Forum

Asystent AI
Czy rytuały mogą po...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czy rytuały mogą pomóc, gdy czujesz, że straciłeś tożsamość

Strona 1 / 2

Wpisy: 71
Rozpoczynający temat
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Nie wiem jak to napisać, żeby nie wyszło za głupawo, ale od jakiegoś czasu mam poczucie, że się zgubiłam. Nie chodzi o jakiś jeden dramat, bardziej o to, że kilka rzeczy zmieniło się naraz - praca, relacja, przeprowadzka - i w pewnym momencie spojrzałam w lustro i pomyślałam, że nie wiem za bardzo kto tam stoi. Brzmi może abstrakcyjnie. Znajoma wspomniała, że rytuały mogą w czymś takim pomóc, bo pomagają "zakotwiczać się" w sobie, ale nie rozumiem jak to ma działać. Znaczy - jak zapalenie świecy albo jakiś tam rytuał miałoby mi powiedzieć kim jestem? Czy ktoś przez to przechodził?


Odpowiedz
134 odpowiedzi
2 Odpowiedzi
(@jagodzianka92)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Teodorka03 To co opisujecie obie - to ma nawet swoją nazwę w psychologii, mówi się o "utracie narracyjnej tożsamości". Człowiek rozumie siebie przez historię, którą sobie opowiada, a gdy kilka elementów tej historii odpada naraz, zostaje dziura. Rytuały są tu ciekawe, bo nie tłumaczą kto jesteś - one po prostu dają ci coś, co robisz regularnie, co jest twoje. I przez to zaczynasz się budować od strony działania, nie myślenia. Teodorka03, a ty generalnie masz jakieś rzeczy, do których wracasz? oj, Niekoniecznie ezoteryczne - cokolwiek.


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Jagodzianka92 Hmm. Chyba nie bardzo. To znaczy - kiedyś miałam, ale te rzeczy były jakby przypisane do tamtego życia. Lubiłam wieczorami rysować, ale to zostało przy poprzednim mieszkaniu, dosłownie. Piszesz o budowaniu od strony działania i to ma sens, ale jak to połączyć z rytuałem? Bo nadal nie czuję tej różnicy między "robię coś regularnie" a "to jest rytuał".


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

To wcale nie brzmi głupawo, wręcz przeciwnie. Ja miałam podobny moment po tym, jak skończyłam długi związek i jednocześnie zmieniłam pracę. Jakby wszystkie punkty odniesienia nagle zniknęły. Zaczęłam wtedy robić proste rzeczy codziennie rano - herbata, chwila ciszy czasem zapisanie jednej myśli. Nie wiem czy to "rytuał" w pełnym znaczeniu, ale ta powtarzalność naprawdę coś robiła 🙂 Dawała poczucie, że są rzeczy, które robię bo chcę, nie dlatego że ktoś oczekuje. I to zaczęło składać się w jakiś obraz siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

Różnica jest i to spora. Regularne parzenie kawy jest nawykiem. Rytuał zakłada intencję - robisz coś w określony sposób w określonej chwili, z pełną uwagą skierowaną na to co chcesz wzmocnić albo przetworzyć. W tradycjach, na których się wychowałam, rytuały przejścia miały konkretny cel: pomóc człowiekowi "przeprowadzić się" z jednej wersji siebie do drugiej. Nie dlatego, że zapalona świeca zmienia rzeczywistość sama z siebie, ale dlatego, że twój umysł dostaje sygnał: zamykam tamto, otwieram to. oj czy to rozróżnienie ma dla ciebie sens?


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Opalinka72 Słuchajcie, nie chcę tu grać adwokata diabła, ale mam pytanie bo naprawdę nie rozumiem. Opalinka72 To co opisuje brzmi jak autosugestia po prostu. Świadomie mówię sobie "zamykam tamto" i mój mózg to kupuje? bo jeśli tak, to po co w ogóle rytuał, skoro można po prostu... powiedzieć to sobie wprost?


Odpowiedz
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Swietowit Dobry zarzut, serio. Ale zastanów się - czy samo "powiedzenie sobie" działa tak samo jak pochowanie czegoś w ziemi, spalenie listu, zanurzenie się w wodzie? Działania symboliczne angażują ciało i zmysły w sposób, którego słowa nie robią. To nie jest magia kontra nauka - to neurologia. rytuały działają między innymi dlatego, że angażują ciało w to, co umysł próbuje przepracować.


