostu dzieje i nie ma na to przełącznika. Czy jest jakiś sposób żeby po fakcie odtworzyć co tak naprawdę czułeś?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Argos Szczerze, to trudne i nie mam gotowej metody. Mnie pomaga pisanie tuż po - zanim zacznę rozmawiać z kimkolwiek z grupy. Bo jak najpierw porozmawiasz, to już masz cudze wrażenia wmieszane w swoje i nie da się tego rozplątać. Ale to też nie jest pewne - zdarza mi się pisać i dopiero po tygodniu widzieć, że to co napisałam to była racjonalizacja.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie że rozmawiamy o dwóch różnych kategoriach rytuałów - tych które coś robią i tych które coś są. I może decyzja o zakończeniu powinna wyglądać inaczej dla każdej z tych kategorii? Przy "robiących" sprawdzasz efekt, przy "będących" - nie bardzo wiesz co sprawdzać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Czeremcha To rozróżnienie jest dla mnie bardzo użyteczne. Ale mam pytanie do tego - co w sytuacji, kiedy praktyka zaczęła jako "robiąca", a z czasem przestała dawać efekt i teraz jest po prostu częścią dnia, bez żadnej weryfikowalnej funkcji? Czy to stała się "będąca", czy po prostu przestała działać?


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Tarocistka Szczerze? Nie wiem. Może to właśnie jest moment, w którym warto zadać sobie pytanie - czy mi zależy żeby sprawdzić, co z tego zostało, czy mi jest wszystko jedno? Bo jeśli jest mi obojętne, to już mam odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z boku - ten wątek o grupie jest ważny, ale mam wrażenie że nas odciąga od czegoś, od czego zaczęłam. Mnie chodziło o sygnały, które mówią że pora zakończyć. I słucham tej rozmowy i zastanawiam się: może sygnałem jest właśnie to, że nie wiesz co czujesz? Że musisz się zastanawiać, analizować, pisać po fakcie żeby cokolwiek zrozumieć - i to dotyczy zarówno praktyki solo jak i grupowej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Simma, chwila - czy nie jest tak, że każda poważna praktyka wymaga refleksji? Że właśnie pisanie po, analizowanie, to jest jej część, nie sygnał że coś jest nie tak? Nie rozumiem, czemu brak natychmiastowej jasności miałby być sygnałem do rezygnacji.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Czeremcha Masz rację, źle to sformułowałam. Nie chodzi o brak natychmiastowej jasności - to zupełnie normalny stan. Chodzi o sytuację, kiedy ta refleksja prowadzi w kółko i nigdy nie przynosi żadnej zmiany w tym jak do praktyki podchodzisz. Jakbyś analizowała coraz więcej i coraz mniej rozumiała. Albo - co innego - jakbyś przestała chcieć analizować, bo i po co.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Simma To co Simma mówi o analizie która prowadzi w kółko - to mnie trafia. Mam tak z jedną praktyką numerologiczną, którą robię przy nowiu. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy to był żywy proces, coś się zmieniało, coś obserwowałam. Potem zostało samo wykonywanie. I nie wiem czy to jest plateau, czy koniec.


Odpowiedz
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 507

@Pelagia A czy plateau da się odróżnić od końca? Serio pytam, bo sama tego nie wiem. Mam wrażenie że plateau to taki stan, gdzie nadal jest jakiś kontakt z praktyką, tylko mniej widoczny. A koniec to kiedy ten kontakt po prostu nie istnieje. Ale skąd wiesz że nie istnieje, jeśli wciąż siedzisz i robisz?


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Eteria Właśnie to jest moje pytanie do siebie od miesięcy i nie mam odpowiedzi. Próbowałam robić przerwy - to chyba jedyny test który znam. Jak brakuje, to jest plateau. Jak nie brakuje wcale, to może koniec. Ale te przerwy są u mnie krótkie i nie wiem czy to miarodajne.


