no mnie trochę zastanawia, czy ktoś jeszcze miał to, co ja opisywałam wcześniej z tą świecą. Czyli że skończyłaś coś, ale nie poczułaś, że naprawdę skończone. Bo teraz jak czytam o tym skupieniu i intencji, to zastanawiam się, czy moje poczucie niedokończonej sprawy nie brało się właśnie z tego, że robiłam ten rytuał bez pełnego skupienia, bo cały czas myślałam o tamtym sporze.
A ja mam tu inną myśl. Słuchajcie, dużo mówimy o skupieniu i intencji, ale jest jeszcze jedna rzecz. Kiedy jesteś w środku konfliktu prawnego, rytuał z intencją na wynik sprawy jest rytuałem w sytuacji, gdy wynik jest jeszcze otwarty. To jest trochę jak modulowanie czegoś, co jest w ruuchu. i tu pojawia się pytanie, czy to nie stwarza też pewnego rodzaju przywiązania do wyniku, które samo w sobie działa przeciwko spokojowi.
Przy numerologii jest coś analogicznego. Jeśli robisz analizę dla kogoś, kto jest w konflikcie, i wyjdzie mu np. rok 9, czyli rok zamknięcia cyklu, to nie możesz powiedzieć mu, że wygra. Możesz powiedzieć, że coś się skończy. I ta otwartość końca jest ważna, bo intencja na wynik zmusza do trzymania się kurczowo czegoś, co może pójść w różnych kierunkach.
Wracając jeszcze do Krysi i jej pytania o to poczucie zawieszenia. no Jest coś, co w pracy z runami stosuję przy sytuacjach, gdzie kontekst był niepewny lub zmienił się w trakcie. Robię tak zwane odwrócenie intencji, co nie jest dramatycznym gestem, a raczej świadomym wypowiedzeniem, że praca się zakończyła i intencja wraca do mnie w innej formie. Nie jako pusta formuła, ale jako prawdziwe powiedzenie sobie, że ta praca jest skończona, bez względu na to, jak sprawa się potoczyła. Przy świecy byłoby to coś analogicznego. Pewnie wiesz sama, co by było dla ciebie naturalnym zamknięciem.
I chyba tu jest odpowiedź na pytanie Andromedki o ten moment, kiedy odpuścić. nie ma zewnętrznej reguły. Jest wewnętrzny moment, kiedy widzisz, że trzymasz się praktyki jak koła ratunkowego, a nie robisz jej z miejsca, które ma jakiś fundament. I wtedy odpuszczenie nie jest porażką, jest po prostu czytaniem siebie.
Właśnie to, co napisał Halny, zostaje ze mną. Bo jak myślę o swoich ostatnich tygodniach, to faktycznie robiłam rytuały trochę z przymusu, jakby odprawianie czegoś miało mnie uspokoić. I nie wiem, czy to był zły powód, żeby to robić, czy po prostu inny powód niż zwykle.
A czy te rytuały, które robiłaś z tego miejsca, jakoś się różniły od innych? Znaczy, czy czułaś w trakcie coś inaczej, czy dopiero po czasie zobaczyłaś, że coś nie grało?
To opisuje dokładnie to, o czym mówiłam przy kartach, tylko że przy rytuałach. ciało wykonuje ale energia nie ma gdzie trafić, bo uwaga jest rozproszona między intencją a lękiem o wynik. I zostaje takie zawieszenie.
Zastanawiam się, czy to zawieszenie to nie jest czasem coś, co się zdarza niezależnie od stanu emocjonalnego znaczy, robiłem kiedyś rytuał w penłym skupieniu, bez żadnego konfliktu w tle, i też nie poczułem tego domknięcia. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem efekty. Może to sprawa tego, jak kto w ogóle odbiera sygnały zwrotne?
no właśnie, to mi się trafi w tym temacie. Bo mi się zdaje ze ludzie robią rytuały z pytaniem "wygram?" a to jest pytanie o wynik zewnętrzny. Ale ile razy ktoś robi rytuał z pytaniem "jak mam się czuc przez ten czas?" albo "co mi pomoze przejść przez to bez uszczerbku?" - to już jest inne pytanie i inna intencja
A jak to jest z rytuałami, które mają chronić? Nie pytać o wynik ani o stan, tylko po prostu osłonić się przez czas procesu. Bo wydaje mi się, że to jest trzecia kategoria, o której tu nie rozmawiamy.