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Opalinka72 Ja to czuję dokładnie tak jak mówi. Kiedy zaczęłam pracę z runami, jedną z pierwszych rzeczy jaką robiłam był rytuał "nazywania siebie" - dosłownie siadałam, wybierałam runę, która mi coś mówiła w danym momencie i wypowiadałam na głos zdanie o sobie. Brzmi może dziwnie, ale to zupełnie inaczej działa niż napisanie tego w zeszycie. No i robienie tego regularnie przez kilka tygodni - naprawdę zaczęłam widzieć jakiś kształt. Nie wiem jak to inaczej nazwać.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Gizelka83 A skąd wiedziałaś jakie zdanie powiedzieć? To znaczy - czy to było coś w stylu afirmacji "jestem silna", czy raczej coś bardziej konkretnego? Bo mnie zawsze trochę uwierało w afirmacjach to, że mówisz coś, w co nie do końca wierzysz, i to czuć.


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Caroletta Nie, to nie było afirmacje w tym sensie. Raczej obserwacje - coś w stylu "jestem osobą, która lubi samotność wieczorami" albo "pamiętam jak w dzieciństwie robiłam to i to". Małe rzeczy, nie wielkie deklaracje. no i Chodziło bardziej o zbieranie kawałków niż projektowanie ideału.


Odpowiedz
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 357

@Opalinka72 To jest bardzo istotna różnica, którą właśnie zrobiłaś. Tożsamość w kryzysie często czujemy jako stan - jestem zagubiona jestem w kawałkach - i to nas unieruchamia, bo stan brzmi jak coś co po prostu jest. Ale "szukająca" to już ruch, kierunek. Rytuały dobrze wchodzą właśnie w takich momentach, bo dają ramy dla tego ruchu. Opalinka72 Nie muszą być skomplikowane - ale muszą mieć tę intencję, o której mówiła. Ciekawi mnie jeszcze jedno - czy masz poczucie, że coś się naprawdę skończyło i trzeba to domknąć, czy raczej, że jesteś pomiędzy i czekasz co przyjdzie?


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Wrzosianka Oba. Część rzeczy wiem, że się skończyły - ta praca, to mieszkanie, ta relacja. Ale nie wiem co dalej. Jakby skończyłam rozdział i siedzę w białej przestrzeni za ostatnią stroną.


Odpowiedz
(@dyzio)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 94

@Teodorka03 Mam podobne pytanie, ale z innej strony. Teodorka03 napisałaś na poczontku "może to mi pomoże" - i właśnie to mnie zastanawia. Bo wejście w rytuał z takim lekkim zwątpieniem może trochę utrudniać. Nie mówię że to zle, bo sceptycyzm jest okej, ale warto wiedzieć po co się to robi, zanim się to robi. Przynajmniej tyle.


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Dyzio A jak ty to rozwiązywałeś, bo sam chyba też zaczynałeś z jakimiś wątpliwościami? Mnie się wydaje że intencja nie musi być krystalicznie czysta na starcie - ona też może się klarować w trakcie rytuału.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Teodorka03 Intencja przed rytuałem kontra intencja w trakcie - to jest naprawdę ważny podział. W mojej praktyce wychodzę z założenia że rytuał może być formą pytania, nie tylko deklaracji. Czyli nie musisz wiedzieć kim jesteś - możesz wejść w rytuał z pytaniem "co zostało po tym co się skończyło". I pozwolić żeby odpowiedź przyszła przez działanie, nie przez myślenie. Teodorka03 Konkretnie - dla kogoś w takiej sytuacji jak robiłbym coś na granicy rytuału zamknięcia i otwarcia. classyczne jest spalenie zapisanej kartki albo zakopanie przedmiotu symbolizującego to co minęło, ale to wymaga żebyś miała jasność co chcesz puścić. oj Czy to masz?


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Wiciol Chyba tak. Wiem co chcę puścić, to jest bardziej oczywiste. Tego kto teraz jestem - nie wiem. Ale może masz rację, że można to zacząć od końca, nie od środka. Nigdy o tym tak nie myślałam.


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Wiciol To "zacząć od końca, nie od środka" co napisał - ja to rozumiem chyba bardzo dosłownie ze swojego doświadczenia. Kiedy sama byłam w podobnym miejscu, próbowałam najpierw wymyślić "nowe ja" a potem robić rytuał. I to nie działało, bo skąd mam wiedzieć co budować, skoro jeszcze nie wiem co pozostało? Dopiero gdy zaczęłam od czegoś małego - co chcę odpuścić - zrobiło się więcej przestrzeni na resztę.


Odpowiedz
Wpisy: 155
(@inkantator)
Połączone: 2 lata temu

To co Gizelka opisuje faktycznie ma oparcie w bardziej tradycyjnym podejściu do run - w staroskandynawskiej tradycji samo wypowiedzenie imienia czy atrybutu było aktem tworzącym, nie opisującym. Galdrowie śpiewali runy właśnie po to żeby coś powołać do istnienia, nie żeby opisać to co już jest. Więc ta intuicja z "nazywaniem siebie" jest zaskakująco blisko źródła.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@jagodzianka92)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Inkantator To ciekawe, bo podobną logikę znajdziesz w rytuale imienin w różnych kulturach słowiańskich - nowe imię po przejściu inicjacji to nie etykieta, to jakby nowe ja, które się wypowiada w świat. Teodorka03 - a ty masz jakieś słowo, zdanie, które w tej chwili czujesz, że do ciebie pasuje? Choćby jedno?


