Czyli Wedrowiec sugeruje że samo powtarzanie rytuału nie wystarczy - trzeba jeszcze w pewien sposób słuchać siebie podczas. Ale jak to wygląda w praktyce? Bo dla mnie rytuał to jest właśnie skupienie na tym co robię - na słowach, gestach, kolejności. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na obserwowanie siebie?
To jest może właśnie jeden z argumentów za upraszczaniem którego jeszcze nie padło w tej rozmowie. Że prostszy rytuał szybciej 'schodzi w ciało' - mniej kroków do przyswojenia, więc szybciej masz dostęp do obserwacji podczas zamiast po. Niekoniecznie dlatego że krócej lepiej, ale dlatego że mniej poznawczego przeciążenia podczas samego robienia.
To jest ciekawa myśl ale nie jestem do końca przekonana. Są rytuały które działają właśnie dlatego że są złożone - wieloetapowość nie jest tylko ozdobnikiem. W pewnych tradycjach każdy krok buduje coś co poprzedni krok zaczął i uproszczenie nie przyspiesza przyswajania, tylko wycina część struktury. Efekt jest inny, nie 'taki sam tylko szybciej'.
tak, i to jest uczciwy punkt. Ale myślę że to jest raczej argument za lepszym przyswojeniem niż za uproszczeniem. Jeśli pilnujesz porządku to znaczy że rytuał jeszcze nie jest twój - jeszcze go uczysz. Upraszczasz żeby obejść ten etap, ale nie wiadomo co tracisz po drodze.
Słucham tej dyskusji i mam takie wrażenie że trochę krążycie wokół pytania które może w ogóle nie ma jednej odpowiedzi. Czy można uprościć - można, i zależy to od stu rzeczy o których już mówiliście. Ale chyba dla kogoś kto pyta 'czy mogę uprościć bo za długi' to praktyczna odpowiedź jest taka: spróbuj i sprawdź co się dzieje, nie ma innej drogi.
Może właśnie o to chodzi że te punkty odniesienia trzeba zbudować samemu przez praktykę, ale ta rozmowa daje jakieś mapy - co w ogóle obserwować. Zanim ktoś mi powiedział o tym 'zgrzytaniu' o którym mówi Kryska i Lunaria, to nie wiedziałam że właśnie tego mam szukać. Teraz kiedy coś pomijam to świadomie sprawdzam czy jest to 'zgrzyt' czy nie.
To co mówi Kryska brzmi logicznie ale mam wrażenie że trochę kręci się w kółko - żeby wiedzieć czy możesz zmieniać musisz mieć kontakt, a żeby mieć kontakt musisz robić długo bez zmian. Czyli i tak wychodzi że na początku po prostu trzymasz się tego co jest i czekasz. Czy ktoś miał inaczej?
Wedrowiec ma rację w tym sensie że czas sam w sobie nic nie daje. Ale dodałabym że jest jeszcze jeden element - znajomość tradycji z której pochodzi rytuał. Można być bardzo uważnym i nie wiedzieć co właściwie obserwować, bo nie rozumie się co dany element w ogóle ma robić. Upraszczanie bez tego rozumienia to trochę jak skracanie przepisu kiedy nie wiesz po co jest dany składnik.
To jest chyba sedno całego tematu, który Anima postawiła na początku. Bo 'czy można uprościć' ma zupełnie inne odpowiedzi w zależności od tego czy mówimy o rytuale z tradycji, rytuale przejętym z jakiejś konkretnej szkoły, czy rytuale który ktoś sam skleił. W każdym przypadku co innego ryzykujesz upraszczając i co innego możesz bezpiecznie odpuścić. Może warto by to rozdzielić zamiast szukać jednej odpowiedzi dla wszystkich przypadków jednocześnie.
