Wróciłem, ale inaczej to znaczy, niektóre rzeczy zostawiłem, bo zobaczyłem, że robiłem je z przyzwyczajenia albo z lęku przed ich nieróbiem. Zostało to, co po przerwie chciałem zrobić, a nie to, co czułem, że muszę.
no ale A czy dało się to stwierdzić od razu po przerwie, czy dopiero z czasem, jak już wróciłeś do praktyki?
Właśnie jestem na etapie, gdzie się zastanawiam czy moje codzienne rzeczy to nawyk czy potrzeba. Bo mam taką wieczorną meditację i nie wiem czy ją lubię czy się boję jej nie zrobić. Brzmi śmiesznie, ale to naprawdę dwa różne uczucia i nie zawsze wiem które jest które.
To jest ciekawe, bo ten test z wyobrażeniem sobie braku rytuału pojawił się już kilka razy w tym wątku i chyba jest naprawdę użyteczny. Ale zastanawiam się, czy nie ma w nim jednej wady. Wyobrażenie to nie to samo co rzeczywisty brak. Ja mogę sobie wyobrażać spokojnie, a w praktyce reagować panicznie.
Ja chcę się zapytać o jedną rzecz, bo jestem trochę zagubiona w tej dyskusji. Czy wy mówicie tutaj głównie o rytuałach jako o czymś codziennym i nawykowym, czy też o takich jednorazowych, które się robi przy konkretnej okazji? Bo to chyba jednak dwa różne zjawiska i nie wiem, czy ten problem z ucieczką dotyczy obu tak samo.
Dobra, to spróbuję doprecyzować to co pytałam, bo chyba trochę rozminęłam się z resztą. Chodziło mi o to, że codzienne rytuały mają inną dynamikę niż te roczne, sezonowe albo przy konkretnej okazji. Przy tych codziennych łatwiej mi sobie wyobrazić, że człowiek się uzależnia od rytmu i ucieka w rutynę. Ale jak robisz coś raz w roku, przy przełomie, to chyba inna sprawa? Mnie się wydaje, że tam nie ma miejsca na ucieczkę, bo nie masz jak się schować w czymś jednorazowym.