Przyznam, że mnie ta rozmowa otwiera oczy. Nigdy bym tak nie rozkładała tego na części, co to znaczy rytuał ochronny w trudnej sytuacji. Ja jak miałam podobne przeżcyie, to po prostu zapalałam świecę i prosiłam żeby było dobrze. I teraz słyszę, że to było pytanie bez konkretnego adresu.
Zastanawiam się, jak to się ma do tego, o czym rozmawiałyśmy z Andromedk±. Ona miała dobre skupienie w trakcie, ale brak domknięcia. A Krysia miała prostą intencję bez precyzji. I obie opisują podobne poczucie niedokończenia. Może to nie chodzi o samą intencję?
Właśnie, może to bardziej kwestia tego, że sytuacja sama w sobie nie jest domknięta. Sprawa sądowa z natury jest otwarta, dopóki nie ma wyroku. I rytuał wykonany w środku czegoś otwartego też siłą rzeczy wisi w powietrzu, bo nie ma końcowego punktu, do którego mógłby się odnieść.
To jest bardzo trafna obserwacja i ma głębsze zakorzenienie niż myślisz. W tradycjach, które pracują z czasem rytualnym, istnieje pojęcie "okresu otwartego" kiedy rytuały zamykające są wstrzymywane, bo nie ma jeszcze punktu kotwiczenia dla zakończenia. To nie jest brak mozliwości praktykowania, ale rozróżnienie między rytuałem w toku a ryuałem domykającym. Można robić rytuały podtrzymujące przez cały czas, ale domknięcie zostawia się na moment, kiedy jest ku temu rzeczywista podstawa.
Ale to rodzi pytanie praktyczne: skoro sprawa jest otwarta i rytuał zamykający nie zadziała w pełni, to co wtedy? ojej, czeka się do wyroku i nic się nie robi? Czy są rytuały, które są zaprojektowane właśnie pod taki stan zawieszenia?
no właśnie to Siatowid powiedział sensownie, bo ja tez to rozróżniam choc nie umiałam tego tak ładnie nazwać. ojej, Jak mam coś w toku to nie siadam do czegoś co ma "zakończyć" bo skąd mam wiedziec co zakańczam. Ale zioła, okadzanie, prosta ochrona - to tak. To nie pyta o koniec.
To chyba był mój błąd. Robiłam rytuał, który miał domknąć napięcie, a napięcie nie mogło być domknięte bo sprawa trwała. Jakbym próbowała zamknąć drzwi, które są przymocowane do ruchomej ściany. i potem się dziwiłam, że zostało to zawieszenie.
I to jest bardzo uczciwa analiza. W runach jest Hagalaz, która często pojawia się właśnie w takich momentach, kiedy proces jest w toku i nie ma możliwości jego przyspieszenia ani zatrzymania. Hagalaz nie mówi "zakończ", mówi "przetrwaj strukturalnie". Rytuały z taką energią nie domykają, ale dają coś w rodzaju kręgosłupa na czas burzy.
Mam wrażenie, że my tu za bardzo idziemy w kierunku konkretnych przepisów, a chyba o to nie chodzi. Główne pytanie Andromedki było chyba takie: czy w ogóle warto się zabierać za rytuały, jak głowa jest gdzie indziej i sprawa sądowa ciągnie w dół psychicznie. i ja mam na to swoją odpowiedź z doświadczenia, ale ciekaw jestem, czy inni mają inaczej.