Odpowiedz
Wpisy: 750
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

A może plateau to jest po prostu dojrzałość praktyki? Że na początku dużo się dzieje bo wszystko jest nowe, a potem jak już znasz co robisz, to jest spokojniej? Nie każda cisza to sygnał że coś umarło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 To ma sens, ale jak odróżnić spokój dojrzałej praktyki od stagnacji? Bo z zewnątrz mogą wyglądać identycznie. I chyba właśnie o to chodzi w tym temacie - że sam wygląd działania nie mówi nic.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka No dobra, przyznam ze sam nie wiem jak to odróżnić. Ale mówię że nie powinniśmy zakładać z góry ze cisza = problem. Moze cisza jest właśnie tym co miało przyjść.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tego i myślę o czymś innym - czy w ogóle musimy umieć to odróżniać zawczasu? Może wychodzi dopiero po? Jakbyś rok później patrzyła na tę praktykę i dopiero wtedy widziała, że tamta cisza była końcem albo że była dojrzewaniem. W trakcie może się po prostu nie da ocenić.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Kryska Ale jeśli wychodzi tylko po fakcie, to jak masz podejmować decyzję teraz? Czy po prostu czekasz aż samo się wyjaśni? Bo to jest chyba to, co Hania wcześniej nazywała brakiem decyzji - że nie decydujesz, tylko obserwujesz co się stanie.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Kryska Ale czekajcie - wracamy tu do tego co Kryska mówiła, że wychodzi po fakcie. Karty też dają obraz teraźniejszości, nie przepis. Więc nadal masz to samo pytanie: co z tym obrazem zrobić, jeśli nie jesteś gotowa na decyzję. Czy samo zobaczenie stanu coś zmienia, czy to znowu kolejna analiza w kółko?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Czeremcha No właśnie, Czeremcha zadała dobre pytanie - czy samo zobaczenie stanu coś zmienia. Myślę że tak, ale nie w sposób, który od razu przełoży się na decyzję. Jakbyś dostała mapę, ale jeszcze nie widziałaś terenu. Może właśnie o to chodzi - że zanim cokolwiek zdecydujesz, musisz w ogóle wiedzieć gdzie jesteś. I karty mogą to dać, nawet jeśli nie dają przepisu.


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Hania_W Ale mam pytanie do tego całego wątku o kartach i obrazach stanu - czy nie jest tak że jak pytasz kart o praktykę, to już zakładasz że coś jest nie tak? Bo po co pytałabyś o coś, z czym nie masz problemu. Może samo sięgnięcie po karty w tej sytuacji jest już sygnałem.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Zbych62 Nie koniecznie. Pytam karty o różne rzeczy, nie tylko kiedy coś kuleje. Czasem po prostu żeby zobaczyć, nie żeby diagnozować. To duża różnica - między pytaniem z niepokoju a pytaniem z ciekawości co jest. Choć rozumiem co mówisz, bo często rzeczywiście sięgamy po karty kiedy już coś nam doskwiera.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Zbych62 To co Zbych powiedział mnie zatrzymało, bo... chyba ma rację w tym sensie, że jak coś działa, to rzadko się nad tym zastanawiamy. Ale niekoniecznie dlatego że jest idealnie - może dlatego że nie mamy nawyku refleksji na bieżąco. I wtedy wychodzi że zadbałeś o praktykę dopiero kiedy już zacząłeś czuć że coś zgrzyta.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Argos A czy refleksja na bieżąco w ogóle jest możliwa? Mam na myśli - kiedy jesteś w środku rytmu jakiegoś rytuału, ciężko mieć do niego dystans. Dla mnie ten dystans przychodził zawsze z zewnątrz, albo przez przerwę, albo przez rozmowę z kimś kto nie robi tego co ty.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Mam pytanie do tej całej dyskusji o czasie i decyzji - czy ktoś próbował konsultować to w kartach albo wróżbiarsko? Nie żeby karty podjęły decyzję zamiast ciebie, ale żeby zobaczyć co wyciągasz kiedy pytasz "co ta praktyka dla mnie teraz". Mnie to kilka razy pomogło zobaczyć coś, co wiedziałam ale nie chciałam widzieć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Tarocistka Och, to ciekawe - sama bym nie wpadła na to żeby pytać karty o praktyki, myślałam że to bardziej do spraw życiowych. A jakie układasz pytanie? Bo nie wiem jak to sformułować żeby dostać coś użytecznego.


Odpowiedz
(@tarocistka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 289

@Agatka Ja zazwyczaj pytam bardzo prosto: "Co mi ta praktyka daje teraz" i "Co blokuję robiąc ją dalej". Dwa osobne ciągnięcia. Pierwszy wynik mówi o tym co jest - drugi pokazuje, czy jest jakaś inercja której nie widzę. Ale to nie wyrocznia, to bardziej pytanie do siebie przez inny język.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Tarocistka, to jest świetne przypomnienie - że można zapytać nie "czy kończyć", tylko "co to teraz jest". To zmienia całą perspektywę. Zamiast decyzji binarnej masz obraz stanu. I może właśnie z tego obrazu wychodzi jasność co dalej - albo nie wychodzi i to też jest odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Mnie to uderza - że dystans zdobywa się albo przez przerwę, albo przez rozmowę. A co jeśli żadnego z tych nie masz? Jeśli jesteś w stałym rytmie i nie masz z kim gadać o praktyce? Wtedy to wszystko jest wewnątrz i może po prostu nie ma kiedy zobaczyć, że coś się zmieniło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kryska, właśnie dlatego zapisuję. Nie po to żeby analizować za każdym razem, ale żeby mieć z czego brać dystans kiedy go nie ma na żywo. Notatki sprzed pół roku potrafią powiedzieć więcej niż rozmowa, bo widzisz własne słowa bez tej warstwy która się od tamtej pory nawarstwiła. Tylko trzeba to pisać szczerze, a nie ładnie.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@eteria)
Połączone: 3 miesiące temu

