eh, mam pytanie, bo od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiam i nie wiem czy ktoś miał podobnie. Moja natura jest taka, że kiedy wchodzę w jakiś temat - czy to zawodowy, czy osobisty - to potrafię się na nim zafiksować dosłownie całkowicie. Przez pewien czas próbowałam z tym walczyć, ale zaczęłam myśleć, że może zamiast walki można by to jakoś... ukierunkować? rytuał, który daje obsesji jakieś ramy. Czy ktoś w ogóle rozumie co mam na myśli? Czy to ma sens z perspektywy praktyki?
Rozumiem ideę, ale mam wrażenie, że zanim w ogóle pójdziemy w kierunku rytuału, to warto by się zatrzymać przy pytaniu - co ty rozumiesz przez te ramy? Bo można to skonstruować bardzo różnie. Inna sprawa jeśli chodzi o skierowanie obsesji na konkretny cel, a zupełnie inna jeśli chodzi o jej wyciszenie albo wyładowanie w bezpiecznym kontenerze. to nie jest to samo 😉
W tradycjach runicznych jest coś co mnie tu mocno uderza - mianowicie idea, że pewne energie nie są złe same w sobie, tylko niezakotwiczone. Thurisaz na przykład, runa, która bywa opisywana jako chaos i niszcząca siła, ale w interpretacjach pojawiają się też ujęcia gdzie jest to czysta koncentracja zdolna przebić się przez opór. Pytanie które mi się nasuwa: czy ta obsesyjność o której mówisz to jest energia, która szuka ujścia, czy raczej brak granicy przez którą nie umie się zatrzymać?
Wchodząc w temat od innej strony - w praktyce sigilowwej jest coś co się nazywa porzuceniem sigilu. Robisz go, ładujesz i... świadomie o nim zapominasz. dla osób z obsesyjną naturą to jest jedno z najtrudniejszych ćwiczeń jakie znam, bo całe ciało krzyczy żeby wracać i sprawdzać. Ale jednocześnie - jeśli ktoś to przejdzie, to jest trochę jakby trening dla tej obsesyjności, żeby uczyć się że można ją odłożyć. Ktoś z was próbował?
To co opisuje Wahadlarka to jest bardzo typowy mechanizm dla praktyk które mają element puszczania, a są robione przez kogoś o silnej woli kontroli. Obsesja nie znika, tylko zmienia obiekt. Dlatego pytałbym nie o to co zrobić PO, ale o to co zrobić ZAMIAST tej potrzeby wracania. Czy był kiedyś moment kiedy naturalnie nie wróciłaś do czegoś bo byłaś czymś innym pochłonięta? Jeśli tak, to tam jest odpowiedź.
Nie zgadzam się z tym podejściem zupełnie. mówi się o obsesji jakby to był korek który trzeba przestawić, ale z mojego doświadczenia to jest raczej kierunek płynięcia rzeki. Możesz rzece kazać nie płynąć? Nie. Możesz przekopać kanał żeby płynęła gdzie chcesz? Tak. Pytanie do Wahadlarki - kieddy ta obsesyjność działa na twoją korzyść to co jest wtedy inne? Bo to jest ten kanał.
przepraszam że wchodzę ale mam pytanie bo trochę się gubię - mówicie o rytuale jako o czymś co ma zatrzymać obsesję od zewnątrz czy ma być wykonywany w środku niej? Bo to chyba zmienia wszystko co jest potrzebne żeby go ułożyć?
Szczerze? Potrzebuję obu, ale najpierw tego interwencyjnego, bo prewencyjny na nic mi jeśli nie mam nic na już. A interwencja którą próbowałam to było na przemian: palenie papieru z tym co mnie pochłania, liczenie oddechu, chodzenie z intencją. Żadne nie działało długo. Może dlatego że każde robiłam zbyt intensywnie, co jest trochę ironiczne.
To co opisujesz - intensywność stosowania środków na intensywność - to jest bardzo znany paradoks w praktykach skupionych na regulacji. W tradycjach nordyckich i w części praktyk słowiańskich było coś czego bym tu szukała, mianowicie rytuały oparte nie na wyciszeniu ale na świadomym WYPALENIU. Chodziło o to żeby dać energii obsesji określony czas i formę, powiedzmy trzydzieści minut głośnego śpiewu, bicia w bęben, fizycznego wysiłku z intencją, a potem twardą granicę zamknięcia. Nie tłumisz, nie walczysz - wypalasz do dna i zamykasz. Masz jakieś doświadczenie z praktykami które angażują ciało a nie tylko głowę?
to co piszesz o zmianie kontekstu to jest naprawdę kluczowa obserwacja. Bo jeśli działa coś zewnętrznego i przypadkowego, to znaczy że mechanizm jest tam, tylko nie masz nad nim świadomej kontroli. Pytanie jest takie - czy próbowałaś kiedyś wywołać tę zmianę kontekstu celowo, zanim obsesja osiągnie pełną amplitudę? no, Nie jako ucieczka, ale jako wbudowany element sekwencji?
Mam wrażenie że ta rozmowa krąży wokół czegoś co warto nazwać wprost. Obsesja jest energetycznie kosztowna ale też ma swój rytm - narasta, kulminuje, opada. Rytuał może być celowo wbudowany w ten rytm, nie żeby go przerywać, ale żeby kulminacja miała jakiś kształt zamiast się rozlewać. I to jest zupełnie inna logika niż "jak to zatrzymać".
To co mówi Eliksiryna o kształcie kulminacji jest bardzo bliskie temu jak w kontekście run myśli się o Kenaz. To runa ognia, ale nie pożaru - raczej ognia w kominku, który ma formę i granicę. Używa się jej w kontekście twórczego skupienia i transformacji wewnętrznej. Pytanie czy ktoś próbował pracować z nią akurat pod kątem obsesyjnych stanów, bo ja widziałam to stosowane raczej przy blokadie twórczej.
dobra wróćcie do tego co powiedziała Wahadlarka o paradoksie - w środku nie chce przerywać. to jest chyba sedno całego problemu z rytuałem interwencyjnym? bo jak możesz wykonywać coś co ma cię wyprowadzić ze stanu jeśli ten stan sprawia że nie masz ochoty wychodzić?
To pytanie Wahadlarki jest bardzo dobre i myślę że odpowiedź leży w rozróżnieniu między treścią a formą. Kiedy nie jesteś w stanie obsesyjnym, ćwiczysz formę - sekwencję ciała, oddechu, ruchu, słów. treść nie jest potrzebna, bo ciało i tak zapamiętuje formę. Potem kiedy jesteś w stanie, forma działa jak tor kolejowy - nie zatrzymuje pociągu, ale nadaje mu kierunek.
wchodęz tu bo mam swoje doswiadczenie z tym ćwiczyłam krótką sekwencję oddechową z gestem dłoni codziennie przez jakieś dwa miesiące i faktycznie w pewnym momencie sam gest zaczął wywoływać spowolnienie oddechu bez myślenia o tym. to był pierwszy raz kiedy poczułam że mam coś co działa kiedy jest źle. ale to był bardzo prosty gest nie cały rozbudowany rytuał.
Czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie że nikt jeszcze nie zapytał o to co jest obiektem obsesji. Bo obsesja skupiona na czymś związanym z własną praktykąą - jak u Wahadlarki z notowaniem rytuałów - to jest zupełnie inna sytuacja niż obsesja na zewnętrznym temacie. w pierwszym przypadku sam rytuał może być pułapką.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i chcę dodać coś z perspektywy wierzeń słowiańskich, bo tam pojawia się coś co może tu pasować. Były rytuały oparte na powtarzalności nie jako magii, ale jako regulacji - codzienne czynności wykonywane o tej samej porze, z tą samą intencją, służące właśnie temu żeby ciało miało zakorzenienie kiedy umysł zaczyna się kręcić. Nie chodziło o wywoływanie stanów, ale o danie układowi nerwowemu punktu odniesienia.
Mam pytanie bo trochę się gubię w tej rozmowie. Mówicie o rytuale prewencyjnym ćwiczonym codziennie i o rytuale interwencyjnym na moment kryzysu - i chyba obie rzeczy są potrzebne, ale to są dwa osobne projekty? Bo wydaje mi się że Wahadlarka na początku pytała o to drugie, a rozmowa coraz bardziej idzie w kierunku pierwszego. Może warto to rozdzielić i zapytać - co konkretnie robiłabyś w momencie kiedy już jesteś wciągana?
Dobra, to rozumiem że mamy dwa poziomy - codzienny rytuał prewencyjny który buduje nawyk ciała, i interwencyjny na kryzys. ale wróćmy do pytania Wahadlarki z początku, bo chyba jeszcze nie padła na nie konkretna odpowiedź: jak w ogóle wygląda projektowanie tego pierwszego, prewencyjnego? Co powinno w nim być żeby w ogóle miało sens jako praktyka regularna?
Czytam to i myślę że u mnie to chyba ten drugi wariant, zastępowanie. Kiedy obsesja jest mocna, to ona wypełnia każdą wolną przestrzeń. Jakby miała swoje własne centrum grawitacji. Więc może gdyby było coś innego co też ma jakieś centrum, coś do czego wracam regularnie, to może obsesja nie rozlewałaby się tak szeroko? Nie wiem, to jest bardziej intuicja niż coś sprawdzonego.
Ta intuicja Wahadlarki ma sens z perspektywy tego jak działają stany uwagi. Obesja jest w dużej mierze kwestią tego dokąd ucieka uwaga kiedy nie ma zadania. Jeśli jedynym mocnym punktem jest obsesja, to uwaga tam wraca automatycznie. Rytm prewencyjny może być właśnie alternatywnym punktem kotwiczenia - ale musi być wystarczająco angażujący żeby uwaga chciała tam wracać 🙁 Nudny rytuał nie zadziała.
poczekajcie, bo to co mówi Donat trochę mnie niepokoi - "wystarczająco angażujący" to brzmi jakbyśmy budowali inną obsesję 🙂 jak wyznaczyć granicę między rytualnym punktem kotwiczenia a kolejną rzeczą na której możemy się obsesjonować 😉 bo mam wrażenie że obsesyjna natura nie pyta o pozwolenie
Mam pytanie do całej dyskusji o domknięciu - czy ktoś próbował użyć jako domknięcia czegoś fizycznego, nie symbolicznego? ehh mam na myśli na przykład dosłowne wypowiedzenie słowa koniec albo zakrycie przedmiotu używanego w rytuale albo zgaszenie świecy. Zastanawiam się czy fizyczność domknięcia ma znaczenie przy obsesyjnej naturze, czy to mogłoby być mocniejsze niż same symbole.
ja akurat robiłam i robię to ze świecą i powiem że tak, to działa inaczej niż samo wyobrażenie końca jest coś w tym że widzisz dym i wiesz że to koniec tej sesji, ciało to rozumie inaczej niż umysł. ale mam też doświadczenie z zakryciem kamienia i to też dało mi wyraźne poczucie zamknięcia. nie wiem czemu, może chodzi o to że coś co było widoczne przestaje być widoczne, znika z pola uwagi dosłownie
tak, dokładnie to masz na myśli i to jest jeden z twardszych aspektów obsesyjnej natury w kontekście praktyki. Planowanie daje złudzenie działania bez żadnego kosztu. Jest bezpieczne, nie wymaga stawienia czoła temu co trudne, i dostarcza tego samego uczucia zajęcia umysłu co sama obsesja. Dlatego najlepsze rytuały dla obsesyjnej natury to często te najprostsze, prawie banalne w formie - bo są za proste żeby stać się nowym obiektem planowania.
Dobra ale skoro jesteśmy przy tym pytaniu sprawdzającym, to mam inne do Wahadlarki - bo ona chyba od początku rozmowy nie powie nam co konkretnie chce żeby rytuał robił. Mówiłaś o obsesji na relacjach, decyzjach, zdarzeniach. Czy to jest obsesja o tym co się stało i nie możesz przestać do tego wracać, czy o tym co może się stać i nie możesz przestać się zastanawiać? Bo to może być dość różne.
Jola, to dobre pytanie i trochę mnie przycisnęłaś. Chyba to jest obsesja o tym co się stało i co mogłoby się stać - miks przeszłości i przyszłości. Konkretne zdarzenie odpala pętlę i zaczyna się analizowanie wszystkich wariantów. co powiedziałam, co mogłam powiedzieć, co powie ta osoba teraz, co zrobi. I rytuał w moim wyobrażeniu miał być czymś co tę pętlę przerywa. Ale po tej rozmowie mam wrażenie że sama w sobie robiłam z planowania rytuału kolejną pętlę.