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Jagodzianka92 Musiałam się chwilę zastanowić. Może "szukająca"? Nie w sensie zgubiłam coś, ale właśnie że jestem w tym ruchu. to mi jakoś bardziej leży niż "zagubiona".


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Inkantator Słyszę tę rozmowę i myślę sobie - to jest dokładnie to o czym pisał wcześniej. Że wypowiedzenie czegoś jest aktem tworzenia. Ale w drugą stronę: czy pożegnanie wersji siebie też powinno być wypowiedziane na głos? bo mi się wydaje, że właśnie w tym kierunku zmierza ten wątek.


Odpowiedz
(@inkantator)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 155

@Gizelka83 W tradycji nordyckiej i w wielu innych istnieje coś takiego jak "wygaszenie imienia" - contra galdr - dosłownie śpiew/słowo które coś zamyka, nie otwiera. Różni się od otwarcia tym, że jest kierowane do przeszłości, nie przyszłości. Nie wiem czy Teodorka musi śpiewać, ale idea jest ciekawa: może rytuał powinien mieć dwie fazy - zamknięcia i otwarcia oddzielnie, nie jedno przechodząc w drugie.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Inkantator A czy te dwie fazy muszą się dziać w jednym rytuale? Pytam serio, bo kiedy próbowałam robić rytuały "pożegnalne", to zawsze miałam odruch żeby zaraz przykleić do tego coś nowego, jakiś cel, coś na przyszłość. I teraz zastanawiam się, czy to nie skracało tego zamknięcia.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Caroletta Nie muszą i często lepiej jak nie są. Pośpiech do "nowego początku" to jeden z częstszych błędów w pracy rytualnej - próbujemy wypełnić pustkę zanim ona zdąży cokolwiek pokazać. Liminalne przestrzenie, czyli te "między", mają swoją wartość właśnie dlatego że są puste. Van Gennep opisywał to jako fazę separacji, marginesu i agregacji - i ta środkowa jest najbardziej niewygodna, ale konieczna.


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Wiciol Czytam to wszystko i mam wrażenie, że ta rozmowa poszła dalej niż się spodziewałam. Dobrze. Ale wrócę do czegoś konkretnego, bo trochę się gubię. Wiciol pisał o dwóch fazach - zamknięcie i otwarcie osobno. Czy to znaczy że powinnam zrobić dwa osobne rytuały w różnych momentach? I jak poznać, że pierwszy się "zamknął", że jestem gotowa na drugi 🙁


Odpowiedz
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Teodorka03 Wchodzę tu trochę z boku, ale ta rozmowa o dwóch fazach bardzo mnie zainteresowała. Przy pracy z runami - Berkana na nowe początki jest oczywistym wyborem, ale często zapomina się o Hagalaz przed nią. Dosłownie runa przemiany przez rozpad. Teodorka03 Nie żeby musiała teraz siadać do run, ale to jest dokładnie ta sama logika: najpierw trzeba puścić, dopiero potem coś nowego może wejść.


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Kamilka65 Hagalaz przed Berkaną - tak, to ma sens. Ja się z tym zgadzam, bo kiedy zaczynałam pracę z runami, też chciałam od razu Berkanę, Algiz, wszystko co jasne i budujące. A dopiero potem zrozumiałam, że Hagalaz nie jest złą runą, ona po prostu oczyszcza przez burzenie. Może to jest odpowiedź na pytanie Teodorki - nie dwa rytuały jako plan, ale dwa etapy których sama poczujesz kiedy.


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Gizelka83 "Poczujesz kiedy" - to jest odpowiedź, która mnie trochę i uspokaja i niepokoi jednocześnie. Uspokaja, bo nie muszę planować. niepokoi, bo nie wiem czy ufam sobie że to poczuję, skoro przez ostatnie miesiące czuję się jakbym straciła kontakt ze swoją intuicją.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@mniszek86)
Połączone: 2 lata temu

Biała przestrzeń za ostatnią strona - to dobre określenie i myślę, że wiele osób na tym forum by się pod tym podpsało. ehh, chcę jednak zapytać, bo to ważne dla doboru rytuału: czy ta "biała przestrzeń" jest dla ciebie raczej spokojna, czy raczej niepokojąca? Bo to zmienia podejście. Inaczej pracuje się z zamknięciem, inaczej z oczekiwaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@mniszek86)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, i to jest klucz którego wiele osób szuka w złej kolejności. Ale mam pytanie do Teodorki03 - napisałaś że wiesz co chcesz puścić. Czy to są rzeczy zewnętrzne, jak praca, miejsce, relacja? Czy jest w tym też coś wewnętrznego, jakaś wersja siebie, jakiś sposób funkcjonowania, który też odpuszczasz razem z tym?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Mniszek86 O. To jest trudniejsze pytanie niż myślałam. Zewnętrznych rzeczy jest dużo i je znam. Ale wewnętrzne... może ta wersja siebie, która wszystko kontrolowała? byłam bardzo planującą osobą, wszystko miałam poukładane. I to się rozsypało razem z tymi zewnętrznymi rzeczami. Nie wiem czy za nią tęsknię, czy się cieszę, że odeszła.


Odpowiedz
(@jagodzianka92)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Teodorka03 Van Gennep - tak, dokładnie. Teodorka03 I co ciekawe, w kontekście tego co mówiła o "białej przestrzeni za ostatnią stroną" - ona opisuje właśnie tę liminalną fazę. no pytanie czy rytuał powinien ją skrócić, czy raczej pomóc ją przeżyć świadomie, bez uciekania.


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

To co napisałaś o tej "wersji siebie, która kontrolowała" - to jest bardzo konkretny materiał do rytuału. I to właśnie ten rodzaj pożegnania jest najtrudniejszy, bo żegnasz nie miejsce ani pracę, tylko sposób bycia. Mam pytanie, bo to ważne dla tego co mogłoby mieć sens: czy to była tożsamość z wyboru, czy raczej coś co narosło z konieczności?


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

A przepraszam, bo może jestem tu jedynym który nie wie co to Van Gennep - to jest jakaś konkretna tradycja czy bardziej teoria? Bo zaczyna to brzmieć jak antropologia, nie ezoteryka. Nie mówię że źle, po prostu chcę wiedzieć skąd to pochodzi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dagna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Swietowit Arnold van Gennep był francuskim antropologiem, napisał "Obrzędy przejścia" w 1909 roku. Badał rytuały inicjacyjne w różnych kulturach i opisał ten trójfazowy schemat - oddzielenie od starej roli, faza przejścia, włączenie w nową. To nie jest tradycja ezoteryczna, ale wiele praktyk rytualnych nieświadomie ten schemat realizuje. Możesz to traktować jako opis mechanizmu, niezależnie od tego w jakim systemie pracujesz.


Odpowiedz
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Dagna Okej, to zmienia trochę moje rozumienie tej rozmowy. czyli to co tu opisujecie - rytuały tożsamościowe, pożegnania wersji siebie - ma jakieś konkretne zakorzenienie w tym jak ludzie funkcjonują nie tylko w tym w co wierzą?


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jedno nie wyklucza drugiego i myślę, że właśnie dlatego rytuały działają niezależnie od tego czy ktoś jest wierzący czy nie. Mechanizm psychologiczny i symboliczny mogą być jednym. Zresztą sami terapeuci zaczynają to dostrzegać - jest coraz więcej pracy z rytuałem w nurcie narracyjnym, na przykład u Michaela White'a i Davida Epstona. Oni dosłownie proponowali klientom tworzenie ceremonii pożegnania starych tożsamości.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Opalinka72 Serio? Czyli psychoterapeuci robią coś bardzo zbliżonego do tego co tu opisujemy, tylko bez nazywania tego rytuałem? A mżoe właśnie z nazwaniem tylko w innym języku?


Odpowiedz
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Rumianek79 White i Epston dosłownie używali słowa "ceremony". Pisali o "definitional ceremonies" - ceremoniach definiowania - gdzie osoba publicznie ogłasza nową narrację o sobie. to jest struktura niemal identyczna z tym co Inkantator opisywał jako zamknięcie i otwarcie. Różni się kontekst, ale forma jest bardzo podobna.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Opalinka72 To jest ważna informacja o tobie jako osobie która wykonuje rytuały. Opalinka72 Niektórzy potrzebują świadka - właśnie te ceremonię definiowania o których pisała. inni potrzebują absolutnej prywatności żeby cokolwiek się otworzyło. no i, ani jedno ani drugie nie jest lepsze, ale jeśli wiesz że działasz w solitude, to jest punkt wyjścia do projektowania czegokolwiek dalej.


Odpowiedz
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Wiciol Zgadzam się i dodam tylko, że ta prywatność o której mówi Teodorka to też ma swój odpowiednik w tradycjach inicjacyjnych - osobne odosobnienie, cisza przed zmianą. To nie jest przypadek że wiele obrzędów przejścia miało w sobie element bycia poza wspólnotą przez jakiś czas. Dosłownie fizycznie poza.


Odpowiedz
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Opalinka72 A to odosobnienie było po to żeby coś poczuć głębiej, czy raczej miało sens społeczny - żebyś wrócił do grupy jako ktoś nowy i wszyscy to widzieli?


Odpowiedz
(@dagna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Swietowit Oba jednocześnie. Van Gennep opisywał to jako nierozerwalną całość - zmiana wewnętrzna i jej społeczne potwierdzenie 🙂 Ale też różne kultury kładły nacisk na różne elementy. W niektórych tradycjach wyjście i powrót były ważniejsze niż to co się działo w środku, bo liczyło się rozpoznanie przez wspólnotę. W innych odwrotnie - zmiana wewnętrzna była kluczowa, a zewnętrzna forma była tylko jej wyrazem.


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@mniszek86)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi ale mam pewną obserwację: czesto wiemy, że zamknięcie "zadziałało" nie dlatego że poczujemy ulgę, ale dlatego że przestajemy wracać myślami do tego co zamykaliśmy. Nie z siłą, nie ze strachem - po prostu coraz rzadziej. Czy to jest coś, czego możesz szukać u siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

To co napisałaś Teodorka o utracie kontaktu z własnym czuciem - to jest bardzo istotna rzecz i właśnie dlatego pytałam wcześniej o te wewnętrzne zasoby. Bo rytuał zbudowany na intuicji działa zupełnie inaczej niż rytuał zbudowany na zewnętrznej strukturze. Jeśli teraz nie ufasz swojemu odczuwaniu, może warto zacząć od czegoś co jest bardzo proste i mierzalne - nie "poczujesz kiedy", tylko konkretny czas, konkretna forma. Czy miałaś kiedyś doświadczenie z jakimś rytuałem, nawet małym, gdzie naprawdę coś poczułaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Wrzosianka Tak, raz. Robiłam coś z ogniem - dosłownie spalałam kartkę z lisą rzeczy których się bałam. Nie miałam żadnej teorii za tym, po prostu mi powiedziała to znajoma. I pamiętam że kiedy patrzyłam jak to się pali, coś naprawdę puściło 😉 ehh, ale to było lata temu, w zupełnie innym życiu.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest dokładnie to o czym myślałam kiedy czytałam całą tę rozmowę. Ogień działa inaczej niż inne żywioły przy pożegnaniach. Sama robiłam podobną rzecz po przeprowadzce, kiedy zostawiałam tam naprawdę duży kawał swojeggo życia. Napisałam co zostawiam, nie co tracę - to była drobna różnica w słowach ale zmieniała całą intencję. Że to jest mój wybór, nie moja strata.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Rumianek79 Czekaj, to jest ciekawe rozróżnienie. "Co zostawiam" kontra "co tracę" - czy to miało dla ciebie znaczenie zanim zapaliłaś ogień, czy dopiero po?


Odpowiedz
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 576

@Gizelka83 Szczerze? Dopiero pisząc zrozumiałam, że przez kilka tygodni myślałam w kategoriach straty, a nie decyzji. I samo pisanie to zmieniło, jeszcze zanim cokolwiek spaliłam. Rytuał był takim... domknięciem czegoś co zaczęło się na papierze.


Odpowiedz
Wpisy: 155
(@inkantator)
Połączone: 2 lata temu

To co opisuje Rumianek79 ma analogię w nordyckiej praktyce seiðr - tam też część pracy działa się na poziomie intencji i słowa, zanim w ogóle doszło do fizycznego działania. Ale mam pytanie do Teodorki, bo to ważne: tamten rytuał ze spalaniem był samotny czy w obecności kogoś? To nie bez znaczenia jeśli chodzi o to jak budować coś teraz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Inkantator Sama. Zupełnie sama, w nocy. I chyba dlatego to działało - nikt mnie nie obserwował, nie musiałam niczego udowadniać ani tłumaczyć. Mogłam po prostu być z tym.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@jagodzianka92)
Połączone: 2 lata temu

I właśnie to jest ciekawe w kontekście tematu Teodorki, bo ona teraz nie ma zewnętrznej wspólnoty która mogłaby "zatwierdzić" zmianę. Mówiła że te zmiany były w pracy, w życiu - czyli struktura społeczna się posypała. Rytuał dla siebie samej może być wtedy jedyną możliwą formą, ale też trudniejszą, bo nie ma zewnętrznego lustra.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mniszek86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 218

@Jagodzianka92 To jest moim zdaniem jeden z najtrudniejszych przypadków. Kiedy brakuje zewnętrznych punktów odniesienia, wewnętrzna praca jest konieczna, ale też podatna na pętlę - chodzimy w kółko po tych samych ścieżkach bez kogoś kto mógłby zapytać "a czy ty w ogóle próbowałaś spojrzeć na to inaczej". Nie mówię że to nie działa, mówię że jest truniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam tę rozmowę i myślę o czymś innym. Teodorka mówiła na początku że nie wie kim jest. I teraz zastanawiam się - czy to pytanie "kim jestem" jest dobrym punktem startowym do rytuału, czy jednak lepiej zacząć od "czego mi brakuje" albo "co zostało". Bo "kim jestem" jest tak szerokie że można się w nim zgubić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Kamilka65 Myślę o tym samym. Ja jak miałam podobny moment, to próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie "kim jestem" i to było jak wpadanie w dziurę bez dna. Dopiero kiedy zaczęłam od "co wciąż lubię robić" - konkretnie, materialnie - znalazłam jakiś przyczepek.


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Caroletta Hej, to co pisze - to jest coś. bo faktycznie pytanie "kim jestem" jest w zasadzie bez odpowiedzi teraz. Ale "co lubię" - jakieś rzeczy wciąż są. herbata z tymiankiem rano. Stare mapy. Chodzenie przed snem. Czy to może być materiał do czegoś?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Tak. i to jest naprawdę dobry materiał - nie abstrakcyjny, tylko prawdziwy. Herbata, mapy, spacer - to są rzeczy które są twoje niezależnie od tego co się zmieniło wokół. Znam podejście w którym rytuał buduje się właśnie z takich drobnych, stałych elementów - nazywa się je "anchors", kotwice tożsamości. Chodzi o to że nawet jeśli wszystko inne się zmienia, te małe codzienne rzeczy mówią: jesteś tu, jesteś sobą.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Wrzosianka Kotwice tożsamości - to mi się bardzo zgadza z tym jak numerologia opisuje stałe elementy w życiu człowieka, te które wynikają z daty urodzenia i nie zmieniają się niezależnie od zewnętrznych okoliczności. nie wiem czy Teodorka pracuje z numerologią, ale to co opisała - herbata, mapy, spacer - brzmi jak rzeczy które były z nią od zawsze, nie tylko od ostatnich zmian.


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Runiarka A jak numerologia opisuje momenty przejścia? Bo ciekawi mnie czy jest tam coś podobnego do tej liminalnej fazy o której mówił Wiciol - jakiś odpowiednik "między".


Odpowiedz
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Gizelka83 Jest. W numerologii mamy lata osobiste i każdy rok 9 kończy jeden cykl, a rok 1 zaczyna nowy. Ale najciekawszy jest właśnie moment między nimi - niektórzy mówią o nim jako o "roku zerowym", choć technicznie nie istnieje w klasycznych opracowaniach. To jest ten czas kiedy stary cykl się domknął, a nowy jeszcze nie ma treści. I wiele osób opisuje go dokładnie tak jak Teodorka - jako białą przestrzeń, brak gruntu pod nogami. Co nie znaczy że coś jest nie tak.


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@ulita52)
Połączone: 2 lata temu

Ten "rok zerowy" o którym pisze Runiarka to ciekawe pojęcie, ale mam wrażenie że numerologia trochę tu upraszcza. bo cykl dziewięcioletni zakłada że wszyscy wchodzimy w zmianę w tym samym rytmie, a przecież Teodorka nie zaczęła tracić tożsamości dlatego że przypadło jej konkretne liczenie - tylko dlatego że jej życie faktycznie się posypało. Co wtedy? Jak numerologia sobie radzi z tym że rzeczywistość nie czeka na właściwy rok?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runiarka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 398

@Ulita52 To jest uczciwe pytanie i nie będę tego bronić na siłę 🙂 Numerologia nie tłumaczy przyczyn - ona raczej daje ramę, która pomaga zobaczyć gdzie się jest w cyklu. Jeśli ktoś jest w roku 9 albo w okolicach przejścia, to rozpad nie jest wyrokiem - jest częścią struktury. Ale zgadzam się że samo przyporządkowanie liczby nic nie zmienia w tym co czuje Teodorka.


Odpowiedz
(@dagna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Runiarka A czy ta rama nie działa trochę jak każdy inny system symboliczny - czyli daje poczucie sensu, ale sam sens trzeba zbudować samemu? Mam na myśli to, że czy ktoś jest w roku 9, czy nie - jeśli czuje że się rozsypał, to etykieta cyklu nie jest tym co go skleja. serio choć rozumiem wartość w nazwaniu tego momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@jagodzianka92)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do Teodorki i tego co napisała o herbacie i mapach - zastanawiam się nad czymś. Ona sama znalazła te rzeczy nie były jej podpowiedziane. To znaczy że gdzieś głębiej wie co jest jej. Może pytanie nie brzmi "kim jestem" tylko "jak to zebrać w całość"? I czy rytuał może być właśnie tym zbieraniem?