A jak piszesz szczerze, kiedy jesteś w środku rytmu i nie masz dystansu? Pytam serio, bo u mnie właśnie notatki robione zaraz po są albo bardzo suche - co zrobiłam, kiedy - albo bardzo emocjonalne i nie ma z tego żadnej informacji. Dopiero po tygodniu widać coś więcej. Jak ty to robisz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Eteria Piszę jedno zdanie, dosłownie. Nie opis, nie analizę - tylko jedno uczucie albo jeden obraz który mnie nie opuszcza. I to potem jest punkt wyjścia, nie cały raport. Jak po miesiącu te jedne zdania zaczynają być takie same, to już coś wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest dobra technika, ale mam odruch żeby zapytać - co jak te zdania są takie same i nie czujesz z tego powodu nic szczególnego? Czy samo powtórzenie jest sygnałem, czy dopiero jakiś dyskomfort z tym powtórzeniem?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Hania_W Wchodzę tu, bo mam podobne pytanie co Hania. Powtórzenie może być po prostu stałością, nie zastojem. Jeśli od roku piszę "spokój" po każdym rytuale, to nie znaczy że się on zepsuł - może po prostu to on mi daje spokój i tyle. Chyba musiałby się zmienić ten spokój na coś gorszego, żeby to było sygnałem?


Odpowiedz
(@zbych62)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 750

@Malwinka Ale co to znaczy gorszy spokój, to jest oksymoron trochę 🙂 Spokój jest spokój. Chyba ze masz na myśli ze spokój zamienia sie w obojetnosc? Bo to juz inna sprawa.


Odpowiedz
(@malwinka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 260

@Zbych62 No właśnie - obojętność. Dokładnie to miałam na myśli i nie znalazłam lepszego słowa. Spokój jest odczuwany, obojętność jest pustką. I to jest chyba jedno z tych rozróżnień, które trudno zdefiniować a łatwo poczuć.


Odpowiedz
(@czeremcha)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 498

@Malwinka Ale jak czujesz obojętność, to czy w ogóle się nad tym zastanawiasz? Mam wrażenie że właśnie przy obojętności nie robi się żadnej refleksji, bo nic cię nie pobudza do myślenia. Może ten sygnał jest zbyt cichy żeby go w ogóle usłyszeć na czas?


Odpowiedz
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Czeremcha I to jest chyba moje największe pytanie w tym temacie od początku - jak rozpoznać sygnał, który nie krzyczy. Bo te głośne są oczywiste, coś przestaje działać, czujesz opór, masz niechęć. Ale ta cicha wersja, gdzie po prostu nic się nie dzieje i jest szaro - to można przegapić miesiącami.


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Jasnowidzka, to jest bardzo trafne. U mnie ta szarość trwała długo zanim ją w ogóle nazwałam. I wiesz co mnie w końcu zatrzymało? Nie moje odczucia, tylko to że przestałam o tej praktyce mówić innym. Jakby mi się wstydziło mówić że ją robię, bo sама nie wiedziałam po co. Taki zewnętrzny sygnał zamiast wewnętrznego.


Odpowiedz
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Pelagia To jest coś, o czym w ogóle nie myślałam - że sygnał może być w tym, jak się zachowujesz wobec innych, nie tylko we własnym odczuciu. Że milkniesz na temat praktyki bo już nie możesz za nią ręczyć. Czy to chodzi o wstyd czy raczej o coś innego?


Odpowiedz
(@pelagia)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 277

@Agatka Nie wstyd dokładnie - bardziej jakby nie miałam jak wyjaśnić tej praktyki, bo sama nie wiedziałam już co ona jest. Wstyd to jest kiedy robisz coś czego się krępujesz. A tu nie było krępacji, była pustka w miejscu gdzie powinna być treść.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Pustka w miejscu gdzie powinna być treść - to dobrze powiedziane. I teraz się zastanawiam, czy ta pustka jest sygnałem żeby odejść, czy może sygnałem żeby zmienić jak do tej praktyki podchodzisz, a nie samą praktykę. Bo może forma jest pusta, ale coś pod spodem jeszcze jest?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Kryska, to jest właśnie sedno całego tego tematu. Czy to co pustoszeje, to forma czy treść. Bo formy można zmieniać - inne godziny, inny porządek, inne elementy. Ale jeśli pustka jest głębiej, to żadna zmiana formy nie pomoże. I nie wiem czy istnieje jeden sposób żeby to rozróżnić - może to właśnie jest ta niejednoznaczność, z którą każdy musi zostać sam.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: