Słucham tej rozmowy i mam trochę inne odczucie. Mówicie o celu albo jego braku, ale dla mnie pytanie jest inne - czy rytual wieczorny zmienia sen dlatego że ma jakąś strukturę, czy dlatego że ma jakąś treść? Bo to jest różnica. Struktura to powtarzalność, pora, kolejność kroków. Treść to już co się w tym czasie myśli, intencjonuje, odczuwa. I nie wiem czy te dwa wymiary da się rozdzielić.
Wracam do pytania Grazynki bo ono mnie nie puszcza. Rytuał bez celu to dla mnie coś co przez długi czas rozumiałam jako stratę czasu. Dopiero po jakimś czasie doszłam do tego że właśnie brak nastawienia na wynik sprawia że sen po takim wieczorze jest inny - spokojniejszy, ale też bardziej "otwarty". Trudno to nazwać, ale jakby umysł przestawał na koniec dnia szukać rozwiązań.
Czytam i myślę o sobie. Ja nie mam żadnego rytuału wieczornego, nigdy nie miałam i szczerze nie wiedziałam że to coś aż tak zmienia. Ale mam jeden nawyk - przed snem zawsze sprawdzam wszystkie okna w mieszkaniu. I teraz nie wiem czy to jest rytuał, nawet jeśli zupełnie nieświadomie. Bo jest stały, powtarzalny, robię to zawsze w tej samej kolejności.
To pytanie Klimci jest naprawdę dobre. Intencja wsteczna - czy można nadać znaczenie czemuś co robiło się mechanicznie. Myślę że tak, i mam na to dość konkretne uzasadnienie. Rytuał nie musi zaczynać się od intencji - może intencję nabyć w czasie. W psychologii nazywa się to reframing, ale w tradycjach inicjacyjnych to jest po prostu dojrzewanie praktyki. Coś robisz, potem rozumiesz co robiłaś.
Ja mam podobne poczucie do Klimci. Dużo rzeczy które robiłam "mechanicznie" teraz widzę inaczej, odkąd zaczęłam czytać o rytuałach. I trochę się zastanawiam czy nie zepsułam tym czegoś - czy nadawanie nazwy i znaczenia nie odbiera tej niewinności. Bo jak coś jest "tylko nawykiem" to jest lekkie, a jak to jest "rytual" to nagle jest ciężko.
To jest paradoks o którym mało się mówi. Im bardziej coś konceptualizujesz, tym bardziej możesz wychodzić z ciała - czyli z samego doświadczenia - do głowy. I wieczorny rytuał który miał wyciszać zaczyna być kolejnym zadaniem do zaliczenia. Widziałem to u siebie, nie raz.
A ta rama - skąd się bierze? Trzeba ją skądś wziąć, np. z tradycji, z religii? Czy można ją zbudować samemu, bez żadnego odniesienia?
To co mówisz o japońskiej ceremonii herbaty jest ciekawe bo ona właśnie jest wieczorna w jednej z form - chaji, ta pełna ceremonia, często zaczyna się o zmierzchu i trwa kilka godzin. I tam sen po niej podobno jest inny. Czytałam że goście wychodzą w stanie którego Japończycy nie mają dobrego słowa w polskim tłumaczeniu - coś między spokojnym rozbudzeniem a gotowością do snu.
Wracam tu po przerwie i widzę że rozmowa poszła w kierunek który mnie samą interesuje - ta kwestia ramy. Jak zaczynałam z runami, to jeden z pierwszych kroków był właśnie budowanie ramy dla własnej praktyki. I pamiętam że przez długi czas to było sztuczne - jakbym odgrywała coś zamiast to robić. Dopiero po czasie, jak rytuał miał już swoją historię u mnie, tę teksturę, to zaczęło być inne. Pytanie do Teodozji - czy jest jakiś próg, minimalna liczba powtórzeń po której coś zaczyna naprawdę działać jako rama?