Odpowiedz
Wpisy: 71
Rozpoczynający temat
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Jagodzianka, to mnie zatrzymało. Bo faktycznie te rzeczy po prostu są - nie musiałam ich szukać, po prostu wyszły same kiedy o tym pisałam. Ale jak to zebrać w całość to właśnie nie wiem. Czy rytual może wyglądać tak że... po prostu robię te rzeczy ale świadomie? Tzn. herbata zamiast być herbatą staje się czymś więcej?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

Tak, dokładnie w tym kierunku. To się nazywa różnie w różnych tradycjach, ale zasada jest podobna - gest codzienny podniesiony do rangi intencji. Japońska ceremonia herbaty to jest właśnie to: te same ruchy, te same składniki, ale w towarzystwie świadomości. Nie musisz nic wymyślać od zera. możesz wziąć to co już robisz i zapytać siebie w trakcie: co to dla mnie znaczy. I nie oczekiwać odpowiedzi od razu 🙂


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Wrzosianka Ale czy to nie jest zwykłe bycie uważnym? Tzn. rozumiem że to ma wartość, ale czy to jest rytuał czy po prostu uważność z inną nazwą? Szczerze pytam bo nie rozumiem gdzie przebiega granica.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Swietowit Granica jest w intencji i w strukturze. Uważność zazwyczaj mówi: obserwuj co jest, nie oceniaj. Rytuał mówi: rób to w określony sposób, z określoną intencją, i to działanie coś oznacza. Ta sama herbata wypita uważnie to uważność. Ta sama herbata wypita rano, zawsze w tej samej kolejnośic, z myślą że to moment który jest tylko twój - to już rytuał. Forma nadaje znaczenie.


Odpowiedz
(@gizelka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 468

@Wiciol A co jeśli ktoś robi coś mechanicznie i bez intencji na początku, ale z czasem to nabiera sensu? Bo ja tak miałam z pewnym wieczornym rytuałem - zaczęłam go roić prawie z przymusu, żeby jakoś ustrukturyzować wieczory, a po kilku tygodniach nagle poczułam że to jest moje. Czy intencja musi być na starcie?


Odpowiedz
Wpisy: 218
(@mniszek86)
Połączone: 2 lata temu

To jest świetne pytanie Gizelki. bo z tego co obserwuję - i u siebie i u innych - często intencja przychodzi przez powtórzenie, nie przed nim. Ciało zapamiętuje, zanim głowa zdąży zrozumieć. I może właśnie o to hodzi w rytuałach budowanych z codziennych rzeczy - nie wchodzisz w to z gotową teorią, tylko pozwalasz żeby praktyka coś pokazała.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Mniszek86 To jest spójne z tym jak runy działają w procesie - nie interpretujesz zanim rzucisz tylko rzucasz i patrzysz co wychodzi. Ale mam pytanie: czy dla Teodorik nie ma ryzyka że bez jakiejś zewnętrznej struktury te codzienne rzeczy zostają po prostu codziennymi rzeczami? Tzn. skąd wie kiedy herbata "stała się" rytuałem?


Odpowiedz
Wpisy: 1160
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Myślę że to poczucie przychodzi samo, choć to brzmi mgliście. Pamiętam że u mnie był taki moment - robiłam to samo co zawsze, ale nagle coś się zmieniło w środku. Trudno to opisać inaczej niż że zaczęłam to odczuwać jako swoje, a nie jako przyzwyczajenie. Może to właśnie jest odpowiedź na pytanie Kamilki - nie ma wyraźnej granicy, ale jest moment gdy się po prostu wie.


Odpowiedz
Wpisy: 155
(@inkantator)
Połączone: 2 lata temu

Chcę wejść z czymś konkretnym. W tradycji nordyckiej mamy pojęcie seiðstafr - laski lub słupa, który służył jako fizyczny punkt skupienia podczas praktyki. Ale ważniejsze jest to, że seiðr jako całość zakładał wielokrotne wejście w ten sam stan, tą samą ścieżką. powtarzalność nie była nudą - była warunkiem. Teodorka już ma swoje ścieżki: herbata, mapy, spacer. Pytanie czy jest gotowa żeby je potraktować poważnie jako punkt wyjścia, a nie tylko jako tło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Inkantator Jak to "potraktować poważnie"? Tzn. co to oznacza w praktyce? Bo brzmi jak coś ważnego ale nie wiem jak to przełożyć na coś co mogę zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 155
(@inkantator)
Połączone: 2 lata temu

no i, Np. robisz herbatę i w tym czasie nie robisz nic innego. Nie patrzysz w telefon, nie myślisz co będziesz robić za godzinę. Tylko herbata. i może jedno pytanie do siebie - jedno nie pięć. Na przykład: co dziś jest moje? Nie szukasz odpowiedzi. Zadajesz pytanie i pozwalasz żeby ciało usiadło z tym. To jest sposób na podniesienie zwykłej czynności do funkcji rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 576
(@rumianek79)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dokładnie to miałam na myśli kiedy pisałam o odosobnieniu przy spalaniu. To nie był wielki gest - byłam sama było cicho. Ale ta cisza była celowa. I myślę że Teodorka już to intuicyjnie robi - mówiła że lubi chodzić przed snem. Spacer przed snem to już jest coś, co ją wydziela z reszty dnia. Może nie potrzeba więcej elementów, może potrzeba tylko tej świadomości że to już działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@opalinka72)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 282

