Mam taki problem, że cokolwiek powiem w domu czy w pracy, to jakby mówił to niewidzialny człowiek. Dosłownie. Mówię coś, nikt nie reaguje, potem ta sama myśl wychodzi od kogoś innego i nagle wszyscy klaszczą. Zaczęło mnie to tak mocno frustrować, że zacząłem szukać czy jest jakiś rytuał, który mógłby coś z tym zrobić. Nie mam na myśli czarów na konkretną osobę ani nic takiego. Bardziej codzi mi o to, żeby moje słowa w ogóle docierały do ludzi. Czy ktoś miał podobnie i coś próbował?
To co opisujesz to naprawdę powszechny problem i szczerze mówiąc nie zawsze ma jedno źródło. Czasem to kwestia energetyczna, czasem po prostu dynamika grupowa albo to jak mówimy 🙁 Ale żeby odpowiedzieć konkretnie na pytanie o rytuały - jest kilka tradycji, które bezpośrednio zajmują się kwestią głosu i słowa. W hoodoo na przykład stosuje się olej Commanding lub olej Compelling, smaruje się nim usta lub krtań przed ważną rozmową. Nie chodzi w tym o manipulację, bardziej o wzmocnienie własnej intencji. Ale zanim o tym, to chciałabym wiedzieć więcej. Bo "słowa nie mają znaczenia" to może być sto różnych rzeczy. Czy to chodzi o to, że ludzie cię ignorują fizycznie, czy że niby słuchają ale nic z tego nie wynika?
No właśnie, bo jak czytam ten temat to od razu myślę sobie - tu może chodzić o to, że ktoś nam po prostu "zamknął usta". W sensie energetycznym. Znam przypadki gdzie ktos czuł dokładnie tak samo i okazało się, że była rzucona blokada. wtedy żaden rytuał na wzmocnienie głosu nie pomoże, bo najpierw trzeba tę blokadę zdjąć.
Wracając do sedna tego tematu - jest coś, o czym rzadko się mówi wprost, a mianowicie że w wielu tradycjach magicznych słowo traktuje się jako materię. Nie metaforycznie. W kabale jest pojęcie "dibbur", mówienie jako akt twórczy, analogiczny do boskiego stwarzania przze słowo. W praktyce oznacza to, że rytuały związane z głosem często skupiają się na oczyszczeniu i intencji zanim w ogóle otworzysz usta. To nie jest magia "zmuś innych żeby słuchali", to bardziej praca z samym aktem wypowiadania pytanie do autora tematu - czy to poczucie bycia niesłyszanym jest wszędzie, czy w konkretnych sytuacjach lub z konkretnymi ludźmi?
To co mówisz zmienia całkowicie obraz sprawy. Jeśli z przyjaciółmi jest okej, to szukanie blokady energetycznej albo robienie rytułów wzmacniających głos mija się z celem serio, to bardziej sugeruje coś w dynamice konkretnych relacji. Chociaż z drugiej strony - i tu jest ciekawe pole do rozmowy - rytuały nie muszą działać na innych ludzi. Mogą działać na ciebie. Zmieniać to jak wchodzisz w rozmowę, jak się czujesz przed nią. To ma realny wpływ na to jak mówisz i jak odbierają cię inni.
W tradycjach słowiańsskich było bardzo dużo pracy z głosem, dosłownie. Zamawianie, czyli forma rytualnego śpiewu lub mówienia była jedną z podstawowych praktyk. Zamawiaczki pracowały z intencją i dźwiękiem jednocześnie. oj, co ciekawe, duża część tych zamawiań to nie były prośby o coś dla siebie, tylko kierowanie energii w konkretnym celu. Dla kogoś kto ma problem z głosem i byciem usłyszanym, praca z własnym głosem - dosłownie, ze śpiewem, z mantrą, z głośnym mówieniem intencji - mogłaby mieć sens.
Hej, ja się tu trochę gubię bo czytam o rytuałach ale nie bardzo rozumiem od czego zacząć. Znaczy jak ktoś chce żeby go lepiej słuchano to ma śpiewać w domu sam? Nie śmieję się serio, chcę zrozumieć jak to działa w praktyce.
Dobre pytanie, ale zanim ktoś rzuci gotową recepturę, chciałbym zaznaczyć jedną rzecz. W Sefer Jecira, jednym z podstawowych tekstów kabalistycznych, każda litera alfabetu hebrajskiego jest przypisana do konkretnego elementu rzeczywistości. Lamed, litera która odpowiada za uczenie się i nauczanie, jest też powiązana z gardłem i mówieniem. Rytuały oparte na tej literze, czyli np. medytacja wizualizacyjna z jej formą, były używane właśnie przy problemach z komunikacją i wyrażaniem siebie. nie twierdzę, że każdy musi to robić, ale to jest konkretna tradycja z konkretnym uzasadnieniem, nie wymysł.
Ja bym jeszcze dodała kąt numerologiczny, bo dla mnie to zawsze jest punkt wyjścia. Jeśli ktoś ma w swojej liczbie życia dużo energii związanej z 7 albo z 4, to często ma naturalną tendencję do tego, że mówi "nie w tym momencie" - tzn :/ jego czas na bycie wysłuchanym przychodzi później niż u innych. Nie mówię, że rytuał nie pomoże, ale warto wiedzieć z czym się pracuje.
Mam inne podejście do całego tego tematu. Pracuję z kamieniami i przedmiotami i z doświadczenia powiem, że niebieskie kamienie gardłowe - labradoryt, lapis lazuli, niebieski kyanit - stosuje się właśnie przy pracy z gardłową czakrą, która odpowiada za wyrażanie siebie i bycie usłyszanym. Nie chodzi o to, żeby nosić kamień i czekać na efekty. Chodzi o to że trzymanie go w dłoni przed trudną rozmową, z konkretną myślą o tym co chcesz powiedzieć, to jest prosty rytuał. Czy ktoś z was to próbował jeśli chodzi o komunikacji?
Wchodzę w ten wątek z kamieniami, bo jest coś co warto dodać. Gardłowa czakra to nie tylko mówienie - to też bycie słyszanym, ale te dwa aspekty mają trochę inne wibracje energetyczne wiesz co, niebieskie kamienie działają dobrze przy wyrażaniu siebie, ale jeśli problem leży po stronie odbiorcy, to sama praca z własną gardłową czakrą może nie wystarczyć. Telepatka, mam rację czy mówię głupoty?
Słuchajcie, ja jestem sceptyczna w temacie kamieni jako takich, ale ta rozmowa o jakości sygnału który wysyłasz - to brzmi już bardziej psychologicznie niż magicznie i to do mnie bardziej trafia. Pytanie mam do wszystkich: czy jest jakaś różnica między tym co tu opisujecie, a zwykłym ćwiczeniem pewności siebie przed trudną rozmową? Bo ostatnio czytałam o badaniach nad mową ciałem i tam też mówią, że stan wewnętrzny zmienia to jak cię odbierają inni. To jest to samo?
Ta dyskusja zrobiła się ciekawa, ale mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy od pytania Talizmanika. On pytał o coś konkretnego - czy jset rytuał, który można zrobić. Mamy tutaj kilka podejść: praca z głosem, kabała, kamienie, czakra gardłowa 🙂 Ale nikt tak naprawdę nie powiedział mu wprost od czego zacząć jeśli jest w tym temacie bez doświadczenia. cohen, Telepatka - co byście zaproponowali jako punkt wejścia dla kogoś, kto nigdy czegoś takiego nie robił?
No właśnie to mnie też interesuje. czytam te wszystkie odpowiedzi i każda jest o czymś trochę innym. Kabała, róny, kamienie, czakry, zamawiania słowiańskie. Nie wiem od czego zacząć i zaczynam mieć wrażenie, że nie ma jednej odpowiedzi i każdy robi coś zupełnie innego. Czy to znaczy że powinienem po prostu wybrać coś co mi "siedzi" czy jest jakaś logika w tym który system wybrać?
To jest dobre pytanie i myślę, że jest na nie odpowiedź, tylko nie prosta. System który wybierasz powinien mieć dla ciebie jakis sens kulturowy albo osobisty - nie dlatego że to "bardziej autentyczne", ale dlatego że wtedy twoja intencja jest czytelniejsza. Ja wybrałem runy bo miałem do nich jakiś kontakt wcześniej przez zainteresowanie kulturą północną i to zadziałało lepiej niż jak próbowałem coś z kabalą, choć kabała jest bardziej rozbudowana. To była sprawa języka symbolicznego który rozumiem.
Ja bym tu ostrzegł przed jedną rzeczą. Jak zaczynam coś robić i widzę efekty, to potem ludzie sami wymyślają sobie system i wpadają w kłopoty. Mój kuzyn robił jakiś własny miks runiczny z czymś z internetu i potem przez miesiąc miał same problemy. ehh Nie muwię że to był bezpośredni skutek ale... nie wiem 🙂 Może lepiej jednak trzymać się jednego sprawdzonego systemu?
Wracając do pytania Talizmanika bo myślę że to ważne - nie ma jednego "poprawnego" systemu, ale jest logika w wyborze. Jeśli ktoś nie ma żadnego kontaktu z żadnym systemem, to zazwyczaj proponuje się zacząć od czegoś prostego strukturalnie. Afirmacja to za mało, bo jest za płaska. Ale prosty rytuał z intencją, świecą i sformułowanym słownie zamiarem to coś co można zrobić bez znajomości ani kabały, ani run. Symbolika świecy jest na tyle uniwersalna że nie wymaga szczegółowego systemu za sobą.
Dobra to mam pytane prkatyczne. Jak sie robi taki rytuał ze świecą? Tzn. kupujesz zwykłą świecę ze sklepu i co, siedzisz i patrzysz na nią? Przepraszam ze tak prosto pytam ale naprawdę nie wiem jak to wygląda w praktyce.
Właśnie to jest pytanie które mnie trochę niepokoi. Bo jak tak myślę to w poprzedniej pracy też zdarzało się że mówiłem coś i jakby nie przechodziło. Nie tak często, ale było. Więc może to nie jest tylko kwestia zewnętrzna, nowego miejsca. Nie wiem jak to ocenić.
To jest akurat ważne co mówisz bo jeśli wzorzec się powtarza w różnych środowiskach, to rzadko jest tak że wina leży wyłącznie po stronie otoczenia. nie mówię tego złośliwie - mówię że to może być coś do przepracowania na poziomie tego jak budujesz intencję komunikatu zanim go wysyłasz. eh i tutaj rytuał może mieć sens - nie jako "naprawienie innych", ale jako praca ze sobą.
Dobra ale jak konkretnie rytuał ma zmienić przekonanie? Siedzę i mówię sobie że jestem pewny siebie i co, mózg w to wierzy 🙂 Dla mnie to trochę za łatwo powiedziane.
Mam takie doświadczenie własne które pasuje do tej rozmowy. Przez jakiś czas miałem podobny problem - coś mówiłem i jakby nie docierało. zacząłem pracować z Ansuz - to runa związana z komunikacją, głosem ale też z byciem usłyszanym, co jest innym aspektem niż samo mówienie. I nie robiłem nic spektakularnego. Po prostu rano, zanim wyszedlem na spotkania, kreśliłem ją w powietrzu przed sobą i przez chwilę siedziałem z intencją. Przez kilka tygodni. I szczerze - trudno mi powiedzieć czy to runa czy to że zacząłem inaczej wchodzić w rozmowy. Ale coś się zmieniło.
A to ta Ansuz to jest na swiece do wyrycia? Bo slyszalem ze mozna rune na swiece umiescie i potem to dziala podczas spalania. Ale nie wiem co to znaczy "dziala" w tym kontekscie.
Tylko uważajcie żeby nie ryć w tanie świece bo wosk pęka i to nie jest przyjemne no, mówię z doświadczenia. lepiej mieć świecę z miękkiego wosku albo po prostu namalować markerem. Technikalia są ważne.
O, to nie wiedziałam z tym woskiem, dzięki! Ale mam pytanie do reszty - czy przy takim rytuale ze świecą i runą trzeba coś mówić na głos czy samo siedzenie z intencją wystarczy? Bo czytałam różne opinie i jedni mówią że cisza jest lepsza a drudzy że głos jest ważny właśnie w tym kontekście komunikacji.
Tak, i to jest bardzo konkretny obaw. To co opisujesz to nie jest problem z komunikacją jako taką - to jest problem z pozycją w grupie i z tym jak twój glos jest odbierany przez konkretną strukturę społeczną. I tutaj mam pytanie do reszty - czy pracowaliście kiedyś z czymś co dotyczy włłaśnie tej dynamiki, nie samego mówienia ale tego jak twoja obecność jest odbierana przez grupę?
To co opisujesz to nie jest problem z komunikacją jako taką - to jest problem z pozycją w grupie i z tym jak twój głos jest odbierany przez konkretną strukturę społeczną. I tutaj mam pytanie do reszty - czy pracowaliście kiedyś z tym aspektem świadomie? Nie z "niech mnie słuchają" jako ogólną intencją, tylko z konkretną grupą, konkretnym kontekstem - praca, rodzina, cokolwiek?
