To co Felicjan opisuje mocno mi przypomina pewne formy praktyki zen - tylko siedzenie, shikantaza. Tam też nie ma celu, nie ma intencji którą należy sformułować ojej no sama forma jest treścią. Ciekawi mnie czy to można w ogóle nazwać rytuałem czy to już medytacja - albo czy ta granica w ogóle jest ważna.
Wracając do tego co Otylijka mówiła o rytualizacji jko procesie - to trochę zmienia pytanie Maurycego 🙂 Bo jeśli rytuał to nie konkretna forma ale sposób w jaki coś robisz, to w zasadzie każdy może zacząć od tego co już ma. Maurycy, a czy masz jakieś czynności które robisz regularnie, nawet jeśli nie myślisz o nich jako o rytuale? Coś co robisz zawsze tak samo, w tej samej kolejności?
Czytam to i jakoś mi ulżyło. Bo rzeczywiście mam pewne rzeczy które robię zawsze tak samo - na przykład wieczorny spacer, zawsze tą samą trasą. Nigdy nie myślałem o tym jako o czymkolwiek więcej niż nawyk. Ale ostatnio to jest jedyna pora dnia kiedy nie czuję że wszystko się wali. Czy to jest właśnie to o czym mówicie? że ta trasa to moja forma?
Ten spacer Maurycego mnie uderza z innego powodu. Mówisz że to jedyna pora kiedy nie czujesz że wszystko się wali - to znaczy że już teraz ma jakiś efekt, tylko nie nazywałeś tego rytuałem. Więc pytanie nie jest "czy rytuały mogą pomóc" - one już ci pomagają, tylko nie pod tą nazwą.
Klarysa ma racje i to jest ważne spostrzerzenie. maurycy, jak długo robisz ten spacer? Bo mnie ciekawi czy to działa od początku czy to nabrało mocy z powtarzalnością. Bo w moim doswiadczeniu powtarzalność jest tu kluczowa, to sie nabudowuje.
Ucieczka byłaby gdybyś szedł i nie wracał - metaforycznie. serio albo gdyby spacer był sposobem żeby zapomnieć a nie żeby być z tym co jest. Ale napisałeś wcześniej że w tym czasie nie czujesz że wszystko się wali - to nie znaczy że zapominasz, to znaczy że masz chwilowe zawieszenie. A po powrocie wracasz do tego 🙂 To jest właśnie to środkowe miejsce van Gennepa - nie przed, nie po, ale w trakcie przejścia.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie do Maurycego - wspomniałeś że "wszystko poszło nie tak". Nie musisz tłumaczyć co konkretnie, ale zastanawiam się czy to jest sytuacja która ma jakiś wyraźny koniec, czy coś co się ciągnie bez wiadomo jak długo. Bo mam wrażenie że to może mieć znaczenie dla tego jaki rytuał miałby sens.