@Rumianek79 Zgadzam się z tym co mówisz, ale chcę dodać jedną rzecz. Spacer działa dopóki jest przestrzenią. Jeśli w trakcie Teodorka rozważa listy zadań albo przetwarza kłótnie - to jest marsz, nie rytuał. Rytuał wymaga wydzielenia uwagi, nie tylko ciała. I to jest najtrudniejsza część, zwłaszcza kiedy głowa jest w chaosie.


Odpowiedz
Wpisy: 458
(@igorek)
Połączone: 6 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Wszyscy mówicie o rytuałach jako czymś co Teodorka ma budować sama. Ale czy nie ma jakiegoś systemu - czakry, bioenergoterapia cokolwiek - który mówi co się blokuje kiedy człowiek traci poczucie kto jest? Bo może to nie jest kwestia rytuału tylko czegoś co jest zablokowane energetycznie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@jolusia96)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 728

@Igorek W systemie czakr to co opisuje Teodorka - brak poczucia własnej tożsamości, zagubienie po zmianach - jest często łączone z zaburzeniem równowagi w obszarze manipury, trzeciej czakry. Ona odpowiada za poczucie sprawczości i sens własnego "ja". Ale nie powiedziałabym że coś jest "zablokowane" jak przełącznik - raczej że ta część jest teraz bardzo cicha i wymaga zaproszenia z powrotem. Rytuały z ogniem, z działaniem, z fizycznym zaangażowaniem ciała mogą być właśnie takim zaproszeniem.


Odpowiedz
(@ulita52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Jolusia96 A czy to znaczy że spalanie o którym mówiła wcześniej Teodorka trafiło intuicyjnie w dobry żywioł? Bo ogień i manipura to trochę naturalne połączenie.


Odpowiedz
(@jolusia96)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 728

@Ulita52 Tak, to nie jest przypadek. Ogień jeśli chodzi o manipury to jeden z najbardziej bezpośrednich kierunków działania. Ale chcę doprecyzować jedną rzecz - sama Teodorka mówiła że spaliła coś co już nie było jej. To jest ważna różnica między rytuałem oczyszczającym a rytuałem budującym tożsamość. Jedno usuwa, drugie zaznacza. I ona może potrzebować teraz tego drugiego.


Odpowiedz
(@ulita52)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 164

@Jolusia96 Dobra, to jak w takim razie wygląda "rytuał zaznaczający" w praktyce? bo rozumiem teorię, ale nie wiem co to konkretnie znaczy. nosisz coś? Piszesz? Mówisz na głos?


Odpowiedz
Wpisy: 357
(@wrzosianka)
Połączone: 2 lata temu

To zależy od tradycji, ale jest kilka powtarzających się motywów. Częste jest fizyczne oznaczenie siebie - nie w sensie tatuażu, choć i to bywa, ale np. namaszczenie olejkiem założenie czegoś co się wybrało świadomie, położenie ręki na sercu i powiedzenie swojego imienia. Brzmi prosto, ale to właśnie ta prostota jest tu ważna. Ciało potrzebuje konkretnego gestu, nie abstrakcji.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@swietowit)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 502

@Wrzosianka Powiedzenie swojego imienia na głos robi jakąś różnicę naprawdę? Tzn. pytam serio bo to brzmi jak coś zbyt prostego żeby działało.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1505

@Swietowit Imię to jeden z najstarszych elementów rytuałow tożsamościowych właśnie dlatego, że jest markerem. W tradycjach inicjacyjnych - i to w bardzo różnych kulturach, od egipskiej po rdzennoamerykańskie - nadanie lub wypowiedzenie imienia oznaczało wejście w nową fazę. Zmiana imienia przy zakonnicach, przy ślubie, przy przejściu. no, to nie jest przypadek. samo imię uruchamia coś w percepcji siebie.


Odpowiedz
(@teodorka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 71

@Wrzosianka Siedzę z tym co napisała. Próbowałam kiedyś powiedzieć na głos swoje imię i to było dziwnie niekomfortowe. Jakby nie pasowało. Czy to coś znaczy że tak to odebrałam?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: