Ten wątek z odgrywaniem spektaklu mnie trafił. Ja mam dokładnie to, jak próbuję coś zrobić dla siebie od razu słyszę w głowie głos który mówi że to głupie, że nic z tego nie będzie. I ten głos jest strasznie blisko tych samych myśli które mam o ludziach, że mnie oceniają, że czekają aż się skompromituję. jakby ten krytyczny głos i ta paranoja były z tego samego miejsca.
To co piszesz jest bardzo ważne i rzadko ktoś to tak jasno widzi u siebie. Ten wewnetrzny krytyk i mechanizm paranoiczny często mają wspólne korzenie, obydwa wyrastają z jakiegoś głębokiego przekonania o byciu niewystarczającym albo zagrożonym. Rytuał który mógłby tu coś zrobić to nie jest ten który "naprawia" relacje z ludźmi, tylko ten który zmienia relację z tym wewnętrznym głosem.
Tylko jak? Bo to brzmi ładnie, ale co to znaczy w praktyce? Jaki rytuał zmienia relację z wewnętrznym głosem, konkretnie?
W tradycji jungowskiej to się nazywa praca z cieniem i jest naprawdę stara metoda, nie wymyślona przez psychologię bo kultury szamańskie robiły coś bardzo podobnego kiedy "wywoływały" chorobę albo lęk na zewnątrz i nadawały jej postać. no i, Rytuał eksterioryzacji. Ciekawe że wracamy do podobnych rozwiązań różnymi drogami.
Wchodzę tu bo ta rozmowa o runach zaczyna mi się kręcić wokół czegoś istotnego. Wybór symbolu który ma towarzyszyć procesowi zmiany jest ważny, bo ten symbol trafia do nieświadomości i zaczyna organizować jak postrzegamy rzeczywistość. Ale przy paranoicznym myśleniu ważniejsze od treści symbolu jest stabilność, przewidywalność rytuału. Co jest zrobione tak samo, po raz dziesiąty.
To jest właśnie ten paradoks. Dlatego rzadko polecam żeby ktoś w takim stanie zaczynał od wyboru. Lepiej żeby zaczął od przywracania ciału poczucia bezpieczeństwa, bo ciało zapamiętuje spokój szybciej niż głowa go akceptuje. Rytm, temperatura, stały czas. A symbol pojawi się sam, kiedy jest już jakiś grunt pod nogami.
Zorza mówi dokładnie to co ja czuję. Jak próbowałam zrobić coś regularnie, to po trzech dniach czółam się winna że zasnęłam za wcześnie i pominęłam wieczorną chwilę dla siebie. I ta wina natychmiast zamieniała się w "widzisz, znowu zawalasz, nic z ciebie". Czyli pętla. Zaczęłam się zastanawiać czy małe, nieregularne gesty są w ogóle czegoś warte, czy muszą być codziennie żeby miały sens.
to co opisujesz to klasyczny wzorzec perfekcjonistycznego saboterstwa i on jest naprawdę częsty właśnie u osób które zaczynają pracować ze sobą. Rytm nie musi być codzienny żeby był skuteczny, bo liczy się intencjonalność, nie częstotliwość. Badania Phillippy Lally z UCL pokazują że nawyk kształtuje się między 18 a 254 dniami, z medianą około 66, i że pominięcie jednego dnia nie niszczy procesu o ile wrócisz. więc ta wina którą czujesz jest nieuzasadniona biologicznie, nie tylko ezoteryczne, po prostu nie tak działa tworzenie nawyku.
Szczere pytanie. Domyślam się że z dzieciństwa, bo w domu nie było przestrzeni na błędy. Ale nie chcę teraz wchodzić w szczegóły, bo to zbyt osobiste jak na forum. Bardziej zastanawia mnie to jak ten głos i ta nieufność do ludzi są ze sobą połączone. Tzn czy jeśli przepracuję coś w sobie, to automatycznie zmieni się też to jak odczytuję zachowanie innych?
Nie automatycznie, ale tak, jdeno wpływa na drugei. w psychologii mówi się o projekcji jako mechanizmie gdzie wewnętrzne przekonania o sobie rzutujemy na zewnątrz. jeśli w środku masz "jestem zagrożona, nie jestem wystarczająca", to zewnętrzny świat zaczyna to potwierdzać nie dlatego że tak jest ale dlatego że na to patrzysz. Rytuał który zmienia relację z tym wewnętrznym głosem faktycznie powoli przesuwa też filtr przez który czytasz innych ludzi. Nie od razu i nie całkowicie, ale się przesuwa.
Miałam coś podobnego kilka lat temu, nie aż taką paranoję ale bardzo silne przekonanie że ludzie oceniają i działają przeciwko mnie. I rzeczywiście zauważyłam że dopiero kiedy coś zmieniło się w środku, zaczęłam inaczej odczytywać sytuacje. Wcześniej neutralna mina kolegi w pracy to był dla mnie sygnał że coś jest nie tak. Potem ta sama mina była po prostu miną. To nie jest magia w sensie że rytuał zmienił świat, ale coś w percepcji faktycznie się ruszyło.
